Mieszkańcy wyspy na Oceanie Indyjskim jednoznacznie za nazwaniem jej imieniem Donalda Trumpa

Mieszkańcy wysp Czagos na Oceanie Indyjskim poprosili prezydenta USA Donalda Trumpa o powstrzymanie przekazania tego archipelagu Mauritiusowi, planowanego 12 stycznia przez Wielką Brytanię. W zamian zaoferowali, że jedna z wysp zostanie nazwana imieniem amerykańskiego przywódcy.
Mieszkańcy wyspy na Oceanie Indyjskim z hołdem dla Donalda Trumpa?
.Prośbę tę wystosował do Białego Domu premier powstałego w grudniu ubiegłego roku rządu Czagos na uchodźstwie, Misley Mandarin. Jego list – opublikowany na platformie X przez brytyjski portal ConservativePost – prezydent Donald Trump powinien otrzymać w weekend, tuż przed nadchodzącym głosowaniem w brytyjskim parlamencie nad traktatem, który ma przekazać wyspy Mauritiusowi. Głosowanie to odbędzie się 12 stycznia 2026 r.
W liście Misley Mandarin ostrzegł USA, że umowa w obecnym kształcie zagrozi strategicznie ważnej brytyjsko-amerykańskiej bazie wojskowej na wyspie Diego Garcia, ponieważ Mauritius jest zbyt uzależniony od wpływów Chin. Z kolei zablokowanie traktatu – w jego ocenie – „zamknie drzwi przed chińską ingerencją”.
Wdzięczni mieszkańcy Czagos, jak zapewnił amerykańskiego przywódcę Misley Mandarin, są gotowi nazwać jedną z wysp archipelagu imieniem prezydenta Donalda Trumpa, aby „uczcić moment, w którym Ameryka okaże siłę, sprawiedliwość i długoterminowe bezpieczeństwo, a nie tylko (znajdzie) doraźne rozwiązanie”.
Wyspa Diego Garcia pozostanie brytyjska przez kolejne 99 lat
.Niemniej, mieszkańcy Czagos nie są jednomyślni w sprawie przyszłości swojego archipelagu, który od 1965 r. wciąż formalnie jest częścią Brytyjskiego Terytorium Oceanu Indyjskiego. Wyspy miały zostać przekazane Mauritiusowi 22 maja 2025 r., jednak dzień wcześniej proces został wstrzymany przez londyński sąd po wniosku złożonym przez kilku mieszkańców archipelagu, sprzeciwiających się pozostawieniu Diego Garcia przy Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.
Ostatecznie traktat, który 12 stycznia zostanie poddany pod głosowanie, przewiduje przekazanie Mauritiusowi archipelagu z wyłączeniem wyspy Diego Garcia. Ma ona być dzierżawiona przez Wielką Brytanię przez 99 lat za kwotę ponad 30 mld funtów – ujawnił niedawno maurytyjski dziennik „L’express”.
To największa i najważniejsza wyspa, znajduje się bowiem na niej baza brytyjsko-amerykańska, pozwalająca obu krajom kontrolować znaczną część regionu Indo-Pacyfiku. Diego Garcia odegrała kluczową rolę w kilku ostatnich operacjach amerykańskich, w tym w ubiegłorocznych, realizowanych wspólnie z Izraelem, misjach związanych z powstrzymaniem irańskiego programu nuklearnego.
Ameryka zawęża swój globalny zasięg
Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA to nie jest zwykły dokument polityczny. To manifest, który zrywa z dotychczasowym konsensusem amerykańskiej polityki zagranicznej, zmieniając fundamenty ładu światowego, do którego przywykliśmy od końca zimnej wojny. Choć mogliśmy się tego spodziewać. Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA redefiniuje bowiem interes narodowy USA w sposób, który zachwieje nie tylko równowagą globalną, ale przede wszystkim bezpieczeństwem Europy – pisze na łamach „Wszystko co Najważniejsze” w tekście „Ameryka wraca do siebie. Co nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA oznacza dla Europy i Polski?” Michał KŁOSOWSKI.
Ameryka zawęża swój globalny zasięg, odrzuca rolę gwaranta liberalnego porządku i przyjmuje kurs na ochronę własnej suwerenności, odbudowę wewnętrznej potęgi i koncentrację na rywalizacji mocarstw – z Chinami jako głównym wyzwaniem cywilizacyjnym. Samo słowo „cywilizacja” pojawia się zresztą w tym dokumencie niezwykle często. To powrót do realizmu, który nie wstydzi się hierarchii interesów, ograniczonego zaangażowania i wymuszonej odpowiedzialności sojuszników. I to właśnie w tym punkcie zaczyna się prawdziwa opowieść o Europie i o Polsce.
W centrum Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA stoi zaskakująco prosta, ale rewolucyjna diagnoza: przez trzy dekady Ameryka była wszędzie, robiła zbyt wiele, chroniła zbyt wielu i za zbyt wielu płaciła. W dokumencie dokonano cięcia historycznego: interes USA zostaje zawężony do twardych, materialnych kategorii takich jak obrona suwerenności, kontrola granic, stabilność wewnętrzna, przewagi gospodarcze, technologia i bezpieczeństwo terytorialne. Świat dookoła Ameryki przestaje być postrzegany jako projekt wspólnoty demokratycznej staje się zaś przestrzenią rywalizujących, suwerennych podmiotów. Stany Zjednoczone deklarują, że nie zamierzają już narzucać innym państwom modeli ustrojowych, wartości czy „projektów transformacyjnych” jak miało to miejsce wielokrotnie w historii ostatnich dekad. To koniec epoki interwencjonizmu w imię ideałów, koniec prób „budowy państw” od Bałkanów po Bliski Wschód czy słynnego nation building.
Zamiast globalnej misji – powrót do prymatu narodu. Zamiast Strażnika Wolnego Świata – strażnik własnych interesów. Nie jest to zapowiedź izolacjonizmu, lecz zmiany filozofii: „najpierw Ameryka” (ang. America first), ale rozumiana nie powierzchownie, lecz strukturalnie jako odbudowa klasy średniej, reindustrializacja kraju, dominacja energetyczna i rekonstrukcja spójności kulturowej w obliczu postępujących culture wars.
PAP/Tadeusz Brzozowski/MJ






