Pielgrzymka czy powrót do domu? Leon XIV poleci do Ameryki Łacińskiej [Michał KŁOSOWSKI]

Zapowiedziana podróż Leona XIV do Urugwaju, Argentyny i Peru to coś, na co Ameryka Łacińska czekała od dawna. Jej trasa prowadzi przez trzy różne doświadczenia tego kontynenty, a zarazem przez miejsca, które ukształtowały obecnego papieża ale i jego poprzednika. To podróż do źródeł obu tych pontyfikatów.

.Plotki słychać było od dawna, oficjalne informacje zaczęły pojawiać się w czerwcu. Ale dopiero 5 sierpnia Watykan ogłosił, że od 6 do 17 listopada papież Leon XIV odwiedzi Urugwaj, Argentynę i Peru. W ciągu jedenastu dni pojawi się w dziesięciu miastach: od Montevideo, Paysandú i Floridy, przez Buenos Aires, Córdobę i Luján, aż po Limę, Chiclayo, Cusco i Pucallpę. Szczegółowy program zostanie przedstawiony później, lecz już sam wybór krajów i miejsc pozwala zobaczyć, że nie będzie to zwykła podróż po Ameryce Południowej a swoisty powrót do źródeł. Watykański komunikat jest krótki, ale kryje się w nim opowieść znacznie większa niż geografia i protokół.

Od pierwszych dni pontyfikatu Leona XIV piszę o nim jako o papieżu międzyświata. Amerykanin z Chicago. Misjonarz z Peru. Następca św. Piotra. Człowiek Północy, który znaczną część dorosłego życia oddał Południu. Kanonista i przełożony zakonny, ale także duszpasterz znający prowincję, biedę, niesprawność instytucji i doświadczenie wspólnot, które nie żyją w centrum globalnych debat. Papież uformowany przez Stany Zjednoczone, Rzym i Amerykę Łacińską, a przez to niemieszczący się łatwo w żadnej z prostych kategorii. Także dlatego podróż do Urugwaju, Argentyny i Peru będzie pierwszą okazją, aby ten biograficzny i duchowy wymiar jego pontyfikatu objawił się w pełni. Leon XIV nie jedzie bowiem tylko na kontynent, który dobrze zna ale pielgrzymować będzie do części świata, bez której nie da się zrozumieć, kim jest on ani jaki jest współczesny Watykan ukształtowany jeszcze przez poprzedniego papieża.

Trasa ułożona jak opowieść

.Kolejność etapów tej pielgrzymki też wydaje się przemyślana. Najpierw Urugwaj, być może zaskakująco, ale to przecież kraj należący do najbardziej zsekularyzowanych społeczeństw Ameryki Łacińskiej. Następnie Argentyna – ojczyzna Franciszka, do której papież Bergoglio nie przyjechał ani razu podczas dwunastu lat pontyfikatu.

Wreszcie zaś Peru, najdłuższy i najbardziej osobisty etap podróży, ziemia misji Roberta Prevosta, jego dawna diecezja i druga ojczyzna, miejsce skąd pochodzi jego najbliższy współpracownik, osobisty sekretarz. Jest więc w tej trasie pewne narastanie napięcia: od spotkania z człowiekiem żyjącym poza religijną oczywistością, przez konfrontację z pamięcią o poprzedniku, aż po powrót do własnych źródeł.

Leon XIV rozpocznie od kraju, w którym Kościół musi nauczyć się mówić do świata nieufnego wobec instytucjonalnej religii, przejdzie przez kraj naznaczony obecnością a nawet bardziej, nieobecnością Franciszka, a zakończy w miejscu, gdzie sam nauczył się Kościoła nie z podręczników, lecz z codziennego życia ludzi. Nie będzie to więc podróż po jednolitej „katolickiej Ameryce Łacińskiej”. Takiej Ameryki od dawna już nie ma, o ile kiedykolwiek naprawdę istniała. Kontynent ten pozostaje głęboko religijny, lecz jednocześnie doświadcza sekularyzacji, gwałtownego wzrostu wspólnot ewangelikalnych, kryzysu zaufania do instytucji, przemian kulturowych i migracji, wzrostu poparcia dla radykalnych form polityczności. Katolicyzm nie jest tam już oczywistym językiem całych społeczeństw, nawet w Argentynie jest zmuszony na nowo uzasadniać swoją obecność.

Urugwaj, czyli Kościół po oczywistości

.Wybór Urugwaju na początek podróży jest znaczący. To jeden z najbardziej świeckich krajów kontynentu, miejsce, w którym rozdział państwa i Kościoła oraz laicyzacja życia publicznego mają długą tradycję. Już badania Pew Research Center sprzed dekady pokazywały, że Urugwaj wyraźnie odróżnia się pod tym względem od innych państw regionu zmierzając bardziej w kierunku zlaicyzowanego Zachodu, niż tradycji własnego kontynentu. Leon XIV nie przyjedzie więc do społeczeństwa oczekującego od papieża potwierdzenia powszechnie przyjmowanego ładu religijnego tylko przyjedzie do świata po utracie oczywistości – świata, w którym Kościół może być słuchany tylko wtedy, gdy nie żąda dla siebie uprzywilejowanej pozycji, lecz potrafi przekonać, że ma coś istotnego do powiedzenia o człowieku. Mechanizm ten obywałem niedawno w weekendowym wydaniu Rzeczpospolitej Plus Minus.

Dla pontyfikatu Leona XIV może to być doświadczenie fundamentalne. Nowy papież od początku zdaje się rozumieć, że Kościół nie może być spóźnionym komentatorem procesów zachodzących poza nim ale na nowo musi stać się uczestnikiem rozmowy o pracy, technologii, samotności, migracji, pokoju i granicach ludzkiej wolności; stąd chociażby zmiana na stanowisku prefekta Dykasterii ds. Komunikacji. Nie po to, aby każdemu problemowi przedstawić gotową techniczną receptę, ale aby przypominać o godności osoby, dobru wspólnym oraz odpowiedzialności silniejszych za tych, których głos najłatwiej pominąć.

Montevideo będzie zapewne miejscem spotkań z władzami, społeczeństwem i miejskim obliczem Urugwaju, jak podczas każdej papieskiej pielgrzymki i pobytu w stolicy kraju. Paysandú skieruje uwagę ku wnętrzu kraju, poza polityczne i medialne centrum. Florida natomiast wprowadzi wymiar maryjny. Znajduje się tam sanktuarium Matki Bożej Trzydziestu Trzech, patronki Urugwaju, przed której wizerunkiem modlił się wcześniej Jan Paweł II. Trudno przy tym nie zauważyć symboliki daty. Pobyt papieża w Urugwaju zakończy się 8 listopada, w dniu święta Matki Bożej Trzydziestu Trzech. Nowoczesne, świeckie państwo i niewielki maryjny wizerunek związany z narodową historią spotkają się w jednym punkcie. Być może właśnie taki Kościół chce proponować Leon XIV: pozbawiony triumfalizmu, a jednocześnie niepozbawiony pamięci; skromny, lecz świadomy tego, że wiara nadal może być częścią tożsamości wspólnoty.

Argentyna i nieobecność Franciszka

.Drugi etap tej pielgrzymki będzie znacznie trudniejszy. Leon XIV pojedzie do Argentyny, a każda jego wypowiedź i każdy gest będą tam odczytywane w cieniu Franciszka. Jorge Mario Bergoglio przez dwanaście lat pontyfikatu odwiedził dziesiątki państw, w tym kilka krajów sąsiadujących z Argentyną, ale nigdy nie wrócił jako papież do ojczyzny. Powodów było wiele. choć najczęściej wskazywano polityczną polaryzację oraz obawę, że papieska wizyta zostanie wykorzystana przez jedną ze stron wewnętrznego konfliktu. Sam Franciszek nie pozostawił jednak jednej, ostatecznej odpowiedzi a jego nieobecność stała się przez to raną, pytaniem i narodowym symbolem.

Leon XIV znajdzie się wobec delikatnego zadania. Nie może pojechać do Argentyny jako zastępca Franciszka, który po latach dokonuje za niego oczekiwanego powrotu. Nie może również pozwolić, by jego podróż stała się plebiscytem dotyczącym poprzedniego pontyfikatu. Będzie musiał wejść w argentyńską pamięć z dyskrecją człowieka, który rozumie, że dziedzictwo Franciszka nie należy ani do jednej partii, ani do jednej grupy kościelnej, ani nawet wyłącznie do Argentyny. Buenos Aires będzie miastem Bergoglia: jego dzieciństwa, kapłaństwa, biskupiej posługi, jego konfliktów i duszpasterstwa prowadzonego w ubogich dzielnicach. Wizyta Leona XIV nieuchronnie stanie się tam spotkaniem z pytaniem, co Argentyna zrobiła z Franciszkiem i co Franciszek pozostawił Argentynie?

Córdoba otworzy inną perspektywę, intelektualną i jezuicką, związaną z historią formacji, edukacji oraz sporów o miejsce chrześcijaństwa w życiu publicznym, Luján natomiast przeniesie ciężar tej wizyty z polityki na religijność ludową. Narodowe sanktuarium maryjne jest przestrzenią, w której argentyńska wiara staje się bardziej pielgrzymką niż ideologią, bardziej prośbą niż programem. To może właśnie w Luján Leon XIV najpełniej odpowie na nieobecność poprzednika nie poprzez jej wyjaśnienie, lecz poprzez modlitwę. Są bowiem sprawy, których nie da się rozwiązać watykańskim komunikatem ani historycznym rozliczeniem, objąć je można tylko pamięcią i powierzyć Bogu.

Peru to nie zagranica

.Najważniejszym etapem będzie jednak i bez wątpienia Peru. Sześć dni, cztery miasta i powrót do dawnej diecezji pokazują, że nie będzie to jeden z równorzędnych punktów podróży. Dla Leona XIV Peru nie jest po prostu kolejnym odwiedzanym krajem; to miejsce, które współtworzy jego tożsamość.

Robert Prevost po raz pierwszy został skierowany do Peru w 1985 r., do misji augustiańskiej w Chulucanas. W 1988 r. powrócił do kraju i przez kolejną dekadę pracował w Trujillo jako formator, przełożony i wykładowca. Później kierował diecezją Chiclayo, a w 2015 r. otrzymał peruwiańskie obywatelstwo. Peru nauczyło go hiszpańskiego, lokalnego Kościoła, społecznych nierówności i duszpasterstwa prowadzonego poza bezpiecznym centrum. Można powiedzieć, że Stany Zjednoczone dały mu pierwszą ojczyznę, augustianie – duchową formację, Rzym – doświadczenie Kościoła powszechnego, ale Peru uczyniło go pasterzem. Dlatego listopadowa podróż będzie powrotem do ludzi, którzy znali papieża, zanim stał się postacią należącą do całego świata. Szczególne znaczenie będzie miała wizyta w Chiclayo bo papież nie pojawi się tam jedynie jako dawny biskup, który po latach odwiedza swoją diecezję. Wróci jako człowiek, którego tamtejszy Kościół współkształtował. Zapewne spotka dawnych współpracowników, księży, osoby konsekrowane i rodziny pamiętające go z codziennej posługi. Watykański protokół zetknie się z osobistą pamięcią, a urząd Następcy św. Piotra z relacjami powstałymi na długo przed konklawe.

Dla każdego papieża podobny powrót jest jednak doświadczeniem trudnym. Urząd zmienia sposób, w jaki patrzą na niego inni, lecz nie usuwa historii. Ludzie z Chiclayo nie będą widzieli wyłącznie Leona XIV. Zobaczą również Roberta Prevosta, swojego dawnego biskupa, człowieka, którego można było spotkać bez białej sutanny, rozbudowanego ceremoniału i ciężaru uniwersalnej odpowiedzialności. Na tym może polegać jeden z najważniejszych momentów całej podróży: papież wróci do miejsca, w którym nie będzie musiał opowiadać swojej biografii, ponieważ jego biografia jest tam częścią pamięci innych ludzi.

Od wybrzeża przez Andy po Amazonię

.Peruwiańska trasa jest także symbolicznym przekrojem przez kontynent. Lima reprezentuje centrum polityczne, społeczne i kościelne. Chiclayo osobistą historię papieża i duszpasterstwo lokalne zaś Cusco prowadzi ku dziedzictwu ludów rdzennych, dawnym cywilizacjom i trudnej pamięci spotkania chrześcijaństwa z kolonizacją. Pucallpa otwiera natomiast bramę do Amazonii. W ten sposób Leon XIV przejdzie od wybrzeża przez Andy aż po świat amazoński. Nie zobaczy jednego Peru, lecz kilka jego rzeczywistości, często istniejących obok siebie i mówiących odmiennymi językami. To również obraz samego Kościoła: powszechnego nie dlatego, że wszędzie wygląda tak samo, lecz dlatego, że potrafi przyjmować różnorodność bez rezygnacji z jedności.

Obecność w Pucallpie należy odczytywać jednak w ciągłości z nauczaniem Franciszka o Amazonii. Synod amazoński, adhortacja Querida Amazonia i encyklika Laudato si’ sprawiły, że region przestał być dla Watykanu odległym tematem ekologicznym ale miejscem, w którym spotykają się pytania o los ludów rdzennych, eksploatację zasobów, model rozwoju, kulturę, godność pracy i odpowiedzialność za stworzenie. Leon XIV nie będzie musiał wymyślać nowego języka dla tych problemów. Otrzymał go w dziedzictwie po Franciszku, lecz zapewne nada mu własny ton: mniej spontaniczny, bardziej uporządkowany, mocniej osadzony w instytucjach i katolickiej nauce społecznej. Nie chodzi przy tym o zerwanie ani o prostą kontynuację. Każdy pontyfikat przejmuje pytania poprzedniego, ale odpowiada na nie własnym głosem.

Nie drugi Franciszek

.Największym błędem w interpretacji tej podróży byłoby jednak przedstawienie Leona XIV jako drugiego Franciszka. Łączy ich doświadczenie Ameryki Łacińskiej, wrażliwość na peryferie i przekonanie, że rzeczywistość należy poznawać od strony ludzi pomijanych przez centra władzy. Różnią ich jednak temperament, formacja i sposób sprawowania urzędu. Franciszek był jezuitą, który wprowadził do Watykanu metodę rozeznawania, napięcie, nieoczywistość i język duszpasterskiego procesu. Często inicjował debatę, nie przesądzając od razu, dokąd ma ona doprowadzić. Leon XIV jest augustianinem i kanonistą. Wydaje się bardziej zainteresowany budowaniem mostów, porządkowaniem rozpoczętych procesów oraz przekładaniem wielkich intuicji na trwały kształt wspólnoty. Podróż po Ameryce Południowej pokaże więc nie tylko ciągłość między dwoma pontyfikatami, lecz także twórczą różnicę.

Leon nie musi naśladować Franciszka, aby pozostać wiernym najważniejszej lekcji jego pontyfikatu: że Kościół powinien patrzeć na historię nie tylko z perspektywy centrum, lecz także z peryferii; że powinien najpierw słuchać, a dopiero później odpowiadać; że chrześcijaństwo nie jest programem politycznym, ale sposobem rozeznawania obecności Boga pośród sprzeczności świata.

Jest w tej podróży jednak jeszcze jeden wymiar. Leon XIV będzie pierwszym papieżem urodzonym w Stanach Zjednoczonych, który jako następca św. Piotra przybędzie do Ameryki Południowej. Nie jedzie jednak jako wysłannik Północy na Południe, tylko jako człowiek należący do obu tych światów. A to, w epoce, w której granica między obiema Amerykami coraz częściej przedstawiana jest jako linia lęku, migracji, przemocy i ekonomicznych nierówności, biografia papieża niesie inne przesłanie. Północ i Południe nie muszą istnieć wyłącznie w relacji dominacji albo resentymentu. Może mogą wzajemnie się kształtować, tak jak miało to miejsce w przypadku Roberta Prevosta?

.Leon XIV jest bowiem pod tym względem postacią wyjątkową. Jego amerykańskość nie kończy się na Chicago, a peruwiańskość nie jest jedynie formalnym obywatelstwem. Nosi w sobie doświadczenia obu części kontynentu, rozumiejąc język instytucji i język misji, centrum zarządzania oraz lokalnej wspólnoty. Jego osobista historia podważa prosty podział na tych, którzy przyjeżdżają nauczać, oraz tych, którzy mają jedynie słuchać. On sam został przez Peru nauczony Kościoła. Dlatego listopadowa podróż może stać się czymś więcej niż sentymentalnym powrotem. Może być pierwszym pełnym objawieniem sposobu, w jaki Leon XIV rozumie swój urząd: jako posługę budowania przejść między światami, które przestały się rozumieć.

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 sierpnia 2026