Mariusz MASZKIEWICZ: Wierszalin 2.0. Magnetyczny mit Podlasia

Wierszalin 2.0. Magnetyczny mit Podlasia

Photo of Mariusz MASZKIEWICZ

Mariusz MASZKIEWICZ

Polski socjolog, dyplomata, publicysta, działacz społeczny i gospodarczy. Ambasador RP w Białorusi (1998–2002) i Gruzji (2016–2024).

Dlaczego Podlasie jest tak fascynujące i pociągające? Dlaczego przyjeżdżają tu chętnie i tak licznie turyści z całego świata? Nie ma tu przecież wielkich jezior, gór, oszałamiających zamków i innych zabytków. Jest za to niepowtarzalna atmosfera. Na pograniczu świata realnego i nierealnego. Za to kochamy Podlasie, za to kochamy Wierszalin, za to cenimy tych, którzy to opisują – pisze Mariusz MASZKIEWICZ

.Jerzy Chmielewski wydał właśnie arcyciekawą książkę Wierszalin 2.0. Historia, którą należało napisać od nowa. Czytanie pracy znanego dziennikarza i działacza mniejszości białoruskiej na Podlasiu stanowi prawdziwą ucztę i przynosi wiele niespodzianek.

Legenda o Wierszalinie, przeniesiona do współczesnej polskiej kultury przez prof. Włodzimierza Pawluczuka w latach 70., a później przez wybitnych reżyserów teatralnych Tadeusza Słobodzianka i Piotra Tomaszuka, oparta jest na wielu mitach[1]. Chmielewski z dziennikarską pasją mocuje się z nimi. Oprowadza nas po dawnej osadzie Wierszalin, stworzonej przez Eliasza Klimowicza. Klimowicz – jak się dowiadujemy z książki – był prostym rolnikiem z okolic Krynek. Dzięki charyzmatowi i pracowitości, a także licznym nadprzyrodzonym zbiegom okoliczności stał się na początku XX wieku – wbrew swoim intencjom – legendarnym Prorokiem Ilją. Do wybudowanej przez niego na pustym polu cerkwi przybywali tłumnie prawosławni pielgrzymi.

Chmielewski odkrywa nowe nieznane fakty i okoliczności powstania legendy. Osobiste zaangażowanie redaktora naczelnego miesięcznika „Czasopis” wynika z faktu, że jego bliscy i dalsi krewni byli świadkami zdarzeń, które rozgrywały się w pierwszych dekadach ubiegłego wieku. Zamiarem Jerzego Chmielewskiego jest naświetlenie historii tak, aby znaleźć się jak najbliżej prawdy. Tu jednak zaczyna się pewien problem. Autorowi trochę zabrakło dystansu do podlaskiego mitu i zupełnie niepotrzebnie angażuje swój dziennikarski talent w emocjonalne filipiki. Usiłując obalić stereotypy narosłe wokół podlaskich, niepiśmiennych chłopów – uczniów Eliasza Klimowicza i wyznawców Ilii Proroka – zapędza się w obszary, które jak się wydaje, nie do końca rozumie. Zarówno wierzenia religijne, jak i natura przesądów, obrzędów, a w konsekwencji mitów i legend dotykają delikatnej materii utkanej z ludzkich marzeń i wyobrażeń. A z tym się bardzo trudno polemizuje.

W wydanej w 1999 roku książce Wierszalin – trzydzieści lat później Włodzimierz Pawluczuk przyznaje, że opisując wydarzenia z początku XX wieku, nie dbał o ich historyczną warstwę, skupiając się na strukturze mitu; pisze m.in.: „Świadomość ludowa jest świadomością ahistoryczną (…), wieś stoczyła dramatyczną walkę w obronie tradycyjnego kształtu swej duchowości. Przejawem tej walki były zjawiska dziwne i niepojęte dla postronnego obserwatora (…)”. Profesor Pawluczuk był antropologiem kultury, nie kronikarzem Podlasia. Jego naukowy dorobek stanowi próbę postawienia nowych pytań. Przytaczając w Wierszalinie wyobrażone sceny, odnosi je do dramatycznych przeżyć bohaterów. A przecież część tzw. faktów miała miejsce w ich wyobraźni, a następnie w opowieściach i przekazach, które trudno mierzyć miarą rzetelnego księgowego.

Jako były student oraz pierwszy doktorant Pawluczuka czuję się w obowiązku nieco ostudzić polemiczny zapał Jerzego Chmielewskiego. Redaktor naczelny „Czasopisu” ustawia się niepotrzebnie w roli sprawiedliwego, który chce zmienić fałszywy obraz ludu prawosławnego Podlasia. I niepotrzebnie, gdyż intencją Pawluczuka nie było pokazywanie „zacofania i fanatyzmu” niepiśmiennych chłopów. Nie rozprawiał się on ze swoim środowiskiem, wyjeżdżając w daleki świat i robiąc naukową karierę na uniwersytetach. Wręcz odwrotnie. Pawluczuk dowiódł wybitnymi pracami z dziedziny antropologii i socjologii, że religijność jest immanentną cechą każdej wspólnoty ludzkiej, a formy religijnej ekspresji zależą tylko od kulturowego i społecznego kontekstu. Religie i przekonania religijne – w swoim materialnym i widzialnym wymiarze – w dużym stopniu odwołują się do sacrum poprzez emocje. A świat emocji nie podlega ocenom. Tego dowodził Pawluczuk w pracach Żywioł i forma, Wiara a życie codzienne, Sposób bycia jako rodzaj wiary czy wreszcie w doskonałej egzegezie codzienności w monografii Potoczność i transcendencja.

Nie jest też prawdą, że profesor Włodzimierz Pawluczuk dorobił się tytułu profesorskiego, opowiadając o Wierszalinie i proroku Ilji[2]. Książka wydana w 1974 roku była reportażem i nie nosiła charakteru pracy naukowej. To był akurat margines jego twórczości, a wielkość talentu literackiego Pawluczuk potwierdził, wydając w 2004 roku doskonałą powieść Judasz, która jest w dużej części nawiązaniem do klimatu i problematyki związanej z losem prawosławnych na Podlasiu. Pod naukowym kierownictwem Włodzimierza Pawluczuka napisałem książkę Mistyka i rewolucja. Było to rozwinięcie problematyki, którą w dzieciństwie i młodości poznał młody Wołodźka ze wsi Ryboły. Temat cerkiewnej rebelii w bolszewickiej Rosji wiązał się z fundamentalnym pytaniem dotyczącym kondycji intelektualnej i moralnej kapłanów i biskupów, którzy przystali na współpracę z leninowskim komunizmem. Dlatego postawa zwykłego ludu, chłopstwa poszukującego sacrum w takim uniwersum, w jakim żyli, dowodzi trwałości zjawiska religii, jej witalności. Na prośbę prof. Pawluczuka recenzentem mojej pracy był arcybiskup Jeremiasz, wybitny prawosławny teolog i autor wielu cennych prac naukowych. Studenci prof. Pawluczuka pamiętają jego liczne anegdoty i opowieści o rodzinnych Rybołach. Jeździliśmy wówczas w czasie wakacji do tej dalekiej (od Krakowa) podlaskiej wsi, aby sprawdzić, skąd pochodzi wybitny antropolog i jakie środowisko go uformowało. A on podczas prywatnych spotkań, podczas długich wieczornych biesiad nie wstydził się opowiadać, jak służył do mszy. Pięknie też śpiewał liturgiczne i ludowe pieśni religijne, oszałamiając nas swoją głęboką prawosławną duchowością. A historia Eliasza Klimowicza była dla niego przez całe życie jasnym, ciepłym płomieniem, prowadzącym przez trudne lata osobistego życia i pracy naukowej oraz pisarskiej. Nigdy nie dawał odczuć, że ma do tego szyderczy stosunek. Pawluczuk głęboko rozumiał lud, z którego wyszedł. I ten szacunek dla prawosławnej ekspresji religijnej przekazywał swoim studentom.

Trzeba przyznać rację Jerzemu Chmielewskiemu, że przeprowadzona przez niego kwerenda i wydobyte liczne fakty z życia Eliasza Klimowicza rzucają nowe światło na historię Wierszalina. Zasługa redaktora „Czasopisu” jest niewątpliwa i należy mu podziękować za ogromną i wytrwałą pracę. Kilkadziesiąt lat temu dotarcie do takiej liczby źródeł było prawie niemożliwe. Dlatego Wierszalin Pawluczuka i Wierszalin 2.0 Chmielewskiego są pracami komplementarnymi, pisanymi z różnych i odmiennych perspektyw. Dzięki Chmielewskiemu dowiedziałem się np., że Klimowicz pochodził z mieszanej katolicko-prawosławnej rodziny. Wobec niechętnego, a nawet wrogiego stosunku administracji II RP do budowy cerkwi zdecydował się zmodyfikować nieco projekt świątyni – wprost nie określał budowli ani jako katolickiej, ani prawosławnej. Dowodem są znalezione przez autora książki dokumenty złożone w starostwie sokólskim wraz z rysunkami planowanego obiektu religijnego kultu. Główna świątynia zwieńczona jest „cebulą”, a planowana dzwonnica ma wygląd katolickiej wieży kościelnej. Zupełnie nieświadomie Prorok Ilja staje się więc propagatorem kresowego eklektyzmu czy nawet ekumenizmu.

Jerzy Chmielewski mocuje się w książce z epitetem „sekta” wobec środowiska skupionego wokół Proroka Ilji. Ale to nie Pawluczuk wprowadził to określenie. Sektą nazywali Proroka Ilję i jego współpracowników prawosławni już w latach 30. Studia socjologiczne nad wspólnotami religijnymi znają nie takie historie jak Eliasza z Grzybowszczyzny. Warto porównać ten konflikt z Podlasia z konfliktem, jaki wybuchł między duchownymi rzymsko-katolickimi w Płocku i doprowadził do powstania Kościoła Mariawitów. Religioznawca, socjolog, antropolog bada materię sprawy, przybliżając emocje i wszystko to, co stanowi o niematerialnej stronie wiary.

I jeszcze ciekawostka polityczno-historyczna, którą na marginesie odkrywa Jerzy Chmielewski. Sprawa cywilna Eliasza Klimowicza przeciw prawosławnym hierarchom, w sądach białostockich, grodzieńskich i w wyższych instancjach, trwała nie dłużej niż trzy lata. To takie kuriozum, pokazujące, że w „zacofanej, sanacyjnej Polsce” procesy sądowe nie trwały – jak pisze Chmielewski – wiele lat, ale łącznie niecałe trzy lata! Na nasze obecne warunki to terminy ekspresowe.

W książce przewija się też wątek napięć katolicko-prawosławnych. Zwłaszcza bolesna dla katolików i unitów czarna legenda o Andrzeju Boboli, tak często powielana na Podlasiu. Zwłaszcza twierdzenie, że usiłował on siłą nawracać prawosławnych na katolicyzm, świadczy o niezrozumieniu epoki. Unia brzeska to był akt polityczny, natomiast konwersje w wieku XVII i XVIII były czymś naturalnym i związanym bardziej z kwestiami prawno-majątkowymi. Dopiero agresywna polityka caratu uruchomiła w XIX wieku spiralę nieufności, gdyż Petersburg i Moskwa uznawały zachodnie chrześcijaństwo za heretyckie. Działalność Patriarchatu Moskiewskiego („Trzeci Rzym”) stanowiła w istocie część obudowy ideologicznej carskiego samodzierżawia.

Odrębną kwestią pozostaje błędna i chaotyczna polityka administracji II RP w odniesieniu do ludności prawosławnej w latach 30., która utrwaliła fałszywy obraz unii jako elementu polskiej polityki kolonizacyjnej. Przed zaborami ta sytuacja wyglądała jednak zupełnie odmiennie (zob. prace Natalii Jakowenko czy Henryka Litwina). Często w zapale polemicznym nie przyjmuje się także do wiadomości, że kościoły katolickie i protestanckie w II RP były traktowane na terenach „prawosławnych” jako naturalny sojusznik administracji państwowej nie w walce z religią, ale z powszechnym na tym obszarze „bolszewizmem i komunizmem”.

Opowieść Chmielewskiego odziera nieco mit z jego specyficznego klimatu, jakiego oczekują widzowie teatru. Zatem warto mieć na uwadze, że w teatrze nie jest istotne, „jak było”, tylko „jak sobie wyobrażano”. Podobnie jak w poezji nie szukamy kroniki zdarzeń, tylko rysujemy przestrzeń naszego świata wyobrażonego. Dlatego Wierszalin 2.0 Chmielewskiego nazwałbym podglądaniem aktorów w garderobie.

Dlaczego Podlasie jest tak fascynujące i pociągające? Dlaczego przyjeżdżają tu chętnie i tak licznie turyści z całego świata? Nie ma tu przecież wielkich jezior, gór, oszałamiających zamków i innych zabytków. Jest za to niepowtarzalna atmosfera. Na pograniczu świata realnego i nierealnego. Za to kochamy Podlasie, za to kochamy Wierszalin, za to cenimy tych, którzy to opisują.

.Jerzy Chmielewski pracowicie odtworzył historię Wierszalina, sekwencje zdarzeń; kreśli postaci, przytacza dokumenty, opisuje krajobrazy i miejsca. Za to powinniśmy być mu wdzięczni. Mimo kilku drobnych zastrzeżeń uważam książkę Wierszalin 2.0 za bardzo cenną i godną polecenia. Warto przeczytać i zadumać się nad losem prostego i dobrego człowieka, podlaskiego chłopa o katolicko-prawosławnym rodowodzie, który tęskniąc za Bogiem, zbudował Wierszalin, miejsce i mit, który na trwałe zostanie w krajobrazie Podlasia.

Mariusz Maszkiewicz

[1] W. Pawluczuk, Wierszalin. Reportaż o końcu świata, Kraków 1974.  Towarzystwo a następnie Teatr „Wierszalin” dużą część swoich spektakli i wydarzeń teatralnych opiera na legendach i mitach Podlasia, 

[2] Teza Jerzego Chmielewskiego, że Pawluczuk dorobił się tytułu profesora na historii Proroka Ilii jest nie tyle karkołomna co nieprawdziwa. Autor wielokrotnie powtarza ten zarzut. Podczas, gdy doktoratem Włodzimierza Pawluczuka przygotowywanym pod kierunkiem prof. Marii Ossowskiej na Uniwersytecie Warszawskim była praca Światopogląd jednostki w warunkach rozpadu społeczności tradycyjnej. Autor przedstawia zjawiska antropologiczne i socjologiczne wynikające z wnikliwej obserwacji przemian Podlasia i jego mieszkańców. Jest to jednak praca naukowa, która znalazła uznanie w świecie akademickim.  

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 kwietnia 2026
Fot. Andrzej SIDOR / Forum