Poligon w Kopciowie dzieli Polaków i Litwinów

Wiceminister obrony narodowej Paweł Bejda oświadczył w Suwałkach (Podlaskie), że litewski poligon w Kopciowie nie będzie rozbudowywany po polskiej stronie. Podkreślił, że Polska absolutnie nie jest tym zainteresowana.

„My z uwagą przyglądamy się, monitorujemy”

.Rząd Litwy zatwierdził projekt ustawy o utworzeniu poligonu w Kopciowie przy granicy z Polską. Ostateczną decyzję ma podjąć Sejm Litwy.

Według strony litewskiej, planowany poligon w obszarze przesmyku suwalskiego jest ważny m.in. dla wzmocnienia obrony wschodniej flanki NATO. Litwini proponowali także budowę wspólnego poligonu.

Wiceminister Bejda, który w czwartek przebywał w Suwałkach, zapytany przez dziennikarzy o utworzenie wspólnego poligonu oświadczył, że „absolutnie nie będziemy w tym uczestniczyli”.

– My z uwagą przyglądamy się, monitorujemy, prosimy też o to, żeby pewien pas dosyć sporego odstępu był też od naszej granicy – powiedział Bejda.

Poligon w Kopciowie ma obejmować ponad 14 tysięcy hektarów

.Mówił też, że trwają rozmowy dotyczące tego, by poligon był wystarczająco daleko od polskiej granicy m.in. ze względu na protesty społeczne w okolicy Sejn.

– Zrobimy wszystko, żeby ten pas był jak największy – zadeklarował wiceszef resortu obrony.

Zgodnie z założeniem teren poligonu w Kopciowie ma obejmować około 14,4 tys. hektarów. Mają tam się odbywać ćwiczenia i szkolenia wojskowe z udziałem nawet 3,5–4 tys. żołnierzy, czyli brygady. Większe ćwiczenia odbywałyby się pięć razy do roku i trwałyby do 10 dni. Ćwiczenia o mniejszej skali odbywałyby się regularnie.

Historyczne metamorfozy Kaliningradu

.W czasach sowieckich historia Kaliningradu rozpoczynała się od 1945 roku. Historycy sowieccy mieli zakaz pisania o wcześniejszych czasach. Niszczono pomniki dziejowe: budynki, muzea, monumenty, tablice, cmentarze itd. W Kaliningradzie miano zapomnieć o Königsbergu i Królewcu – pisze prof. Mariusz WOŁOS

Wśród Czechów rekordy popularności bije ostatnio traktowana przecież prześmiewczo wizja podziału Obwodu Kaliningradzkiego między Rzeczpospolitą a Republikę Czeską. Nad Wełtawą umysły rozpala dostęp do morza, którego naszym południowym sąsiadom jak widać wciąż brakuje. Rzecz jasna, do podobnych pomysłów podchodzimy raczej w kategorii żartu pozwalającego zapomnieć na chwilę o ponurych wydarzeniach toczącej się wojny na Ukrainie. Niektórzy nawet wzdychają z rozrzewnieniem, że gdyby faktycznie Obwód Kaliningradzki stał się częścią Polski i Czech, a choćby tylko eksklawą tego drugiego państwa, to w Europie jeden z najbardziej niebezpiecznych rejonów – ów niezatapialny rosyjski lotniskowiec otoczony przez państwa Unii Europejskiej i NATO – mógłby się przekształcić w obszar bezpieczeństwa znany z walorów turystycznych, a przyciągający nie tylko piaszczystym wybrzeżem Bałtyku, ale i wyjątkową historią. Historia Kaliningradu jest historią co najmniej ciekawą.

Jako badacz przeszłości mam świadomość historycznych zmian przynależności państwowej terytorium dzisiejszego Obwodu Kaliningradzkiego. Dokonywały się one zarówno w długim procesie ewolucji, jak i gwałtownie, najczęściej w wyniku wojen. Może to prowadzić do konkluzji, że w gruncie rzeczy niczego nie można być pewnym. Przecież historia uczy, iż w odpowiednich warunkach o przynależności państwowej takiego czy innego regionu zadecydować może wola mieszkańców świadomych własnej odrębności. Tymczasem wielu mieszkańców Kaliningradu jeszcze przed rosyjską agresją przeciwko Ukrainie określała się mianem Europejczyków. Bynajmniej nie tyle w kontekście geograficznym, ile mentalnym. Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, czy obecna wojna cokolwiek w tym zakresie zmieniła. Mam jednak nieodparte wrażenie, że jeśli tak się stało, to bardziej w pojęciu deklaratywnym niż rzeczywistym, nawet jeśli czujne oko rosyjskiego aparatu państwowego znacznie dokładniej przygląda się teraz własnym obywatelom. Co się stanie, kiedy to oko przestanie widzieć?

nteresujący nas obszar nie po raz pierwszy w dziejach pełni rolę eksklawy pozbawionej lądowego połączenia z resztą państwa, do którego należy. Budując powersalską Europę w 1919 roku i kreśląc nową jej mapę, wielcy ówczesnego świata zdecydowali o oderwaniu Prus Wschodnich wraz z Königsbergiem od Niemiec. W ten oto sposób w latach 1920–1939 Prusy Wschodnie stały się eksklawą najpierw Republiki Weimarskiej, później Trzeciej Rzeszy. Po raz wtóry Kaliningrad zaczął pełnić tę rolę w 1991 roku po rozpadzie Związku Sowieckiego, tym razem przynależąc do Federacji Rosyjskiej. Stan ten trwa do dziś.

Podobnie jak w międzywojniu, również i teraz widzimy w owej eksklawie punkt zapalny na mapie Europy. Istniejący stan traktuje się jako nienaturalny, bo grożący zachwianiem porządku uświęconego traktatami i układami międzynarodowymi. Obawialiśmy się wówczas i obawiamy teraz zamiarów połączenia manu militari eksklawy z resztą państwa. Z podobnego powodu w międzywojniu oczy trwożliwie zwracano na należące do Polski województwo pomorskie (słynny „polski korytarz”). Dziś z niepokojem patrzy się na pogranicze polsko-litewskie oddzielające zależną od Rosji Białoruś od Obwodu Kaliningradzkiego (na szczęście dla nas wciąż mniej słynny „przesmyk suwalski”).

Do tego wszystkiego od średniowiecza aż po współczesność Königsberg/Królewiec/Kaliningrad wraz z przyległościami był i pozostaje terenem przygranicznym, co zawsze sprzyja mieszaniu się tradycji, obrządków, obyczajów, językowej wielorodności prowadzących ku kulturowej niepowtarzalności. Historia Kaliningradu sprawia, że swój ślad pozostawili na tej ziemi Prusowie, Wikingowie, Litwini, Niemcy, Polacy i Rosjanie. To przesądza o bogactwie kulturowym, nawet jeśli przez kilka dziesięcioleci czyniono wiele, aby je wymazać.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-mariusz-wolos-historia-kaliningradu/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 marca 2026