Ponad 82 proc. Polaków nie widzi żadnej poprawy w systemie ochrony zdrowia

Jak wynika z najnowszego sondażu United Surveys, którego wyniki zostały opublikowane 12 kwietnia 2026 r., ponad 82 proc. Polaków nie dostrzega pozytywnych efektów działań koalicji rządzącej na sytuację w polskiej ochronie zdrowia, w tym prawie 48 proc. nie widzi ich „zdecydowanie”.
Ponad 82 proc. Polaków nie widzi żadnej poprawy w systemie ochrony zdrowia
.Respondentów zapytano, czy „biorąc pod uwagę czas, jaki upłynął od przejęcia władzy przez obecną koalicję rządzącą (KO, Trzecia Droga, Lewica)”, dostrzegają pozytywne efekty ich działań w polskiej ochronie zdrowia.
Z badania wynika, że 47,9 proc. ankietowanych „zdecydowanie nie widzi pozytywnych efektów działań obecnej ekipy w tym obszarze”, a 34,2 proc. „raczej nie widzi”. Daje to łącznie 82,1 proc. głosów negatywnych. Co dziesiąty ankietowany (10,9 proc.) przyznał, że dostrzega pozytywne efekty tych działań (3,7 proc. wybrało odpowiedź „zdecydowanie tak”).
Zdania na ten temat nie miało 7,0 proc. badanych. Z sondażu wynika też, że wśród wyborców koalicji rządzącej 63 proc. respondentów nie dostrzega pozytywnych efektów (47 proc. „raczej nie”, 16 proc. „zdecydowanie nie”). Natomiast 21 proc. badanych w tej grupie przyznało, że je widzi.
Prawicowi wyborcy najbardziej krytyczni wobec stanu służby zdrowia
.Jeśli chodzi o wyborców opozycji (Prawo i Sprawiedliwość, Razem, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna), pozytywnych efektów nie dostrzega 94 proc. badanych. Przeciwnego zdania jest 6 proc. wyborców.
W przypadku wyborców PiS, 96 proc. ankietowanych wskazało, że nie widzi pozytywnych efektów działań (z czego 85 proc. to odpowiedź „zdecydowanie nie”). Podobnie – w elektoracie Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna – w sumie 96 proc. respondentów przyznało, że „zdecydowanie” (61 proc.) lub „raczej” nie dostrzega pozytywnych zmian.
Jeśli chodzi o pozostałych wyborców, 93 proc. z nich wskazało, że nie dostrzega pozytywnych efektów. Przeciwnego zdania jest 1 proc. 6 proc. nie ma zdania na ten temat. Badanie United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski przeprowadzono w dniach 27-29 marca 2026 roku, metodą CATI & CAWI (miksu wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo oraz ankiet internetowych), na reprezentatywnej grupie 1000 dorosłych Polaków.
Żeby chorować, trzeba się najpierw cieszyć zdrowiem
.Ochrona zdrowia tonie finansowo, a rząd udaje, że wystarczy lepsze zarządzanie. NFZ ma dziś wielomiliardową dziurę, szpitale – także powiatowe, jak ten w Kutnie – zadłużają się, zamykają oddziały i ograniczają świadczenia. I w tej sytuacji rząd Donalda Tuska wybiera oszczędzanie na pacjentach – pisze Paulina MATYSIAK
Żeby chorować, trzeba się najpierw cieszyć zdrowiem. Stare powiedzenie, które niby brzmi jak żart, ale przestaje być do śmiechu, kiedy człowiek naprawdę trafi do szpitala i zderzy się z rzeczywistością systemu. Dobry humor kończy się wtedy szybciej niż kroplówka.
Pilotaż programu „Dobry posiłek w szpitalu” dobiega końca. I na przykład w szpitalu w Kutnie, jednym z wielu podobnych w Polsce powiatowej, widać jak na dłoni, co to znaczy w praktyce: kończą się rządowe pieniądze, kończy się standard. Dyrekcja potwierdza, że bez dodatkowego finansowania nie utrzyma obecnego poziomu żywienia. A rząd równocześnie zapowiada, że od 1 stycznia 2026 r. wprowadzi jednolite standardy żywienia w szpitalach. Brzmi ładnie, tylko w tym wszystkim jest jedno pytanie: skąd szpitale wezmą na to pieniądze?
I właśnie dlatego temat posiłków jest doskonałym symbolem tego, co dziś trapi system ochrony zdrowia w Polsce. W Kutnie, tak jak w setkach miejsc w kraju, pacjent nie pyta o wielkie strategie, lecz o to, czy przyjmą go na czas, czy będzie anestezjolog, czy badanie nie zostanie przesunięte, czy ktoś odbierze telefon, czy dostanie skierowanie szybko, czy będzie odbijać się od drzwi do drzwi czy na koniec tej drogi nie usłyszy: „Proszę spróbować prywatnie”.
.To jest zresztą sedno obecnego kryzysu, czyli wypychanie ludzi z publicznego systemu ochrony zdrowia. I pokazuje to codzienna praktyka: kolejki, limity, zamykane oddziały, braki kadrowe, przeciążenie personelu. Kto ma pieniądze, idzie prywatnie. Kto nie ma – czeka. A kto czeka zbyt długo, ten potem trafia do szpitala w gorszym stanie. Albo gdzie indziej, skąd nie ma już powrotu do świata żywych.
PAP/MJ



