Jan ŚLIWA: Powrót Machiavellego

Powrót Machiavellego

Photo of Jan ŚLIWA

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Niccolò Machiavelli, Mikołaj Florentyńczyk, na ogół używany jest jako chochoł do straszenia ludu i klasy politycznej. Warto się jednak z jego myślami głębiej zapoznać. Nie chodzi tu o promocję cynizmu, ale o to, by stając do gry, raczej ją wygrać niż przegrać, zwłaszcza jeżeli się gra w imieniu milionów – pisze Jan ŚLIWA

Czas Cezarów i Borgiów

.Jest czas Cezarów i jest czas Owidiuszy, jest czas Borgiów i czas Petrarków. Czy Cezarowie kształtują czasy wojen, czy raczej to czasy wojen wysuwają na czoło Cezarów? W istocie wpływ jest obustronny. Strukturalne napięcia tworzą warunki dla silnych, zdecydowanych, brutalnych ludzi, a ci odpowiadają na te wyzwania, nadając procesowi osobisty kształt. Proces ten nie jest deterministyczny. Konflikty społeczne w ubiegłym wieku dały szansę Leninowi i Mao, konflikty geopolityczne – Hitlerowi i Stalinowi. Warunki zaistniały obiektywnie, ale fakt, że byli ci ludzie sadystycznymi ludobójcami, nie wydaje się niezbędny. Jest różnica między Stalinem a Rooseveltem. Same warunki też więc nie wystarczą. Obecnej Europie przydaliby się Churchill, de Gaulle i Adenauer, a wszystko, co mamy, to takie ofermy jak Starmer, Macron i Merz.

Na takim tle bardziej zdecydowani przywódcy budzą niepokój. Oczywiste jest, że przywódca, który porwie masy hasłami przebudzenia narodowego, może je zapalić do wspaniałych czynów, ale może też doprowadzić do zguby naród swój i wszystkie okoliczne. Z drugiej strony podczas sztormu statek bez kapitana nie ma wielkich szans. Stanowisko kapitana może też zdobyć sprawny demagog bez umiejętności. Załoga może też być tak skłócona, że każda decyzja poluzowania lin czy zmiany żagla doprowadzi do walki, a kursu trzymać nie będzie nikt. Wszyscy, którzy mieli pojęcie o nawigacji, dawno zostali wyrzuceni za burtę, a statek zdominowali najgłośniejsi krzykacze. Nie trzeba daleko szukać, by znaleźć przypadki takich naw państwowych.

Każda dyskusja o autokratach zaczyna się i/lub kończy na Donaldzie Trumpie. Ma on – powiedzmy – specyficzną osobowość i równie specyficzne maniery. Jest atakowany za antyintelektualizm, ale z jakimi intelektualistami mamy do czynienia? Nie mieszajmy dyplomu, wykształcenia i mądrości. To różne rzeczy. Sołżenicyn wprowadził pojęcie „obrazowanszczina” (образованщина), tłumaczonego na polski jako „wykształciuchy”, ludzie wykształceni ponad własną inteligencję, jak określił ich Jerzy Dobrowolski. Gdy myślę o inteligencji, przypomina mi się widok Diego Maradony, który balansując biodrami zwodzi chyba siedmiu przeciwników, slalomuje między nimi jak między tyczkami, w końcu strzela bramkę, a tamci tylko się temu przyglądają. Nie dyskutowałbym z Maradoną o Cervantesie, ale czy nie posiada on inteligencji?

Przypomnijmy, że klasyczni przywódcy trzymają się swoich stanowisk, ale nie są z nich żadni przywódcy. Z poparciem zjechali do poziomu słabych 20%, a wciąż twierdzą, że nie ma dla nich alternatywy, a już na pewno żadną alternatywą nie jest niemiecka partia o tej nazwie. A to jeszcze najmniejszy problem. Gorsze jest to, że gospodarczo nic się u nich nie spina, a społeczeństwa doprowadzili oni na krawędź rasowej wojny domowej. Okaże się wkrótce, czy Wielka Brytania już tego progu nie przekroczyła, Belfast płonie. Naprawdę nie widzę tu powodów do poczucia wyższości.

Z kolejnej strony to, że wszystko się kręci wokół silnego przywódcy, nie dowodzi, że jest on cudotwórcą. Niepohamowana ambicja wielu z nich doprowadziła do katastrofy. To ryzykowna gra, ale takie jest życie. W nieskończoność dryfować się nie da.

Potere essere non buono – umieć być niedobrym

.Nie jest więc przypadkiem, że wielu zagląda do klasyków: Clausewitza, Sun Tzu i Machiavellego. Czas pięknych słówek minął, toczy się ostra gra. Sam Niccolò (Mikołaj) Machiavelli żył we Florencji na przełomie XV i XVI wieku (1469-1527), w epoce ustępującego średniowiecza i rodzącego się renesansu. Nowa epoka, kwestionująca zastane autorytety i stawiająca człowieka nawet przed Bogiem, dawała żyzny grunt dla ludzkich egoizmów. Człowiek sam wybierał sobie religię i definiował moralność. Tworzył przy tym dzieła niewiarygodnie piękne – coś za coś. Była to epoka wojen. Miasta włoskie walczyły ze sobą od zawsze, brutalnie, a dzięki swojemu bogactwu sprowadzały najemników, choćby z ubogiej Szwajcarii. W tym jednak czasie postępy w sztuce artylerii spowodowały, że przewagę nad obrońcą uzyskał agresor, co zawsze zachęca do wojen. Do tego w sprawy włoskie wmieszała się silna Francja, co naruszyło kruchą równowagę. Jako wysoki urzędnik florencki, Machiavelli wysyłany był w misjach dyplomatycznych, w tym na dwór papieski Aleksandra VI Borgii. Jego syn, Cesare, jest pierwowzorem tytułowego bohatera „Księcia (Il principe)”, głównego dzieła Machiavellego.

W „Księciu” opisuje on metody zdobycia i utrzymania władzy, stawiając zdecydowanie skuteczność ponad moralność, według zasady „cel uświęca środki”. Jest dzieckiem epoki, w której obok wspaniałej sztuki królowały wojny, spiski, trucicielstwo i skrytobójstwo. Machiavelli pisze w rozdziale XV, że książę, który zawsze chce robić to, co się robić powinno, który chce zawsze być dobrym, pośród tylu innych niedobrych, doprowadza siebie i swoje księstwo do ruiny. Dlatego niezbędne jest nauczyć się być niedobrym i stosować tę umiejętność lub też jej nie stosować, odpowiednio do potrzeb. W rozdziale XVIII pisze, że są dwa sposoby prowadzenia konfliktu – ludzki, za pomocą praw i zwierzęcy – za pomocą siły. A co do zwierząt, trzeba umieć być zarówno chytrym jak lis, jak i silnym jak lew: volpe e leone. Co ciekawe, myśl ta zbłądziła pod nowogródzkie strzechy, użył jej Adam Mickiewicz jako motta do „Konrada Wallenroda”.

I dalej: należy mieć usta pełne pięknych idei, takich jak troskliwość, wierność, uczciwość, humanitaryzm czy religia. Tym niemniej są one wtedy cenne, gdy innym wydaje się, że się je posiada, jeżeli się jednak do nich naprawdę stosuje – są szkodliwe. Jest tak dlatego, że pospólstwo ocenia po pozorach i kto dobrze umie oszukiwać, zawsze znajdzie takich, którzy się chętnie dadzą oszukać.

Spadkobiercy Księcia

.W obecnej epoce konfliktu i chaosu polityczni eseiści w naturalny sposób sięgają po Machiavellego. Bezpośrednio do niego nawiązują Giuliano Da Empoli „Czas drapieżników (L’heure des prédateurs)” i Peter Sloterdijk „Książę i jego spadkobiercy (Fürst und seine Erben)”.

Empoli wbrew oczekiwaniom nie pisze wyłącznie o Trumpie ani nawet głównie o Trumpie. Ważnym tematem są dla niego książęta cyfrowi, władcy nowych technologii. Czuje się wobec niech jak skryba na dworze Montezumy, króla Azteków, wobec hiszpańskich konkwistadorów. Przylatują oni swoimi prywatnymi odrzutowcami, jak Hiszpanie na swoich żaglowcach i urządzają świat na nowo. Normalny człowiek, a nawet wielki polityk, niewiele z tego rozumie, a świat się wokół niego zmienia. Siedzi w kącie jak ten aztecki skryba i opisuje. Książka jest dobrze napisana, Empoli jako Włoch używa ciekawych analogii do Borgii i innych, przez co książka daje odpocząć od codziennej politycznej nawalanki. Jest to lekko fabularyzowany esej. Empoli mówi, że esej mu daje więcej swobody niż powieść. Powieść wymagałaby pewnej logiki, a esej pozwala mu oddać chaos realnego świata. Ma też trochę wyrozumiałości dla autorytarnych przywódców. Wspomina Nayiba Bukele, prezydenta Salwadoru i jego więzienie dla handlarzy narkotyków. Ponieważ członkowie gangów odznaczali się tatuażami, kazał aresztować wszystkich tatuowanych. W ten sposób do więzienia trafiło 80 tysięcy delikwentów. Amnesty International protestowała, ale w ten sposób stopa zabójstw spadła 10-krotnie i Salwador stał się bezpieczniejszy nawet od Kanady.

Książka Sloterdijka jest niezmiernie erudycyjna, pisana językiem filozofa starej daty. Na okładce ma piękny wizerunek Donalda Trumpa w renesansowym stroju, przerobiony przez AI z portretu Cesare Borgii. Ciekawe są refleksje nad postacią przywódcy i jego wzajemnej relacji z narodem, czy będzie to cesarz, dyktator, prezydent czy premier. Książka grzeszy jednak jednostronnością. Ma to inteligenckie spojrzenie, pełne pogardy dla ludzi, którzy szli inną drogą. O Trumpie autor pisze ze zdziwieniem, że półanalfabeta się doszedł do władzy w światowym supermocarstwie. Jego przykład dowodzi, że czasem kto sieje demokrację, zbiera dyktaturę. Jest tak, bo jest powszechne prawo głosu i wybiera pospólstwo, łase na pozory i świecidełka, jak powiada Machiavelli. A wyborców AfD argumentami się przekonać nie da, bo to wyznawcy, nieposługujący się rozumem. Czegoś nauczyć może ich tylko zderzenie z rzeczywistością, a to będzie późne i bolesne. Czyli celem jest obrona „demokracji” poprzez ograniczenie demo-kracji, czyli władzy ludu. Ciężki problem.

Brutalizacja języka i obyczajów

.Na ogół Borgiów widzi się w takich postaciach jak Władimir Putin i Donald Trump. Xi Jinping należy do innej kultury, dwaj pierwsi są łatwiejsi w obróbce. To proste podejście reprezentuje Barbara Cassin w książce „Wojna słów: Trump, Putin i Europa (La guerre des mots: Trump, Poutine et l’Europe)”. Podkreślam, że na pierwszym miejscu jest Trump, jako bliższy, a więc bardziej irytujący. Obaj przywódcy mają olbrzymie ego, przy czym Putin jest raczej introwertykiem, działa po cichu, a Trump mówi dużo, często za dużo i za szybko. Egzegeci zastanawiają się, czy jest to brak namysłu i niedbałość, czy świadome wprowadzanie zamieszania dla zmylenia przeciwnika, amatorszczyzna, czy chytre szachy 5D. Trumpowi na pewno dobrze by zrobiło trochę powściągliwości, a zwłaszcza powstrzymanie od samochwalstwa.

Język to oczywiście broń. Klasykiem w tej dziedzinie jest praca Victora Klemperera „LTI – Lingua Tertii Imperii / Język Trzeciej Rzeszy”. Klemperer, Żyd (uważający się za Niemca), uratował się dzięki małżeństwu z Niemką. Jako filolog, obserwował od wewnątrz propagandę III Rzeszy, wszystkie mniej lub bardziej subtelne manipulacje języka. Po wojnie zawiódł go słuch społeczny i zaangażował się w życie polityczne komunistycznej NRD.

Słowa, oprócz bezpośredniego znaczenia, mają przekazywać emocje i wołać do czynu. Pokazują, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Tak stosują język Trump i Putin, ale również wszyscy inni propagandyści.

Obracamy reflektor

.I tu można by zamknąć temat. Skrytykowani zostali ci, co trzeba, zdemaskowane ich ciemne gierki, a tzw. „MY” możemy odetchnąć z poczuciem moralnej wyższości. Niebezpieczeństwo populizmu nie jest zażegnane, ale obronimy liberalną demokrację, jeśli trzeba – „metodami państwa policyjnego”.

Gdy jednak skierujemy reflektor na liberalną stronę, zobaczymy, że nie wszystko tak błyszczy, jak zapewniają media – te renomowane media, „chronione przed dezinformacją”.

Szok starych sił, który trwa już ponad dekadę, polega na tym, że za dawnych dobrych czasów przekaz mediów był reglamentowany, a plebs nie miał prawa głosu. Lepsza też była sytuacja ekonomiczna. Syci, zatrudnieni na porządnych stanowiskach nie potrzebują się buntować. Teraz jednak kołdra robi się krótka, a tortu dla wszystkich nie starczy. Równocześnie bogaci stają się coraz bogatsi, a inni biednieją. Niektóre problemy wynikają z procesów naturalnych, a inne są tworzone przez ludzi. Wszyscy to widzą, oprócz tych, którzy są źródłem problemów.

Praktycznie wszystko to, o co liberałowie oskarżają populistów, dotyczy ich samych: zakłamanie, odwracanie pojęć, manipulacja, zastraszanie wyborców i kupowanie ich fałszywymi obietnicami. Szokujące jest, że jednym tchem można nazywać się „obozem demokracji” i równocześnie nawoływać do zakazu opozycji i trwałego wyeliminowania jej z życia politycznego. Problemem dla liberałów jest to, co zrobić z jedną trzecią (lekko licząc) społeczeństwa, która błędnie myśli i źle wybiera. Czym różnią się biologicznie od nas, tych właściwych? Kształtem czaszki, strukturą mózgu? Nie jest to jeszcze konferencja w Wannsee, ale brunatne zabarwienie jest wyraźnie widoczne.

Zablokowani mentalnie ludzie postępu widzą tylko wyselekcjonowane wycinki rzeczywistości. Słuchałem kiedyś w Szwajcarii referatu o Polsce. Problematyka została zredukowana do LGBT i aborcji, a przyboczne Marty Lempart były określane jako „polskie kobiety”. Najwyraźniej polskie kobiety chodzą non-stop na czarne marsze i nie potrzebują zapracować pieniędzy i pójść na zakupy, nie mówiąc o ugotowaniu obiadu. Niemiecka referentka krytykowała węgierskiego autokratę Orbana rządzącego przez 16 lat, zapominając, że w jej kraju 16 lat rządziła Angela Merkel. I to rządziła na tyle twardą ręką, że nawet pięć lat po odejściu do tego stopnia dominuje nad swoją partią CDU, że obecny kanclerz Friedrich Merz, aspirujący autokrata, nie może rozwinąć skrzydeł. Zapowiadał uzdrowienie sytuacji, tak by poparcie dla AfD spadło do połowy. Tymczasem niczego nie dowiózł i wprowadził swoją partię w korkociąg. Wszystkie polityki, takie jak zielony ład, migracja i niszczenie stabilnej energetyki są bezwzględnie kontynuowane – ani kroku wstecz! Pytam więc, po której stronie są ci wyznawcy, którzy się zreflektują (być może) dopiero po uderzeniu głową w mur?

A jak się ma obóz demokracji do wolności słowa? Sceptycznie, bardzo sceptycznie. Ostatnio popularny wideobloger @ben_ungeskriptet przeprowadził 4.5-godzinną rozmowę z politykiem AfD Björnem Höcke, czarną owcą, o wiele gorszym od Alice Weidel. Zgorszenie było wielkie, niezbędne by były egzorcyzmy. A im większe było zgorszenie, tym bardziej rosła liczba odsłon, doszła do 6 milionów. Wszyscy przeżyli, Niemcy się na razie nie rozpadły.

Za to Unia się mocno przygotowuje do roku 2027, gdzie w wielu krajach odbędą się wybory. Liczne programy o eufemistycznych nazwach mają pomóc w zapewnieniu poprawnych wyników. Będzie to ciężka próba dla systemu i dla społeczeństw. Mam przy tym na myśli społeczeństwa autentyczne, nie ich ersatz – opłacane przez rządy organizacje „pozarządowe”.

Złoty cielec tolerancji

.Oprócz problemów ekonomicznych, społeczeństwa zachodnie mają również problemy egzystencjalne. Dotyczą one tożsamości, a nawet biologicznego istnienia. Kto pyta o takie rzeczy, jest stygmatyzowany jako nacjonalista, rasista, faszysta czy inny -ista. Za równość i różnorodność należy oddać majątek, a nawet życie.

Tak jak Baal-Mammon jest bogiem nieposkromionej żądzy bogactwa, za boga tolerancji można uznać azteckiego boga Huitzilopochtli, Kolibra z południa. Żąda on ciągłych ofiar z ludzi, inaczej słońce zatrzyma się w swojej wędrówce po niebie. Można sprawdzić, co by było, gdyby zaprzestać ofiar, ale ryzyko dla ludzkości jest zbyt wielkie. Współczesny Bóg-Koliber karmiony jest krwią chłopców i cnotą dziewcząt, wystawianych mu na żer. I tu można by spróbować go przepędzić, ale naruszałoby to nasze normy cywilizacyjne. I tak poświęcony został w Southampton Henry Nowak. Gdy ociekał krwią, kapłani tolerancji dali mu umrzeć, konwersując z jego zabójcą. Ostatnio w Belfaście uchodźca z Sudanu wielokrotnie ugodził nożem lokalnego mieszkańca. Do akcji wkroczył przechodzień i używając kija do lokalnej gry hurling z pomocą innych przechodniów obezwładnił napastnika. Duch celtycki wciąż żywy. Ale lepiej by było, gdyby to państwo rozwiązało ten problem i do niego nie dopuściło.

Polska w pułapce szlachetności

.Również tu można by zakończyć ten tekst, ale historia biegnie za szybko. Ostatnio między Polską a Ukrainą wybuchł konflikt (na razie tylko) narracji. Dotyczy on nazwania ważnej jednostki wojsk ukraińskich nazwą „Bohaterów UPA”. Nie po prostu bojowników, lecz bohaterów. Dla nich to niezbędne, dla nas nie do przyjęcia. Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział odebranie Orderu Orła Białego prezydentowi Wołodymirowi Zełeńskiemu, co jest dość bolesne, ale jedynie symboliczne.

Konflikt ten jest dobrym przykładem praktycznym na spór między machiawelizmem a (naiwną?) szlachetnością. Po epoce romantycznych uniesień przyszła również w naszej części Europy moda na chłodne rozgrywanie interesów narodowych. Nie wystarczy jednak grać roli Borgii, trzeba jeszcze mieć jego siłę. Trzeba też mieć jego chytrość, bo frontalny atak na betonowy mur jest zbyt kosztowny.

Zobaczmy więc, jakie kto ma karty. Ukraina ma najsilniejszą, najbardziej doświadczoną armię w Europie, nie licząc Rosji. Wytrzymała czteroletni napór Rosji, zadając jej ciężkie straty. Ma opanowane i praktycznie sprawdzone najnowsze technologie, choć nie w dziedzinie satelitarnej i ciężkiego sprzętu. W wielu dziedzinach podejmuje samodzielnie decyzje, nie zwracając uwagi na innych. Ludzie ci brali udział w prawdziwych walkach, widzieli krew. Znaczy to też, że w przypadku pokoju będą zagrożeniem dla sąsiadów – jako armia oraz jako rzesze weteranów.

Z drugiej strony ekonomicznie są na wyczerpaniu, obca pomoc jest dla nich niezbędna. Europejscy przywódcy wciąż głoszą, że stoją bezwzględnie po stronie Ukrainy. Takie stanowisko nie ma jednak poparcia zachodnich społeczeństw, a partie opozycyjne, gotowe do przejęcia władzy, są często prorosyjskie i temu przeciwne. A partie głównego nurtu? Niemiecka opozycja rozpacza, że kanclerz Merz prowadzi Niemcy do wojny z Rosją. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że Niemcy z powodu Ukrainy Rosji nie napadną. A nie napadną Rosjanie, bo mają rozpracowane niemieckie elity, po co więc wojna? W czasie II wojny światowej Ukraińcy liczyli na niepodległość u boku Niemiec. Jedyne, co dostali, to obóz szkoleniowy w Trawnikach i pracę jako strażnicy obozowi. Czasy są niby inne, ale jestem pewien, że niemieckie obietnice to tylko mydlenie oczu. Ma to prostą przyczynę: „wielkim partnerem na Wschodzie” jest Rosja.

Ukraina jest również egzystencjalnie zależna od Polski. W 2022 przetrwała dzięki Polsce. Obecnie wisi na transportach przez Przemyśl i Lwów oraz na lotnisku w Jasionce jak alpinista na skale. Alpinista może – wierząc, że trzymający linę jej nie puści – wyzywać go od najgorszych. Czy to rozsądne? Głos Polski jest istotny przy przyjęciu Ukrainy do UE i NATO. Ukraińcy pewnie wierzą, że w razie potrzeby te organizacje Polskę przyduszą. Czy na pewno?

Ich soft power, tak wspaniały na początku wojny, również podlega erozji. Coraz jaskrawiej widać problemy z korupcją, które przez lata były zamiatane pod dywan. Nie było to bezsensowne, problemy te można było rozwiązać potem. To by jednak wymagało ewolucji mentalności ze strony ukraińskiej, nic takiego jednak nie nastąpiło. Obrońcy Mariupola nie zastąpili Kłyma Sawura.

Co więc robić? Przyzwyczailiśmy innych, że robimy wszystko od serca, za darmo. Jesteśmy więc moralnym supermocarstwem. Tyle że nikt nam tego nie mówi, wręcz przeciwnie. Trzeba więc, jak uczy Machiavelli, czasem być niedobrym. Tyle że co to oznacza w praktyce? Zostawić Ukrainę na pastwę Rosji to jak na złość mamie odmrozić sobie uszy. Ponieważ nasi adwersarze nie rozumieją trybu warunkowego, musimy coś zrobić naprawdę. Ważne jest jednak dawkowanie. Należy się spodziewać ataku z zewnątrz, od naszych „przyjaciół i sojuszników”. Dzisiejsza Süddeutsche Zeitung pisze, że jeżeli premier Donald Tusk chce, by jego głos był słyszany, musi się opowiedzieć – również w sprawie UPA – po stronie Niemiec i Ukrainy, przeciw prezydentowi. Czyli głos będzie słyszany, jeżeli to będzie echo głosu Niemiec. Nawiasem mówiąc, oni nie mieli żadnych skrupułów, żeby go wypchnąć ze swojego grona. Jego i Polskę, bez której Ukraina padnie. Niech to będzie nauczką – tak brutalnie się gra w tych kręgach.

Problem leży też w kraju. Już teraz widzimy, że nawet symboliczny gest (odebranie orderu) powoduje masywną negatywną reakcję. Polacy, którzy nienawidzą Polski, nie wyobrażają sobie asertywnej polityki. Jedyne rozwiązanie, to próbować zagrać ostrzej, przyjąć spodziewane ciosy i ustać. Trening bokserski jest tu jak najbardziej pomocny. A potem odczekać, bo może podniosą głowy ci, którzy takiego zachowania oczekują. Jak mówi Machiavelli: Nie muszą cię kochać, wystarczy, że się będą bali. No powiedzmy – traktowali serio.

Czy order zostanie odebrany? Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział odebranie, zebrała się Kapituła, podjęła decyzję, decyzja jest na razie tajna. Zadecyduje prezydent, pewnie wkrótce, ale termin nie jest znany. Czy to szansa na jakiś ruch z drugiej strony? Bądź nieprzewidywalny, powiada Machiavelli, A w tym czasie inni robią nerwowe ruchy i się odsłaniają. A krytyka? Dzięki krytyce sprawa rozniesie się po świecie na cudzy koszt. Cynicy obrażą się na Polskę, trochę uczciwsi dowiedzą się o tej zbrodni. Sprawa stanie się wiralna, nawet negatywne uwagi rozgłoszą ją po świecie. Zobaczymy też, kto (jak Süddeutsche Zeitung) miał bezczelne uwagi. Trzeba tylko zachować spokój. Jak widzimy – wszędzie w użyciu rady mistrza z Florencji.

Przesłanie mistrza Mikołaja z Florencji

.Niccolò Machiavelli, Mikołaj Florentyńczyk, na ogół używany jest jako chochoł do straszenia ludu i klasy politycznej. Warto się jednak z jego myślami głębiej zapoznać. Nie chodzi tu o promocję cynizmu, ale o to, by stając do gry, raczej ją wygrać niż przegrać, zwłaszcza jeżeli się gra w imieniu milionów. Oto parę porad:

  • Nie próbuj wygrać siłą, jeżeli możesz wygrać podstępem,

  • Nie pokazuj wszystkich swoich kart,

  • Kontroluj emocje,

  • Nie trać energii na bezwartościowe spory,

  • Mów mniej, słowami odsłaniasz się,

  • Dbaj o swoją reputację,

  • Udawaj czasem głupiego, inni opuszczą gardę,

  • Bądź nieprzewidywalny,

  • Daj na siebie czekać, niech będą niespokojni,

  • Wykorzystuj wrogów dla swojej korzyści,

  • Niech los innych będzie zależny od ciebie,

  • Przyjmuj przysługi, ale nie bądź od nich zależny,

  • Gdy coś dajesz, buduj wdzięczność i zależność,

  • Zachowaj czyste ręce, niech inni robią brudną robotę za ciebie,

  • Wykorzystuj słabości innych, by sterować ich emocjami i czynami,

  • Zasiewaj niezgodę u nieprzyjaciół,

  • Opóźniaj zemstę, uderzaj zaskakująco i mocno,

  • Przygotowuj działania w cieniu,

  • Usuń bezużytecznych ze swojego otoczenia.

.Niektóre mogą się wydać cyniczne, inne dotyczą samodyscypliny, np. by nie działać pospiesznie i nie paplać bez sensu. Wielu myślało podobnie. Churchill powiedział: „Dyplomata to człowiek, który dwukrotnie się zastanowi, zanim nic nie powie”. Analogiczne myśli można znaleźć w stratagemach Sun Tzu.

Zakończmy łacińską sentencją (co zawsze mądrze wygląda):

„Quidquid agis, prudenter agas et respice finem”

Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca.

Jan Śliwa

Literatura:
Niccolò Machiavelli „De Principatibus (Il Principe)”, 1532/1995
Giuliano Da Empoli „L’heure des prédateurs”, 2025
Peter Sloterdijk „Der Fürst und seine Erben: Über große Männer im Zeitalter der gewöhnlichen Leute”, 2026
Ada Palmer „Inventing the Renaissance: Myths of a Golden Age”, 2026
Barbara Cassin „La guerre des mots: Trump, Poutine et l’Europe”, 2025
Victor Klemperer „LTI (Lingua Tertii Imperii) – Notizbuch eines Philologen”, 1947/2010
Gerald Grosz „Merkels Werk – Unser Untergang”, 2026

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 czerwca 2026