Patryk PALKA: „Państwo, w którym nie ma bojaźni bożej, paść musi w gruzy”.  O roli religii w tworzeniu wspólnoty politycznej

„Państwo, w którym nie ma bojaźni bożej, paść musi w gruzy”. O roli religii w tworzeniu wspólnoty politycznej

Photo of Patryk PALKA

Patryk PALKA

Historyk i publicysta. Dyrektor działu „Piękno Historii” we „Wszystko co Najważniejsze”. Redaktor „Gazety na Niedzielę”.

zobacz inne teksty Autora

Żadne prawo nie przerazi człowieka tak bardzo, by zaprzestał jego łamania. Żadna ustawa nie przekona go do tego, że postępowanie według jej wskazań z całą pewnością pozwoli mu osiągnąć zamierzone cele. Odwołanie się do boskiej instancji zmienia jednak wszystko – pisze Patryk PALKA

.„Nie było jeszcze w żadnym narodzie ustawodawcy, który by zamierzając ogłosić wyjątkowe jakieś prawa, nie uciekł się do boskiej pomocy, bo inaczej ludy praw takich nigdy by nie przyjęły” – twierdził Niccolò Machiavelli. Słowa te mogą budzić zdziwienie, ponieważ wyszły spod ręki człowieka, w którego pismach „Bóg” występuje jedynie jako figura retoryczna, a kwestia Sądu Ostatecznego czy życia pozagrobowego nie odgrywa najmniejszej roli.

Jeśli Machiavelli wierzył w istnienie absolutu, był to w najlepszym razie demiurg, który stworzył świat i zaprzestał dalszej ingerencji w jego funkcjonowanie. Jednocześnie myśliciel określał religię jako „całkowicie niezbędną podporę wspólnoty obywatelskiej”, dzięki której możliwe jest „wdrożenie ludu do życia obywatelskiego” – nauczenie go szacunku i posłuszeństwa wobec prawa. Funkcja ta jest niemożliwa do przecenienia i dalece wykracza poza podtrzymanie porządku publicznego oraz wsparcie wymiaru sprawiedliwości.

W koncepcji Machiavellego istnieje ścisły związek między religią, prawem i naturą ludzką. To prawo odgrywa jego zdaniem pierwszoplanową rolę w procesie konstytuowania wspólnoty; jest również kluczowe dla jej przetrwania i pomyślnego funkcjonowania. Bez religii stanowi jednak pustą literę, której ludzie nie zechcą respektować z uwagi na przyrodzoną skłonność do zła. Myśliciel przywiązywał ogromną wagę do cnoty obywatelskiej – charakteru członków wspólnoty politycznej, ich obyczajów i powinności względem dobra wspólnego (republiki). Jego zdaniem żadna republika nie trwa wiecznie, a rozkład i upadek zaczynają się w sercu pojedynczego obywatela. Rolą stosownych rozporządzeń i instytucji jest kierowanie ludźmi w taki sposób, by potrafili z sobą współpracować, by pragnienie otrzymania nagrody lub strach przed karą możliwie najdłużej powstrzymywały ich przed niszczeniem republiki – wspólnego dobra wszystkich obywateli, którego prawdziwej wartości większość nie jest w stanie sobie uprzytomnić. Natury nie da się jednak oszukać i po pewnym czasie nawet najlepsze prawo przestaje być przez ludzi respektowane. Problem pojawia się również wtedy, kiedy okoliczności wymagają wprowadzenia nowych regulacji, będących odpowiedzią na postępujący rozkład. Chory organizm wymaga lekarstwa, jednak co w sytuacji, gdy pacjent nie godzi się na jego zaaplikowanie; gdy choroba trawi ciało i umysł tak bardzo, że nie myśli on trzeźwo? Odpowiedzią na to wyzwanie jest religia.

Jak stwierdził Machiavelli, „ludziom rozumnym wiadomo o wielu rzeczach dobrych, których dobroć nie jest jednak na tyle oczywista, aby dało się przekonać o niej inne umysły. Chcąc więc uniknąć tej trudności, mędrcy odwołują się do bogów”. Religia jest zatem niezbędnym wsparciem dla reformatorów i prawodawców. Bez niej nie dokona się nie tylko rewolucja, ale także ewolucja życia politycznego. Paradoks polega na tym, że skuteczność prawa, które czyni z człowieka – dzikiej istoty gnanej pragnieniami i namiętnościami – istotę polityczną, zdolną do podporządkowania się nadrzędnej idei dobra wspólnego, zależy od samych ludzi. Potrzeba więc wyższej instancji, do której można się odwołać, elementu jednoczącego wszystkich lub zdecydowaną większość. Według Machiavellego funkcje te spełnia właśnie religia.

Myśliciel twierdził, że „ludzi nieokrzesanych łatwiej jest przekonać o słuszności nowych praw i poglądów, nie oznacza to jednak, że niemożliwą jest rzeczą dokonanie tego samego z ludźmi oświeconymi, którzy nie uważają się bynajmniej za prostaków”. Zasięg oddziaływania religii jest zatem totalny. W jej kontekście Machiavelli często wspomina o „bojaźni bożej”. Strach to nieodłączny towarzysz człowieka, odczuwają go wszyscy, wobec czego umiejętne wykorzystanie tego potężnego uczucia jest obowiązkiem każdej skutecznej władzy. Ludzie potrzebują również nadziei, muszą być przekonani, że cel, do którego zdążają, ma szanse powodzenia. Żadne prawo nie przerazi człowieka tak bardzo, by zaprzestał jego łamania. Żadna ustawa nie przekona go do tego, że postępowanie według jej wskazań z całą pewnością pozwoli mu osiągnąć zamierzone cele. Odwołanie się do boskiej instancji zmienia jednak wszystko. Machiavelli twierdził, że ani więzy prawa, ani nawet miłość do ojczyzny nie są tak silne jak strach przed gniewem bogów. Wiarę w ich przychylność, przekonanie, że stoją po odpowiedniej stronie, traktował zaś jako czynnik motywujący najwyższej kategorii, przesądzający o powodzeniu bądź niepowodzeniu przedsięwzięć. Religia nie tylko pomaga więc, jego zdaniem, w podtrzymaniu cnoty obywatelskiej i poszanowania praw, ale w szczególnych okolicznościach jest w stanie spełniać ich społeczne funkcje. Jednoczy ona wokół wspólnej sprawy, uzasadnia sens działania, dodaje wiary w zwycięstwo i wzmacnia morale.

Jaką formę i treść powinna mieć jednak religia? Zdaniem Machiavellego z punktu widzenia prawodawcy i rządu wiara w autentyczność propagowanej religii ma marginalne znaczenie. Chodzi o wykreowanie przekonania, że jest ona prawdziwa. Istnienie świątyń, modlitw i obrzędów uważał za pożądane, ponieważ „napełniały świat podziwem i wiarą” – wzmacniały wiarygodność bogów i dokonywanych przez nich cudów. Religia pełni więc rolę narzędzia w rękach władzy, za pomocą którego rządzący mają zapewnić wspólnocie politycznej stabilizację, a także przekonywać jej członków do działań na rzecz dobra wspólnego. Treść religii musi być podporządkowana celowi politycznemu, jakim jest dobrze funkcjonująca, bezpieczna i silna res publica. Z chwilą gdy ta pierwsza zaczyna służyć innym celom, poszczególnym frakcjom politycznym lub grupom interesu, gdy przestaje być czysta i otoczona czcią, staje się niewiarygodna w oczach ludu, a przez to szkodliwa dla całej wspólnoty.

W ujęciu Machiavellego religia jest więc oderwana od metafizyki. W swej formie przypomina sztukę teatralną, grę pozorów, na którą składają się obrzędy, modlitwy i wróżby. Jednocześnie bliżej nieokreślona „boskość” jest jej integralnym elementem. Odwołanie się do sił pozaziemskich i zjawisk nadprzyrodzonych pomaga owiać ją tajemnicą, nadać jej mistyczny wymiar. Dla Machiavellego nie jest istotne, czy Bóg albo bogowie faktycznie istnieją. Liczy się społeczny i polityczny wymiar religii, a w tym kontekście nawet pozbawiona metafizycznej treści jest ona jednym z najważniejszych wynalazków cywilizacji. Z religii „rodzą się mądre porządki”, a „państwo, w którym nie ma bojaźni bożej, paść musi w gruzy” – twierdził florencki myśliciel.

Na temat funkcji i roli religii napisano współcześnie bardzo wiele – znanych jest co najmniej kilkanaście koncepcji i definicji, które uznać można za obowiązujące. Zaryzykuję stwierdzenie, że na ich tle Machiavelli jawi się jako jeden z prekursorów socjologicznego, antropologicznego i kulturowego ujęcia religii. Dziś oddzielenie religii od metafizyki w analizie naukowej jest powszechną praktyką. Człowiek czyniący to na przełomie XV i XVI wieku był ewenementem. Machiavelli w wielu aspektach pozostawał jednocześnie dzieckiem swoich czasów. Skuteczność religii warunkował zdolnością do przekonania ludzi o prawdziwości cudów. Był to dla niego warunek konieczny i niezbywalny.

.Myśliciel przeczuwał więc to, co cztery stulecia później potwierdzał m.in. Emil Durkheim, mianowicie, że człowiek jest wyjątkowo posłuszny nakazom, jeśli pochodzą od istoty uznanej za byt wyższego rzędu od niego samego. W kontekście rozważań nad religią Machiavelli nie potrafił jednak wznieść się na poziom abstrakcji możliwy do pomyślenia przez osobę żyjącą w wieku XIX i XX. Być może wówczas on sam doszedłby do wniosku, że owym wyższym bytem nie musi być wcale istota nadprzyrodzona. Może nim być, jak twierdził Durkheim, np. społeczeństwo.

Patryk Palka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 czerwca 2023