Po spotkaniach na Alasce i w Waszyngtonie koniec walk jest bardziej odległy [Carl BILDT]

Do czego więc doprowadziło wczorajsze wielkie spotkanie w Białym Domu? Kiedy europejscy przywódcy zdecydowali się na wyjazd, chodziło o to, by zapobiec temu, by samotny Wołodymyr Zełenski został zmuszony przez Donalda Trumpa do różnych nierozsądnych ustępstw.
Wielkie spotkanie w Białym Domu
.Spotkanie na Alasce było katastrofą, ale teraz chodziło o to, by zapobiec jego dalszemu pogorszeniu. Stąd wyjątkowo silna pozycja Europy wczoraj. W tym sensie spotkanie było udane. Sytuacja nie pogorszyła się bardziej. To było ważne. Czy w przeciwnym razie udałoby się osiągnąć aż tyle, jest jednak bardziej wątpliwe. Zarówno Friedrich Merz, jak i Emmanuel Macron słusznie stwierdzili, że bez zawieszenia broni trudno będzie iść naprzód, ale po kapitulacji przed Putinem w tej sprawie Donald Trump tak naprawdę nie chciał słuchać.
Wydaje się, że powiedziano mu, że trwały pokój jest lepszy niż tymczasowe zawieszenie broni. Problem w tym, że trwały pokój jest niezwykle trudny do osiągnięcia i mało prawdopodobne, by był możliwy w dającej się przewidzieć przyszłości, podczas gdy zawieszenie broni umożliwiłoby stopniowe dążenie do tego celu. Tylko jeden przykład ilustrujący różnicę.
W przypadku zawieszenia broni nie trzeba od razu zajmować stanowiska w sprawie formalnej sytuacji na różnych terytoriach. Można stwierdzić, że tak jest, zaakceptować to, ale można mieć różne interpretacje na przyszłość. Jeśli jednak ma dojść do trwałego rozwiązania, te kwestie muszą zostać wyjaśnione, a w krótkiej perspektywie jest to po prostu mało prawdopodobne. I nie jest też konieczne zakończenie wojny. Czy uda się zmienić stanowisko Donalda Trumpa w tej sprawie, czas pokaże. Wczoraj sytuacja nie wyglądała w tej kwestii zbyt dobrze.
Donald Trump wydaje się teraz obstawiać bezpośrednie spotkanie Putina z Wołodymyrem Zełenskim, a następnie spotkanie między nimi, w którym również będzie obecny. Prawdopodobieństwo, że coś takiego wydarzy się w najbliższej przyszłości, nie powinno być przeceniane, a można też zadać pytanie, czy można by osiągnąć tak wiele bez wcześniejszych, dogłębnych negocjacji na niższym szczeblu.
Donald Trump wydaje się wierzyć, że jeśli tylko się spotkają, dojdą do porozumienia. To, delikatnie mówiąc, naiwne podejście. To nie jakieś nieporozumienie doprowadziło do tej wojny. Mówiono też wiele o tak zwanych gwarancjach bezpieczeństwa i dopiero okaże się, jak przełożą się one na konkretne dyskusje w przyszłości. Pewna amerykańska otwartość na udział w tego typu inicjatywach w taki czy inny sposób była pozytywna, ale tylko ci, którzy przeżyją, zobaczą, jak to się potoczy.
.W Moskwie radość po spotkaniu na Alasce nie znała granic, ale teraz jest chyba pewne rozczarowanie, że Donald Trump nie naciskał wczoraj na Wołodymyra Zełenskiego, by ten poszedł na ustępstwa w sprawie obwodu donieckiego i innych kwestii. Z zadowoleniem przyjęto jednak fakt, że odrzucił on europejskie propozycje zawieszenia broni. Jednak wnioskiem z tych dwóch spotkań na Alasce i w Waszyngtonie jest niestety to, że koniec walk jest bardziej odległy.
Carl Bildt




