
Lefebryści i Chińczycy
Jest najzupełniej jasne, że papież właśnie dlatego jest papieżem, iż wolno mu w jednym przypadku trzymać się twardo prawnej reguły ekskomuniki, a w innym dawać przyzwolenie na obsadzanie urzędów kościelnych przez wrogów Kościoła. Tyle tylko że dla katolika ciekawe i niepokojące pozostaje pytanie, dlaczego papież w dwóch przypadkach postępuje odmiennie – pisze Jan ROKITA
.Nie ma wątpliwości, że wyświęcając na własną rękę czterech biskupów, wspólnota lefebrystów świadomie zerwała więź z Kościołem Katolickim. Wynika to zarówno z prawa kościelnego, jak i – co może ważniejsze – z samej istoty ciągłości tradycji apostolskiej, bez której zawaliłby się fundament, na którym trzyma się legitymizm Kościoła i jego wewnętrzny porządek.
Co prawda liderzy Bractwa św. Piusa X mają trudny do obalenia racjonalny argument owych święceń, dokonanych ostatnio w Szwajcarii: mówią, że bez nowych biskupów cała wspólnota wkrótce przestałaby istnieć, bo nie miałby kto wyświęcać nowych kapłanów, a w konsekwencji nie byłoby mszy ani sakramentów. Ale ten argument pochodzi z porządku politycznego, a nie religijnego. Rzym przecież nie od dziś prowadzi z lefebrystami taką właśnie grę, licząc, że Bractwo albo musi się ugiąć przed żądaniami papieskimi, albo wcześniej czy później musi zniknąć. Lefebryści to wiedzą, więc w kategoriach logiki politycznej postępują tak, aby przełamać ów swoisty szantaż Rzymu.
Z jednej strony trudno im się dziwić, z drugiej – trudno zaprzeczyć, iż w ten sposób sami ściągają na siebie ekskomunikę, i to ex lege, z samego prawa kościelnego. Tak już przecież raz było, w roku 1988, gdy twórca Bractwa, abp Lefebvre, wyświęcił po raz pierwszy czterech biskupów, a papież Jan Paweł II postąpił wówczas identycznie jak teraz Leon XIV.
.Wszystko tu jest najzupełniej jasne, a gracze po obu stronach postępują tak, jak należało się po nich spodziewać. Niemniej jedna kwestia u katolika może budzić pewien niepokój.
W przypadku tamtych pierwszych święceń z czasów Jana Pawła II jego następca po upływie przeszło dwóch dekad zdjął ekskomunikę z całej czwórki biskupów wyświęconych przez Lefebvre’a bez tzw. „mandatu apostolskiego”, ex post udzielając im owego mandatu, a tym samym czyniąc ich pełnoprawnymi biskupami Kościoła Katolickiego. Możliwa jest zatem w każdym czasie (mówiąc językiem prawniczym) „konwalidacja” nieważnego aktu święceń, natychmiast po ich przeprowadzeniu albo nawet dwadzieścia lat później, tyle tylko że potrzebna jest do tego decyzja papieża.
Ani Jan Paweł II w roku 1988, ani Leon XIV w roku 2026, nie mieli takiej woli, właśnie dlatego, że chcieli wspólnotę lefebrystów trzymać na musiku, próbując skłonić jej liderów do pełnego posłuszeństwa Rzymowi. Z kolei Benedykt XVI rozumował w roku 2009 odmiennie, uznając i uświęcając władzę biskupią ekskomunikowanych wcześniej buntowników. Nie mam zamiaru prowadzić tutaj rozważań na temat tego, która z tych dwóch strategii jest lepsza dla zachodniego chrześcijaństwa; idzie mi tylko o prosty fakt, że obie takie strategie są możliwe i są w praktyce stosowane.
I tu dopiero zaczyna się poważny problem. Otóż bowiem strategia uznawania nominacji biskupich dokonanych nie tylko bez mandatu apostolskiego, ale nawet bez wiedzy papieża jest od wielu lat stosowana, tyle że w całkiem innym miejscu świata i w całkiem innych okolicznościach. Tym miejscem są komunistyczne Chiny, gdzie nawet w czasach najstraszniejszych maoistowskich prześladowań przetrwała struktura Kościoła wiernego Rzymowi, który nigdy papieża nie zdradził. Ale strategia komunistycznej tyranii chińskiej polega nie na tym, by definitywnie zlikwidować w kraju chrześcijaństwo i chrześcijan, ale na utworzeniu własnego, pseudokatolickiego Kościoła, obsadzonego nominatami partii komunistycznej (KPCh) i powolnego władzy oraz głoszonej przez nią politycznej ideologii.
Komuniści co prawda tylko mianują swoich biskupów, ale nie organizują im na własną rękę – jak lefebryści – uroczystych święceń, choć skutek dla Kościoła jest w gruncie rzeczy taki sam. W roku 2018 papież Franciszek, w ramach sławnego porozumienia z Xi Jinpingiem, kolektywnie „konwalidował” ową komunistyczną strukturę kościelną, nadając mianowanym przez KPCh biskupom „mandat apostolski” i czyniąc ich pełnoprawnymi biskupami Kościoła Katolickiego. Czyli zrobił w zasadzie to samo co Benedykt XVI względem lefebrystów.
Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się w tej mierze w Chinach po zawarciu owego porozumienia. Teoretycznie bowiem praktyka nominacji biskupich ma być taka, iż to KPCh zgłasza kandydatów na biskupów katolickich, a papież może tylko złożyć sprzeciw wobec niektórych z nich. Ale komuniści nie byliby komunistami, gdyby nie kpili sobie otwarcie z wszelkich porozumień z papieżem, nawet jeśli oddają im one daleko idącą władzę nad sprawami Kościoła. Xi Jinping uznał zapewne, że po owym porozumieniu może i tak robić z tamtejszą strukturą kościelną co chce, bo Rzym okazał słabość, gdy w praktyce przestał bronić papieskich praw do swobodnego nadawania „mandatu apostolskiego” nowym biskupom. Jeśli zatem Pekin chce uniknąć wtrącania się papieża do nominacji biskupich, to KPCh samodzielnie mianuje biskupów albo przenosi ich pomiędzy diecezjami, tak jak to miało miejsce choćby w diecezjach Szanghaju czy Nanchang w prowincji Jiangxi, na południowym wschodzie kraju. A jeśli to nie wystarczy, to partia na własną rękę przeprowadza odpowiednią reformę terytorialną diecezji kościelnych, jak to miało miejsce w Kałganie (zwanym teraz Zhangjiakou).
I o ile Franciszek wyrażał w takich razach „zaskoczenie i ubolewanie”, to Leon XIV z łatwością dochodzi do układów z komunistami. Latem 2025 roku, czyli wkrótce po objęciu papiestwa, nie tylko nadał „mandat apostolski” komunistycznemu nominatowi w Kałganie – biskupowi Wangowi Zhengui, słynącemu z bezwzględnego posłuszeństwa partii – ale „konwalidował” także nowy kształt diecezji kościelnych zreorganizowanych przez Biuro Polityczne KPCh. Dla obiektywizmu trzeba tu przyznać, że w ramach owego układu Leona z Xi Jinpingiem papież dostał w zamian „swojego” biskupa w innej chińskiej diecezji. Ale co najciekawsze, o żadnych ekskomunikach wobec duchownych obejmujących urzędy kościelne bez woli i wiedzy Rzymu w tym przypadku nikt nigdy nawet nie wspominał.
.I znów – jest najzupełniej jasne, że papież właśnie dlatego jest papieżem, iż wolno mu w jednym przypadku trzymać się twardo prawnej reguły ekskomuniki, a w innym dawać przyzwolenie na obsadzanie urzędów kościelnych przez wrogów Kościoła. Tyle tylko że dla katolika ciekawe i niepokojące pozostaje pytanie, dlaczego papież tu postępuje akurat tak, a tam najzupełniej inaczej.





