Św. Dyzma i historia Dobrego Łotra [Ks. Tomasz SĘKOWSKI]

Historia Dobrego Łotra dowodzi, że niebo można zdobyć rzutem na taśmę, a więźniowie są bliscy Jezusowi – powiedział diecezjalny kapelan więzienny ks. Tomasz Sękowski. Jego urodziny przypadają 26 marca, w liturgiczne wspomnienie św. Dyzmy, patrona skazańców i kapelanów więziennych.
Jak to się stało, że został ksiądz kapelanem więziennym?
Ks. Tomasz Sękowski: Jestem księdzem od 32 lat i kiedy byłem w seminarium, nigdy nie przypuszczałem, że będę pracował w więzieniu. Tak się jednak złożyło, że biskup skierował mnie do parafii w Tarnowskich Górach, gdzie zaraz obok kościoła mieści się areszt śledczy. Przejąłem wszystkie obowiązki poprzedniego wikarego, w tym obowiązek chodzenia do aresztu z posługą. To było w 1993 r. Przez sześć lat pracowałem w areszcie w Tarnowskich Górach, a w 1999 r. zostałem przeniesiony do Zabrza, gdzie były wtedy dwie jednostki: areszt śledczy i zakład karny. Teraz pracuję w zabrzańskim Oddziale Zewnętrznym Aresztu Śledczego w Bytomiu.
Nie bał się ksiądz tej pracy, tego, jak przyjmą księdza więźniowie i funkcjonariusze, jak się ksiądz w tym odnajdzie?
Ks. Tomasz Sękowski: Na początku trochę się obawiałem, ale nie należę do ludzi strachliwych. Stwierdziłem, że skoro biskup mnie posyła, to widocznie Pan Bóg ma w tym swój plan. Tym bardziej że z roku na rok coraz wyraźniej dostrzegałem, że ci ludzie – zarówno więźniowie, jak i funkcjonariusze – bardzo potrzebują kontaktu z księdzem, z sakramentami i ze Słowem Bożym. W przekonaniu, że nie znalazłem się tu przypadkiem, utwierdziło mnie jeszcze odkrycie, że 26 marca, czyli w dniu moich urodzin, przypada liturgiczne wspomnienie św. Dyzmy, czyli Dobrego Łotra – przestępcy ukrzyżowanego wraz z Chrystusem, któremu Pan Jezus powiedział: „Dziś ze Mną będziesz w raju”. Św. Dyzma jest przecież patronem więźniów, skazańców, pokutujących grzeszników oraz kapelanów więziennych. A ponieważ w życiu człowieka wierzącego nie ma przypadków, potraktowałem to jako znak, że właśnie tu, w zakładzie karnym, jest moje miejsce.
Św. Dyzma jest nie tylko pierwszym świętym Kościoła katolickiego, ale właściwie jedyną osobą, którą kanonizował osobiście Jezus Chrystus. Jak ksiądz sądzi, dlaczego Pan Jezus wyróżnił w ten sposób nie kogoś z apostołów, tylko Dobrego Łotra – przestępcę skazanego na śmierć?
Ks. Tomasz Sękowski: Historia św. Dyzmy jest dowodem na to, że można zdobyć niebo rzutem na taśmę i na to, jak bardzo Pan Bóg jest miłosierny. Dla mnie to także opowieść o tym, że właśnie takie osoby, jak więźniowie, którzy idą do Pana Boga krętą i wyboistą ścieżką, są szczególnie bliskie sercu Pana Jezusa.
Praca w więzieniu uświadomiła mi, jak mocno sposób, w jaki zostaliśmy wychowani, rzutuje później na nasze przeżywanie wiary i nasz obraz Boga. Widzę, jak wielu osadzonych ma potężny problem z modlitwą „Ojcze nasz”. Wielu z nich słowo „ojciec” kompletnie nie kojarzy się z miłością, z dobrocią, z wybaczeniem. Kojarzy się raczej z oschłością, z porzuceniem, z brakiem, czasem także z przemocą i z nadużywaniem alkoholu. Zwyczajnie dlatego, że ich ojcowie tacy właśnie byli, z takich rodzin się wywodzą. Więc moją rolą jako kapelana więziennego, ale także rolą psychologa więziennego, jest przede wszystkim to, żeby trochę zmienić ich myślenie.
Udaje się to księdzu?
Ks. Tomasz Sękowski: Czasem tak, czasem nie. Często te przekonania wyniesione z domu, przywiązanie do pewnego stylu życia, siedzą w człowieku bardzo głęboko i naprawdę ciężko to zmienić. Ale się nie poddaję. Jestem, czekam i cały czas mam nadzieję, że do tych osadzonych też jakoś Pan Bóg dotrze.
Jak wygląda praca kapelana w więzieniu?
Ks. Tomasz Sękowski: Wszystko zależy od tego, jaki to jest typ jednostki. W areszcie śledczym wygląda to w ten sposób, że kapelan ma kontakt z dwoma rodzajami osadzonych: po pierwsze z tymczasowo aresztowanymi, którzy są w areszcie śledczym ze względu na postanowienie sądu. Oni są bardzo mocno izolowani, więc tym bardziej potrzebują wsparcia i dobrego słowa. W aresztach śledczych są też osoby, które są już po wyroku i odbywają karę pozbawienia wolności. Oni potrzebują tego, co Pan Jezus w Ewangelii wg św. Mateusza opisał słowami: „byłem w więzieniu, a odwiedziliście Mnie”.
Teraz pracuję w zakładzie karnym typu półotwartego, gdzie panują łagodniejsze zasady. Więźniowie mogą chodzić po terenie zakładu, mogą sami przyjść do kaplicy właściwie przez cały dzień. Codziennie w kaplicy sprawuję mszę świętą i głoszę kazania. Raz w tygodniu spotykamy się przy stole i wtedy głoszę katechezy. Poza tym ja zwyczajnie jestem między nimi, chodzę po tych samych korytarzach, zagaduję. Oni doskonale wiedzą, że jestem księdzem i jeśli ktoś potrzebuje rozmowy czy spowiedzi, to jestem zawsze do dyspozycji.
Jako kapelan więzienny jestem posłany nie tylko do osadzonych, ale także do funkcjonariuszy. Oni mają bardzo specyficzną, trudną pracę i nie zawsze mogą uzyskać wsparcie w swojej parafii, której proboszcz może zwyczajnie nie rozumieć tej specyfiki. Jako kapelan rozumiem ich zdecydowanie lepiej.
Z jakimi sprawami więźniowie zwracają się do księdza?
Ks. Tomasz Sękowski: Najczęściej rozmawiamy o życiu, o problemach dnia codziennego. Dla mnie nie ma różnicy, czy ktoś przychodzi na mszę do kaplicy, czy nie przychodzi. Z każdym rozmawiam tak samo. To są często ludzie, którzy wychowali się w rodzinach dysfunkcyjnych, ale jest w nich silna tęsknota za głębią, za spokojnym życiem i normalną rodziną. Przychodzą, żeby porozmawiać o problemach rodzinnych, o tym, że mieli takie, a nie inne wzorce i nie potrafią sobie z tym poradzić.
Zdarza się, że ktoś przychodzi na mszę św. czy katechezę z nudów, a później odkrywa w tym coś głębszego?
Ks. Tomasz Sękowski: Takie sytuacje zdarzają się raczej w zakładach typu zamkniętego, w których każde wyjście z celi jest dla osadzonego atrakcją. Wtedy faktycznie czasem ktoś przychodzi na katechezę po prostu po to, by z kimś pogadać czy napić się kawy. W jednostce, w której pracuję, jeżeli ktoś przychodzi na mszę czy do spowiedzi, to raczej dlatego, że chce coś zmienić, czegoś szuka w życiu.
Czy zdaniem księdza pobyt w więzieniu jest dla osadzonych szansą na zmianę życia na lepsze?
Ks. Tomasz Sękowski: Wszystko zależy od konkretnego człowieka. Jeżeli ktoś chce się zmienić, to ma ku temu możliwości. W zakładach są różnego rodzaju programy resocjalizacyjne, jest biblioteka, jest praca. W ciągu tych 32 lat spotkałem wielu osadzonych, którzy w więzieniu przemyśleli swoje życie, zmienili sposób myślenia, sposób wartościowania i teraz prowadzą uczciwe życie. Z niektórymi utrzymuję kontakt i wspieram ich na wolności. Pamiętam jednego z osadzonych, który w więzieniu się nawrócił i jeszcze w trakcie odbywania kary składał świadectwo podczas rekolekcji, które głosiłem w jednej z parafii pod Gliwicami.
Czy zdarza się, że ktoś w więzieniu prosi księdza o spowiedź po raz pierwszy po wielu latach?
Ks. Tomasz Sękowski: Tak, zdarza się. Ze względu na tajemnicę spowiedzi nie mogę na ten temat za dużo mówić. Powiem więc tylko, że rekordzistą w spowiedzi był osadzony, który przystąpił do sakramentu pokuty po raz pierwszy od 46 lat. Pan Bóg działa na różne sposoby, także w zakładach karnych i kaplicach więziennych.
Rozmawiała Iwona Żurek/PAP
Historia Drogi Krzyżowej
.Droga Krzyżowa odtwarza ostatni odcinek drogi Jezusa w Jego ziemskim życiu, aż na szczyt Golgoty. Jej korzenie, nierozerwalnie związane z Jerozolimą, są odległe i sięgają wielu wieków wstecz. W obecnym kształcie sięga ona późnego średniowiecza – pisze ks. prof. Robert SKRZYPCZAK
Wszczególności św. Bernard z Clairvaux, św. Franciszek z Asyżu oraz św. Bonawentura z Bagnoregio przygotowali grunt pod tę pobożną praktykę. Nie wolno zapomnieć też o mniej znanych postaciach, takich jak Jacopone z Todi, Hubertyn z Casale oraz wielu innych włoskich i niemieckich mistyków, którzy przyczynili się do rozwoju tej formy czci oddawanej Chrystusowi ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu. W obecnej postaci, z czternastoma stacjami ułożonymi w niezmiennej kolejności, powstała ona z inicjatywy franciszkanów w Hiszpanii w 1. poł. XVII w. We Włoszech wielkim propagatorem tej praktyki był franciszkanin św. Leonard z Porto Maurizio (1676–1751), który poza licznie wygłaszanymi kazaniami pasyjnymi proponował medytacje dla każdej z czternastu stacji.
W Jerozolimie tradycyjna Droga Krzyżowa podąża trasą zwaną Via Dolorosa, która przebiega również przez 14 stacji – od miejsca, gdzie według tradycji Jezus został postawiony przed Poncjuszem Piłatem, aż do ostatnich czterech stacji umieszczonych w Bazylice Grobu Pańskiego. Dzięki temu wierni przybywający z całego świata do Miasta Świętego podążają krok za krokiem drogą, którą Jezus po raz ostatni w swym ziemskim życiu przeszedł dwa tysiące lat temu.
Kościół jerozolimski bardzo wcześnie zaczął okazywać zainteresowanie „miejscami świętymi”. Znaleziska archeologiczne potwierdzają istnienie już w II w. chrześcijańskiego kultu sprawowanego na terenie cmentarza, na którym znajdował się grób Jezusa. Zresztą w syryjskim apokryfie De transitu Mariae z V w. znajdujemy wzmiankę o tym, że sama Matka Boża codziennie nawiedzała miejsca, w których Jej Syn cierpiał i przelewał Swą krew. Dzięki św. Hieronimowi dotarło do nas świadectwo o pielgrzymce do Palestyny pewnej szlachetnej chrześcijanki, św. Pauli, w latach 385–386. W Jerozolimie „odwiedzała wszystkie miejsca z taką gorliwością i zaangażowaniem, iż gdyby nie czuła przynaglenia, by dotrzeć do pozostałych, z chęcią zatrzymywałaby się na dłużej w tych pierwszych. Pochylona pod Krzyżem, uwielbiała Pana, jakby widziała Go przygniecionego jego ciężarem. Weszła do grobowca, całując kamień, odwalony przez anioła. Z wielką wiarą obsypywała pocałunkami to miejsce spoczynku Pana jak ktoś spragniony, kto znalazł wodę, dzięki której może ugasić swe łaknienie. O tym, ile łez tam wylała i ile jęków bólu wydała z siebie, może zaświadczyć cała Jerozolima oraz sam Pan, do którego się modliła” (św. Hieronim, Epitaphium sanctae Paulae, 9).
Dzięki świadectwu pielgrzymującej do Ziemi Świętej pod koniec IV w. innej kobiety, o imieniu Egeria, poznajemy wiele szczegółów odprawianych w Jerozolimie ceremonii liturgicznych. Polegały one na odczytywaniu odpowiednich do miejsca fragmentów Ewangelii, na modlitwie psalmami i śpiewaniu hymnów. Ponadto, opisując święte uroczystości Wielkiego Czwartku i Wielkiego Piątku, Egeria relacjonowała, że wierni szli w procesji z Góry Oliwnej na Kalwarię: „Do miasta idzie się pieszo, z hymnami, i dociera się do jego bram o godzinie, gdy jeden dopiero zaczyna odróżniać drugiego. Wtedy wszyscy, jak jeden, tam się gromadzą, zarówno młodzi, jak i starzy, bogaci i biedni. Nikogo nie brakuje tego dnia, od wieczora aż do świtu. Wszyscy podążają za biskupem od Getsemani aż do bram miasta, a stamtąd przez samo miasto aż do Krzyża” (Itinerarium Egeriae, XXXVI, 3 [CCL 175, 80]). Egeria pozostawiła nam też wieści o istnieniu trzech świętych budowli wzniesionych na szczycie Golgoty, opisywała procesje odbywane między dwiema z nich – od Anastasis do Martyrium. O zwyczaju nawiedzania świętych miejsc Jerozolimy dowiadujemy się też z innych „kronik podróży”, spisywanych przez pielgrzymów w V i VI w. Procesje organizowane przy tej okazji, wzbogacone pieśniami i mające ścisły związek z geograficznymi śladami Męki Pańskiej, uważane były przez niektórych badaczy za zalążek przyszłej praktyki Via Crucis.
Wiemy, że Via Crucis, odprawiana jako ćwiczenie medytacyjne, była praktykowana w Ziemi Świętej także w XII w. Giermek Baliana z Ibelinu, niejaki Ernoul, który zrelacjonował jako naoczny świadek m.in. upadek Jerozolimy w 1187 r., wspominał w swej Kronice z 1228 r. o „ścieżce, którą Chrystus przeszedł od Porta Dolorosa do Kalwarii”. W 1294 r. dominikanin Rinaldo de Montis Crucis opisał w Liber peregrinationis swe przybycie na miejsce Ukrzyżowania i podążanie „drogą, po której Chrystus wspiął się wraz z krzyżem”. Zwrócił uwagę na poszczególne etapy tej trasy rozpoczynającej się od pałacu Heroda, poprzez Lithostratos, czyli miejsce, gdzie Jezus został skazany na śmierć, następnie punkt, w którym spotkał opłakujące Go kobiety jerozolimskie, aż po odcinek drogi, na której Szymon z Cyreny towarzyszył naszemu Zbawicielowi na Golgotę, pomagając Mu dźwigać Jego krzyż.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/ks-prof-robert-skrzypczak-historia-drogi-krzyzowej/
PAP/MB



