10 Downing Street. Historia miejsca

Zaledwie dni zostały do chwili, gdy Andy Burnham oficjalnie zostanie nowym brytyjskim premierem i wkroczy do budynku pod adresem 10 Downing Street – obiektu, którego mury widziały stulecia historii. Tyle, że mury są już marnej jakości, a historia nie zawsze była wzniosła.
„Chwiejny i byle jak zbudowany”
Tak mówił o budynku Churchill. „Ponury i niszczejący” – to pierwsze wrażenie XIX-wiecznego premiera Benjamina Disraelego. „W kolorze wątroby i obskurne” – tak brzmiała recenzja wnętrza autorstwa Margot, żony premiera Herberta Asquitha. Małżonka Davida Camerona, Samantha, załamała ręce i zarządziła remont generalny kuchni.
Andy Burnham, który 17 lipca został szefem Partii Pracy, a 20 lipca stanie się premierem, wprowadzi się do budynku, którego historia wypełniona jest nieustannymi narzekaniami jego lokatorów. I ciągłymi remontami. Gdy pod koniec XVII wieku George Downing stawiał pierwsze domy, miał prosty cel: wybudować je jak najtaniej i jak najwięcej zarobić.
Do tego celu pan Downing dostosował metody. Do połowy XX wieku dom, zbudowany na podmokłym terenie, będzie się nieustannie zapadał. Robotnicy, przeprowadzający remont w 1959 r., odkryją, ze ściany to raczej gruz i drewno, a nie solidna ceglana konstrukcja. Na nierówno ułożonych cegłach… rysowano linie imitujące staranniejsze spoiny.
Front dzisiejszego 10 Downing Street wcale nie był czarny. Zbudowano go z pospolitych w Londynie żółtych cegieł. Ich prawdziwa barwa została jednak zapomniana w ciągu wieków, bo zdążyły pokryć się zanieczyszczeniami. Londyński smog zrobił swoje. Podczas remontu w XX wieku powstał problem: czy przywracać oryginalny kolor cegieł, czy może podtrzymać tradycję? Wygrała opcja druga, a sadzę zastąpiła czarna farba.
Kim był człowiek, który wybudował budynek?
Słynny siedemnastowieczny kronikarz Samuel Pepys oparł się pokusie opisywania George’a Downinga w superlatywach. Nazwał go „perfidnym łotrem”.
Oficjalna strona Downing Street ujmuje to taktowniej („To niefortunne, że był tak nieprzyjemnym człowiekiem”), ale jasne jest, że dyplomata i szpieg nie cieszył się dobrą reputacją. Podczas starcia między monarchistami a zwolennikami republiki Cromwella był republikaninem tak długo, jak republikanie przeważali. Kiedy zaś triumf odnieśli zwolennicy korony – w ich gronie znalazł się… pan Downing. W łaski króla Karola II wkradł się, donosząc na swych niedawnych republikańskich sojuszników.
Potem na scenę wkroczył Robert Walpole, uważany za pierwszego brytyjskiego premiera. Król Jerzy II zaoferował mu ziemie, na których pan Downing chciał stawiać swoje wątpliwej jakości domy. Walpole zgodził się, ale pod warunkiem, że jeden z tych budynków będzie służył kolejnym szefom rządów.
Tak naprawdę, siedziba premiera składa się z trzech budynków. Przez drzwi frontowe niepozornego domu przechodzi się ku większej rezydencji (tzw. domu z tyłu), której okna wychodzą na plac defilad. Oprócz tego był jeszcze trzeci, niewielki domek. Architekt William Kent połączył je korytarzami w jedną potężną rezydencję.
Najpierw nastąpiły jednak negocjacje z panem Kurczakiem, lokatorem najmniejszego domu. O człowieku nazwiskiem Chicken wiemy niewiele, nie znamy nawet jego imienia. Ale pewne jest, że nim prace mogły się zacząć, Walpole musiał przekonać Mr Chickena do wyprowadzki.
Na słynnych drzwiach widnieje nazwa funkcji lokatora 10 Downing Street. Nie jest to jednak „premier”, bo formalnie taki urząd w Zjednoczonym Królestwie nie istnieje. Na początku określenia „prime minister” używano zresztą ironicznie, by podkreślić przerost ego kogoś, kto uzurpuje sobie władzę. W 1741 r. Walpole stanowczo zaprzeczył w Izbie Gmin, by był „pierwszym ministrem”. Formalnie 10 Downing Street to więc siedziba pierwszego lorda skarbu, co potwierdza zapis na drzwiach. Funkcję tę, co do zasady, sprawuje każdy premier od połowy XVIII wieku.
„Zero” w „dziesiątce” na drzwiach jest przekrzywione. Nikt nie wie, dlaczego. Jedna z hipotez brzmi, że to „hołd” dla tych, którzy w XVIII wieku niestarannie je przymocowali, inna – że w rzeczywistości jest to litera „O” o charakterystycznym kroju. Szczelina na listy to atrapa. Klapka do skrzynki pocztowej została usunięta po ataku IRA z 1991 r., w wyniku którego cudem nie ucierpiał żaden z ministrów obradującego akurat rządu Johna Majora.
Przez wieki dostęp do drzwi nie był w żaden sposób ograniczony, dlatego kiedy okolica podupadła w XIX w., lokatorzy Downing Street żyli w sąsiedztwie domów publicznych i pubów z tanim ginem. Pierwsze drewniane bariery pojawiły się na krótko podczas wojny o irlandzką niepodległość (1919-22). Kierowcom samochodów zakazano wjazdu w 1973 r., a czarna brama stanęła w 1989 r.
Wnętrze budynku
Kiedy, po audiencji u króla, Andy Burnham przejdzie przez drzwi, trafi do holu z posadzką przypominającą czarno-białą szachownicę i spojrzy w oczy człowieka, od którego wszystko się zaczęło. Wisi tu wielki portret Walpole’a. Po drugiej stronie znajduje się fascynujący zabytek: skórzany fotel zaprojektowany przez Thomasa Chippendale’a, z szufladą na rozżarzone węgle. Ogrzewały one strażnika siedzącego przed rezydencją.
Andy Burnham będzie spędzać wiele czasu w sali gabinetowej, gdzie odbywają się posiedzenia rządu. Stąd Chamberlain w 1939 r. powiedział Brytyjczykom przez radio, że imperium jest w stanie wojny z III Rzeszą, stąd też prawie sześć lat później Churchill powiadomił ich, że w Europie „walki zakończą się tej nocy, minutę po północy”.
W centrum stoi stół, pamiętający drugą połowę XIX wieku i czasy drugiego premierostwa Williama Gladstone’a. Obecny kształt zawdzięcza premierowi Haroldowi Macmillanowi, który w latach 50. XX wieku zmienił blat tak, by zwężał się przy końcach, co ułatwiało komunikację. Premier mówił, że nowy kształt to „pastylka”. Wielu członków jego gabinetu wolało jednak inne porównanie: do trumny.
Wokół stołu stoją 23 wiktoriańskie fotele, z których tylko jeden – ten należący do premiera – ma podłokietniki. Po wejściu Andy Burnham zobaczy też, że – zgodnie z tradycją – choć wszystkie fotele są dosunięte do stołu, to jego fotel stoi nieco z tyłu, pod kątem. Z góry na członków rządu patrzy z kolejnego portretu pierwszy premier, Walpole.
Z kolei pod czujnym okiem sir Isaaca Newtona (jego popiersie sprowadziła tu Margaret Thatcher) Andy Burnham będzie mógł przejść ku reprezentacyjnej jadalni z początku XIX wieku, zaprojektowanej przez Johna Soane’a, architekta Banku Anglii. Dzięki sklepionemu sufitowi jest wysoka na dwie kondygnacje. Odbywają się tam uroczyste kolacje na 65 osób i największe konferencje prasowe.
4 kwietnia 1955 r. sędziwy Winston Churchill zaprosił do tej jadalni na kolację młodą królową Elżbietę II. Następnego dnia ogłosił narodowi, że odchodzi na emeryturę. Wiele razy premier Andy Burnham będzie przechodzić główną klatką schodową, w której wiszą portrety kolejnych premierów: od Walpole’a po Starmera, od rycin po fotografie. „Duchy Downing Street” bacznie przyglądają się następcom.
To tylko kwestia czasu: prędzej czy później na ścianie zawiśnie też portret Andy’ego Burnhama, a przez czarne drzwi niepozornego budynku pełnego historii wkroczy kolejny premier Jego Królewskiej Mości.
PAP/NZ





