John ELDREDGE: Bitwa o serce mężczyzny

Bitwa o serce mężczyzny

Photo of John ELDREDGE

John ELDREDGE

Chrześcijański autor, doradca i wykładowca. Założyciel Ransomed Heart Ministries w Colorado Springs – stowarzyszenia pomagającego ludziom odzyskać zdrowie i żyć pełnią serca. Przez wiele lat związany z organizacją Focus on the Family. Wraz z żoną i trzema synami mieszka w Kolorado, gdzie oddaje się swoim pasjom – wędkarstwu, wspinaczce i spływom dzikimi rzekami Zachodu.

Nasze społeczeństwo produkuje całe mnóstwo chłopców, lecz niewielu mężczyzn. Dzieje się tak z dwóch prostych powodów. Nie wiemy, jak przeprowadzać inicjację chłopca, żeby stał się mężczyzną, i po drugie, nie jesteśmy pewni, czy tego naprawdę chcemy – pisze John ELDREDGE

No i jesteś gdzieś tam, Bóg wie gdzie,
Jeden z rannych zdolnych do marszu.
JAN KRIST

Zwrócić mężczyźnie serce to
najtrudniejsza misja na ziemi.
Z FILMU Michael

Nic, co ma wartość, nie przychodzi bez walki.
BRUCE COCKBURN

.Ta opowieść pochodzi z roku, kiedy w życiu mojego średniego syna Blaine’a zaszła wielka zmiana – poszedł do pierwszej klasy. To ogromny krok w życiu każdego dziecka – porzucenie wygody i bezpieczeństwa u matczynego boku i spędzanie całego dnia w szkole, przebywanie wśród „dużych chłopaków”. Blaine jest towarzyski i lubiany, to urodzony przywódca, wiedzieliśmy więc, że poradzi sobie znakomicie. Co wieczór przy kolacji raczył nas opowieściami o swoich przygodach. Z przyjemnością przypominaliśmy sobie własne radości wczesnych szkolnych lat – nowe błyszczące pudełko na lunch, nowiutkie żółte ołówki, pudełko kredek z wbudowaną temperówką, nowa ławka i nowi koledzy. Dowiadywaliśmy się wszystkiego o jego nowej nauczycielce, lekcjach wuefu, słuchaliśmy, w co bawił się na przerwie, jak podczas tych zabaw budził się w nim przywódca. Jednak pewnego wieczoru siedział milczący. „Tygrysie, co się stało?”, zapytałem. Nie chciał powiedzieć, nawet nie spojrzał na mnie. „Co się stało?” Nie chciał o tym mówić. W końcu wszystko się wydało. Jakiś rozrabiaka z pierwszej klasy popchnął go na boisku na oczach wszystkich kolegów. Kiedy nam o tym opowiadał, łzy płynęły mu po policzkach.

„Blaine, spójrz na mnie”. Wolno i niechętnie podniósł oczy pełne łez. Na jego twarzy malował się wstyd. „Chciałbym, żebyś uważnie wysłuchał tego, co ci powiem. Kiedy następnym razem ten chuligan cię popchnie, oto co masz zrobić – słuchasz mnie, Blaine?” Pokiwał głową, utkwiwszy we mnie wzrok. „Chcę, żebyś wstał… i go uderzył… najmocniej jak potrafisz”. Na twarzy Blaine’a pojawił się wyraz zawstydzonego zadowolenia. Potem się uśmiechnął.

Dobry Boże – dlaczego dałem mu taką radę? I dlaczego się z niej ucieszył? I dlaczego jednych taka rada cieszy, a innych przeraża?

Tak, wiem, że Jezus kazał nam nadstawiać drugi policzek. Ale tak naprawdę źle zrozumieliśmy ten werset. Jeśli wyrwiemy jakiś fragment z Pisma Świętego i będziemy się go trzymać, lekceważąc inne, dojdziemy do absurdalnych wniosków. Paweł powiedział: „Dobrze jest mężczyźnie nie łączyć się z kobietą” (1 Kor 7,1). A zatem – żaden mężczyzna nie powinien się żenić. Jezus powiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim…” (Mt 19,21). Dlaczego więc nadal cokolwiek posiadamy? Widzicie głupotę takich interpretacji? Jeśli Jezus miał zamiar uczyć nas, abyśmy „nigdy nie opierali się łobuzom”, to dlaczego powiedział do uczniów: „Lecz teraz (…) kto ma trzos, niech go weźmie; tak samo torbę; a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i niechaj kupi miecz!” (Łk 22,36)? Kupić miecz? Uczniowie powiedzieli: „»Panie, tu są dwa miecze«. Odpowiedział im: »Wystarczy«” (Łk 22,38). Uzbraja ich. A ta sprawa z ukręceniem bata i oczyszczeniem świątyni – to raczej nie nadstawianie drugiego policzka, nie uważacie?

Nie chcemy uczyć chłopców, że nie należy przeciwstawiać się łobuzom, i nie chcemy uczyć łobuzów, że zło może ujść im na sucho! Tak, Pismo Święte uczy nas, abyśmy mądrze wykorzystywali zarówno siłę, jak i moc przebaczenia. Nie można jednak nauczyć chłopca, jak ma wykorzystywać swoją siłę, odzierając go z niej. Jezus potrafił się odwzajemnić, wierzcie mi. Ale wolał tego nie robić. Czy zatem zaproponujecie, żeby chłopiec, zawstydzony przed kolegami, odarty z siły i godności, pozostał na tej przegranej pozycji, ponieważ tego pragnie Jezus? W ten sposób wykastrujecie go na całe życie. Od tej chwili będzie bierny i wszystko go będzie przerażać. Dorośnie, nigdy nie poznając, jak nie ustępować placu, i nie dowiadując się, czy w ogóle jest mężczyzną. O tak, będzie grzeczny, nawet miły, uległy, pełen dobrych manier. Może to wyglądać na moralne, może to wyglądać jak nadstawianie drugiego policzka, lecz jest zwykłą słabością. Nie można nadstawiać policzka, którego się nie ma. Nasze kościoły są pełne takich mężczyzn.

W jednej chwili dusza Blaine’a znalazła się w martwym punkcie, a już w następnej ogień wrócił do jego oczu i wstyd znikł. Dałem tę radę chłopcu, któremu mogłem ufać i który był w pierwszej klasie. Nie udzieliłem tej rady chłopakowi ze szkoły średniej, gdyż jego wróg mógłby wyciągnąć przeciwko niemu broń. Na tym polega mądrość i kontekst. Nie wolno nam jednak odzierać mężczyzny z jego siły i nazywać tego uświęceniem. Mimo to dusze wielu, wielu mężczyzn utykają w martwym punkcie na zawsze, ponieważ nikt nigdy nie zachęcił ich, żeby byli niebezpieczni, żeby poznali własną siłę, żeby przekonali się, że mają wszystko, co potrzeba. „Czuję, jakby w moim wnętrzu był wzburzony ocean, a ja ciągle staram się te wody uspokoić”, wyznał mi mój dwudziestoletni przyjaciel. „Chciałbym być groźny”, powiedział, wzdychając. „Myślisz, że to możliwe? Czuję się tak, jakbym potrzebował na to pozwolenia”. Dlaczego, u licha, młody człowiek musi prosić o pozwolenie, żeby być mężczyzną? Ponieważ krzywda trwa jeszcze długo po tym, jak zadano ranę. Nie chciałbym tworzyć fałszywego wrażenia – mężczyzna nie zostaje zraniony raz, a wiele, wiele razy w czasie swego życia. Prawie każdy cios kończy się tym samym: odbiera mu siły. Życie zabiera mu ją krąg po kręgu, aż w końcu w ogóle już nie ma kręgosłupa.

Wykończyć go

Czytałem kilka lat temu o pewnym przypadku, gdy niemowlę, chłopczyk, otrzymało straszny cios: jego penis został „omyłkowo usunięty” podczas operacji. Wydarzenie miało miejsce w latach siedemdziesiątych i podjęto decyzję, która odzwierciedlała powszechne wtedy przekonanie, że „role płci” tak naprawdę nie są przeznaczeniem, a jedynie zostały ukształtowane przez kulturę i dlatego mogą się wymieniać. Jego genitalia zrekonstruowano w formie żeńskiej i wychowano go jako dziewczynkę. Ta historia jest parabolą naszych czasów. Właśnie to dokładnie próbujemy zrobić chłopcom, poczynając od ich najwcześniejszej młodości. Jak powiedziała Christina Hoff Sommers w swojej książce The War Against Boys (Wojna przeciwko chłopcom): „W Ameryce nie jest to dobry okres dla chłopców”1. Nasza kultura zwróciła się przeciwko istocie męskości, zamierzając ją zredukować jak najwcześniej. Sommers wskazała, w jaki sposób przykład strzelaniny w jednej szkole średniej w Littleton, w Kolorado, wykorzystano przeciwko chłopcom w ogóle.

Większość z was przypomina sobie tę tragiczną historię z kwietnia 1999 roku. Dwóch chłopców weszło do szkolnej biblioteki i zaczęło strzelać. Kiedy było po wszystkim, okazało się, że jest trzynaście ofiar śmiertelnych i dwóch zabójców także nie żyje. Sommers, podobnie jak mnie, zaalarmowały uwagi Williama Pollacka, dyrektora Ośrodka dla Mężczyzn w szpitalu McLeana. Oto co powiedział: „Chłopcy w Littleton to tylko czubek góry lodowej. A tą górą są wszyscy chłopcy”2. W naszej kulturze została szeroko rozpowszechniona idea, że agresywna natura chłopców jest w sposób wrodzony zła i należy ich przerabiać w coś bardziej podobnego do dziewcząt. Pierwszym narzędziem w tej operacji jest nasz system szkolnictwa publicznego. Przeciętny nauczyciel staje wobec olbrzymiego wyzwania: w klasie złożonej z chłopców i dziewcząt ma zaprowadzić porządek i przeprowadzić lekcję. Główną przeszkodą w osiągnięciu tego szlachetnego celu może być niemożność zmuszenia chłopców do tego, by siedzieli cicho i spokojnie, i uważali… przez cały dzień. Równie dobrze można by starać się powstrzymać przypływy i odpływy. Nie w taki sposób utrzymuje się chłopców w ryzach i nie w taki sposób ich się uczy. Zamiast zmieniać edukację mężczyzn, staramy się zmienić mężczyzn.

Jak podał Lionel Tiger w swojej książce The Decline of Males (Upadek mężczyzn), u chłopców trzy- lub czterokrotnie częściej stwierdza się ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej). Może jednak oni nie są chorzy, może – jak stwierdził Tiger – „to tylko oznacza, że lubią ruch fizyczny i działania asertywne. Chłopcy w grupie wolą działalność hałaśliwą i wymagającą ruchu niż spokojne i ograniczone fizycznie zachowania, które nagradza system edukacyjny, a do którego większą skłonność mają dziewczynki”3.

Do kogo ta mowa! Ten gość powinien przyjść do naszego domu na obiad. Przy trzech chłopcach (i jednym mężczyźnie o chłopięcym sercu) sprawy czasami wymykały się spod kontroli. Przeważnie krzesła nie służyły swojemu celowi. Chłopcy używali ich raczej jak przyrządów gimnastycznych niż siedzisk. Raz odwróciłem się, żeby zobaczyć, jak Blaine balansuje brzuchem na krześle niczym akrobata. Jednocześnie nigdzie nie dostrzegłem Luke’a, naszego najmłodszego. A raczej nie widziałem jego głowy w miejscu, w którym powinna wystawać nad stołem. Widzieliśmy tylko parę skarpetek wycelowanych w sufit. Moja żona jedynie przewróciła oczami. Ale nasz system edukacyjny na tym nie poprzestaje. Lionel Tiger napisał:

Przynajmniej trzy – albo czterokrotnie więcej chłopców niż dziewczynek zostaje zdiagnozowanych jako chorych, z powodu preferowanych przez nich wzorców zabaw, które zupełnie nie pasują do struktury szkoły. Psychologowie w dobrej wierze przepisują im na ADHD leki uspokajające, takie jak ritalin (…). Sytuacja ta jest skandaliczna. Stosowanie tych leków u chłopców w tak niewyważony sposób zdradza mylne pojęcie, jakie na temat różnicy płci mają szkolne autorytety (…). Jedyną chorobą, na jaką oni cierpią, jest bycie mężczyzną4.

Jednak dzieje się tak nie tylko w szkołach (wiele z nich, tak przy okazji, wykonuje wprost heroiczną robotę). A co z naszymi kościołami? Ostatnio przyszedł do mnie pewien bardzo zły i poirytowany młodzieniec. Wyprowadził go z równowagi sposób, w jaki jego ojciec, kościelny lider, trenował go w sporcie. Chłopak jest baseballistą i jego zespół dostał się do finału miejskich rozgrywek. W wieczór wielkiego meczu, kiedy kierował się do drzwi, ojciec zatrzymał go, mówiąc: „Pamiętaj, żebyś nie kopał w pośladki – tak nie wolno robić”. Nie zmyśliłem tego. Co za pomysł mówić siedemnastoletniemu sportowcowi coś takiego. Idź i nakop im… no, nie popuść im. A tutaj: bądź miły. Bądź najmilszym gościem, na jakiego trafiła drużyna przeciwnika. Innymi słowy, bądź miękki. Jest to doskonały przykład tego, co mówi się mężczyznom w kościele. Kiedyś przeczytałem u kogoś, że Kościół być może ma męską fasadę, ale jego dusza jest kobieca.

Kastracja przydarza się również w małżeństwie. Kobietom często bardziej podoba się gwałtowna strona mężczyzny, ale kiedy już kogoś złapią, oswajają go i udomawiają. Jak na ironię, jeśli on się podda, będzie miał z tego powodu żal, a ona z kolei będzie się zastanawiała, gdzie podziała się jego namiętność. W większości małżeństw na tym się kończy. Pewna zmęczona, osamotniona kobieta zapytała mnie kiedyś: „Jak mam sprawić, żeby mój mąż znowu się ożywił?”. „Stwórz mu szansę ryzykowania”, odpowiedziałem. „To znaczy chcesz, żebym mu pozwoliła mieć motocykl, tak?”. „Tak”. Skurczyła się, a na jej twarzy pojawiło się rozczarowanie. „Wiem, że masz rację, ale ten pomysł mi się nie podoba. Od lat mu na to nie pozwalam”.

Pomyślcie jeszcze raz o tym olbrzymim lwie wsadzonym do klatki. Dlaczego wsadzamy do klatki mężczyznę? Z tego samego powodu, dla którego zamknęliśmy w niej lwa: bo jest niebezpieczny. Parafrazując słowa Sayers, przycięliśmy pazury także szczenięciu Lwa Judy. Mężczyzna jest niebezpieczny. Kobiety nie wszczynają wojen. Większości najgwałtowniejszych zbrodni nie popełniają kobiety. Nasze więzienia nie są przepełnione kobietami. To, co stało się w Kolumbii, nie było dziełem dwóch dziewcząt. Najwyraźniej coś jest nie tak z męską duszą i jedynym sposobem, w jaki chcemy temu zaradzić, jest całkowite usunięcie niebezpiecznego pierwiastka z jego natury. Nasze społeczeństwo produkuje całe mnóstwo chłopców, lecz niewielu mężczyzn. Dzieje się tak z dwóch prostych powodów. Nie wiemy, jak przeprowadzać inicjację chłopca, żeby stał się mężczyzną, i po drugie, nie jesteśmy pewni, czy tego naprawdę chcemy. Chcemy chłopców socjalizować, to na pewno, ale z dala od wszystkiego, co dzikie, gwałtowne i namiętne. Innymi słowy, z dala od męskości, a bliżej czegoś kobiecego. Lecz, jak powiedziała Sommers, zapomnieliśmy o prostej prawdzie: „Siła, rywalizacja i fizyczna odwaga normalnych, przyzwoitych mężczyzn jest odpowiedzialna za większość tego, co w świecie jest słuszne”5. Sommers przypomniała nam, że podczas masakry w Kolumbii „Seth Houy zasłonił swym ciałem przerażoną dziewczynę, aby ochronić ją przed kulami, piętnastoletni Daniel Rohbough przypłacił życiem, gdy wystawiając się na śmiertelne ryzyko, przytrzymywał otwarte drzwi, żeby inni mogli uciec”6.

Ta sama siła, tak istotna dla mężczyzn, jest także tym, co czyni z nich bohaterów. Jeśli okolica jest bezpieczna, to właśnie dzięki męskiej sile. Niewolnictwo zostało zniesione dzięki sile mężczyzn, za straszliwą cenę, jaką musieli zapłacić oni i ich rodziny. Naziści zostali pokonani siłą mężczyzn. Apartheidu nie zniesiono dzięki kobietom. A kto oddał swe miejsca w łodziach ratunkowych na Titanicu, żeby można uratować kobiety i dzieci? I czy zapomnieliśmy – że to Mężczyzna pozwolił się przybić do krzyża Kalwarii? To nie znaczy, że kobiety nie potrafią być heroiczne. Znam wiele heroicznych kobiet. To ma nam tylko przypomnieć, że Bóg stworzył mężczyzn właśnie takich, gdyż zdecydowanie potrzebujemy, żeby oni tacy byli. Tak, mężczyzna jest niebezpieczny. Tak jak skalpel. Może zranić albo uratować komuś życie. Nie sprawisz, żeby stał się bezpieczny, przytępiając go. Musisz włożyć go w ręce kogoś, kto wie, co się z nim robi.

Jeśli spędzaliście trochę czasu przy koniach, to wiecie, że największe problemy stwarza ogier. Jest silny, bardzo silny i ma własny niezależny rozum. Ogiery przeważnie nie lubią być ujarzmiane i mogą stać się nawet agresywne – zwłaszcza gdy w pobliżu są klacze. Ogiera trudno opanować. Jeśli chcesz mieć bezpieczniejsze, łagodniejsze zwierzę, jest na to bardzo proste rozwiązanie: musisz go wykastrować. Wałach jest o wiele bardziej uległy. Można go wodzić za nos, zrobi bez hałasu wszystko, co mu każesz. Jest tylko jeden problem: wałachy nie przekazują życia. Nie mogą zrobić dla ciebie tego, co potrafi ogier. Ogier jest niebezpieczny, to prawda, ale jeśli chcesz życia, które on oferuje, musisz także przyjąć jego gwałtowność. Te dwie rzeczy idą z sobą w parze.

W końcu o co tu naprawdę chodzi?

Powiedzmy, że mamy 6 czerwca 1944 roku, godz. 7.10. Jesteś żołnierzem trzeciej fali na plaży Omaha. Tysiące mężczyzn poszło przed tobą i teraz twoja kolej. Wyskakując z łodzi i brnąc ku brzegowi, widzisz wszędzie ciała zabitych żołnierzy – dryfujące w wodzie, szarpane przez fale, leżące na piasku. Docierając do plaży, naliczyłeś setki rannych. Niektórzy kuśtykają z tobą do brzegu, szukając kryjówki. Inni ledwie się czołgają. Snajperzy na urwisku nad tobą nie przestają strzelać. Jak okiem sięgnąć, widzisz ból i kalectwo. Klęska jest niemal porażająca. Kiedy docierasz do urwiska, jedynego bezpiecznego punktu, znajdujesz całe oddziały żołnierzy pozbawionych dowódców. Są w szoku, ogłupieni i przerażeni. Wielu z nich zgubiło broń, większość nie jest w stanie się ruszyć. Są sparaliżowani ze strachu. Widząc to wszystko, jaki wysnułbyś wniosek? Jaka byłaby twoja ocena sytuacji? Bez względu na to, co o tym wszystkim myślisz, powiesz jedno: To okropnie brutalna wojna. I każdy by się z tobą zgodził, nikt nie uznałby tego, co mówisz, za dziwne.

Nie wiem, dlaczego tym jednym prostym zdaniem nie określamy życia. Rozejrzyjcie się – co widzicie? Co obserwujecie w życiu mężczyzn, z którymi pracujecie, obok których mieszkacie, z którymi chodzicie do kościoła? Czy są pełni żarliwej wolności? Czy walczą dzielnie? Czy ich kobiety są głęboko wdzięczne za to, w jaki sposób kochają je ich mężczyźni? Czy ich dzieci promienieją z podziwu? Ta wizja mogłaby wzbudzić śmiech, gdyby nie była tak tragiczna. Mężczyźni leżą bez ducha. Po całej okolicy, na prawo i lewo, walają się okaleczone życia mężczyzn (i kobiet), których dusze poległy od odniesionych ran. Słyszeliście wyrażenie: to wrak człowieka? Oni stracili serce. Inni żyją, ale są poważnie ranni. Próbują się czołgać, lecz przeżywają trudne chwile, składając swe życie do kupy, i wciąż otrzymują kolejne ciosy. Znamy też i takich, którzy są jeńcami, więdną w więzieniach rozpaczy, uzależnienia, bezczynności czy nudy. To miejsce wygląda jak pobojowisko, jak plaża Omaha duszy.

I właśnie dokładnie tym jest. Znajdujemy się obecnie w późnym stadium długiej i złej wojny przeciwko ludzkiemu sercu. Wiem – to brzmi przesadnie dramatycznie. Dotąd rzadko używałem terminu „wojna”, bojąc się, że zostanę z miejsca skreślony jako jeszcze jedno pisklę ze stadka tych chrześcijan, którzy wzywają do czynu w obliczu wyimaginowanego zagrożenia, aby pchnąć naprzód własną polityczną, ekonomiczną czy teologiczną sprawę. Ja jednak nie mam zamiaru nikogo straszyć, chcę tylko szczerze powiedzieć o naturze tego, co dzieje się wokół nas… i przeciwko nam. Dopóki bowiem nie nazwiemy sytuacji po imieniu, nie będziemy wiedzieli, co z nią zrobić.

Wielu ludzi czuje się zdradzonych bądź porzuconych przez Boga. Myśleli, że bycie chrześcijaninem w jakiś sposób ustrzeże ich od kłopotów, a przynajmniej znacznie je zmniejszy. Nikt nigdy nie powiedział im, że zostali przeniesieni na pierwszą linię frontu, i wydają się autentycznie wstrząśnięci faktem, że w ogóle ktoś do nich strzela.

Kiedy alianci zdobyli plażę w Normandii, wojna jeszcze się nie skończyła. Pod pewnym względem dopiero się zaczęła. Stephen Ambrose w Citizen Soldiers (Obywatele w mundurach), swoim zapisie tego, jak alianci wygrali wojnę, przekazał nam wiele niezapomnianych opowieści o tym, co zaszło po sławetnym lądowaniu. Wiele z tych opowieści zawiera treści alegoryczne. Oto jedna, która opowiada o wydarzeniach nazajutrz po „godzinie zero”. Mamy 7 czerwca 1944 roku:

Generał brygady Norman „Dutch” Cota, zastępca dowódcy 29. dywizji, trafił na grupę piechoty otaczającą farmę, gdzie ukryli się Niemcy. Zapytał dowodzącego kapitana, dlaczego jego ludzie nie podejmują żadnych działań, żeby zająć budynek. „Sir, tam są Niemcy, strzelają do nas”, odparł kapitan. „Wie pan co, kapitanie, niech pan ze swoimi ludźmi zacznie do nich strzelać. Ja wezmę swój oddział, a wy uważnie obserwujcie. Pokażę wam, jak zdobyć budynek zajęty przez Niemców”, powiedział Cota, odpinając dwa granaty od swojej kurtki. Cota poprowadził swój oddział wzdłuż ogrodzenia, aby podejść możliwie najbliżej zabudowań. Nagle wydał okrzyk i ruszył naprzód, a za nim jego ludzie, wrzeszcząc jak dzikie bestie. Gdy wrzucili granaty przez okna, Cota i jeszcze jeden człowiek kopnięciem otworzyli frontowe drzwi, wrzucili kilka granatów i przeczekali wybuchy, a potem wpadli do środka. Ocalali Niemcy wymykali się tylnymi drzwiami, ratując życie. Cota wrócił do kapitana. „Widział pan, jak się zajmuje budynek?”, spytał generał, nadal bez tchu. „Rozumie pan? Czy teraz już pan wie, jak to się robi?” „Tak, sir”.

Czego możemy nauczyć się z tej historii? Dlaczego ci ludzie utknęli w martwym punkcie? Przede wszystkim, oni byli niemal zaskoczeni, że w ogóle się do nich strzela. „Oni do nas strzelają, sir”. Tak. To się robi na wojnie – strzela się. Zapomnieliście? Przyszliśmy na świat, który jest w stanie wojny. Scena, którą przeżywamy, jest prawdziwa, nie pochodzi z serialu. To krwawa bitwa. Czy nie zauważyliście, z jaką śmiertelną dokładnością została zadana rana? Ciosy, które otrzymujecie, absolutnie nie są przypadkowe. Trafiają w dziesiątkę. Charles miał być pianistą, ale przestał uczyć się grać na pianinie. Ja mam talent trafiania do serc mężczyzn i kobiet. Jednak moja rana kusiła mnie, żebym był samotnikiem, żył z dala od swego serca i serc innych ludzi. Powołaniem Craiga było głoszenie Ewangelii, tak jak robił to jego ojciec i dziadek. Jego rana odwiodła go od tego. Pamiętacie? Był mewą. Potrafił jedynie skrzeczeć. Nie wspomniałem dotąd o Reggie’em. Jego ojciec zranił go, kiedy ten próbował być najlepszy w szkole. „Jesteś tak głupi, nigdy ci się nie uda ukończyć college’u”. Chciał być lekarzem, ale nigdy nie zrealizował swego marzenia.

I tak dalej, i tak dalej. Ta rana jest zbyt celnie zadana i zbyt konsekwentna, żeby była przypadkowa. Jest to próba odciągnięcia cię, okaleczenia lub zniszczenia twojej siły i wycofania ciebie z akcji. Nasze rany zwracają się przeciw nam z oszałamiającą dokładnością. Mam nadzieję, że rozumiecie, o co chodzi. Czy wiecie, dlaczego doszło do napaści? Dlatego, że Wróg was się boi. Jesteście niebezpieczni. Jeśli kiedykolwiek odzyskacie swe serce i odważnie będziecie żyć z jego głębi, staniecie się dla niego wielkim problemem. Wyrządzicie wiele szkód… walcząc po stronie dobra. Pamiętacie, jak mężny i skuteczny był Bóg w historii świata? Wy jesteście latoroślą rodu zwycięzców.

Pozwólcie, że wrócę do drugiej nauki płynącej z opowieści o wydarzeniach nazajutrz po „godzinie zero”. Powodem, że ci mężczyźni leżeli tam niezdolni do ruchu, było to, że nikt wcześniej nie pokazał im, jak się zdobywa budynek. Przeszli szkolenie, ale nie w tym zakresie. Większość mężczyzn nigdy nie przeszła inicjacji do męskości. Nie było nikogo, kto by im pokazał, jak to się robi, a zwłaszcza jak walczy się o własne serce. Błąd tylu ojców, zniewieściałej kultury i pasywnego Kościoła pozbawił tych ludzi kierownictwa.

Dlatego właśnie napisałem tę książkę. Jestem tu po to, żeby wam powiedzieć, że możecie odzyskać swe serce. Ale muszę was ostrzec – jeśli chcecie je odzyskać, jeśli chcecie, by wasza rana się zagoiła, powróciła wasza siła, jeśli chcecie odkryć swe prawdziwe imię, będziecie musieli o to zawalczyć. Zauważcie, jak reagujecie na moje słowa. Czy w waszym wnętrzu coś drgnęło, jakaś tęsknota za życiem? I czy nie zagłusza jej inny głos, nakazujący ostrożność, który być może chciałby mnie zlekceważyć? „On jest melodramatyczny”. Albo: „Może są tacy, co to potrafią, ale nie ja”. Albo: „Nie wiem, czy w ogóle warto”. To jest właśnie część walki. Rozumiecie? Ja niczego nie zmyślam.

Poszukiwanie odpowiedzi

Przede wszystkim musimy dowiedzieć się tego, czego nigdy nie usłyszeliśmy od swojego ojca – albo usłyszeliśmy w negatywny sposób. Musimy poznać, kim jesteśmy i czy mamy to, czego potrzeba. Co zrobimy teraz z tym ostatecznym pytaniem? Gdzie się udamy, żeby uzyskać odpowiedź? Aby wam pomóc, pozwólcie, że poruszę najpierw inne kwestie: „Co zrobiliście z tym pytaniem?”, „Do kogo się z nim udaliście?”. Chyba rozumiecie, że to najważniejsze dla mężczyzny pytanie samo się nie rozwiąże. Całymi latami możecie próbować je wyrzucić ze świadomości i po prostu „pchać ten wózek dalej”. Ale ono nie zniknie. Dla naszej duszy jest to głód tak zasadniczy, że zmusi nas do poszukania odpowiedzi. Prawdę mówiąc, będzie napędzał wszystko, co robimy.

Jesienią parę dni spędziłem u zamożnego człowieka, którego nazwę Peter. Gościł mnie podczas konferencji na Wschodnim Wybrzeżu. Peter przyjechał po mnie na lotnisko nowym Land Roverem, jak to się mówi, pełen wypas. „Fajny wóz”, pomyślałem. „Temu facetowi nieźle się powodzi”. Następnego dnia rozbijaliśmy się jego BMW 850CSi. Peter mieszka w największym domu w mieście i ma jeszcze letni dom w Portugalii. Tego bogactwa nie odziedziczył, na wszystko sam zapracował. Uwielbia wyścigi Formuły 1 i latał samolotem na łososie do Nowej Szkocji. Naprawdę go polubiłem. To jest mężczyzna, mówiłem sobie. Jednak jakby czegoś mu brakowało. Można pomyśleć, że taki gość powinien być zdecydowany, pewny siebie, opanowany. I na pierwszy rzut oka rzeczywiście taki się wydawał. Jednak gdy spędziliśmy razem trochę czasu, przekonałem się, że jest… chwiejny. Posiadał wszelkie pozory męskości, ale nie brała się ona z jego prawdziwego wnętrza.

Po kilku godzinach rozmowy przyznał się, że doznał niedawno objawienia: „Straciłem ojca w tym roku, zmarł na raka. Jednak gdy umarł, nie płakałem. Widzisz, tak naprawdę nigdy nie byliśmy sobie bliscy”. Ach tak… Wiedziałem, co teraz powie. „Przez te wszystkie lata zmuszałem się, żeby iść do przodu, ale nie sprawiało mi to radości. Po co to wszystko? Teraz już rozumiem… Chciałem uzyskać aprobatę ojca”. Długie, smutne milczenie. Potem Peter wyznał cicho, przez łzy: „Ale się nie udało”. Oczywiście, że nie, to nigdy się nie udaje. Bez względu na to, jak bardzo się staramy, jak daleko zachodzimy w życiu, to nigdy nie uzdrowi rany ani nie powie wam, kim jesteście. Jednak tak wielu mężczyzn kupuje ten pomysł.

Po latach prób odnoszenia sukcesów w oczach świata pewien mężczyzna nadal uparcie trzyma się tego pomysłu. Siedząc w moim gabinecie, krwawiąc ze wszystkich swoich ran, mówi do mnie: „Kto jest prawdziwym ogierem? Facet, który zarabia kupę szmalu”. Domyślacie się, że sam nie zarabia dużo, zatem nadal może łudzić się tą iluzją.

Mężczyźni, chcąc zdobyć samopotwierdzenie, szukają w różnych kierunkach. Brad to dobry człowiek, który przez wiele lat chciał nabrać znaczenia poprzez przynależność. Powiedział: „Na podstawie własnych ran wywnioskowałem, jak żyć: muszę znaleźć grupę, do której będę należał, dokonam czegoś niesamowitego, czego zażądają inni, i stanę się kimś”. Najpierw była to właściwa grupa chłopaków w szkole, potem drużyna zapaśnicza; lata później właściwy zespół pastorów. Były to rozpaczliwe poszukiwania na własne żądanie. Lecz, niestety, nie powiodły się. Gdy w zespole, w którym służył, sprawy się skomplikowały, wiedział, że musi odejść. „Serce mi pękało, otworzyły się wszystkie rany. Nigdy nie czułem takiego bólu. Wyrok brzmiał: Nigdzie nie należę. Nikt mnie nie chce. Jestem sam”.

Gdzie mężczyzna ma szukać potwierdzenia siebie? W tym, co posiada? U tych, którzy się z nim liczą? W tym, jak atrakcyjna jest jego żona? Dokąd chodzi na służbowe obiady? Jaką ma kondycję fizyczną i sportowe osiągnięcia? Świat oklaskuje te próżne poszukiwania: zarób milion, ubiegaj się o stanowisko, zdobądź awans, dobiegnij do mety… bądź kimś. Czujesz w tym szyderstwo? Ranny czołga się po plaży, a snajperzy strzelają. Jednak najgorszym dla mężczyzny kierunkiem, w którym może się zwrócić, kierunkiem, który z pewnością obierze każdy, bez względu na to, jakie spotkały go nieszczęścia, jest kobieta.

Z pytaniem do Ewy

Pamiętacie opowieść o moim pierwszym pocałunku, o tej małej, w której zakochałem się w siódmej klasie, i o tym, jak sprawiła, że mój rower latał? Zakochałem się w Debbie w tym samym roku, w którym mój ojciec wymeldował się z mojego życia, w roku, w którym otrzymałem najgłębszą ranę. To nie był zbieg okoliczności. W rozwoju młodego chłopca nadchodzi decydujący czas, kiedy musi interweniować ojciec. Jest to początek okresu dojrzewania, gdzieś między jedenastym a piętnastym rokiem życia, zależnie od chłopca. Jeśli nie będzie tej interwencji, chłopiec stanie na drodze zmierzającej do katastrofy, a następnym oknem, które otworzy się w jego duszy, będzie seks.

Debbie sprawiła, że czułem się jak milion kozłów. Nie potrafiłem wtedy ubrać tego w słowa, nie miałem pojęcia, co tak naprawdę się dzieje. Jednak w sercu czułem, że znalazłem odpowiedź na swoje pytanie. Ładna dziewczyna uważa, że jestem wspaniały. Czego więcej może chcieć facet? Znalazłem swoją Julię, zatem ja muszę być Romeem.

Kiedy ze mną zerwała, zaczęło się to, co było długą i smutną historią poszukiwania „kobiety, która sprawi, że poczuję się mężczyzną”. Skakałem od dziewczyny do dziewczyny, próbując dostać odpowiedź. Być bohaterem dla swojej Pięknej – taka była moja tęsknota, mój obraz tego, co to znaczy być naprawdę i ostatecznie mężczyzną. Bly nazywa to poszukiwaniem Kobiety o Złotych Włosach:

Dostrzega gdzieś na przyjęciu czy w galerii kobietę i od razu wie, że to „ona”. Porzuca wtedy swoją aktualną partnerkę, gania za swym nowym ideałem, cały roznamiętniony, z bijącym sercem, bliski obłędu. Po paru miesiącach wszystko się kończy; wyśniony ideał staje się zwyczajną kobietą. Mężczyzna jest skonfundowany i nie wie, co o tym wszystkim myśleć. Wówczas dostrzega następną promieniejącą twarz i powraca dawna pewność8.

Dlaczego najbardziej na świecie uzależnia mężczyzn pornografia? Oczywiście, to fakt, że mężczyźni są wzrokowcami, że zdjęcia i obrazy pobudzają o wiele bardziej ich niż kobiety. Jednak głębszym powodem jest to, że uwodzicielska piękność dotyka twojego wnętrza i pobudza desperacki głód potwierdzenia się jako mężczyzna, choć nie wiedziałeś, że taki posiadasz. Pobudza bardziej niż wszystko inne, co może przeżyć mężczyzna. Musisz zrozumieć – to coś głębszego niż tylko nogi, piersi i dobry seks. To coś mitycznego. Przyjrzyjcie się, na co zdobywali się mężczyźni, żeby znaleźć swoją Złotowłosą. Staczali pojedynki o kobiety, prowadzili wojny. Bo każdy mężczyzna pamięta Ewę. Mamy na jej punkcie obsesję. I w pewien sposób wierzymy, że gdybyśmy ją znaleźli, odzyskali, wtedy wraz z nią powróciłaby nasza utracona męskość.

Pamiętacie tego małego chłopca, Philipa, z filmu Doskonały świat? Pamiętacie, czego się obawiał? Że jego penis jest za mały. W taki sposób mężczyźni czasami dają wyraz duchowej kastracji. W późniejszym życiu często najgorszym lękiem dla mężczyzny jest impotencja. Jeśli nie może osiągnąć erekcji, czuje się do niczego pod każdym względem. I odwrotnie: jeśli mężczyzna czuje erekcję, to dobrze, wtedy czuje się potężny. Czuje się silny. Mówię wam, ta kwestia najczęściej wiąże się z penisem. Jeśli mężczyzna może czuć się bohaterem w łóżku, to znaczy, proszę państwa, że jest bohaterem. Pornografia jest tak kusząca, bo o czym ma myśleć zraniony, wygłodniały mężczyzna, skoro na świecie są setki piękności gotowych mu się oddać? (Oczywiście, nie tylko jemu, ale kiedy jest z tymi zdjęciami sam na sam, to ma wrażenie, jakby one były tylko dla niego).

To nie do wiary, ile filmów opiera się na tym kłamstwie. Znaleźć Piękną, zdobyć ją, przespać się i jesteś mężczyzną. Jesteś Jamesem Bondem. Jesteś ogierem. Bruce Springsteen napisał hitową piosenkę Secret Garden, w której śpiewał o tym, że każda kobieta ma w swoim wnętrzu miejsce, które jest wszystkim, czego pragnie mężczyzna, wszystkim, czego on potrzebuje.

Mamy tu dogłębne kłamstwo połączone z głęboką prawdą. Ewa jest ogrodem rozkoszy (por. Pnp 4,16). Ale ona nie jest tym wszystkim, czego chcesz, wszystkim, czego pragniesz – nawet w przybliżeniu. To wszystko jest oddalone milion mil od ciebie. Nie możesz tego dosięgnąć, ponieważ tego tam nie ma. Tego tam nie ma. Tam nigdy, przenigdy nie dostaniesz odpowiedzi na swoje pytanie. Nie zrozumcie mnie źle. Kobieta jest urzekająca. Bardziej niż cała reszta stworzenia, jej nagie ciało jest „cząstką wieczności zbyt wielką dla oka mężczyzny”9. Kobiecość potrafi obudzić męskość. Och, potrafi. Moja żona błyśnie mi kawałkiem piersi albo uda i jestem gotowy do działania. Cały organizm staje w pogotowiu. Kiedy mówi mi miękkim głosem, że jestem mężczyzną, mogę dla niej przeskakiwać wieżowce. Jednak kobiecość nie może nigdy nadać męskości. To tak jakby prosić perłę, żeby dała ci byka. To tak, jakby prosić łąkę z dzikimi kwiatami, aby dała ci Chevroleta rocznik 57. To są zupełnie inne materie.

Kiedy mężczyzna udaje się z tym pytaniem do kobiety, to z pewnością dojdzie do uzależnienia albo kastracji. Zazwyczaj do obu tych rzeczy naraz.

Dave, którego ojciec ciężko zranił, kiedy nazwał go maminsynkiem, zaniósł to pytanie do kobiety. Ostatnio wyznał mi, że jego obsesją stały się młode kobiety. Rozumiecie dlaczego – są mniejszym zagrożeniem. Młoda kobieta to nawet w połowie nie takie wyzwanie jak dojrzała. Przy niej można czuć się mężczyzną. Dave wstydzi się swojej obsesji, ale to go nie powstrzymuje. Młoda kobieta to jakby odpowiedź na jego pytanie, a on tę odpowiedź musi dostać. Ale wie, że jego poszukiwanie jest bezowocne. Przyznał mi się do tego dwa dni temu: „Nawet gdybym ożenił się z piękną dziewczyną, zawsze będę wiedział, że gdzieś jest jeszcze piękniejsza. I zacznę się zastanawiać, czy potrafiłbym ją zdobyć”.

To kłamstwo. Jakże często to widziałem. Brat mojego przyjaciela kilka lat temu, kiedy zerwała z nim dziewczyna, sięgnął dna. Był naprawdę utalentowany – świetny sportowiec w szkole średniej, a potem obiecujący młody adwokat. Jednak nosił w sobie ranę ojca alkoholika i pracoholika, który nigdy nie dał mu tego, czego potrzeba chłopcu. Jak wielu z nas swoje serce i pytanie zaniósł do kobiety. Kiedy ona go rzuciła, jak powiedział mój przyjaciel, brat się załamał. „Wpadł w wir, zaczął dużo pić, palić. Nawet wyjechał z kraju. Jego życie legło w gruzach”.

Dlatego właśnie wielu mężczyzn sekretnie boi się swoich żon. Ona go zna jak nikt inny, śpi z nim, wie, jaki jest naprawdę. Jeśli udzielił jej władzy potwierdzenia go jako mężczyzny, to równocześnie dał jej władzę niepotwierdzenia go. To śmiertelna pułapka. Pewien pastor powiedział mi, że od lat stara się zadowolić swoją żonę, a ona ciągle daje mu stopień niedostateczny. „A jeśli ona nie da ci promocji?”, zapytałem. „Jeśli naprawdę tak czuje… to oblałem”. Inny mężczyzna, Richard, w początkowych latach małżeństwa stał się napastliwy wobec żony. Według jego wizji on był Romeem, dlatego ona musiała być Julią. Kiedy okazało się, że ona nie jest Złotowłosą, wpadł we wściekłość, ponieważ to oznaczało, rozumiecie, że on nie jest heroicznym mężczyzną. Pamiętam, jak raz zobaczyłem zdjęcie Julii Roberts bez kostiumu i makijażu. „No, to zwyczajna kobieta”, uświadomiłem sobie.

„Przychodzi do mnie po potwierdzenie siebie”, powiedziała mi pewna młoda kobieta o mężczyźnie, z którym się umawia. A raczej umawiała. Na początku czuła do niego pociąg. Z pewnością pociągało ją to, że on wprost wariował na jej punkcie. „Dlatego z nim zerwałam”. Byłem zdumiony jej wrażliwością i odwagą. To niezwykle rzadkie, zwłaszcza u młodych kobiet. Z początku cudownie jest wiedzieć, że jesteś jego obsesją. To, że on uważa cię za boginię, potrafi uderzyć do głowy. Ale w końcu wasz romans zmieni się w wywieranie na ciebie presji. „Ciągle powtarzał: nie jestem pewien, czy mam wszystko, co trzeba, a ty mi mówisz, że nie. Pewnego dnia mi za to podziękuje”.

Mężczyźni, którzy zmagają się z pociągiem do tej samej płci, są w tej sprawie o wiele bardziej wyraziści. Oni wiedzą, że ich sercu brakuje męskiej miłości. Problem polega na tym, że sprowadzili ją tylko do seksu. Doktor Joseph Nicolosi stwierdził, że homoseksualiści usiłują zagoić ranę, wypełniając ją męskością, gdyż albo nigdy nie dostali męskiej miłości, albo czują, że nie mają męskiej siły. Jeśli ich poszukiwanie jest uwikłane w kwestie seksualne, to staje się daremne i dlatego właśnie przytłaczająca liczba związków homoseksualnych nie jest trwała, dlatego tak wielu gejów skacze od mężczyzny do mężczyzny i dlatego tak wielu z nich cierpi na depresję i cały szereg innych uzależnień. W swoich związkach nie znajdują tego, czego im potrzeba, nie przynoszą im one zagojenia rany10.

.Dlaczego mówię to wszystko o naszym poszukiwaniu samopotwierdzenia i odpowiedzi na pytanie? Ponieważ nie usłyszymy prawdziwej odpowiedzi, dopóki nie zrozumiemy, że ta, którą mamy, jest fałszywa. Jeśli tkwimy w iluzji, to jak możemy stawić czoło rzeczywistości? Jest w nas głód; zagnieździł się w naszej duszy niczym wiecznie nienasycona tęsknota i nie znika bez względu na to, czym usiłujemy go zaspokoić. Jeśli ze swoim pytaniem zwrócisz się do Ewy, będziesz miał złamane serce. Teraz to wiem, po wielu, wielu trudnych latach. Od niej nie otrzymasz odpowiedzi. Tej odpowiedzi nie udzieli ci nic, za czym zwykle gonią mężczyźni w poszukiwaniu sensu życia. Istnieje tylko jedno źródło, gdzie możesz szukać odpowiedzi. Zatem bez względu na to, dokąd trafiłeś, próbując ją znaleźć, musisz zawrócić. Musisz się cofnąć. I to będzie początek twojej wędrówki.

John Eldredge
Fragment książki „Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy”, wyd. W drodze, 2026 r.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 września 2026