Trump-Xi. Spotkanie najważniejszych przywódców świata [Michał KŁOSOWSKI]

Spotkanie Trump–Xi ma znaczenie większe niż klasyczny szczyt bilateralny
Dwaj przywódcy, dwa imperia, jeden świat
.Rozmowy Donalda Trumpa i Xi Jinpinga należą tych, uznawanych za najwyższego szczebla. Obaj przywódcy reprezentują bowiem nie tylko dwa państwa, ale dwa modele świata: amerykański porządek oparty na sile militarnej, dolarze i technologii oraz chińską wizję XXI wieku budowaną na handlu, produkcji, długofalowym planowaniu i cierpliwości strategicznej z Pekinem, jako punktem odniesienia i grawitacji. Dlatego spotkanie w Pekinie – pierwsza podróż amerykańskiego prezydenta do Chin od niemal dekady – odbywa się w momencie szczególnym. Świat znajduje się bowiem jednocześnie w kilku kryzysach: wojna na Bliskim Wschodzie destabilizuje globalne bezpieczeństwo energetyczne, konflikt handlowy między Waszyngtonem a Pekinem trwa mimo okresowych rozejmów, a wyścig technologiczny dotyczący sztucznej inteligencji i półprzewodników coraz bardziej przypomina zimnowojenną rywalizację o dominację nad przyszłością. Dlatego także spotkanie Trump–Xi ma znaczenie większe niż klasyczny szczyt bilateralny. W rzeczywistości jest ono próbą odpowiedzi na pytanie, które będzie definiowało najbliższe dekady: czy XXI wiek stanie się epoką nowej zimnej wojny między Stanami Zjednoczonymi i Chinami, czy raczej okresem brutalnej współzależności, w której oba mocarstwa pozostaną jednocześnie rywalami i partnerami?
Pragmatyczny konflikt z Pekinem
Jeszcze kilka lat temu Donald Trump przedstawiał Chiny niemal wyłącznie jako przeciwnika gospodarczego odpowiedzialnego za amerykański deficyt handlowy i utratę miejsc pracy. Wojna celna rozpoczęta podczas jego pierwszej kadencji miała być próbą zmuszenia Pekinu do zmiany modelu gospodarczego. Dziś jednak ton administracji amerykańskiej jest bardziej pragmatyczny. Jak zauważają analitycy cytowani przez „Washington Post”, Trump coraz wyraźniej przechodzi od idei „zmiany Chin” do koncepcji „zarządzanej rywalizacji”.
Ta zmiana jest w pewnym sensie przyznaniem się Waszyngtonu do nowej rzeczywistości. Chiny Xi Jinpinga nie są już państwem doganiającym Zachód ale krajem, który w wielu obszarach uważa się za równorzędny wobec Stanów Zjednoczonych – a czasem nawet bardziej odporne strategicznie. Pekin przetrwał amerykańskie sankcje technologiczne, rozbudował własny sektor półprzewodników, zwiększył globalną dominację eksportową i nauczył się funkcjonować w warunkach częściowego odcięcia od Zachodu. Xi Jinping przyjmuje więc Trumpa z zupełnie inną pewnością siebie niż podczas pierwszej wizyty amerykańskiego prezydenta w 2017 roku. Wówczas Chiny nadal ostrożnie unikały otwartego konfliktu z USA i liczyły na utrzymanie globalizacji w dotychczasowej formule. Teraz Pekin uważa, że świat wszedł w okres postamerykański – lub przynajmniej w okres końca niekwestionowanej hegemonii Waszyngtonu. Wojna na Bliskim Wschodzie tylko wzmacnia tę narrację. Chińscy analitycy coraz częściej przedstawiają Stany Zjednoczone jako mocarstwo rozproszone i zmuszone do prowadzenia polityki reaktywnej, a sam prezydent Donald Trump ma być w chińskiej propagandzie tego właśnie symbolem. Paradoksalnie jednak właśnie dlatego oba państwa potrzebują siebie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Niechciana symbioza
Współzależność amerykańsko-chińska pozostaje jednym z fundamentów globalnej gospodarki. Nawet jeśli firmy przenoszą część produkcji do Wietnamu, Indii czy Meksyku, to Chiny nadal są centrum światowego przemysłu, Pekin kontroluje również strategiczne zasoby metali ziem rzadkich niezbędnych dla sektora technologicznego i obronnego. Z kolei Stany Zjednoczone pozostają kluczowym rynkiem konsumpcyjnym, centrum światowych finansów oraz głównym źródłem najbardziej zaawansowanych technologii. Dlatego w Pekinie obok polityków pojawiła się również delegacja największych amerykańskich korporacji. Reuters informuje, że prezydentowi Donaldowi Trumpowi towarzyszą przedstawiciele Tesli, BlackRocka, Mety, Mastercarda czy Visy. Dla biznesu ten szczyt ma wymiar bardzo konkretny: chodzi o dostęp do rynku chińskiego, zgodę regulacyjną, inwestycje oraz ograniczenie niepewności geopolitycznej.
To znamienne. Jeszcze kilka lat temu amerykańskie firmy technologiczne były często przedstawiane jako ofiary chińskiego systemu dziś jednak część z nich chce raczej nowego modus vivendi z Pekinem niż dalszej eskalacji. Wielki biznes coraz lepiej rozumie bowiem, że pełne „odłączenie” gospodarek Chin i USA byłoby katastrofą dla światowego rynku. A jednocześnie polityczne różnice pozostają fundamentalne. Najbardziej niebezpiecznym punktem sporu pozostaje Tajwan. Dla Pekinu kwestia wyspy ma wymiar egzystencjalny i cywilizacyjny. Xi Jinping wielokrotnie podkreślał, że „zjednoczenie” Chin nie może być odkładane w nieskończoność. Dla Stanów Zjednoczonych Tajwan jest natomiast symbolem wiarygodności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa w Azji i nie tylko. Każde ustępstwo wobec Chin byłoby uważnie obserwowane przez Japonię, Koreę Południową czy Filipiny. W tym sensie spotkanie Trump–Xi przypomina klasyczne rozmowy mocarstw z czasów zimnej wojny. Problem polega jednak na tym, że obecny konflikt jest znacznie bardziej złożony niż rywalizacja USA i ZSRR, Chiny nie są bowiem izolowanym blokiem ideologicznym lecz integralną częścią globalnego kapitalizmu. Pekin i Waszyngton rywalizują więc jednocześnie o dominację militarną, ideologiczną, technologiczną i ekonomiczną, pozostając zarazem wzajemnie od siebie zależnymi.
Sztuczna Inteligencja w centrum
Nowym polem tej rywalizacji staje się sztuczna inteligencja, choć jeszcze dekadę temu głównym tematem rozmów były cła i handel. Aktualnie centrum strategicznej debaty przesuwa się ku chipom, modelom AI i kontroli nad technologiami przyszłości. Administracja amerykańska ogranicza eksport zaawansowanych półprzewodników do Chin, podczas gdy Pekin inwestuje gigantyczne środki w budowę własnej niezależności technologicznej. Właśnie dlatego rozmowy Trumpa i Xi mają charakter znacznie szerszy niż bilateralny spór dwóch państw. To negocjacje dotyczące architektury przyszłego świata. Nawet dla Europy ten szczyt jest sygnałem ostrzegawczym. Unia Europejska coraz częściej odkrywa, że znalazła się pomiędzy dwoma gigantami, a jak powiedział niedawno francuski prezydent Emmanuel Macron, cały świat jest przeciwko Europie. Z jednej strony więc Europa pozostaje strategicznie zależna od Stanów Zjednoczonych, z drugiej – gospodarczo głęboko powiązana z Chinami, zwłaszcza z powodu działań Niemiec. Jeśli rywalizacja amerykańsko-chińska będzie się pogłębiać, Europa może zostać zmuszona do coraz bardziej jednoznacznych wyborów.
Spotkanie Trump–Xi pokazuje też coś jeszcze: polityka wraca do logiki wielkich przywódców i mocarstwowych układów. po blisko trzech dekadach multilateralizmu pod amerykańskim parasolem. W epoce globalnych kryzysów, wojny technologicznej i geopolitycznej niepewności świat coraz bardziej przypomina koncert potęg, w którym kluczowe decyzje zapadają podczas rozmów dwóch najważniejszych liderów. Dlatego Pekin nie jest tylko miejscem dyplomatycznego szczytu a sceną, na której rozgrywa się pytanie o przyszły kształt świata. Czy będzie to świat nowej bipolarności? Świat podzielony między Waszyngton i Pekin? A może świat permanentnego napięcia, w którym oba mocarstwa będą jednocześnie współpracować i rywalizować?
Oczywiście, Trump i Xi nie odpowiedzą na te pytania podczas jednego spotkania. Ale od tonu ich rozmów może zależeć, czy XXI wiek będzie epoką kontrolowanej rywalizacji, czy początkiem nowego globalnego chaosu.
Michał Kłosowski



