PAN musi być wiodącą i nowoczesną instytucją

Prof. Jemielniak: PAN musi być wiodącą i nowoczesną instytucją

Polska Akademia Nauk jest najbardziej prestiżową i rozpoznawalną organizacją naukową w Polsce. Chciałbym, żeby była postrzegana jako wiodąca i nowoczesna instytucja, silna swoim doświadczeniem – powiedział wiceprezes elekt PAN prof. Dariusz Jemielniak.

.W czwartek 8 grudnia Zgromadzenie Ogólne PAN wybrało czworo wiceprezesów. Jednym z nich jest prof. Dariusz Jemielniak. Profesor będzie zajmował się m.in. kreowaniem, umacnianiem wizerunku i promocją PAN. Prezes elekt będzie pełnił swoją funkcje w kadencji 2023-2026.

Prof. Jemielniak jest teoretykiem zarządzania i socjologii. Zajmuje się badaniem społeczności internetowych, jak Wikipedia czy Linux, a także analizą dezinformacji w mediach społecznościowych (np. Twitter, Reddit, YouTube) i kulturą zbiorowości cyfrowych. Jest związany z Akademią Leona Koźmińskiego od chwili ukończenia studiów. Jest również twórcą największego darmowego słownika internetowego, ling.pl, członkiem Komitetu Polityki Naukowej w latach 2014-2016, członkiem Rady Powierniczej Fundacji Wikimedia (USA) od 2015 roku.

Szymon Zdziebłowski: W jakich okolicznościach został pan wybrany na wiceprezesa PAN?

Prof. Dariusz Jemielniak: Skontaktowałem się z prezesem elektem prof. Markiem Konarzewskim po jego wyborze (wybory odbyły się w październiku – S.Z.), by przekazać uwagi dotyczące komunikowania i obecności PAN w mediach. Później prof. Konarzewski zaprosił na spotkanie, na którym rozmawialiśmy o wizji i strategii komunikacji PAN.

Najwyraźniej prezes-elekt uznał, że moje pomysły są zbieżne z jego, bo zaproponował mi udział w wyborach. Po krótkim namyśle zdecydowałem się przyjąć jego propozycję.

S.Z.: W Polskiej Akademii Nauk będzie pan odpowiadał m.in. za kreowanie i umacnianie wizerunku akademii. Jaki ma pan na to plan?

D.J.: PAN wykonała już znaczący postęp w tym zakresie podczas mijającej kadencji. Ma jednak sporo do zrobienia. To, co chciałbym w najbliższych latach zrobić, to po pierwsze zwiększyć obecność akademii w mediach społecznościowych – w sensie uczestnictwa w debacie. Chcę zainicjować działania zachęcającego do zainteresowania nauką.

Do tej pory PAN miała trudność z przebiciem się z przekazem do świadomości publicznej. Ale są wyjątki – na przykład działania zespołu ds. pandemii COVID-19 ustępującego prezesa prof. Jerzego Duszyńskiego należy uznać za komunikacyjny sukces.

Polska Akademia Nauk jest najbardziej prestiżową i rozpoznawalną organizacją naukową w Polsce. Chciałbym, żeby była postrzegana jako wiodąca i nowoczesna instytucja, silna swoim doświadczeniem.

Dostosuję formułę przekazu do XXI w.- pojawią się podcasty i videocasty. Chcę też postawić na znacznie większe informowanie opinii publicznej o tym, co korporacja uczonych robi i jakie są jej osiągnięcia. W popularyzacji wiedzy mamy bardzo dużo do zrobienia.

Pierwszy pomysł, który mi się narzucił, jest następujący. Chcę, żeby członkowie i członkinie korporacji opowiedzieli młodym ludziom, którzy zastanawiają się na wyborem kierunku studiów w prostych słowach, na czym ich dyscyplina polega. Myślę, że to może być dla ludzi, którzy zastanawiają się nad wyborem kierunków studiów ciekawe, a także wbrew pozorom – ciekawe również dla członków korporacji, dlatego, że jest to zadanie niełatwe.

Inna rzecz na której mi zależy, to nadrobienie ogromnej zaległości. Gdy spojrzymy na Wikipedię, to zauważymy, że nie wszyscy z kilkuset członków korporacji PAN mają tam swoje biogramy. Bardzo bym chciał, żeby to się zmieniło. Na pewno będę się kontaktował ze stowarzyszeniem Wikimedia Polska, w tym celu, by pomyśleć, jak byśmy mogli uzupełnić ten rażący brak. Przecież członkowie i członkinie korporacji są osobami z ogromnym dorobkiem naukowym.

S.Z.: Czy postawi pan na cykliczność takich przedsięwzięć?

D.J.: Jak najbardziej, tego typu inicjatywy muszą takie być. Nie można oczekiwać, że od początku będziemy mieli dużą słuchalność i oglądalność. Dlatego zdecydowanie nastawiam się na regularny cykl rozmów i innych przekazów. Będziemy chcieli robić to w partnerstwie z istniejącymi już kanałami i organizacjami zajmującymi się popularyzacją nauki, bo mamy zbieżne cele.

S.Z.: Jeżeli ma pan już pewien plan na obecność PAN w social mediach, to zapewne też jest jakiś cel tych działań. Co chce pan przez to osiągnąć?

D.J.: Odpowiem cytatem ze Spidermana: z wielką siłą i wielką władzą idzie też wielka odpowiedzialność. Biorąc pod uwagę, że PAN jest najbardziej prestiżową i najbardziej rozpoznawalną jednostką naukową w Polsce z niekwestionowanym, ogromnym dorobkiem, to wydaje mi się, że na nas spoczywa ogromna odpowiedzialność. Polega ona na popularyzacji wiedzy i nauki, postaw pronaukowych. Na takie działania zwykli uczeni zwykle nie mają czasu. Tymczasem przekładanie nauki na język zwykłych ludzi jest ważne.

Nie możemy żyć w oderwaniu. Ludzie wiedzą, że jakaś nauka istnieje i dokonuje jakichś postępów, ale do końca nie wiedzą, na czym polega. Teraz mamy do czynienia ze zjawiskiem separacji – ludzie nie wiedzą tak naprawdę, po co ona jest. Owszem cieszą się, że mają telefon komórkowy czy mikrofalówkę, ale nie zdają sobie sprawy z tego, że to się bardzo ściśle wiąże z badaniami podstawowymi – wcale nie aplikacyjnymi. Wiele z tych wynalazków, które używamy na co dzień, miało swój początek w badaniach, które są całkowicie fundamentalnie związane z szukaniem rozwiązań niepraktycznych.

S.Z.: Jakie kanały dotarcia chce pan zaproponować?

D.J.: Nie każde medium jest idealne do każdego przekazu. Nie uważam, że powinniśmy nagle zaistnieć na tiktoku, bo inaczej ludzie naszego przekazu nie zrozumieją. W przyszłości może tak, ale nie jest to kluczowe. Kluczowa jest raczej treść, a nie medium.

S.Z.: Jest pan osobą niezwykle zajętą i zaangażowaną w rozliczne przedsięwzięcia. Czy znajdzie pan czas na bycie wiceprezesem PAN?

D.J.: Skoro robię dużo rzeczy, to oznacza, że dobrze zarządzam swoim czasem. Jestem zwolennikiem zwinnego zarządzania projektami (pojęcie oznacza m.in., że komunikacja ze stronami jest ważniejsza niż stosowanie standardowych procedur i narzędzi, zespół elastycznie reaguje na zmiany – przyp. S.Z.). W ten sposób będziemy w stanie dużo dokładniej monitorować to, co robimy, ale też damy dużą swobodę członkom zespołu, jak te cele mają być osiągnięte. Chcę ustawić te procesy tak, bym nie musiał ich nadzorować codziennie. Jest to możliwe – moje doświadczenie to pokazuje.

Chcę też pracować w oparciu o metodologię sprintu (to krótki, ograniczony czasowo okres, podczas którego zespół pracuje nad ukończeniem konkretnej pracy – przyp. S.Z.) tak, jak robią to spółki technologiczne w San Francisco. Nie chcemy być co prawda drugim Googlem, ale chcemy być nowoczesną organizacją opartą na wiedzy, zajmującą się zarówno tworzeniem nauki, jak i jej popularyzacją. Spiszemy dokładnie zaplanowane zadania na kolejne tygodnie i miesiące, mimo że nasza perspektywa jest oczywiście kilkuletnia.

Rozmawiał: Szymon Zdziebłowski

Polska nauka potrzebuje innowacji

.Nie tylko prof. Dariusz Jemielniak zwraca uwagę na konieczność istnienia w Polsce nowoczesnych i sprawnie działających instytucji naukowych. W tekście opublikowanym na łamach “Wszystko Co Najważniejsze” prof. Andrzej JAJSZCZYK podkreśla, że w sferze nauki Polska “przegrywa wyścig z rozwiniętym światem”.

“Wyniki konkursów grantowych Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC) jak w soczewce pokazują stan nauki w Polsce, przynajmniej tej najwyższych lotów. Pracujący w Polsce naukowcy zdobyli dotychczas, czyli w ciągu dwunastu lat istnienia agencji, tylko 34 granty. Dla porównania, dużo mniejsze od nas i nie bogatsze Węgry mają ich dwa razy więcej. Lepszy od nas wynik osiągnęły także Czechy. Nie  mówiąc już o takich potęgach, jak Zjednoczone Królestwo, Niemcy czy Holandia, które mają, odpowiednio, 2064, 1499 i 889 grantów. Ale pouczający jest także rozkład realizowanych w naszym kraju grantów ERC na poszczególne obszary nauki. Katastrofalnie wypadają nauki techniczne i nauki społeczne – w każdym z tych obszarów uzyskaliśmy finansowanie tylko na jeden projekt!” – pisze prof. Andrzej JAJSZCZYK.

Powodem takiego stanu rzeczy są, zdaniem prof. Andrzeja JAJSZCZYKA, “fałsz lokalności” (mylne przekonanie o braku zainteresowania świata naukowego polskimi sprawami, prowadzące do niewielkiej obecności polskich tekstów w czołowych czasopismach zagranicznych), “skostniałe struktury”, których przejawem jest nadmierna hierarchiczność, a także brak wystarczającej mobilności polskich naukowców, zbyt rzadko ubiegających się o pracę w dobrych zespołach naukowych zagranicą.

“Dominujący w naszym kraju model kariery, w którym absolwent uczelni robi w niej doktorat, potem habilitację, aby w końcu zostać tam profesorem jest antyinnowacyjny, prowadzi do skostnienia myśli naukowej, a także sprzyja tworzeniu patologicznych układów osobowych. Nic tak nie otwiera oczu i nie ułatwia trwałych związków ze światową nauką, jak kilkuletni pobyt i praca naukowa w innych niż macierzysty, dobrych zespołach naukowych, najlepiej za granicą. Nie zastąpią tego spotkania na konferencjach, krótkie wyjazdy studyjne czy tak łatwe obecnie kontakty za pośrednictwem Internetu” – konstatuje prof. Andrzej JAJSZCZYK. [LINK]

PAP/Szymon Zdziebłowski/WszystkoCoNajważniejsze/PP

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 grudnia 2022