
Rok papieża międzyświata
Leon XIV staje się być może pierwszym papieżem epoki postliberalnej, bo nie broni starego liberalnego porządku globalizacji, widząc jego porażki bardzo wyraźnie, ale równocześnie odrzuca nacjonalistyczną odpowiedź populistów, proponując trzecią drogę: chrześcijański uniwersalizm po kryzysie liberalizmu – pisze Michał KŁOSOWSKI
.Historia Kościoła katolickiego zna momenty, w których wybór papieża oznaczał nie tyle zmianę personalną, ile przesunięcie całej architektury moralnej świata zachodniego. Tak było w przypadku Leona XIII i jego odpowiedzi na rewolucję przemysłową; tak było w przypadku Jana XXIII, który próbował otworzyć Kościół na nowoczesność bez kapitulacji wobec niej; tak było również w przypadku Jana Pawła II, którego pontyfikat stał się jednym z najważniejszych duchowych i politycznych filarów końca zimnej wojny.
Teraz zaś coraz wyraźniej widać, że pontyfikat Leona XIV może okazać się podobnym momentem przełomu, choć jego natura jest znacznie subtelniejsza, mniej dramatyczna medialnie, a zarazem być może głębiej cywilizacyjna wobec zmian, które dzieją się obok nas.
Sednem tego pontyfikatu nie jest bowiem rewolucja doktrynalna, i nie jest nim także restauracja konserwatywna. Nie jest nim nawet wyłącznie kontynuacja Franciszkowego projektu reformy Kościoła. Sednem tego pontyfikatu wydaje się próba odpowiedzi na pytanie o to, jak w XXI wieku możliwe jest jeszcze istnienie autorytetu, który nie opiera się ani na przemocy, ani na arbitralnej woli, ani na technokratycznym zarządzaniu społeczeństwem, lecz na słuchaniu, rozeznawaniu i współodpowiedzialności. Innymi słowy: Leon XIV próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy możliwa jest polityka oraz eklezjologia po epoce populizmu i po kryzysie liberalnego uniwersalizmu.
Filozofia polityczna Leona XIV
.Filozofia polityczna papieża Leona XIV przynajmniej w pierwszych miesiącach jego pontyfikatu wyrasta więc, jak się wydaje, z trzech głównych źródeł: augustyńskiej wizji człowieka, katolickiej nauki społecznej rozwijanej przez papieży XX i XXI wieku oraz bardzo silnego nacisku na uniwersalizm Kościoła jako wspólnoty przekraczającej granice narodów, klas, tożsamości politycznych oraz kultur. Już pierwsze dokumenty, homilie czy przemówienia pokazują, że Leon XIV myśli o polityce nie jako o walce plemion czy narodowych interesów, ale jako o przestrzeni służby dobru wspólnemu, solidarności i pojednania. Usłyszeliśmy to bardzo wyraźnie podczas jego pielgrzymki do Afryki, gdzie mówił o tym wszystkim w przestrzeni, która sprawiała, że papieski głos brzmiał jeszcze mocniej i jeszcze szerzej.
To też jest fundamentalny punkt różnicy między nim a ruchem MAGA związanym z prezydentem Donaldem Trumpem. Nie chodzi wyłącznie o konkretne postulaty polityczne, lecz o całkowicie odmienną antropologię i wizję wspólnoty politycznej.
Leon XIV bardzo mocno osadza swoje nauczanie w augustyńskim pojęciu „niespokojnego serca”, odwołując się do słów św. Augustyna: „Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest nasze serce, dopóki w Tobie nie spocznie”. To nie jest jedynie cytat duchowy, ale deklaracja polityczna w szerokim sensie. Oznacza, że żaden projekt polityczny nie może absolutyzować państwa, narodu, rynku czy lidera, tak jak czyni to projekt „Make America Great Again”, absolutyzując naród, ubóstwiając jego lidera.
Człowiek w papieskim rozumieniu zawsze przekracza politykę, ponieważ jego godność zakorzeniona jest w czymś większym niż państwowa czy nawet kulturowa tożsamość. Tymczasem przecież ruch MAGA zbudowany jest wokół silnie politycznej definicji tożsamości. Hasło „Make America Great Again” nie jest tylko sloganem ekonomicznym; ono zakłada pewną wizję świata: politykę rozumianą jako konflikt cywilizacyjny, w którym trzeba odzyskać utraconą wielkość poprzez odbudowę granic kulturowych, ekonomicznych i migracyjnych. W praktyce prowadzi to do logiki „my kontra oni”: Amerykanie kontra migranci, patrioci kontra elity, „prawdziwa Ameryka” kontra kosmopolityczny liberalizm.
Leon XIV idzie zaś w przeciwną stronę. Już w pierwszych wystąpieniach podkreślał, że Kościół ma „gromadzić rozproszonych”, a nie wzmacniać plemienne podziały. W jego wizji polityka ma być sztuką jednoczenia, nawet jeśli oznacza to rezygnację z logiki permanentnego konfliktu. To bardzo bliskie linii papieża Franciszka, ale Leon XIV wyraża to bardziej w języku klasycznej filozofii chrześcijańskiej niż społecznego aktywizmu, także poprzez porządkowanie języka i nadawanie komunikatom bardzo dokładnej definicji i znaczenia. Stąd też szczególnie istotny jest tu augustyński motyw „caritas” – miłości społecznej.
W przesłaniu do augustianów Leon XIV mówił o „veritas, unitas, caritas” jako fundamentach życia chrześcijańskiego, co w praktyce znowu oznacza przekonanie, że prawda nie może być oddzielona od jedności, a jedność od miłości społecznej. To także stoi w ostrym napięciu z kulturą polityczną MAGA, która bardzo często buduje swoją energię na mobilizacji gniewu, poczucia oblężenia i retoryce politycznego odwetu, co łączy ją bardziej ze starotestamentowym rozumieniem świata niż ewangelicznym, chrystocentrycznym, do którego odwołuje się papież Leon.
Inny światoobraz
.Widać to także w stosunku Leona XIV do migrantów i peryferii świata. W swoich wypowiedziach wielokrotnie odwoływał się do doświadczenia Peru i Ameryki Łacińskiej. To niezwykle ważne. Dla Leona XIV chrześcijaństwo nie jest projektem Zachodu broniącego swojej cywilizacji przed „obcymi” i dlatego Kościół jest dla niego globalny, wielonarodowy i misyjny. A misjonarz nie broni granicy – misjonarz ją przekracza.
I właśnie tutaj pojawia się jedna z największych niekompatybilności z ruchem MAGA. Ruch Donalda Trumpa traktuje migrację przede wszystkim jako zagrożenie dla bezpieczeństwa, rynku pracy i tożsamości narodowej czy nawet kultury. Leon XIV zaś podobnie jak wcześniejsi papieże widzi w migrancie przede wszystkim osobę posiadającą niezbywalną godność. To nie oznacza poparcia dla „otwartych granic” w sensie technicznym czy anarchicznym, ale oznacza odmowę redukowania człowieka do kategorii problemu politycznego, także na poziomie języka, który nie może dehumanizować migrantów.
Kolejna fundamentalna różnica dotyczy rozumienia siły państwa. Trumpizm opiera się na modelu silnego przywództwa personalnego. W centrum znajduje się lider, który ma „odzyskać kraj”, „rozbić establishment”, „pokonać przeciwników”; to logika podobna do religijnej sekty, w której lider jest postacią dominującą. Polityka zaś staje się w takim modelu widowiskiem mobilizacji emocji. Leon XIV natomiast konsekwentnie mówi językiem służby. W homilii inaugurującej pontyfikat określa rolę papieża jako pasterza, który ma „strzec”, „jednoczyć” i „towarzyszyć”. To model władzy radykalnie odmienny od populistycznej polityki silnego człowieka. W katolickiej filozofii politycznej autorytet nie jest bowiem oparty na dominacji, lecz na odpowiedzialności za dobro wspólne.
Istnieje też bardzo ważna różnica cywilizacyjna. MAGA jest ruchem głęboko zakorzenionym w logice państwa narodowego, niemalże oblężonego przez zewnętrznych wrogów. Leon XIV reprezentuje natomiast instytucję, która z definicji jest ponadnarodowa, globalna, apostolska i powszechna. Watykan nie myśli kategoriami „interesu narodowego” czy kolejnych kadencji; papież nie może przyjąć logiki, według której dobro jednego narodu usprawiedliwia obojętność wobec innych. Dlatego dokumenty Leona XIV tak mocno akcentują solidarność międzynarodową, misję, pokój i współpracę między narodami, co buduje także swoisty most między nim a poprzednimi papieżami, którzy, Jan Paweł II zwłaszcza, w multilateralizmie widzieli rozwiązanie wielu globalnych problemów.
W związku z tym szczególnie interesujące jest papieskie spojrzenie na kulturę. W przesłaniu dotyczącym świata filmu Leon XIV mówił o „promocji wartości ludzkich” i dialogu kultury z Kościołem. To bardzo charakterystyczne, że zamiast wojny kulturowej, będącej domeną amerykańskiej wizji świata, papież z Ameryki proponuje dialog kulturowy, a zamiast logiki oblężonej twierdzy – obecność chrześcijaństwa w świecie pluralistycznym. Trumpizm funkcjonuje natomiast często w logice wojny kulturowej: konserwatyści kontra progresiści, tradycja kontra „woke culture”, Ameryka religijna kontra liberalne elity, my versus oni.
Leon XIV wydaje się unikać takiej binarnej konstrukcji rzeczywistości, nawet na poziomie komunikacji. Nie dlatego, że jest „liberalny” w sensie amerykańskim, ale dlatego, że katolicka wizja polityki nie sprowadza świata do konfliktu dwóch plemion medialnych. To zresztą prowadzi do ważnego paradoksu: Leon XIV może być jednocześnie bardzo konserwatywny moralnie i bardzo krytyczny wobec MAGA.
W amerykańskim dyskursie często zakłada się, że konserwatyzm religijny automatycznie prowadzi do trumpizmu. Watykan pokazuje jednak od dawna, że to nieprawda, bo katolicka nauka społeczna łączy konserwatyzm antropologiczny z krytyką nacjonalizmu, populizmu ekonomicznego, skrajnego indywidualizmu i polityki wykluczenia. Dlatego też filozofia polityczna Leona XIV wydaje się bliższa klasycznej chrześcijańskiej koncepcji dobra wspólnego niż współczesnemu populizmowi prawicowemu. Nie oznacza to automatycznego poparcia dla liberalnej lewicy, bo również wobec niej Kościół zachowuje bardzo głęboki dystans, ale oznacza sprzeciw wobec polityki budowanej wyłącznie na mobilizacji emocji, antagonizmach i narodowej samowystarczalności. Najkrócej więc można to ująć tak: MAGA buduje politykę wokół pytania: „Jak odzyskać wielkość naszego narodu?”, podczas gdy Leon XIV stawia pytanie: „Jak ocalić godność każdej osoby i odbudować więzi między ludźmi oraz narodami?”. To są dwa różne punkty wyjścia, dwie różne definicje wspólnoty i ostatecznie dwie różne wizje człowieka.
Głos wołającego na puszczy
.Istnieje coś głęboko symbolicznego w fakcie, że pierwszą wielką pielgrzymką papieża Leona XIV stała się Afryka. Nie Europa, nie Waszyngton, nie ONZ ani wielkie stolice Zachodu. Afryka. Algieria, Kamerun, Angola, Gwinea Równikowa. Dla wielu komentatorów był to gest pastoralny albo geopolityczny sygnał przesunięcia środka ciężkości katolicyzmu ku Globalnemu Południu, w rzeczywistości jednak było to coś więcej: manifest filozofii politycznej nowego pontyfikatu. Bo to właśnie w Afryce Leon XIV po raz pierwszy wypowiedział swoją najbardziej spójną wizję świata i to tam stało się jasne, że jego sposób myślenia jest nie tylko różny od trumpizmu i ruchu MAGA, ale wręcz antropologicznie z nim sprzeczny, ponieważ Leon XIV nie prowadzi wojny kulturowej ale prowadzi walkę o odbudowę uniwersalnej idei człowieka.
Afrykańska pielgrzymka papieża była pod tym względem momentem swoistego objawienia. W praktyce okazała się czymś w rodzaju katolickiego odpowiednika przemówienia w Fulton Churchilla czy harvardzkiego wykładu George’a Kennana: próbą opisania nowego porządku świata po erze liberalnej globalizacji i po kryzysie Zachodu. Tyle że Leon XIV nie używa języka geopolitycznych bloków, a jego słownikiem są Augustyn, godność osoby, dobro wspólne, pokój i solidarność między narodami. Dlatego Afryka była tak ważna. To w końcu kontynent, na którym przecinają się wszystkie największe kryzysy współczesności: migracje, neokolonializm surowcowy, wojny zastępcze, katastrofa klimatyczna, eksplozja demograficzna, fundamentalizmy religijne i nierówności ekonomiczne. Afryka jest dziś laboratorium przyszłości świata i Leon XIV doskonale to rozumie.
Już sam wybór Algierii jako pierwszego przystanku był znaczący, nie tylko dlatego, że to ziemia św. Augustyna. Papież mówił tam o „budowaniu mostów” między religiami i narodami oraz o możliwości pokojowego współistnienia chrześcijan i muzułmanów. To niezwykle istotne, ponieważ w trumpistycznej wyobraźni politycznej islam bardzo często funkcjonuje jako cywilizacyjny przeciwnik Zachodu, którego ostatnim buforem jest religia Księgi, zarówno staro-, jak i nowotestamentowa.
MAGA operuje logiką granicy i zagrożenia, Leon XIV zaś odpowiada na tę logikę augustyńskim uniwersalizmem: człowiek nie jest przede wszystkim członkiem plemienia, lecz osobą stworzoną przez Boga. Stąd też w Algierii papież wracał do św. Augustyna nie jako doktora Kościoła zamkniętego w muzeum idei, lecz jako myśliciela współczesnego chaosu politycznego.
Augustyńskie „Civitas Dei” pojawia się w jego przemówieniach jako alternatywa wobec świata zbudowanego na dominacji, przemocy i ekonomicznej eksploatacji. W tym sensie Leon XIV proponuje radykalną krytykę zarówno liberalnego technokratyzmu, jak i nacjonalistycznego populizmu. To było szczególnie widoczne w Kamerunie, gdzie papież wygłosił jedno z najważniejszych przemówień swojego pontyfikatu, wskazując na świat „niszczony przez garstkę tyranów”, którzy wykorzystują religię, surowce i konflikty dla własnych interesów politycznych i ekonomicznych. To zdanie wywołało ogromne poruszenie nie dlatego, że było skierowane wyłącznie przeciwko konkretnym państwom czy przywódcom, ale dlatego, że stanowiło frontalny atak na całą logikę współczesnej polityki siły.
Leon XIV nie wierzy, że świat można uratować poprzez „powrót wielkości” któregokolwiek narodu. Nie wierzy także w mesjanizm mocarstw czy kolejnych ich przywódców i dlatego zarówno Rosja, Chiny, jak i Stany Zjednoczone są częścią tego samego kryzysu cywilizacyjnego: świata, który utracił zdolność uznania granic moralnych. Trumpizm natomiast wyrasta dokładnie z odwrotnego założenia. MAGA zakłada, że polityka międzynarodowa jest przede wszystkim konkurencją narodowych egoizmów, siły. Silne państwo ma dbać przede wszystkim o własny interes, własną klasę średnią, własne granice i własną tożsamość. Uniwersalizm jest w tej logice podejrzany, ponieważ prowadzi rzekomo do osłabienia narodu.
.Leon XIV odwraca więc tę perspektywę. W Kamerunie mówił o „wolnym Kościele dla wolnego ludu” oraz ostrzegał przed manipulowaniem religią dla celów politycznych. To jedno z najmocniejszych zdań, jakie można dziś przeciwko MAGA wypowiedzieć z pozycji religijnej. Ruch prezydenta Donalda Trumpa w ogromnym stopniu opiera się bowiem na symbiozie religii i mobilizacji politycznej. Chrześcijaństwo staje się tam markerem tożsamości cywilizacyjnej: oznaką przynależności do „prawdziwej Ameryki”, niezależnie, czy jest to chrześcijaństwo ewangelikalne, czy rzymskie. Leon XIV konsekwentnie odrzuca takie instrumentalne użycie religii. Dla niego chrześcijaństwo nie jest bronią kulturową, ale uniwersalną kategorią, przekraczającą narody i ideologie.
Jeszcze wyraźniej widać to było w Angoli. Tam znów papież mówił o „nadziei odpornej na rozczarowania ideologiami i pustymi obietnicami możnych tego świata”. To jedno tylko zdanie można czytać jako streszczenie całego jego pontyfikatu. Leon XIV postrzega współczesny kryzys polityczny jako kryzys antropologiczny: człowiek przestał być celem polityki, a stał się jej narzędziem. Państwa, korporacje i ruchy populistyczne traktują społeczeństwa jak zasoby emocjonalne do mobilizacji. Dlatego papież tak często mówi o godności, pokoju i ubogich. Nie dlatego, że uprawia „lewicową politykę”, jak twierdzą niektórzy amerykańscy konserwatyści, lecz dlatego, że stoi na gruncie klasycznej katolickiej nauki społecznej. A ta od czasów Leona XIII była nieufna wobec każdego systemu absolutyzującego siłę: zarówno kapitalizmu pozbawionego etyki, jak i nacjonalizmu, o socjalizmie już nie wspominając.
W Angoli Leon XIV bardzo mocno akcentował także temat ekonomicznej eksploatacji Afryki. Mówił o nierównym podziale bogactwa i o strukturach gospodarczych, które zamieniają kontynent w magazyn surowców dla bogatszych państw. To niezwykle ważny element jego filozofii politycznej. Papież uważa bowiem, że współczesny globalny porządek jest moralnie niewystarczający nie tylko dlatego, że produkuje biedę, ale dlatego, że odbiera społeczeństwom podmiotowość. Trumpizm także jednak zdefiniował ten kryzys, stąd w pierwszej kadencji Trumpa tak silne oparcie chociażby na słynnym amerykańskim „pasie rdzy”. Na ten kryzys globalizacji odpowiada jednak próbą odbudowy narodowej dominacji ekonomicznej. Leon XIV proponuje coś odwrotnego: moralizację globalizacji poprzez solidarność i prymat osoby nad logiką rynku.
Właśnie dlatego tak ważny był jego pobyt w Gwinei Równikowej. Być może był to najbardziej symboliczny moment całej pielgrzymki. Papież odwiedził więzienie w Bata i mówił więźniom, że „nikt nie jest wyłączony z miłości Boga”, a potem modlił się z nimi w ulewnym deszczu. Dla świata mediów była to wzruszająca scena, ale filozoficznie było to coś znacznie głębszego. Leon XIV pokazał tam, że centrum polityki chrześcijańskiej nie znajduje się w pałacach władzy, lecz na peryferiach. W więzieniu. Wśród migrantów. Wśród ofiar wojny. Wśród ubogich. To jest dokładne odwrócenie logiki współczesnego populizmu, który buduje politykę wokół lęku klas średnich i obrony uprzywilejowanej wspólnoty narodowej. Trumpizm mówi: „Najpierw nasi”, a Leon XIV odpowiada: „Najpierw człowiek”. To różnica fundamentalna.
I właśnie dlatego konflikt między papieżem a MAGA nie jest zwykłym sporem politycznym, będąc starciem dwóch konkurencyjnych wizji Zachodu po kryzysie liberalizmu. Prezydent Donald Trump oferuje Zachodowi model cywilizacji oblężonej: silne granice, narodową suwerenność, kulturową homogenizację i politykę siły. Leon XIV proponuje Zachód pokutujący: świadomy własnych błędów kolonialnych, zobowiązany wobec ubogich i zdolny do solidarności ponad granicami, skąd ma wypływać jego siła, ta moralna i każda inna. Także dlatego to tam w Afryce papież mówił tam również o wojnie i prawie międzynarodowym, a wracając już do Rzymu powiedział wprost: „Jako pasterz nie mogę być za wojną”. W epoce, w której coraz większa część prawicy zachodniej akceptuje brutalny realizm geopolityczny, jest to stanowisko niemal kontrkulturowe. Leon XIV odrzuca jednak tę logikę cynicznego realizmu. Nie dlatego, że jest naiwny, ale dlatego, że uważa, iż polityka bez moralnych ograniczeń prowadzi ostatecznie do dehumanizacji, co też samo w sobie jest bardzo augustyńskie: człowiek zdolny jest do wielkości, ale również do radykalnego zła, jeśli władza zostaje oddzielona od etyki.
Synodalny papież epoki postliberalnej
.W tym sensie Leon XIV staje się być może pierwszym papieżem epoki postliberalnej, bo nie broni starego liberalnego porządku globalizacji, widząc jego porażki bardzo wyraźnie. Ale równocześnie odrzuca nacjonalistyczną odpowiedź populistów, proponując trzecią drogę: chrześcijański uniwersalizm po kryzysie liberalizmu.
I właśnie dlatego jego pontyfikat może okazać się dla ruchu MAGA tak niewygodny. Bo Leon XIV odbiera prawicy monopol na religię, patriotyzm, moralność, kulturę i język, pokazując, że można być konserwatywnym antropologicznie, a jednocześnie radykalnie krytycznym wobec nacjonalizmu, kultu siły i polityki wykluczenia. I właśnie dlatego kwestia synodalności okazuje się absolutnie centralna dla zrozumienia jego filozofii politycznej.
W dominującym medialnym obrazie synodalność przedstawiana jest zazwyczaj jako wewnątrzkościelny spór proceduralny: kwestia decentralizacji, udziału świeckich, roli kobiet czy reformy struktur watykańskich, kiedy w rzeczywistości stawka jest znacznie większa. Synodalność jest bowiem próbą zdefiniowania alternatywnego modelu władzy dla świata pogrążonego w kryzysie reprezentacji politycznej, erozji zaufania społecznego i eksplozji autorytarnych populizmów. To właśnie dlatego napięcie między pontyfikatem Leona XIV a ruchem MAGA nie jest jedynie konfliktem politycznych preferencji, lecz konfliktem dwóch konkurencyjnych antropologii oraz dwóch modeli organizacji wspólnoty.
Anna Rowlands trafnie zauważa, że jeszcze przed konklawe temat synodalności stał się jedną z głównych linii podziału między kardynałami. Jedni chcieli ją zatrzymać, inni ograniczyć do wymiaru duszpasterskiego, jeszcze inni pragnęli ją pogłębić i uczynić trwałym mechanizmem życia Kościoła. Wybór Leona XIV oznaczał zwycięstwo trzeciej opcji – ale w sposób daleki od triumfalizmu Franciszka. Już pierwsze wystąpienie nowego papieża ujawniło przesunięcie akcentów: Franciszek mówił o napięciach, konfliktach i odwadze pozostawania pośród sprzeczności; Leon XIV mówił o jedności, komunii, budowaniu mostów i pokoju. To pozornie subtelna różnica językowa, lecz w rzeczywistości oznacza ona radykalne przesunięcie filozoficzne.
Franciszek był papieżem peryferii i kryzysu, myślał kategoriami napięcia, konfliktu i procesu. Jego słynne przekonanie, że „czas jest ważniejszy niż przestrzeń”, wyrażało filozofię polityczną opartą na dynamicznym rozeznawaniu w świecie niestabilności. Leona interesuje nie tyle sam konflikt, ile możliwość odbudowania ładu moralnego po epoce permanentnej polaryzacji. To dlatego jego synodalność ma charakter bardziej klasyczny i zarazem bardziej polityczny niż Franciszkowa.
Franciszek widział synodalność przede wszystkim jako drogę Kościoła ku słuchaniu, Leon XIV widzi ją również jako formę ograniczenia arbitralności władzy. W epoce Trumpa, Orbána, Putina, Xi czy szerzej, globalnej fascynacji przywództwem opartym na sile jednostki, papież proponuje model radykalnie odmienny: autorytet istniejący nie ponad wspólnotą, lecz wewnątrz niej. To idea „a pope among the cardinals”, papieża pośród kardynałów. Nie monarchy absolutnego, nie CEO Kościoła, ani stratega zarządzającego frakcjami, ale biskupa Rzymu, rozeznającego wraz z innymi. I dlatego właśnie wiele politycznych umysłów epoki nie jest w stanie tego pojąć, wymyka się to bowiem ich rozumieniu polityki opartej na konflikcie i wymianie; czasem na marketingu politycznym.
.To niezwykle istotne, ponieważ współczesny kryzys polityczny Zachodu jest w ogromnym stopniu kryzysem samej idei współodpowiedzialności. Liberalne demokracje przez dekady obiecywały społeczeństwom reprezentację i partycypację, jednocześnie coraz bardziej centralizując realną władzę w rękach technokratycznych elit, korporacji, służb czy aparatów państwowych. Populizm był odpowiedzią na ten kryzys, tyle że odpowiedzią opartą na logice jeszcze większej koncentracji władzy, tym razem legitymizowanej emocjonalną mobilizacją „ludu”. Trumpizm jest pod tym względem zjawiskiem modelowym. MAGA przedstawia politykę jako relację bezpośrednią między charyzmatycznym liderem a „prawdziwym narodem”, z pominięciem instytucji pośredniczących. Parlamenty, media, uniwersytety, organizacje międzynarodowe czy nawet klasyczne mechanizmy konstytucyjne przedstawiane są jako przeszkody stojące między wolą ludu a skutecznym działaniem przywódcy.
Leon XIV proponuje dokładne przeciwieństwo tej logiki właśnie poprzez idee zreformowanej, franciszkowej synodalności. Jego synodalność bowiem nie polega na demokratyzacji Kościoła w sensie liberalnym, lecz raczej na moralizacji autorytetu poprzez relacyjność i wzajemne słuchanie. To niezwykle ważne rozróżnienie, często kompletnie niezrozumiane zarówno przez progresistów, jak i konserwatystów. Synodalność Leona XIV nie oznacza bowiem relatywizmu doktrynalnego, nie oznacza także parlamentaryzacji Kościoła. To po prostu przekonanie, że prawda objawia się wspólnocie poprzez proces rozeznawania, a nie wyłącznie poprzez arbitralny akt woli władzy. To najgłębszy augustyński rdzeń tego pontyfikatu.
Wydaje się, że Leon XIV wychodzi z założenia, że człowiek, także papież, biskup czy przywódca polityczny, jest istotą ograniczoną, podatną na pychę, uwikłaną w historię i wymagającą korekty poprzez wspólnotę. To wizja radykalnie sprzeczna z polityczną kulturą współczesnego populizmu, która opiera się na przekonaniu, że odpowiedni lider może poprzez własną wolę zmienić wszystko, znieść stary ład i poprzez to „naprawić system”. W tym sensie synodalność jest dla Leona XIV nie tylko kategorią eklezjologiczną, lecz także odpowiedzią na kryzys nowoczesnej suwerenności. Widać to szczególnie wyraźnie w jego relacji do Kurii Rzymskiej.
.Jednym z największych testów pontyfikatu będzie zdolność papieża do przeprowadzenia „konwersji kultury” samego centrum watykańskiej administracji. Problem ten ma charakter znacznie głębszy niż instytucjonalny, gdyż Kuria jest symbolem klasycznego modelu scentralizowanej nowoczesnej władzy: hierarchicznej, proceduralnej i często defensywnej wobec zmian, postrzeganych jako permanentne zagrożenie. Leon XIV próbuje natomiast stworzyć model papiestwa bardziej relacyjnego niż imperialnego. To dlatego tak istotny był sposób prowadzenia pierwszych konsystorzy i spotkań kardynałów. Synodalna metoda rozmowy, możliwość wyboru tematów, bardziej płynna struktura debat – wszystko to wydaje się detalem administracyjnym, lecz w rzeczywistości stanowi próbę stworzenia alternatywnej kultury władzy.
Dla świata jest to także test niezwykle istotny geopolitycznie, ponieważ świat wchodzi w epokę postliberalną. Liberalny uniwersalizm po 1989 roku opierał się przecież na przekonaniu, że globalizacja ekonomiczna, prawa człowieka i technokratyczne zarządzanie stopniowo zastąpią stare konflikty narodowe i ideologiczne. Projekt ten załamał się pod ciężarem nierówności społecznych, kryzysu migracyjnego, deindustrializacji Zachodu i eksplozji cyfrowych mediów emocji. W odpowiedzi pojawiły się dwa konkurencyjne modele polityczne.
Pierwszy to model technokratyczno-liberalny: coraz bardziej scentralizowany, ekspercki i zarządzający społeczeństwem poprzez regulację oraz administrację kryzysów. Drugi, czyli model populistyczno-suwerenistyczny, oparty jest na silnym przywództwie, emocjonalnej mobilizacji oraz polityce tożsamości narodowej. Leon XIV odrzuca oba, nie wierząc ani w zbawienie przez technokrację, ani w zbawienie przez nacjonalizm. Jego odpowiedzią jest wspólnota rozeznająca – communio, pojęcie absolutnie kluczowe.
W tradycji katolickiej communio oznacza coś znacznie głębszego niż demokratyczny konsensus – raczej wspólnotę opartą na relacji, wzajemnej odpowiedzialności i transcendencji oraz niezbędnym słuchaniu. Człowiek nie istnieje autonomicznie, ale relacyjnie, poprzez więzi. Dlatego polityka nie może być wyłącznie walką interesów ani administracją społeczną, musi być moralnym projektem współistnienia. W tym sensie Leon XIV proponuje być może najciekawszą dziś chrześcijańską odpowiedź na kryzys Zachodu, bo nie jest to odpowiedź restauracyjna. Papież nie marzy o powrocie do chrześcijańskiej Europy XIX wieku ani do hegemonii kulturowej Kościoła końca XX wieku. Ale nie jest to także odpowiedź liberalno-progresywna, bo taką być nie może.
Leon XIV nie wierzy, że człowiek może zostać zredukowany do autonomicznej jednostki definiującej siebie poza wszelką tradycją, wspólnotą i transcendencją. Dlatego jego pontyfikat jest tak trudny do zaszufladkowania w kategoriach politycznych. Dla międzynarodówki ruch MAGA jest zbyt uniwersalistyczny, zbyt otwarty na migrantów, zbyt krytyczny wobec nacjonalizmu i kapitalizmu, dla progresywnej lewicy zaś pozostaje zbyt zakorzeniony w klasycznej antropologii chrześcijańskiej, zbyt sceptyczny wobec indywidualistycznej rewolucji obyczajowej i po prostu zbyt metafizyczny. I właśnie z tego powodu Leon XIV może okazać się jednym z najważniejszych intelektualnie papieży XXI wieku.
.Jego afrykańska pielgrzymka doskonale pokazała tę logikę. Kiedy w Kamerunie mówił o „garstce tyranów niszczących świat”, nie chodziło mu wyłącznie o dyktatorów politycznych, ale o całą kulturę władzy oderwanej od moralnej odpowiedzialności. Kiedy odwiedzał więzienie w Bata, pokazywał, że centrum chrześcijańskiej polityki znajduje się nie po stronie zwycięzców historii, lecz po stronie tych, których nowoczesny świat uznaje za zbędnych, co zresztą jest jedną z najbardziej radykalnych intuicji jego pontyfikatu: prawdziwa wielkość wspólnoty nie mierzy się siłą granic ani wzrostem gospodarczym, lecz sposobem traktowania najsłabszych. Tymczasem napędzający światową politykę trumpizm, czy to w formule aprobacyjnej, czy przeciwnej, definiuje politykę poprzez ochronę wspólnoty przed zagrożeniem zewnętrznym, a nie tak jak papież poprzez odpowiedzialność wspólnoty za człowieka. To dwie całkowicie różne cywilizacje moralne.
Dlatego tak znaczące jest to, że w epoce zaczarowanej ideą nieograniczonej, arbitralnej woli unoszącej się nad życiem innych najważniejszym znakiem synodalnym Leona XIV jest sam sposób sprawowania przez niego urzędu: jako papieża pośród Ludu Bożego, pośród kardynałów, cierpiących i poszukujących, najmłodszych i wykluczonych; z delikatnym uśmiechem i wielką powagą, którą reprezentuje.
Po dwunastu miesiącach pontyfikatu Leona XIV świat zachodni wciąż znajduje się w kryzysie autorytetu, te kilka miesięcy nie mogło tego zmienić. Ludzie od dawna nie wierzą już instytucjom, elitom, ekspertom ani politykom, wkraczając w coraz bardziej zradykalizowaną przestrzeń, co widać także w Polsce. Odpowiedzią populizmu stało się bowiem przywództwo oparte na sile osobowości i mobilizacji gniewu, najprostszej społecznej emocji. Odpowiedzią technokracji jest dalsza centralizacja zarządzania.
Leon XIV proponuje trzecią drogę: autorytet zakorzeniony w słuchaniu, relacji i moralnym samoograniczeniu władzy dla dobra wspólnego. Politycznym macherom epoki brutalizacji polityki może się to wydawać słabością, być może jednak właśnie to okaże się najbardziej rewolucyjną ideą naszych czasów, jak zawsze marginalizowaną przez wielkich, docenianą przez maluczkich.





