Ewa K. CZACZKOWSKA: Alicja Lenczewska. Mistyczka naszych czasów

Alicja Lenczewska. Mistyczka naszych czasów

Photo of Ewa K. CZACZKOWSKA

Ewa K. CZACZKOWSKA

Dziennikarka, historyk. Przez wiele lat pracowała w „Rzeczpospolitej”. Adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW. Autorka książek m.in. „Kardynał Wyszyński. Biografia”, „Siostra Faustyna. Biografia Świętej”, „Cuda Świętej Faustyny”. Laureatka nagrody dziennikarskiej im. Biskupa Chrapka „Ślad” oraz czterech Feniksów - nagrody Wydawców Katolickich.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autorki

Alicja Lenczewska była obdarzona także innymi łaskami. Rozmawiała nie tylko z Jezusem, ale również z Bogiem Ojcem, Duchem Świętym, a także z Matką Bożą, aniołami i świętymi, również z duszami czyśćcowymi. Modliła się w językach i miała dar modlitwy łez – pisze Ewa K. CZACZKOWSKA

.Dopiero kilka miesięcy później, 1 marca 1987 roku, Alicja miała odwagę ująć słowami, czym jest zjednoczenie z Bogiem, którego doświadczała: […] podczas Twej bliskości ciało jakby zatracało swą spoistość staje się całkiem przenikliwe, jakby – rozrzedzone coraz bardziej. Prawie znikające w Tobie. Moja dusza jest zanurzona w Tobie i wypełniona Twoją czułością, tak bardzo delikatną, subtelną i jednocześnie potężną, zawierająca moc, przed którą drży wszechświat. Cisza, powolność przenikania i moc. Czuję się jak ziarnko piasku, które zagarnęła fala oceanu. I niesie w swą głębię, nieznaną, nieskończoną. Jest jasność, ciepło, łagodność. Taki ogromny spokój, nie ma odczucia czasu ani materii. Jest nieskończona przestrzeń, od której nie jestem oddzielona mimo mojej maleńkości. I teraźniejszość, która jest wiecznością.

Na koniec notatki zauważyła przytomnie: „A jednak czas się przesunął – jest 12:25”. To zjednoczenie trwało ponad godzinę, od godziny 11:15. Alicja Lenczewska została obdarzona wieloma mistycznymi darami. Najwyższym darem było doświadczenie miłości oblubieńczej – zjednoczenie duszy z Bogiem. Równie niezwykłym, subtelnym darem był znak obecności Pana w postaci dotyku dłoni Alicji, o czym pisała wielokrotne, choć nader dyskretnie. Potwierdzam podczas każdej twej modlitwy Moją obecność przy tobie. Dotykam twoich dłoni i Moja moc przez nie płynie – mówił Jezus. – […] Każdego ranka daję ci potwierdzenie tego, co słyszysz poprzez Słowa z Pisma, każdego wieczora w dotyku twych dłoni.

Alicja przeżywała również ekstazy. Nie opisywała tego stanu własnymi słowami – w czym przejawiała się jej dyskrecja – ale dopytywała o niego Pana: „Czym jest ekstaza?”, a Jezus odpowiedział: „Radością we Mnie”. W 1987 roku Alicja Lenczewska otrzymała niewidzialne stygmaty, czyli zaczęła odczuwać ból w miejscach ran ukrzyżowania Chrystusa. Rok później otrzymała stygmat korony cierniowej: Dziś otrzymałaś z ręki Mojej koronę cierniową – włóż ją na swoją głowę – wszak Moją małżonką będziesz. Niech odciśnie się na twojej głowie i na twym sercu ten znak męczeństwa dla Królestwa Mego. Niech spełnia się twoje powołanie ukrzyżowania w miłości – oznajmił jej Jezus.

A nieco później wytłumaczył: Godząc się na przyjęcie Moich Ran, trzeba zgodzić się na przyjęcie tego, co zawierała Moja Godzina i całe Moje życie człowiecze. Alicja Lenczewska miała wiele tak zwanych widzeń ocznych, czyli doświadczanych zmysłem wzroku. Na przykład 25 kwietnia 1990 roku podczas Mszy Świętej, po konsekracji, ujrzała, jak po zewnętrznej ściance kielicha spłynęła łza. Wszystko na stole ołtarza było żywe, jakby poruszające się i emanujące na zewnątrz drżeniem świateł. Odczułam Słowa: Na Ołtarzu Eucharystycznym podczas Ofiary skupia się energia – moc stwarzająca i podtrzymująca życie milionów istot. Ukryta przed okiem ludzkim Moja Święta Moc. Ukryta, aby dać możliwość zasługi wiary i ufności.

W listopadzie 1994 roku Alicja ujrzała postać Jezusa na krzyżu – „ogromny krzyż nad całym światem i na nim rozpięte Jego żywe Ciało”. To był obraz nieustannego umierania Jezusa za świat. Lenczewska otrzymała także dar poznawania rzeczy duchowych w sposób mistyczny, niedostępny rozumem, oraz opisywania ich językiem zmysłów, czego przykładów wiele daje jej dziennik. Poznała na przykład w sposób nadprzyrodzony, czyli w chwilach kontemplacji wlanej, że wszystko, co Bóg dopuszcza w życiu człowieka, odczuwa przede wszystkim sam Jezus, który jest w każdym człowieku, a zwłaszcza ochrzczonym. „Szczególnie cierpienia duchowe, jakie dane są ku nawróceniu, są cierpieniem Pana Jezusa”.

Ciekawie brzmi opis głębi duszy, którą poznała i w którą schodziła. Po raz pierwszy zeszła w głąb duszy 5 września 1994 roku, kiedy zanurzyła się „w ogromną przestrzeń ciszy, łagodności, ukojenia płynących od Pana, którym wszystko było przeniknięte i było zatrzymane w Nim. Czas nie istniał. Było tylko «teraz» i «jest»”. Innym razem tak opisywała to doświadczenie: Jest to przestrzeń poza materią i czasem – jest to Bóg Nieskończony w duszy ludzkiej. W Nim – ukazanym mi jako nieskończona przestrzeń – znajduje się wszystko, co jest, co istniało w czasie od początku jego zaistnienia i co zaistnieje w czasie przyszłym i nadchodzącym: cały wszechświat materialny i duchowy w swej teraźniejszości i przepływie. Jak atomy w materii tak tam jesteśmy od początku naszego istnienia po jego nieskończoność. Będąc w tej wewnętrznej głębi duszy, wszystko „widzi się” i poznaje w prawdzie i jakby z zewnątrz: siebie, innych, sytuacje minione lub przyszłe, na tyle, na ile jesteśmy czyści i zagłębieni w tej wewnętrznej przestrzeni Boga we własnej duszy i na ile On nam chce to ukazać.

Alicja Lenczewska była obdarzona także innymi łaskami. Rozmawiała nie tylko z Jezusem, ale również z Bogiem Ojcem, Duchem Świętym, a także z Matką Bożą, aniołami i świętymi, również z duszami czyśćcowymi. Modliła się w językach i miała dar modlitwy łez. O darze prorokowania Lenczewskiej, czyli wyrażania natchnionych treści w języku, stylu i kodzie kulturowym proroka, świadczy jej cały dwutomowy dziennik duchowy, a także słowa przeznaczone dla członków Apostolstwa Czystej Miłości.

– Wierzę, że to są słowa Jezusa – wyznała Janina Klimek z Rodziny Serca Miłości Ukrzyżowanej, która dopiero po śmierci Alicji dowiedziała się, że ona otrzymywała te słowa. – One mnie budują. Są drogowskazem, radą, pomocą w życiu codziennym. Natomiast Ewa Hurko, sąsiadka Lenczewskiej, z lekkim zawstydzeniem przyznała, że dziennika Alicji czytać nie może. Oba tomy dziennika stoją w pokoju na półce, czasem nawet do nich zagląda. Ale czytać nie może. Dlaczego? – Ja rozpoznaję w nich styl, sposób mówienia Alicji – przyznała.

A to z jakiegoś powodu jej przeszkadzało. Na szczęście spowiednik uspokoił Ewę Hurko, tłumacząc, że nie musi czuć się winną, że nie ma obowiązku czytania. W objawienia prywatne uznane przez Kościół, jak wiadomo, nie ma obowiązku wierzenia. Poza tym nie jest niczym nowym – a przeciwnie: dobrze znanym z Ewangelii – że prorokom najtrudniej jest wśród swoich. „Słowa zawsze bardzo przerastają tego, przez kogo Pan mówi, a ludzie, obserwując człowieka i porównując, mogliby wątpić w prawdziwość słów” – pisała Lenczewska w listopadzie 1989 roku do siostry Teresy Łozowskiej. Ponadto jej dziennik był, jak to ujęła, „zanieczyszczony” jej emocjami, zwierzeniami na temat doznanej bliskości czy łask otrzymanych od Pana. „Jest to dla mnie krępujące, a nawet wstydliwe i trudno mi o tym rozmawiać”. Z tego powodu prosiła nawet kilkoro bliskich jej osób, do których wysyłała fragmenty dziennika do ewentualnego wykorzystania w duszpasterstwie, aby zachowali jej anonimowość (prosiła o to między innymi księdza Mieczysława Piątkowskiego, brata Sławomira, siostrę Teresę Łozowską, do pewnego czasu także księdza Waltera Rachwalika).

Alicja Lenczewska pisała swój dziennik piękną współczesną polszczyzną. Miała też ładny charakter pisma. Notowała dużo, relacjonowała całe dialogi z Jezusem, bo takie było Jego życzenie, choć nie pisała o wszystkim, bo też sam Pan mówił, że pewne sprawy powinny zostać ich tajemnicą. Z tego powodu, jak można przypuszczać, w jej zapiskach tak mało jest wzmianek o wydarzeniach z jej codzienności. Plan dnia konsultowała z Jezusem (!), ale w dzienniku właściwie go nie ma. Tę warstwę pomijała w zapiskach. W opisywaniu zaś stanów zjednoczenia duszy z Bogiem czy ekstaz Alicja zachowywała powściągliwość, utrzymywała pewien dystans. Bo Alicja, jak mówili świadkowie jej życia, z natury nie była wylewna, a nawet bywała oschła, wycofana, zdystansowana. Choć z czasem to się zmieniało.

– Ona bała się, aby w jej słowach nie było czegoś nieczystego, czegoś od niej – mówiła siostra Teresa Łozowska. Dzięki cechom charakteru, świadomości własnej niegodności, obawom, by w tekście nie znalazło się nic, co byłoby jej myślą, a nie Prawdą, zapisane przez nią miłosne dialogi z Jezusem ujmowała w formę tak bezpretensjonalną, nieegzaltowaną, subtelną. Rozmowy te są pełne Ducha, który daje pewność, od Kogo pochodzi.

4 marca 1987 roku, w środę, o godzinie 22:10, Alicja zapisała: – Cały dzień jest oczekiwaniem na wieczorne spotkanie z Tobą. A wszystkie dni: tęsknotą, pragnieniem i nadzieją. Cóż mi powiesz? – Przytul się. Przecież nie trzeba słów. – Nie pobrudzę Cię? – Nie jesteś brudna. A gdyby nawet, oczyściłbym cię.

.Takich dialogów pełnych najczulszej miłości oblubieńczej w dziennikach Lenczewskiej jest wiele. Jak opisać czułość Twojej miłości, gdy po Komunii pochyliłeś się nade mną, by uklęknąć przy mnie i otulałeś mnie Sobą. Że była Twoja świętość, Twoja troskliwość i Twoja delikatność tak wielka – dotykająca i przenikająca we mnie wszystko. Że był moment takiego nasilenia Twojej miłości, że gdyby trwał sekundę dłużej, musiałabym umrzeć, bo ludzkie serce nie może przyjąć więcej […]. Jak to jest, że ja jestem Twoim dzieckiem, Twoją oblubienicą z moim grubiaństwem, prymitywnością, niewdzięcznością…? Jak to jest, że chcesz w ogóle spojrzeć na mnie, tym spojrzeniem Miłości, pod którym można tylko płakać nad sobą?

Ewa K. Czaczkowska

Fragment książki „Alicja Lenczewska. Mistyczka naszych czasów”, wyd. PROMIC, 2026 r. [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 sierpnia 2026