Niska dzietność Szwedek doprowadzi do upadku państwa dobrobytu. Alarmujący raport szwedzkiego rządu

Niska dzietność Szwedek

Niska dzietność w Szwecji zagraża systemowi państwa dobrobytu – wynika z zaprezentowanej w dniu 17 grudnia pierwszej części raportu ekspertów na temat problemu spadku urodzeń. Analizę zatytułowaną „Cichy kryzys” zamówił rząd w Sztokholmie.

Niska dzietność Szwedek zakończy państwo dobrobytu

.Według współautora opracowania, ekspert w zakresie ekonomii z Uniwersytetu w Lund, Asy Hansson w najgorszym scenariuszu populacja kraju do 2100 r. może zmniejszyć się o 4 mln, a PKB skurczyć się o ponad połowę. Obecnie ludność Szwecji wynosi nieco ponad 10 mln osób. W 2024 r. urodziło się 1,43 dziecka na kobietę, co było najniższym wynikiem od rozpoczęcia tego rodzaju statystyk. Dzietność Szwedek systematycznie spada od 2010 r.

Minister ds. społecznych Jakob Forssmed przypomniał, że aby zapewnić społeczeństwu zrównoważony rozwój, na jedną kobietę powinno przypadać 2,1 dziecka. „Postęp technologiczny może złagodzić negatywne skutki, ale jest mało prawdopodobne, aby w pełni zrekompensował spadek populacji, liczby osób w wieku produkcyjnym” – czytamy we wnioskach.

Podobnie eksperci wątpią, aby migracja rozwiązała problem demograficzny. „W obliczu globalnego spadku ludności trudniej będzie przyciągnąć imigrantów” – zauważono w raporcie. Naukowcy zwrócili uwagę, że takie środki, jak wydłużone urlopy rodzicielskie, zasiłki na dzieci i dotowana opieka przedszkolna, choć mają pozytywny wpływ na rozwój populacji, to ma on charakter ograniczony. „Przyszłość będzie wymagać bardziej zdecydowanych środków (…), a dzieci traktować jako inwestycje” – zaznaczono. W kolejnych częściach raportu eksperci mają zaproponować konkretne rozwiązania dla poprawy sytuacji demograficznej. Publikacja następnej części spodziewana jest w styczniu 2026 roku.

Demografia to klucz do rozwoju

.Na temat coraz bardziej osłabiającego Europę problemu niskiego przyrostu naturalnego i braku zastępowalności pokoleń, na łamach „Wszystko Co Najważniejsze” pisze Jan ŚLIWA w tekście „Demografia, głupcy!„. Autor zwraca w nim uwagę na ogrom zagrożeń wiążących się z tzw. „polityką otwartych drzwi”.

„W 1885 r. Afryka miała tylko 100 milionów, m.in. w wyniku wywozu niewolników przez Arabów i Europejczyków przez stulecia. Europa (bez Rosji) miała wtedy 275 milionów – stosunek wynosił prawie 3:1 na korzyść Europy. Obecnie (2020) Afryka ma 1,3 miliarda, a w 2050 r. ma mieć 2,4 miliarda, 1/4 ludności świata”.

„To nie może nie mieć konsekwencji. Społeczeństwa afrykańskie są również bardzo młode, 40 proc. ludności ma poniżej 15 lat. To znaczy, że dominuje młodzież, w naturalny sposób aktywna seksualnie (stąd olbrzymia skala AIDS) i skłonna do ryzyka (dzieci żołnierze). To powoduje również, że połowa ludności nie ma praw wyborczych. Nawet na Zachodzie widzieliśmy rebelie młodzieży – liczebnej, lecz bez znaczenia w polityce: pokolenie dorosłych wysyła nas do Wietnamu, a my nie mamy nic do powiedzenia. W Afryce rządzą dorośli, również starzy dyktatorzy. To budzi niezadowolenie. Narusza też transmisję tradycji i kultury między pokoleniami. Kiedyś dzieci uczyły się, obserwując starszych i naśladując ich zachowanie, teraz żyją we własnym świecie. Taki przyrost uniemożliwia budowę odpowiedniej infrastruktury, państwo nie nadąża, przeżycie ułatwia korupcja. Kto może, wysyła dzieci do szkół za granicę, kilkadziesiąt procent chce emigrować. Emigrują nie tylko do Europy, również do lepiej prosperujących krajów afrykańskich i do lokalnych metropolii. Lagos, stolica Nigerii, w 1965 r. miało 350 tysięcy mieszkańców, a w 2012 r. – 21 milionów. Oczywiście większość to slumsy, ale chęć wyrwania się jest silniejsza. Podobnie wygląda z emigracją do Europy”.

.„Nieliczni mają możliwość wyjazdu w formie cywilizowanej. Posiadają wykształcenie, które pozwala na pracę, a dzięki zasobom mogą kursować między oboma światami. Na dole są ci, którzy tylko w telewizji widzą świat białego człowieka i o nim marzą. Kto przekracza pewien próg zamożności, może myśleć o ucieczce. Finanse są ważne, bo transfer kosztuje 2000–3000 dolarów, czyli roczny dochód. Chęć wyrwania się jest potężna, lecz przeprawa nie jest łatwa. A z drugiej strony otwarte granice nie są rozwiązaniem, trzeba widzieć fakty. Sam kiedyś napisałem (i zostałem zrugany za cynizm), że otwarcie granic przez Angelę Merkel było zachętą do ładowania się na chybotliwe łódki i ryzykowania życia na morzu. Co ciekawe, gdy w 2017 ruch się zmniejszył, a łodzie ratunkowe podpływały aż pod wody terytorialne Libii, proporcjonalna liczba zaginionych wzrosła pięciokrotnie. Popyt rodzi podaż – przemytnicy ładowali na 9-metrowe pontony do 130 osób, wielokrotnie więcej niż dopuszczalnie. Na „nawigatora”, który miał nawiązać kontakt z ratownikami, wyznaczano jednego z pasażerów (za zniżkę w cenie). Do tego, by silnik wartości 8000 euro nie przepadł, przemytnicy podpływali drugą łódką i go zabierali, pozostawiając pasażerów w dryfującym pontonie. Sama droga przez Libię wiąże się z brutalnym wykorzystywaniem przez przemytników, a droga przez Niger i Algierię jest ponoć jeszcze gorsza, lecz tam się żaden dziennikarz nie zapuszcza. Promocja takiej migracji ma z humanitaryzmem niewiele wspólnego” – pisze Jan ŚLIWA.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-demografia-glupcze/

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 grudnia 2025