Wojna nerwów
Rosja jest zbyt słaba, by walczyć militarnie z NATO. Może jednak atakować na inne sposoby – pisze Edward LUCAS
.Dnia 31 sierpnia 1939 roku nazistowscy oficerowie SS przebrani za Polaków zaatakowali radiostację w ówczesnym niemieckim mieście Gleiwitz. Nadali krótki komunikat, pozostawili po sobie martwe ciała i dali Adolfowi Hitlerowi pretekst do ataku na Polskę. Amerykańskie źródła wywiadowcze, za którymi powtarzają to politycy, sądzą, że Kreml planuje podobną prowokację pod fałszywą flagą. Operacja miałaby polegać na użyciu ukraińskich dronów, kupionych albo przejętych, działających pod rosyjskim kierownictwem. Mogłyby one uderzyć w cele w Polsce, jeszcze bardziej zrażając opinię publiczną i oficjalne kręgi do Ukrainy: polskie służby bezpieczeństwa już teraz mają obawy co do twardych metod swoich ukraińskich odpowiedników.
Inny, bardziej niepokojący wariant zakłada, że takie ukraińskie drony, rzekomo wystrzelone z Polski albo państw bałtyckich, uderzyłyby w cele, prawdopodobnie cywilne, w Kaliningradzie. Rosja oskarżyłaby sąsiadów o umożliwienie tych ataków i zażądałaby środków odwetowych: dochodzeń, postępowań karnych, odszkodowań i tak dalej. W najlepszym razie byłby to dyplomatyczny szantaż. W najgorszym – pretekst do rosyjskiego kontruderzenia na terytorium NATO. Taki atak miałby prawdopodobnie charakter symboliczny, bez rannych i zabitych.
Ale co wtedy? Brak reakcji stworzyłby fatalny precedens. Jeśli państwo zaatakowane przez Rosjan odpowiedziałoby uderzeniem na terytorium Rosji – czy inne kraje NATO udzieliłyby mu wsparcia, czy raczej wezwałyby do „dialogu”? Już same takie obawy działają destrukcyjnie.
Najważniejsza rzecz, o której trzeba tu pamiętać, jest taka: żadna tego rodzaju operacja pod fałszywą flagą nie może stać się pretekstem do prawdziwej wojny. Rosja jest militarnie zbyt słaba, by zaatakować jakiekolwiek państwo NATO. Buduje pewną infrastrukturę wojskową, zwłaszcza przy granicy z Finlandią, ale nie ma żołnierzy, których mogłaby tam rozmieścić. Nawet gdyby zaczęła ściągać siły z frontu ukraińskiego, by rozmieścić je w Kaliningradzie, Pskowie albo gdziekolwiek indziej na swojej zachodniej granicy, sąsiednie państwa zauważyłyby to natychmiast. One i ich sojusznicy zareagowaliby, wzmacniając obronę, mobilizując siły i gromadząc potencjał odstraszania.
Cokolwiek Rosja planuje, rozgrywa się to w innej domenie: jest to wojna nerwów wymierzona w nasze umysły, a nie w nasze terytorium. Jednym z jej celów jest przedstawienie państw pierwszej linii jako awanturników, którzy wciągną resztę Sojuszu w eskalację i katastrofę. Drugim, uzupełniającym celem jest sprawienie, by państwa frontowe zaczęły wątpić w determinację swoich sojuszników: mają uwierzyć, że „stary Zachód” potajemnie nimi gardzi i nie będzie za nie walczył.
.Naczelny kremlowski druh, Nikołaj Patruszew, forsuje te tezy w jadowitym, niedawnym wywiadzie dla „Rossijskiej gaziety”, oskarżając litewskich polityków o chęć wciągnięcia całej Europy w „lekkomyślną awanturę” ataku na Kaliningrad – plan ten, rzecz jasna, istnieje wyłącznie w rosyjskiej wyobraźni. Twierdził również, że zachodni Europejczycy, pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii, szlifowali swoje rasistowskie uprzedzenia na narodach bałtyckich, które uważali za „podludzi”. Dodał przy tym, z właściwą sobie przesadą, że absolwent Eton – najbardziej elitarnej brytyjskiej szkoły prywatnej – „nigdy nie uznałby Estończyka ani Łotysza za równego sobie”.
Odpowiedź na ten poznawczy ostrzał powinna wyrażać pewność siebie, być zdyscyplinowana, szybka i wyrafinowana.
Po pierwsze, nie należy wzmacniać przekazu przeciwnika – Finlandia jest tu wzorem.
Po drugie, trzeba zadbać o to, by każda prowokacja została przekonująco przypisana jej prawdziwemu źródłu: Rosji. Sam fakt, że Kreml może zdobyć ukraińskie drony albo nawet wynająć Ukraińców do ich wystrzelenia, nie oznacza, że Ukraina atakuje Polskę albo wykorzystuje Polskę do ataku na Kaliningrad. Pamiętajmy: rosyjska machina kłamstwa działa bardzo szybko i bardzo głośno.
Po trzecie, wszelkie późniejsze rosyjskie żądania lub groźby muszą spotkać się z jednolitą odpowiedzią dyplomatyczną i wojskową: każdy atak na terytorium NATO, przeprowadzony gdziekolwiek i pod jakimkolwiek pretekstem, zostanie surowo ukarany.
.Przywódcy NATO powinni wykorzystać szczyt w Ankarze w tym tygodniu, by ostrzec Kreml, że ma się wycofać, i przypomnieć, że operacje pod fałszywą flagą mogą obrócić się przeciwko tym, którzy je organizują. Gleiwitz jest dziś polskim miastem Gliwice. A jaką dawniej nazwę nosił Kaliningrad?





