Prorosyjskie partie stworzą wspólny blok. Chcą wygrać wybory i przejąć władze

Cztery prorosyjskie partie w Mołdawii ogłosiły, że utworzą blok, aby zapewnić sobie zwycięstwo w wrześniowych wyborach parlamentarnych i pokonać obecny proeuropejski rząd – poinformowała agencja Reutera.
Mołdawia jest podzielona. Spora część wyborców może poprzeć prorosyjskie partie
.Blok wyborczy partii połączy Partię Socjalistów, kierowaną przez byłego prezydenta Igora Dodona, partie Serce Mołdawii i Przyszłość Mołdawii, a także Komunistyczną Partię Mołdawii.
„Opowiadamy się za przywróceniem strategicznych stosunków z Rosją. Chcemy pokoju, a nie wojny. Nasz blok położy kres zagranicznym interesom i NATO” – powiedział cytowany przez agencję Reutera Dodon na konferencji prasowej, przedstawiając nową koalicję.
W ubiegłorocznych wyborach proeuropejska Maia Sandu, walcząca o reelekcję, pokonała wspieranego przez partię socjalistów Alexandra Stoianoglo socjalistycznego rywala niewielką przewagą głosów, a referendum w sprawie przystąpienia do UE uzyskało 50,4 proc. poparcia.
19 lipca mołdawska centralna komisja wyborcza odmówiła rejestracji do wyborów bloku wyborczego Zwycięstwo (Victorie/Pobieda – przyp. PAP), utworzonego w 2024 r. przez zbiegłego prorosyjskiego oligarchę Ilana Sora.
Prorosyjskie partie jak Serce Mołdawii i Przyszłość Mołdawii są uważane za „proxy” działającego z Rosji polityka, ściganego w kraju m.in. za gigantyczne malwersacje finansowe. Mołdawskie władze twierdzą, że Sor odegrał wiodącą rolę w wspieranej przez Rosję ingerencji mającej na celu zniweczenie dążeń Mołdawii do członkostwa w UE. Sor zaprzecza zarzutom i uznał decyzję za absurdalną – zaznaczył w depeszy Reuters.
Wybory parlamentarna są zaplanowane na 28 września.
Mołdawia – mały kraj z wielkimi problemami
.Kiszyniów przewiduje załamanie gospodarcze w Naddniestrzu od 1 stycznia 2025 r. i podkreśla potrzebę wsparcia ze strony partnerów międzynarodowych w zarządzaniu kryzysem energetycznym – pisze Krzysztof LISEK.
Ryzyko kryzysu energetycznego w Republice Mołdawii po 31 grudnia 2024 r. jest nieuchronne – ostrzegł Victor Parlicov, minister energetyki Mołdawii, po wizycie w Gazpromie.
„Ta zima będzie niezwykle trudna” – stwierdził premier Dorin Recean podczas spotkania rządu w Kiszyniowie. W sylwestra 2024/2025 wygasa umowa tranzytowa między Rosją a Ukrainą, a Kijów ogłosił, że nie podpisze nowej umowy z rosyjskim agresorem. W tych okolicznościach Naddniestrze prawdopodobnie zostanie odcięte od dostaw gazu.
Minister Parlicov udał się do Petersburga, aby spotkać się z liderami Gazpromu i zapytać, czy rosyjski dostawca zamierza wykorzystać alternatywne (i znacznie droższe) trasy przepływu wstecznego w celu dostarczania gazu do Naddniestrza, zgodnie z umową z Moldovagazem. Wrócił do Kiszyniowa bez ostatecznej odpowiedzi, co skłoniło rząd do uruchomienia planu zarządzania kryzysowego. Wstrzymanie dostaw gazu do regionu Naddniestrza może doprowadzić do kryzysu humanitarnego, z którym będzie musiał się zmierzyć Kiszyniów. „Ludzie ci ryzykują, że zostaną bez ogrzewania i prądu w szczycie zimy. Są naszymi obywatelami i mamy obowiązek znaleźć rozwiązania, aby zapobiec katastrofie” – podkreślił premier Recean.
Taka katastrofa humanitarna może skutkować napływem setek tysięcy uchodźców wewnętrznych z Tyraspolu do Kiszyniowa – wyzwanie, z którym władze Mołdawii mogą nie być w stanie sobie poradzić. We wcześniejszym wywiadzie minister Parlicov zauważył, że jeśli Rosja zaprzestanie bezpłatnych dostaw gazu (za które dług narósł do 10 miliardów dolarów) do Naddniestrza, Kiszyniów będzie musiał ponieść część kosztów zużycia gazu po cenach rynkowych, aby wesprzeć mieszkańców Naddniestrza. Jest to konieczne, ponieważ większość mieszkańców regionu ma niskie dochody. Jednakże, jak wyjaśnił Parlicov, wszelkie takie wsparcie finansowe z Kiszyniowa byłoby powiązane z szerszym projektem politycznym reintegracji narodowej.
Kijów poinformował Kiszyniów już wiosną 2024 r., że nie przedłuży umowy tranzytowej z Gazpromem po 31 grudnia 2024 r. Decyzja ta nie ma wpływu na dostawy gazu do prawobrzeżnej Mołdawii (Kiszyniowa), ponieważ rząd zaprzestał importu rosyjskiego gazu w grudniu 2022 r., przekierowując całą dostawę Gazpromu do Naddniestrza. W zamian Kiszyniów kupuje niedrogą energię elektryczną z Naddniestrza, wytwarzaną z gazu dostarczanego bezpłatnie przez Rosję.
Od tego czasu Mołdawia pozyskuje cały swój gaz ziemny z rynku europejskiego po cenach korzystniejszych niż te oferowane przez Rosję. Władze Mołdawii opracowały plan kryzysowy, czekając na decyzję Gazpromu w sprawie Naddniestrza. Technicznie rzecz biorąc, Gazprom ma tylko jedną trasę dostarczania gazu do Naddniestrza po 31 grudnia: odwrócony rurociąg transbałkański przez Turcję, znacznie droższą opcję. Kiszyniów oświadczył, że nie zablokuje tej trasy. Jednak Gazprom wydaje się niechętny do ponoszenia dodatkowych kosztów dla regionu, który nie płacił za gaz od ponad trzech dekad.
„Gazprom poprosił nas o negocjacje ze stroną ukraińską, aby przekonać ją do kontynuowania tranzytu. Rozmawialiśmy z Ukrainą, ale pozostaje ona przy swojej decyzji o zakończeniu tranzytu. Może jeszcze rozważyć to w ostatniej chwili (31 grudnia 2024 r.). Dla nas najprostszym scenariuszem byłoby kontynuowanie tranzytu. Oczekujemy, że Gazprom dotrzyma swoich zobowiązań i dostarczy gaz albo przez Ukrainę, jeśli będzie to dozwolone, albo alternatywną trasą” – stwierdził minister Parlicov po rozmowach w Petersburgu z kierownictwem Gazpromu. Według ministra prawdopodobieństwo kryzysu energetycznego w Naddniestrzu od 1 stycznia 2025 r. jest bardzo wysokie. Gazprom powiązał wykorzystanie rurociągu transbałkańskiego z rzekomymi długami w wysokości ponad 700 milionów dolarów, które według niego Kiszyniów jest winien – kwota ta jest uważana przez Mołdawię za sfabrykowaną.
„Rosjanie zasugerowali, że jeśli nie będzie postępów w spłacie tych długów, rozważą ponownie swoje plany dostaw. Naszym zdaniem te kwestie nie są ze sobą powiązane. Audyt przeprowadzony przez Mołdawię wykazał, że długi te wygasły. Zaoferowaliśmy zapłatę 8 milionów euro, ale strona rosyjska nie uznała wyników audytu i nie zaproponowała jeszcze alternatywy” – wyjaśnił Parlicov.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/krzysztof-lisek-moldawia-maly-kraj-z-wielkimi-problemami/
PAP/MB