Jan ŚLIWA: Rosja i Ukraina. Oprycznicy i hajdamacy oraz źródła przemocy

Rosja i Ukraina. Oprycznicy i hajdamacy oraz źródła przemocy

Photo of Jan ŚLIWA

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Brutalne działania są często reakcją obronną na zagrożenia, realne i urojone. My, Polacy, od wieków zmagamy się z polonofobią. Ale również Rosjanie widzą wszędzie rusofobię a Ukraińcy ukrainofobię – pisze Jan ŚLIWA

.Od ponad czterech lat trwa wojna między Rosją a Ukrainą. Wojna, której czas trwania i brutalność przypominają zeszłowieczne wojny światowe. Rosyjskie marzenia o wkroczeniu do Kijowa (najlepiej wśród wiwatujących tłumów) dawno prysły. Ukraina wytrzymała pierwszy cios i przetrwała. Dziś zadaje Rosji wielkie straty, niszczy infrastrukturę strategiczną. Jest silna i bardzo lubi tą siłą epatować. Najwyraźniej chce też już teraz tworzyć powojenny porządek, wybierać militarnych i gospodarczych sojuszników, definiować swoją przyszłą rolę. Przypomina to Amerykę, która w serdecznym przymierzu wspomagała Wielką Brytanię, równocześnie usiłując zadłużeniem finansowo rzucić ją na kolana i przejąć jej rolę światowego hegemona. Ukraina gra ponad swoje możliwości, ale odważnym szczęście sprzyja. Na pewno jest asertywna, wręcz agresywna i bezceremonialna. Do czego doprowadzi ją niepowstrzymana ambicja?

Patrząc na Ukrainę, nie możemy zapominać o Rosji, która ekspansywna i agresywna jest od zawsze. Zarówno Rosja, jak i Ukraina mają za sobą tradycję przemocy – we wspólnym państwie i jako przeciwnicy, przemocy indywidualnej i grupowej. Jako przykłady pars pro toto weźmy dla Rosji opryczników, członków brutalnej gwardii Iwana Groźnego, pierwowzoru Czeki, GPU i NKWD, a dla Ukrainy hajdamaków, rozbójników mordujących Polaków i Żydów, będących inspiracją dla siekierników UPA.

Męskość, siła i wojna w różnych kulturach

Jakie podejście mają różne narody/kultury do męskiej siły i do konieczności walki w dość brutalnym świecie? Wiele o tym mówi zestawienie filmów rekrutacyjnych różnych armii. Można w sieci znaleźć charakterystyczne fragmenty takich materiałów, zestawiane dla podkreślenia kontrastu.

USA

Kolorki jak w filmie Disneya, animacja. Różnorodność. W Kalifornii nad błękitnym oceanem dziewczynka wychowywana jest przez dwie mamy. Ćwiczy balet, gra na skrzypcach, maszeruje przeciwko nierówności i dyskryminacji. Postanowiła być silna jak jej dwie mamy i przełamać stereotypy. Wstąpiła do armii, teraz obsługuje baterię rakiet Patriot, które w pastelowych barwach wesoło wzlatują do nieba. Nie ma się czego bać.

Chiny

Żołnierze maszerują równym krokiem, jak jedno ciało. Akcentowany jest związek z krajem, partią i ludem. Ale oprócz musztry jest też nowoczesna technika: samoloty, czołgi i statki kosmiczne. Na koniec odpalana jest salwa rakiet – dokąd lecą? Kilka motywujących zdań mówi do żołnierzy Xi Jinping. Ciągle powtarza się hasło „一声到” (yī shēng dào) – gotowy na każde wezwanie!

Rosja

Temat: ty wobec wyzwań: „To pierwszy dzień twojego nowego życia. Co było wczoraj, nie ma znaczenia. Masz poznać granice twoich możliwości. Bez walki nie ma zwycięstwa. Główny twój wróg to wczorajszy ‘ty’”. Sprawność, siła, mięśnie. Przeciwnik jest zły i niebezpieczny, walka jest ostra, masz zostać zwycięzcą.

Wniosek: na tęczowym Zachodzie życie to wieczne wakacje, troszczyć się należy o prawa najmniejszych nawet mniejszości. Nacjonalizm i toksyczna męskość nie mają tu wstępu. Dla Chińczyków armia to dobrze naoliwiona maszyna w służbie partii i narodu, pod światłym kierownictwem Wielkiego Sternika. Dla Rosjanina ważna jest osobista próba. Owszem, walczysz za Ojczyznę jak twoi przodkowie, ale to ty masz udowodnić sobie i innym, że jesteś prawdziwym mężczyzną – silnym, wytrzymałym i gotowym do poświęceń.

Makaryczew i Miedwiediew analizują temat biologii i ciała w Rosji Putina. Przytaczają takie pojęcia jak:

  • biopolityka – życie ludzkie jako polityczny kapitał, substancja narodowa, dbałość o biologiczną jakość populacji (i chęć zniszczenia populacji przeciwnika),
  • zoepolityka – życie zredukowane do czysto biologicznych aspektów, darwinowska walka o byt,
  • nekropolityka – kult poświęcenia i ofiary życia dla wspólnoty.

Przy analizie takich zjawisk łatwo się poddać uprzedzeniom, że jak to robią tamci, to jest to skandaliczne, a jak nasi, to jest to jak najbardziej w porządku. Bo co by o tym nie powiedzieć, zdrowie i krzepa są ważne dla jednostki i społeczeństwa, odgrywają ważną rolę w konkurencji między grupami ludzkimi. Przy czym w końcu kibicujemy naszym.

Mój punkt widzenia: patriotyzm i męskość

Będziemy tu mówić o (męskiej) sile, przemocy, narodach i konkurencji między nimi. Wielu widzi tu jedynie przeciwieństwo między postępową lewicą woke a brutalnym i brunatnym putinizmem. Istnieje jeszcze – mam nadzieję – rozsądne centrum oparte na sprawdzonych od wieków wzorcach. Politycy i media głównego nurtu mówią w tym kontekście często o (ekstremalnej) prawicy, populizmie i autorytaryzmie. Jako dziecko PRL-u mam dystans do lewicy, często fantazyjnie określającej siebie jako „obóz demokratyczny”. Moimi bohaterami są raczej konserwatyści, ludzie kierujący się zdrowym rozsądkiem. A inne epitety są raczej tylko wyzwiskami wypranymi z treści. Weźmy taki liberalizm oraz antyfaszyzm – brzmi zacnie. Ale jeżeli wspierani przez liberałów antyfaszyści kopią po głowie opozycyjnych dziennikarzy, ponieważ „faszysta z legitymacją prasową to dalej faszysta”, to proszę mnie nie mieszać z liberalizmem. Również rozważanie „lewy-prawy” uważam za jałowe. Istotne dla mnie jest, kto kogo bije, według jakich kryteriów i jak mocno.

Podobnie jako kryterium nowoczesności i moralności przez wielu używany jest stosunek do LGBT i aborcji („praw kobiet”). Kto nie nadąża, ten putinista. Jeżeli oświecony Zachód dla stanięcia w obronie życia nienarodzonych potrzebuje aż Putina, to nic na to nie poradzę. A co do alternatywnego seksu – człowiek ma w życiu wiele innych ważnych zajęć. Może na przykład polecieć na Księżyc albo przynajmniej uzdrowić służbę zdrowia. To ostatnie jest zresztą trudniejsze.

Punktem spornym jest patriotyzm. Przez wielu sprowadzany jest do szowinizmu, nienawiści do innych. Weźmy za przykład rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. 1 sierpnia o 17:00 na ulicach Warszawy staje ruch, zawyją syreny i zapłoną tysiące rac. Niewprowadzonych obserwatorów ogarnia panika. Niektórych lokalnych też, choć będzie ich panika raczej udawana, szczera za to będzie irytacja i nienawiść do demonstrujących. Pewien polski autor w naukowej publikacji nazywa Marsz Niepodległości „a high-profile far-right event”, widzi w nim tylko europejski spęd prawicowców, ludzi złych. Czyli walka z kajzerem i carem, a potem z Hitlerem i Stalinem, to sprawa dla skrajnej prawicy. Moje zdanie jest takie, że lepszy jest umiarkowany patriotyzm niż ojkofobiczna paranoja, również u naszych rywali. Bo popatrzmy na Niemcy: narodową flagę pokazują tylko po zwycięstwach Mannschaft, drużyny piłkarskiej. Dlatego tak ich zabolało odpadnięcie w aktualnych mistrzostwach. Za to w Szwajcarii często się widzi czerwoną flagę z białym krzyżem, a na ogródkach działkowych wiszą włoskie, hiszpańskie, portugalskie i inne. Nikt nikogo nie bije, nie ma problemu.

Innym tematem jest męskość, krytykowana jako męski szowinizm, toksyczna męskość itp. Obecne czasy są brutalne, to nie szkoła pensjonarek.

Od ludzi, którzy od lat walczą na froncie, dla których śmierć jest codziennością, nie możemy oczekiwać manier grzecznych chłopców. Jeżeli sobie coś wytatuują, to będą to symbole groźne i wojownicze, a nie kwiatki i ptaszki. W Polsce spór o męskość widoczny był podczas kampanii prezydenckiej: dziecko salonu kontra energiczny self made man. Krytycy kandydata Nawrockiego uważali, że jeżeli ktoś potrafi podnieść lodówkę, to na pewno nie potrafi czytać. Jak odbierają oni opowiadania Jacka Londona albo powieści Dickensa? Zwłaszcza niemieckie media z teutońskim wdziękiem dawały tytuły w stylu „Od chuligana do Prezydenta”.

.Tymczasem owszem, siła może się przerodzić w brutalność, ale siła to także bezpieczeństwo i opiekuńczość. Drobna kobieta nie musi trenować przed ślubem boksu i kulturystyki. W gatunku homo sapiens istnieją inne sposoby negocjacji. W dawno zapomnianym średniowieczu istniało pojęcie rycerskości. Widząc dziewicę w niebezpieczeństwie rycerz zabijał smoka, a nie molestował pannę. Nieco później gaskońscy muszkieterowie w pojedynkach bronili honoru dam. Gdyby dziś przywrócić ten zwyczaj, trup słałby się gęsto. A w obecnej sytuacji politycznej prezydent, który nie jest „płatkiem śniegu”, lecz potrafi wytrzymać cios i zachowując spokój stosownie odpowiedzieć, jest na wagę złota.

Rosyjskie tradycje państwowej przemocy

Przejdźmy do właściwego tematu. Jest nim kult siły i przemocy u naszych wschodnich sąsiadów. Myślę tu zarówno o Rosjanach, jak i Ukraińcach. Mimo aktualnej wrogości, długie odcinki historii spędzili wspólnie lub w podobnych warunkach. Warunki te były ciężkie, co wbiło w nich przyzwyczajenie do przemocy i okrucieństwa. Pomijając „normalne” wojny, wielką traumą było trwające 250 lat panowanie mongolskie. W bitwie nad rzeką Kałką (1223) Mongołowie przygrywającym Rusinom zaproponowali poddanie się, gwarantując, że „nie przeleją krwi kniaziów”. I faktycznie nie przelali ich krwi – skrępowanych kniaziów ułożyli w rzędzie, a na nich położyli deski jako podłogę, na której wyprawili ucztę, miażdżąc ich pod sobą. Szeregowych wojowników (20 tysięcy) wymordowali. Kilkaset lat później oficerowie NKWD gwarantowali swoim słowem honoru nietykalność dowódcom AK, po czym ich aresztowali. Mongolska mentalność przetrwała przez wieki.

Lista traumatycznych zdarzeń jest długa. Można tu wymienić rządy opryczników Iwana Groźnego, zesłania i katorgi. W bliższych nam czasach: potwornie brutalną I wojnę światową, potwornie brutalną bolszewicką wojnę domową, działalność Czeki, GPU, NKWD i KGB, obozy pracy, czystki, masowe rozstrzeliwania, Hołodomor – głód aż po śmierć i kanibalizm. Dalej mamy II wojnę światową, karne bataliony, rozpoznanie walką, strzały w plecy do dezerterów, głodzenie w niewoli niemieckiej, a po wielkim zwycięstwie nad faszyzmem – znowu łagry. Kto przeżył niewolę niemiecką, został zamknięty przez swoich jako potencjalny szpion. Tylko wybrani spośród weteranów żyli w chwale. Nie wchodziłem tu w szczegóły, a lista wyszła długa. Pod każdą pozycją kryją się tysiące istnień, czasem miliony, Łatwo się domyślić, że w ten sposób nie buduje się świadomego społeczeństwa obywatelskiego, lecz tworzy ludzką masę, sparaliżowaną strachem, przyzwyczajoną do doznawania cierpienia i gotową do zadawania go innym, jeżeli się nadarzy do tego okazja.

Pogranicze Rosji i Ukrainy od lat jest terenem działania rozmaitych mniej lub bardziej regularnych oddziałów. Tak było podczas wojen czeczeńskich, ukraińskiego Euromajdanu, zdobycia przez Rosję (i jej zielone ludziki) Donbasu i Krymu. Przedłużająca się wojna, prowadzona w warunkach, gdzie prawo nie sięga, przyciąga określony typ ludzi. Można przeprowadzić gradację od oddziałów regularnych po samodzielnych watażków, z wszystkimi stopniami pośrednimi. Oczywiście wszystkie do pewnego stopnia niezależne grupy potrzebują wsparcia, broń i amunicja nie są tanie. Niektórzy swoim sadyzmem i szaleństwem przypominają pułkownika Kurtza z Czasu Apokalipsy.

Przykładem może być Aleksiej Milczakow, dowódca rosyjskiej grupy Rusicz. Deklaruje się jako nazista, choć wątpię, by dla niego to było coś więcej niż zbiór haseł. Przed laty nagrał wideo, gdzie torturuje i zabija psa, obecnie publikuje obrazy okaleczonych ciał i obciętych głów Ukraińców. W 2022 podpisał kontrakt z rosyjskim Ministerstwem Obrony, był dla nich do przyjęcia. Jego grupa liczy 100-200 dobrze dobranych członków, w tym ochotników z innych krajów, podobno też z Polski.

W globalnej skali działa grupa Wagnera nieżyjącego już Jewgienija Prigożyna. Cechą ich jest niewiarygodna brutalność wobec przeciwników, ale również wobec własnych członków. Zwłaszcza wypuszczeni z więzień przestępcy traktowani są jako mięso armatnie – solidne szkolenie się nie opłaca, lepiej jest ich wysłać do samobójczego ataku na ukraińskie linie. Za brak posłuszeństwa lub tchórzostwo – egzekucja na oczach nowych rekrutów, w „celach wychowawczych”.

Ważną grupą są „Nocne Wilki”, gang motocyklowy skupiający silnych mężczyzn, tryskających energią, jeżdżących po Europie i siejących postrach i respekt wszędzie, gdzie się pojawią. Lubi się z nimi fotografować sam Władimir Putin,

Spośród ukraińskich grup zbrojnych największą sławę zdobyła brygada Azow, znana z zaciekłych walk podczas oblężenia Mariupola i zaciekłej obrony terenu zakładów Azowstal. Zahartowani w śmiertelnym boju, to nie są grzeczni chłopcy. Bohaterowie czy czarne charaktery? Czy są ultraprawicową al-Kaidą?

W tym środowisku regułą jest wzajemne oskarżanie się o nazizm oraz faktyczne odwoływanie się do ideologii i symboliki nazistowskiej. Niemcy stworzyli tak potężny wzór, że stał się uniwersalnym punktem odniesienia dla wojowniczych osobników.

Obszerny przegląd nieregularnych grup walczących na Ukrainie po obu stronach, ich historii, profilu i działań podaje Andreas Heinemann-Grüder w „Who are the Fighters?”.

Propaganda jako narzędzie wojny

Jade McGlynn opisuje, jak rosyjscy „twórcy pamięci” budują rosyjskie mity i uprawiają brutalną propagandę, która ma skupić naród wobec flagi, a konkretnie Putina. Według tej wersji, Ukraińcy to naród wymyślony sto lat temu przez polskie elity i część inteligencji „Małorosji”. W książkach rosyjskich pisarzy Rosjanie to prawie anioły, a Ukraińcy to brutalne „orki”. Brzmi to źle, ale w propagandzie panuje symetria. Ukraińcy z kolei uważają się za dziedziców Rusi Kijowskiej, a w jej najlepszych czasach na miejscu przyszłej Moskwy rósł gęsty bór. Orkami nazywają Rosjan, do których można strzelać z dronów jak na safari, przy żwawej muzyce. Po udanych łowach można oddać cześć świętej Javelin, trzymającej w ramionach pocisk przeciwpancerny o tej nazwie. Co do polskiej inteligencji, Ukraińcy twierdzą, że od niepamiętnych czasów wynaradawiała Ukraińców, a z kolei Polacy uważają, że Rusinów przekształciły w Ukraińców austriackie i niemieckie służby. Dla każdego pasująca wersja.

Co do historii, Putin głosi, że Hołodomor to była tylko klęska głodu, bez podtekstów. To oczywiście draństwo, ale widzimy teraz, co Ukraińcy opowiadają o Rzezi Wołyńskiej.

Jak się dokładniej przyjrzeć, to wszyscy budują swój pozytywny wizerunek, oprócz narodów, które właśnie przechodzą fazę zbiorowego masochizmu i samobiczowania. Niemcy co prawda nie są dumni, ale z tego właśnie są dumni. Ich siła opiera się na ich ekstremalnym doświadczeniu: stoczyli się tak nisko, jak mało kto, ale z tego wyszli, co daje im prawo do pouczania innych. Każdy więc naród potrzebuje swoich mitów. Dlatego też niemożliwa jest ujednolicona, europejska wykładnia historii. Choć może stanie się nią wersja niemiecka, gdzie honor Europy uratuje Sophie Scholl i jej Biała Róża, a dla polskich katolików zabraknie miejsca. W zasadzie ważne jest to, by propaganda nie odbiegała zanadto od prawdy, chociaż w razie potrzeby prawda jest towarem jak każdy inny.

Mitologia narodowa Rosji i Ukrainy

Brutalne działania są często reakcją obronną na zagrożenia, realne i urojone. My, Polacy, od wieków zmagamy się z polonofobią. Ale również Rosjanie widzą wszędzie rusofobię a Ukraińcy ukrainofobię.

Od kilkudziesięciu lat głównym rywalem Rosji jest świat anglosaski. Nie zawsze było to jednoznaczne. Podczas II wojny światowej Rosja sowiecka była przez dwa lata w sojuszu z Niemcami, potem 4 lata z Anglosasami, a po 1945, podczas zimnej wojny, znowu strategicznym przeciwnikiem stała się Ameryka. Oba państwa poczuwały się do misji ukształtowania świata na swój sposób, pytanie było: kto kogo?

Rosjanie twierdzą, że są niesprawiedliwie traktowani przez opinię światową. Andriej Cygankow przypomina, że poddaństwo chłopów w Rosji zlikwidowano w roku 1861, a niewolnictwo w USA dopiero w 1865. Mimo to To Stany Zjednoczone uważane są za ojczyznę wolności – dlaczego? Asymetrii takich jest więcej: dbałość Rosji o strefę wpływów to tradycyjny ekspansjonizm, a to samo w przypadku Ameryki to naturalne staranie o bezpieczeństwo. Cygankow argumentuje sprawnie, jednak intuicja mówi mi, że osobiście wolałbym mieszkać w Columbus, Ohio niż w Norylsku. Rusofilom mówię: Wszystko to pięknie, ale czy chcielibyście w rosyjskiej strefie wpływu mieszkać osobiście?

Zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy czują się zagrożeni przez Polaków. Mimo swojego rozmiaru, Rosja czuje się otoczona przez Polskę ze wszystkich stron. Polacy odwiedzają Kreml co 200 lat. Tak było w 1612 i 1812, ale w 2012 przyjechałem tam sam. Kreml to ciekawe miejsce – po placu spacerował człowiek przebrany za Stalina, turyści robili sobie z nim zdjęcia. Polska jest na tyle potężna, że świętem narodowym Rosji jest rocznica wyparcia Polaków z Kremla w 1612. Data ta nie istniała w naszej świadomości, w rosyjskiej zresztą też nie za bardzo. Oni twierdzą, że Polska jest potęgą – może mają rację? Przypomina mi się Żyd z dowcipu, który codziennie kupował gazetę, a zapytany, dlaczego zawsze wybiera antysemicką odpowiedział: „Bo tu piszą, że to ja rządzę światem!”

.Również Ukraina ma problem z Polską. Odnoszę wrażenie, że ich wrogość do Rosji stała się w międzyczasie rutynowa, podczas gdy niechęć do Polski jest prawdziwie gorąca. Polska (i to jeszcze pod rządami PiS) uratowała Ukrainę w roku 2022. Każdy normalny człowiek by oczekiwał wdzięczności. A wdzięczność uzależnia, nie wypada zrobić każdego łajdactwa. Dlatego de Gaulle nie lubił Amerykanów. No i sprawa rzezi wołyńskiej to cios w samo serce poczucia godności. A tak dobrze szło, nawet Żydom nie przeszkadzają już strażnicy z Sobiboru.

Ostrzega się nas przed propagandą putinowską. I słusznie. Mi jednak algorytm podsyła dużo materiałów ukraińskich, może dlatego że cyrylicę czytam (dziecko PRL-u) i ukraiński dość dobrze rozumiem, jako wypośrodkowany między polskim a rosyjskim. Nie powiedziałbym, że to propaganda, raczej wypowiedzi szczerze od serca. Na przykład pogróżki, że jeżeli nie będziemy potulni, to wejdą z bronią i nam znowu pokażą. Widziałem taki obrazek: w środku silny chłop z widłami, obok pop i żołnierz z pepeszą. Nad nimi flaga niebiesko-żółta i czerwono-czarna z tryzubem. Podpis: Dzień wygnania polskich okupantów z Wołynia. Przypomnijmy, że ukraińskie dziedzictwo narodowe to Taras Szewczenko, który w poemacie „Hajdamacy” sławił krwawe rzezie, tak by nie zostało „Ni Lacha, ni Żyda!”.

Inny komentarz powiada, że Polska to polityczny paralityk (Польща – політичний паралітик). Takie drobne czułości. Pisze to Jarosław Hrycak, ukraiński historyk, autor tłumaczonych na polski książek, laureat nagród Jerzego Giedroycia i księdza Józefa Tischnera. Tak było kiedyś, ale czas czułości się skończył.

Ostatnio na platformie X bardzo uaktywnił się Taras Kuzio, profesor Uniwersytetu Kijowskiego. Czasem emocje górują u niego nad rozumem. W zapamiętaniu nazwał Dmowskiego neofaszystą, jak gdyby można było być neofaszystą przed Mussolinim. Pisząc o reakcji Zachodu na rosyjską inwazję, o Polsce wspomina tylko w kontekście przesmyku Suwalskiego i wynikających z tego zagrożeń. Ma za to długą listę pochwał pod adresem Niemiec. Szególnie wychwala kanclerza Scholza i jego „Przełom” (Zeitenwende), którego chyba nikt nie zauważył.

On i jemu podobni mają gotowe listy wszelakich przewinień Polaków wobec Ukraińców, zaczynając przynajmniej od kolonizacji przez „polskich panów”, którzy tym sobie na swój los zasłużyli. Polska jest gorsza od Rosji. W oczach Ukraińców zamykanie cerkwi i polonizacja w okresie międzywojennym były gorsze od Gułagu. Faktem jest, że polskie rządy w Małopolsce wschodniej (zachodniej Ukrainie) podczas Hołodomoru uratowały miliony Ukraińców od śmierci głodowej. Ale to żaden argument. Co do polskich rządów, możliwa była gettoizacja (zachowanie kultury jako obywatele drugiej kategorii) albo asymilacja (dołączenie do grupy dominującej kosztem częściowej utraty tożsamości). Straszne. Tymczasem w swojej książce prof. Kuzio zachwyca się derusyfikacją Ukrainy. Zaczyna się od usuwania pomników i zmiany nazw ulic (Puszkin wypada, Tołstoj wypada) aż po wycinanie rosyjskiej literatury z programów szkolnych i bibliotek. Sto milionów (!) „książek propagandowych” ma być usuniętych z bibliotek. Specjalny temat to Michał Bułhaków, rosyjskojęzyczny mieszkaniec Kijowa, który nie dość pragnął ukraińskiej niepodległości. Pomnik i muzeum w jego domu – precz! Podobno w „Mistrzu i Małgorzacie” chwalił sowiecki system, choć ja bym raczej powiedział, że wyśmiewał. I (z bezpiecznej odległości) powiem: Bułhakow pisarzem wielkim był. I cytując Wolanda: Anuszka już rozlała olej.

Rosyjska propaganda nam niegroźna, nie muszą oni niczego wymyślać – wystarczy, że puszczą wypowiedzi Zełeńskiego, Budanowa czy Sadowego i mają gotowy materiał do podsycania nastrojów antyukraińskich. Ktoś jest tu mocno nierozsądny i moim zdaniem nie jestem to ja.

Rosja – piąte imperium?

W Rosji długa jest tradycja splotu ideologii, ezoterycznej filozofii, religii, polityki jawnej i siłowej. Przypomnieć można z czasów carskich idee panslawizmu, ruchy anarchistyczne i ich infiltrację przez Ochranę, „Protokoły Mędrców Syjonu” i inspirowane przez władzę pogromy. Związek Sowiecki miał być w zasadzie materialistyczną ideologią, pozbawioną jakiejkolwiek duchowości. Jednak nawet idea stworzenia „nowego, socjalistycznego człowieka” miała w sobie spory ładunek mistycyzmu. Jeszcze w XIX wieku powstała idea kosmizmu, który nabrał nowej energii w epoce lotów kosmicznych. Podobnie mistyczne są idee transhumanizmu, które oczywiście nie są specyficzne dla Rosji.

Rosyjskie prądy intelektualne trudno jest uporządkować, ponieważ są one mieszaniną różnych idei, czasem wzajemnie sprzecznych. Do podstawowych można zaliczyć:

  • kult postępu technicznego i tradycji
  • kult cara i Stalina
  • tęsknota za potężną Rosją / Związkiem Sowieckim
  • prawosławie i komunizm 
  • wiara w dziejową misję Rosji i głębię rosyjskiej duszy
  • Ukraina jako bratnia Małorosja / śmiertelny wróg

Ważnym forum wymiany takich myśli jest Klub Izborski. Założycielem i szefem klubu jest pisarz Aleksandr Prochanow, a wśród członków są Aleksandr Dugin, archimandryta Tichon, reżyser Władimir Bortko (twórca serialu „Mistrz i Małgorzata), pisarze, publicyści i naukowcy. Prochanow jest twórcą idei „piątego imperium”. Pierwsze cztery to:

  • Ruś Kijowska
  • Moskwa Rurykowiczów
  • białe imperium Romanowów
  • czerwony Związek Sowiecki

Wkrótce ma nadejść piąte imperium. Imperium to stanie się wspólnotą religijno-mistyczną – jednocześnie „miastem niebiańskim” i „miastem ziemskim”. Stworzyć by je miał „piąty Stalin”. Widać tu echa żydowskiego marzenia o trzeciej świątyni, ale też analogię do intelektualnego zaplecza III Rzeszy z ezoteryką, rasową mistyką, czy narodowym mesjanizmem.

To co wydaje się intelektualną zabawą, w końcu przeradza się w czyn. Zwłaszcza obecnie, gdy Rosja od lat prowadzi „specjalną operację wojskową”, a ostatnio nawet padło słowo „wojna”. Ukraińskie rakiety niszczą infrastrukturę krytyczną na głębokim zapleczu, docierają do Moskwy i Petersburga. Do tego coraz trudniej o kandydatów na front. Sprawa zaczyna się robić egzystencjalna. Ta operacja trwa już mniej więcej tak długo jak I wojna światowa, po takim czasie do akcji powinni wkroczyć marynarze z Kronsztadu.

Ukraina – więźniowie historii

Współczesna Ukraina ma wielki problem z przeszłością, choć nie bardzo zdaje sobie z tego sprawę. Brak odcięcia się od tradycji OUN-UPA powoduje, że wojowniczy mężczyźni prawie zawsze lądują przy symbolice nazistowskiej lub bardzo zbliżonej. Klasyczna swastyka używana jest rzadko, ponieważ bezpośrednio kojarzy się z nazizmem i podpada pod zakazy. Istnieje cała rodzina symboli pośrednich. Popularny jest kołowrót / swarzyca / słoneczko, ośmioramienna swastyka ze szpiczastymi ramionami. Czteroramienna swastyka jest też starym symbolem słonecznym, na chińskich i japońskich mapach oznacza świątynię, jest również powszechnie stosowana w Indiach. Nigdy jednak nie wiadomo, co autor w istocie miał na myśli.

Tryzub jest starym symbolem ukraińskim, kojarzy się tylko nieprzyjemnie z widłami, intensywnie stosowanymi podczas rzezi wołyńskiej. Ważny jest Wolfsangel (wilczy hak). używany m.in. przez brygadę Azow. Elegancka wersja widzi w nim złożenie „IH = Ідея Нації” (IN = Idea Narodu), ale symbol aż tryska germańskością. Używany był przez dywizje SS „Das Reich” i „Nederland”. Azow dokładał do tego jeszcze symbol „czarnego słońca”, użyty w okresie nazizmu w posadzce zamku Wewelsburg, kultowego centrum SS. Jakby tego nie wykręcać, ciągle obracamy się na granicy symboliki nazistowskiej. Jest to otwarte wystawianie się na strzał krytykom żądającym denazyfikacji Ukrainy. Może intencje były niewinne, ale prowokacja była jednak świadoma.

Dalej mamy 422. Pułk Systemów Bezzałogowych „Luftwaffe”: niemiecka nazwa pisana gotykiem, a jako symbol użyty jest niemiecki Żelazny Krzyż. Podczas wojny w roku 2014 w walkach brał udział oddział partyzancki „Czarny Korpus” (Чорний Корпус). Tak się nazywała (Das Schwarze Korps) gazeta nazistowskich SS, ze względu na eleganckie czarne mundury tej formacji.

Przypadek na przypadku. Ukraińcy zachowują się jak człowiek, którego prawa ręka odruchowo pręży się do charakterystycznego salutu. Taki przypadek. Ukraina jest wciąż w fazie „Nikt nam nie będzie wybierał bohaterów”, ale jeżeli ktokolwiek (dla zupełnie innych powodów) zechce ją „zrzucić z sanek”, otrzymuje tu elegancki pretekst.

Gdyby bowiem naprawdę znali historię, pomyśleliby o latach 40-tych zeszłego wieku. Wtedy po wkroczeniu Wehrmachtu pełni optymizmu stworzyli rząd Jarosława Stećki, który po tygodniu został aresztowany przez Niemców, a Ukraińcy, wyszkoleni w obozie w Trawnikach znaleźli atrakcyjną pracę jako strażnicy w obozach koncentracyjnych. Wraz z Niemcami i samodzielnie dokonywali mordów na Żydach, a w ramach oddziałów OUN/UPA dokonali masakry 100 tysięcy Polaków. Masakry tak niewiarygodnie brutalnej, że samo otwarcie mogił byłoby aktem oskarżenia i dowodem zezwierzęcenia aspirującego do Unii Europejskiej narodu – szybką ścieżką. Narodu, który w tej Unii chce rozdawać karty i na przykład gwarantować bezpieczeństwo państw bałtyckich.

Wojna wywiadów i operacje specjalne

Selektywna eliminacja (targeted killing) to ulubiony temat filmów szpiegowskich, jak najbardziej realny. Przoduje w tym rzemiośle izraelski Mossad. Również służby sowieckie i rosyjskie mają tu bogate doświadczenie. Pamiętamy zamordowanie Anny Politkowskiej (2006) i Borysa Niemcowa (2015), otrucie polonem-210 Aleksandra Litwinienki (2006) i próbę otrucia Siergieja Skripala nowiczokiem (2018) czy dziwną śmierć Aleksieja Nawalnego (2024) – a do tego całą masę mniej spektakularnych morderstw poczynając od sowieckich a nawet carskich czasów.

Wygląda na to, że Ukraina chce dołączyć do tego ekskluzywnego klubu. Ostatnio (29.6.2026) na progu swojej posiadłości w Monaco ciężko ranny zostali: ukraiński oligarcha Wadim Jermołajew, jego partnerka i ich syn. Kamery monitoringu zarejestrowały sprawczynię, była to Ukrainka Anastazja Berezowska. Jermołajew nie był lojalny wobec państwa ukraińskiego, może była to kara. Ale to nie koniec historii – Berezowska podstawionym samochodem uciekła do Niemiec. To też nie koniec – jej ciało z raną od kuli zostało znalezione 6 lipca w Buczy pod Kijowem, tej Buczy. Zabójca jest znany, to oficer ukraińskich służb. Wielopoziomowa gra w stylu Jamesa Bonda, tyle że z prawdziwymi ofiarami.

Przypomina to zamach z roku 2022, którego celem był prawdopodobnie rosyjski nacjonalistyczny myśliciel Aleksander Dugin, a w którym zginęła jego córka, Daria. Rosjanie twierdzą, że to dzieło służb ukraińskich, inni widzą tu wewnętrzny konflikt rosyjski. Podobnych zamachów, mniej spektakularnych, były ponoć dziesiątki.

Innym tematem są sabotaże. W niektórych przypadkach, jak wybuchy w składzie amunicji w czeskich Vrběticach (2014) udział rosyjskich służb jest prawie pewny. Przy każdym dziwnym pożarze czy wykolejeniu oczy wszystkich kierują się na Putina. W wielu przypadkach słusznie, trudniej jednak to udowodnić. Ale w przypadku zakłócania sygnału GPS dość łatwo jest namierzyć źródło. Problem dotyczy północno-wschodniej Polski, nadajniki zlokalizowane są w obwodzie królewieckim,

Najbardziej jednak spektakularny przykład to zniszczenie gazociągów Nord Stream 1 i 2 we wrześniu 2022. Na początku mówiono, że odpowiednią techniką dysponuje jedynie państwo, a tu kandydatów jest tylko kilku. Od jakiegoś czasu mówi się jednak o małej grupie ukraińskich nurków dostarczonych przez jacht Andromeda wypływający z portu Kołobrzegu. Myślałem najpierw, że kolejna dziennikarska sensacja, taka jak kolejna wersja zamachu na Kennedy’ego. Obecnie jednak, zwłaszcza widząc rozmach ukraińskich służb, ich pomysłowość oraz możliwości techniczne, myślę, że opcja ta jest warta rozważenia. Zastanawiające jest, że tak politycznie i ekonomicznie ważna sprawa nie doczekała się ogólnie przyjętych wyników śledztwa. Pojawiają się kolejne książki na ten temat, trzeba o tym opowiedzieć, ale innym razem. Na marginesie: wieczną sławę w tym kontekście zdobył Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski swym wpisem na Twitterze (platformie X): „Thank you, USA”. W konkursie na najczęściej cytowany wpis w historii stoi on na wysokiej pozycji.

Historia jako narzędzie współczesnej polityki

W Ewangelii św. Jana (18:38) Jezus oznajmia „Ja się na to narodziłem, aby dać świadectwo prawdzie”. Piłat pyta retorycznie „Co to jest prawda…” i wychodzi do tłumu nie czekając na odpowiedź.

W aktualnym sporze polsko-ukraińskim prawda nie ma dobrych kart. Ukraińcy wspominają, że coś tam było z ich strony, ale dopiero nieodpowiedzialna, emocjonalna reakcja prezydenta Nawrockiego i podobnych mu Polaków była źródłem problemu. Bruksela i Berlin mają ambitne plany wobec Ukrainy. Nie wszystkie są jawne, ale można się domyślać, że chodzi o intensywną współpracę z ważnym krajem rolniczym i przemysłowym, a wszystko bez ograniczeń unijnych, czyli dla jednych ideologia, dla innych wydajność. To może zniszczyć europejskie rolnictwo, zwłaszcza polskie, ale cóż… Może dlatego Ukraińcy liczyli na to, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan. Do końca się nie udało, a (niezbyt ostra) rezolucja została przyjęta. Czy szczerze? To się okaże. Na razie obrońcy moralności i zawodowi tropiciele faszystów się nie obudzili. Również reakcja organizacji żydowskich jest ledwo zauważalna. A chodzi przecież o pogromy i otwartą współpracę z niemieckimi nazistami, jak np. w roli strażników w obozach pracy i śmierci.

Ale może przedłużającej się wojny nikt nie wytrzyma, może zawarty zostanie jakiś deal. Prawdopodobnie brudny, czyli realistyczny. Sytuacja na froncie oscyluje, wielkiego przełomu nie widać. Oczywiście może któraś ze stron będzie wciąż wierzyć w Wunderwaffe i Endsieg. Może po którymś ukraińskim ataku na odległą rafinerię Rosjanie jednak uderzą bronią jądrową. Ale może przyklepany zostanie jakiś brudny kompromis.

Partnerem będą oligarchowie, wielkie pieniądze nie lubią „woli ludu”, lud jest zbyt emocjonalny. Pozwoli to też na współpracę z Rosją bez formalnego rozstrzygania wojny – pieniądze się dobrze rozumieją z pieniędzmi. A kto stracił bliskich albo urwało mu nogę, to trudno. Stalin po „Wielkiej Wojnie ojczyźnianej” nie traktował weteranów jak bohaterów (z wyjątkami, dla propagandy). Raczej wysyłał ich do łagrów i na Sybir jako element niepewny, poza tym nie chciał mieć Moskwy pełnej okaleczonych, jak to było w Berlinie w latach 1920-tych. W ZSRS Jelcyna „afgańcy” zasilili szeregi mafii. Zobaczymy, jak rozwiążą ten problem tym razem.

Trzeba jednak pamiętać, że w następnych dwóch latach w wielu krajach mogą się zmienić rządy na radykalnie inne. Również pozycja Zełeńskiego się trzęsie, może dlatego potrzebuje wroga. Kto wie, może jeszcze zobaczymy publicznie takie plakaty i portrety, że się nam w głowach nie mieści. Z tym że pieniądze znajdują swoje drogi, a oligarchowie mają wspaniałe sposoby na przetrwanie w ciężkich warunkach. A prawda? Wiele wskazuje na to, że we współczesnym świecie prawda jest towarem komercyjnym, jak każdy inny.

.Na zakończenie – byśmy w tym cynizmie nie zapomnieli o istocie sprawy – zacytuję dialog ze szkolną koleżanką:

– Pamiętasz panią XXX z plastyki? Jak kiedyś ktoś zestawił żółty z niebieskim, powiedziała, że nigdy tego nie robi. Nie wiedziałem, dlaczego.

– Oczywiście panią XXX pamiętam doskonale. Sama dostałam 3 za cudną sikorkę modraszkę… żółty brzuszek, modre skrzydełka. Tatuś powiedział wtedy – trudno, Pani ma ku temu poważne powody i nie o Twój rysunek chodzi…

Później się dowiedziałam, że tylko ona i jej młodsza siostra ocalały z napaści banderowców, którzy na ich oczach w bestialski sposób wymordowali im całą rodzinę. Lwowiacy osiedli w Gliwicach trzymali się razem w swego rodzaju diasporze i wiedzieli o sobie nawzajem, co kto przeszedł.

Jan Śliwa

Literatura:

Andrey Makarychev i Sergei Medvedev „Biopower in Putin’s Russia: From Taking Care to Taking Lives”, 2024
Anna Colin-Lebedev „Jamais frères? Ukraine et Russie: une tragédie postsoviétique”, 2022
Eliot Borenstein „Plots against Russia: Conspiracy and Fantasy after Socialism”, 2019
Eliot Borenstein „Russian Culture under Putin”, 2025
Jade McGlynn „Russia’s War”, 2023
Jade McGlynn „Memory makers”, 2023
Andrei P. Tsygankov „Russophobia”, 2009
Andrei P. Tsygankov „The Dark Double”, 2019
Taras Kuzio i Stefan Jajecznyk-Kelman „Fascism and Genocide”, 2023
Juliette Faure „The Rise of the Russian Hawks”, 2025
Jacques Baud „Guerres secrètes en Ukraine”, 2025
Jacques Baud „Opération Z”, 2022
David Marples „The War in Ukraine’s Donbas”, 2022
Andreas Heinemann-Grüder (red.) „Who are the Fighters?”, 2024
Michael Colborne „From the Fires of War: Ukraine’s Azov Movement and the Global Far Right””, 2022
Christian Kaunert, Alex MacKenzie i Adrien Nonjon (red.) „In the Eye of the Storm: Origins, Ideology and Controversies of the Azov Brigade, 2014-23”, 2024
Anna Arutunyan i Mark Galeotti „Downfall: Prigozhin, Putin and the new Fight for the Future of Russia”, 2024
Bojan Pancevski „The Nord Stream Conspiracy”, 2026
Oliver Schröm i Ulrich Thiele „Die Sprengung”, 2026
David Dalton „The Ukrainian Oligarchy after the Euromaidan”, 2023

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 lipca 2026