LFI i protesty we Francji. Co czeka kraj po wyborach 2027? [Nathaniel GARSTECKA]

LFI i protesty we Francji

Zaangażowanie LFI w protesty we Francji rodzi pytania o polityczne znaczenie mobilizacji licealistów i studentów przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku. W centrum komentarza znajduje się „zbieżność walk”, rozumiana jako połączenie różnych środowisk protestu w jeden ruch. Autor zastanawia się, czy obecne demonstracje zapowiadają presję uliczną na przyszłą władzę w przypadku zwycięstwa Marine Le Pen.

.Czy demonstracje licealistów i studentów, które wstrząsają Francją, są eksperymentem społecznym przeprowadzanym przez radykalną lewicę w perspektywie zbliżających się wyborów prezydenckich? Mamy pełne prawo zadawać sobie to pytanie, biorąc pod uwagę, jak bardzo LFI zaangażowała się w ten ruch gniewu.

Podczas gdy lista szkód spowodowanych podczas zamieszek licealnych wciąż się wydłuża, służby wywiadowcze opublikowały notatkę, która podkreśla rolę radykalnej lewicy w rozwoju wydarzeń w ostatnim tygodniu września. Strategia mobilizacji, komunikacja w mediach społecznościowych, apele związków zawodowych, osobiste zaangażowanie wielu wybranych przedstawicieli – wszystkie ślady prowadzą do partii Jeana-Luca Mélenchona.

Czy można się temu dziwić? Czy to nie Bally Bagayoko, bardzo kontrowersyjny burmistrz Saint-Denis, tańczył z „młodzieżą” wokół ogniska rozpalonego w koszu na śmieci? Ten sam, który kilka miesięcy wcześniej oświadczył, że „powstanie ludowe” po ewentualnym zwycięstwie RN byłoby możliwe i można by je porównać do zdobycia Bastylii.

LFI i protesty we Francji pod hasłem zbieżności walk

Lewica osiągnęła jeden ze swoich celów politycznych: zdołała zjednoczyć w ramach jednego ruchu postulaty związkowe, akty przemocy ze strony skrajnie lewicowych ugrupowań oraz te pochodzące ze środowisk imigrantów spoza Europy – „zbieżność walk”, która jeszcze kilka miesięcy temu wydawała się mało prawdopodobna. Dotychczas bowiem każda z tych grup społecznych działała osobno. Antyfaszyści zazwyczaj nie przyłączali się do zamieszek na przedmieściach ani do eskalacji przemocy związanych z piłkarskimi meczami PSG. Ponadto „przestępcy z przedmieść” nie atakowali komisariatów policji w trakcie demonstracji przeciwko reformie emerytalnej.

Jeśli prawica wygra wybory w 2027 roku, z pewnością będzie musiała zmierzyć się z wezwaniami do powstania płynącymi ze strony radykalnej lewicy. Będzie to pierwszy wielki test prezydentury Marine Le Pen. Jeśli pozwoli, by zapanował chaos, kraj będzie nadal pogrążał się w kryzysie. Jeśli zareaguje z całą niezbędną siłą, natychmiast narazi się na nieprzychylność sił opozycyjnych i „przeciwwładz”, wymiaru sprawiedliwości i stowarzyszeń praw człowieka. Francja pilnie potrzebuje jednak tej chwili prawdy.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi i autorskiej kroniki w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [LINK]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 października 2026