Pokolenie Leona [Michał KŁOSOWSKI]

A wydawało się już, że dzielenie społeczeństwa, podobnie jak uznawanie Kościoła wyłącznie za grupę polityczną, jest już passe. Od czasu kiedy włoski dziennikarz Mimmo Muolo napisał swoją książkę „Pokolenie ŚDM” minęło w końcu półtorej dekady. Tymczasem po niezwykłym, spektakularnym spotkaniu papieża z francuską młodzieżą na Stade de France może powiedzieć należy właśnie, że oto tworzy się nowe pokolenie, generacja Leona XIV.
.Francja dawno nie widziała takiego entuzjazmu wiary. Spektakl na Stad de France przerósł oczekiwania większości obserwatorów, porywając około 80 tysięcy młodych Francuzów w rytmie uwielbienia i wiary. I może to właśnie owe 80 tysięcy jest tą wyczekiwaną „nową Francją”? Ten młody, różnorodny tłum zgromadzony w Saint-Denis, gdzie podczas jednego, zaskakującego wieczoru znaleźli się obok siebie Bally Bagayoko i ksiądz Raffray, skauci Francji i skauci Europy, zespół Glorious i Święta Tunika no i korowód wszystkich francuskich świętych.
Samego wieczoru, we wspomnicie św. Dionizego, patrona Francji, można było jednak przede wszystkim dostrzec nowe pokolenie katolików, które na naszych oczach zyskuje wreszcie własną tożsamość, odnajduje wspólny mianownik, tak silnie bazując na wielkiej, francuskiej tradycji, patrząc jednak dalej, w przyszłość. Narodziło się ono jednak wcześniej: w poruszeniu wywołanym widokiem płonącej Notre-Dame, w odrodzeniu katechumenatu, w powodzeniu pielgrzymki do Chartres i głębokiej pracy francuskich, katolickich intelektualistów integrujących ducha i rozum. Teraz znalazło może po prostu swoje imię: pokolenie Leona!
To katolicka młodzież świadoma jest dzielących ją różnic, lecz niechętna temu, by czynić z nich kolejne rozłamy. To zdaje się pokolenie pojednane z samym sobą, które wie, że jest zbyt nieliczne, aby nadal pozwalać sobie na luksus podziałów, stając się we współczesnej Francji liczebną mniejszością acz duchową podporą. Starsi, zależnie od własnej wrażliwości, na przemian w końcu irytowali się lub cieszyli pontyfikatami Benedykta XVI i Franciszka: papież prawicy, papież lewicy… Léon XIV zachowuje zarówno doktrynalne wymagania pierwszego, jak i niestrudzone wezwanie drugiego do czynnej miłości bliźniego. Swoją pogodną prostotą i dyskretną radością zaprasza do przezwyciężenia podziałów, aby oddać się temu, co naprawdę najważniejsze: wykorzystać każdą sposobność do głoszenia Ewangelii. Aby świat miał życie! jak głosi motto papieskiej pielgrzymi do Francji. Tym też zjednał sobie tych młodych, którzy dość już mają podziałów i walk, zastanych po poprzednikach.
Bo pokolenie Leona żyje. Jest w ruchu, nieustannie poszukuje nowych przedsięwzięć: pielgrzymek, mediów, dzieł misyjnych. Być może wkracza w dorosłość mniej pewne siebie niż poprzednie generacje, mając jednak może trochę więcej nadzieji. Zna własne wątpliwości, dostrzega kruchość kościelnej instytucji, której mimo wszystko nie przestało kochać. Przede wszystkim zaś zdaje sobie sprawę z ogromu stojących przed nim wyzwań. Począwszy od tego: jak ocalić żywe człowieczeństwo wobec coraz silniejszej pokusy pogrążenia się w „raju maszyn”, który papież opisał słowami Bernanosa?
.Pośród widowiskowej inscenizacji, godnej najpiękniejszych spektakli Puy du Fou, w blasku fajerwerków pojawił się pierwszy zarys odpowiedzi, nagle tak oczywistej, na to jak ocalić człowieczeństwo i życie: rzesza świętych kobiet i mężczyzn, którzy utkali piętnaście stuleci chrześcijańskiej historii Francji, stanowi — pewniej jeszcze niż filary Notre-Dame — żywe oparcie, na którym można szukać odpowiedzi oraz wciąż budować.
Michał Kłosowski
Paryż





