Prezydent Andrzej Duda oceniany dobrze, Sejm i Senat fatalnie [CBOS]

W lipcu działalność kończącego kadencję prezydenta Andrzeja Dudy uznało za dobrą 54 proc ankietowanych, a jedynie 44 proc. – za złą. Inaczej było z ocenami Sejmu i Senatu. Negatywnie oceniło pracę Sejmu 54 proc., a jedynie 32 proc. pozytywnie. Senat negatywnie oceniło 40 proc. respondentów, 35 proc. respondentów dobrze – wynika z najnowszego sondażu CBOS.

Większość badanych pozytywnie ocenia kadencje prezydenta Andrzeja Dudy

.Zgodnie z najnowszym sondażem CBOS, 49 proc. badanych dobrze oceniło pracę prezydenta Andrzeja Dudy; to o 1 pkt proc. więcej niż w czerwcu. 44 proc. negatywnie wypowiedziało się o działalności Dudy – to o 1 pkt proc. mniej niż w zeszłym miesiącu. 7 proc. respondentów udzieliło odpowiedzi „trudno powiedzieć”; w czerwcu było to 8 proc.

Pozytywnie pracę prezydenta częściej niż inni oceniają wyborcy ugrupowań konserwatywnych, osoby o prawicowych poglądach, często uczestniczące w praktykach religijnych, mieszkańcy wsi oraz najmłodsi (18-24 lata) i najstarsi (+54 lata) respondenci. Krytycznie o prezydenturze Dudy wypowiadali się częściej wyborcy KO i Lewicy, osoby deklarujące lewicowe poglądy, nieuczestniczące w praktykach religijnych, mieszkańcy dużych miast i osoby pracujące na własny rachunek, a także uzyskujący najwyższe dochody (ponad 6 tys. zł) i mający najwyższe wykształcenie.

Prace Sejmu i Senatu – przeważają oceny negatywne

Z tego samego badania wynika, że w lipcu 2025 r. pracę Sejmu pozytywnie oceniło jedynie 32 proc. badanych, czyli tyle samo co w czerwcu; odsetek negatywnych ocen wzrósł zaś z 52 do 54 proc.; 15 proc. nie potrafiło jednoznacznie ocenić działalności niższej izby parlamentu (spadek o jeden punkt procentowy).

Także działalność Senatu oceniana jest źle. Pozytywnie ocenia ją 35 proc. badanych (o 2 proc. więcej niż w czerwcu). Negatywnie pracę senatorów ocenia 40 proc., wobec 39 proc. w czerwcu. 25 proc. ankietowanych nie potrafiło ocenić pracy Senatu (spadek o 4 punkty proc.).

Jeżeli chodzi o ocenę pracy parlamentu, to pozytywnie o niej wypowiadają się przede wszystkim zwolennicy KO, w dalszej kolejności Lewicy, osoby deklarujące lewicowe poglądy, nieuczestniczące w praktykach religijnych, mieszkańcy dużych miast, a także osoby o najwyższych dochodach i wyższym wykształceniu. Pozytywnie pracę parlamentu oceniają także osoby w przedziałach wiekowych 24-35 lat oraz 45-54 lat.

Negatywnie pracę parlamentu oceniają: zwolennicy Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz PiS, deklarujący poglądy prawicowe i uczestniczący w praktykach religijnych częściej niż kilka razy do roku, mieszkańcy wsi – w tym rolnicy – a także robotnicy i osoby w przedziałach wiekowych 35-44 oraz 55-64 lat. CBOS zauważa również, że częściej krytycznie pracę parlamentu oceniają mężczyźni.

Badanie CBOS zostało przeprowadzone między 3 a 13 lipca na reprezentatywnej imiennej próbie 970 pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Wywiady były prowadzone metodami CAPI (wywiad osobisty, 65,5 proc. wszystkich wywiadów), CATI (wywiad przez telefon, 19,7 proc.) oraz CAWI (przez internet, 14,8 proc. wywiadów).

CPK jako zwierciadło polskiej debaty publicznej

.Lotnisko CPK miało być symbolem nowoczesności, strategicznym motorem rozwoju całego kraju – nie powtórką z minionej epoki. Tymczasem projekt z każdym miesiącem coraz bardziej przypomina schemat znany z PRL-u: niedoszacowanie, opóźnienie, prowizorka – pisze prof. Piotr BIŁOS.

Debata publiczna w Polsce nie zawsze, a może coraz rzadziej służy rozpoznaniu sprawy. Zamiast wymiany argumentów – rytuał napiętnowania. Zanim ktokolwiek usłyszy, co ktoś proponuje, już wie, kto to zaproponował – a to w zupełności wystarcza, by projekt wrzucić do szuflady z etykietą: „zły, bo od złych ludzi”. Taka logika towarzyszy niemal każdej kwestii — od początku snuła się jak cień nad dyskusją o Centralnym Porcie Komunikacyjnym.

Zamiast rozważać, w jakich aspektach CPK to projekt potrzebny, realny, przyszłościowy – wielu uczestników debaty wolało rzucić hasła: „gigantomania”, „nacjonalizm”, „mocarstwowe mrzonki”. Zarzuty, jak ten o aneksach bez wskazania źródeł finansowania, choć chwytliwe medialnie – służyły raczej zaciemnieniu obrazu niż jego rozjaśnieniu i miały odwrócić uwagę od zasadniczego pytania, czy Polska powinna zainwestować w projekt o takiej randze cywilizacyjnej, gospodarczej i strategicznej.

Wojna tożsamościowa sprawia, że nie analizujemy założeń ani nie szukamy alternatyw – wystarczy, że propozycję zgłosił przeciwnik, by ją odrzucić. Temperatura oskarżeń i ich personalizacja tylko to potwierdzają. Zatrzymujemy się na wybiórczej, często zniekształconej powierzchni sporu, nie drążąc głębiej – tam, gdzie rzeczywiście dochodzi do poważnych sprzeczności, ale też gdzie obie strony mogą mieć swoje racje. Gdy meritum staje się zakładnikiem emocji, strategiczne decyzje zamieniają się w kosztowne błędy, a inwestycje o znaczeniu publicznym stają się rekwizytami plemiennych lojalności. A przecież demokracja przedstawicielska opiera się na czymś zupełnie innym: na racjonalnym rozeznaniu i świadomym wyborze. By jednak wyborcy mogli dokonywać takich wyborów, muszą mieć dostęp do rzeczywistych przesłanek – nie do doraźnych etykiet i podprogowych sygnałów, ale do zrozumienia wektorów, które kształtują politykę i decyzje rządzących.

Rytuał odrzucenia przeciwnika ma swoją wymierną cenę – przesłania bowiem namysł nad rzeczywistymi przesłankami decyzji politycznych oraz nad realną sylwetką ugrupowań, które pretendują do władzy. Zamiast analizować globalne wektory, w które wpisuje się dana polityka – gubimy się w grze pozorów, w której istotne staje się nie co jest proponowane, lecz kto to proponuje.

Ten tekst ma dwa cele. Po pierwsze: oczyścić pole sporu z plemiennych emocji i przypomnieć, czym CPK jest (lub było), jakie wywołuje realne skutki i dlaczego budzi tyle kontrowersji – również tam, gdzie mógłby łączyć. Po drugie: uczynić z debaty o CPK punkt wyjścia do szerszego namysłu: nad tym, jakie są dziś rzeczywiste wektory polityczne głównych sił w Polsce. Nie te deklarowane w kampaniach, lecz te ujawniane przez decyzje i logikę działania – ideowe, gospodarcze, strategiczne. Innymi słowy: CPK jako lustro, w którym odbija się nie tylko spór o inwestycję, ale także o model państwa, jego ambicję i miejsce w świecie.

Może pytanie o CPK prowadzi nas do dużo istotniejszego pytania: jaki typ nowoczesności reprezentują ugrupowania pretendujące dziś do miana racjonalnych, europejskich, modernizacyjnych? I jakie są granice tej nowoczesności?

Różnice w podejściu do kwestii obyczajowych i światopoglądowych bywają wyraźne i dla wielu stanowią punkt odniesienia przy ocenie tego, kto reprezentuje postęp. Ale to tylko jedna z warstw. Pytanie głębsze i komplementarne dotyczy czegoś znacznie szerszego: jaką drogę do nowoczesności wybiera całe społeczeństwo, państwo, naród – w realiach własnej historii, w gęstwinie instytucji, społecznych napięć i uwarunkowań.

Nie chodzi więc o to, kto uchodzi za bardziej postępowy w danym aspekcie, lecz o to, jak rozumiemy nowoczesność jako proces dostosowany do naszej sytuacji. I czy ta droga prowadzi do podmiotowości Polski w świecie, czy raczej do podporządkowania się wzorcom i układom sił, które w obecnej chwili są dla nas niekorzystne – bo ignorują nasz moment dziejowy, nasze potrzeby i potencjał.

Jesteśmy państwem, które – choć wciąż nie osiągnęło poziomu podmiotowości Berlina czy Paryża – coraz częściej aspiruje do roli regionalnego lidera. I słusznie. Nasza pozycja geograficzna oraz doświadczenie historyczne tworzą ku temu realne przesłanki: by stać się kołem zamachowym regionu, pasem transmisyjnym dla państw Europy Środkowo-Wschodniej, takich jak Mołdawia czy Gruzja – krajów, które wciąż spoglądają na nas z nadzieją.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-bilos-debata-ktorej-nie-bylo-co-ujawnia-spor-o-cpk-i-o-polsce/

PAP/MB


Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 lipca 2025