
Dlaczego niezależność NBP chroni portfele Polaków
Niezależność NBP jest także sprawą bezpieczeństwa domowych finansów. Kurs złotego, koszt kredytu, obsługa długu publicznego i wartość oszczędności zależą również od zaufania do banku centralnego. Dlaczego polityczny spór o tę instytucję może wystawić rachunek wszystkim Polakom, niezależnie od ich wyborczych sympatii – wyjaśnia Marcin ZARZECKI
.Kiedy politycy mówią o niezależności banku centralnego, większość społeczeństwa traktuje to jako kolejny nużący spór o instytucję. A jednak twierdzę, że nic, co dzieje się dziś w polskiej przestrzeni publicznej, nie przekłada się tak bezpośrednio na domowe budżety jak to, co w najbliższych tygodniach stanie się z Narodowym Bankiem Polskim. Nie piszę tego jako obserwator. Zasiadam w Radzie Polityki Pieniężnej i codziennie dostrzegam, jak rynek wycenia polityczny chaos. Wycenia go w złotych.
Zacznijmy od dat. 9 października sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej przyjęła, jedenastoma głosami przeciw ośmiu, sprawozdanie rekomendujące postawienie prezesa NBP przed Trybunałem Stanu. Marszałek Sejmu zapowiedział głosowanie na drugą połowę listopada.
Tymczasem 5 listopada zarząd NBP skurczy się do pięciu osób, bo wygasa kadencja jednego z wiceprezesów, a premier od maja odmawia kontrasygnaty pod prezydenckimi postanowieniami o powołaniu czterech nowych członków. Prezydent ponowił wniosek w październiku. Odpowiedzi nie ma. Ustawa jest tu jednoznaczna: zarząd składa się z prezesa i od sześciu do ośmiu członków. Od 5 listopada konstytucyjny organ państwa będzie więc działał w składzie sprzecznym z ustawą, a jego przewodniczący pod groźbą zawieszenia. Dwa ciosy w oba organy wykonawcze banku, w odstępie dwóch tygodni. Od uchwalenia ustawy o NBP w 1997 roku nie było takiej sytuacji.
.Do tego dochodzi prawo, które samo jest przedmiotem sporu. 11 stycznia 2024 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że niezgodne z ustawą zasadniczą są trzy rozwiązania: automatyczne zawieszenie prezesa NBP z chwilą podjęcia uchwały przez Sejm, wystarczalność większości bezwzględnej do postawienia go przed Trybunałem Stanu oraz wyłączenie prezesa z grona osób, wobec których wymagana jest większość trzech piątych. Wyrok o sygnaturze K 23/23 został ogłoszony w Dzienniku Ustaw pod pozycją 95 i znajduje się w obiegu prawnym, a mimo to premier nazwał go niewiążącym. 20 sierpnia 2024 roku Trybunał wydał drugi wyrok, uznając za niekonstytucyjne przepisy o pracach samej komisji sejmowej. Tego orzeczenia rząd już nie opublikował.
W listopadzie Sejm będzie więc głosował nad zawieszeniem szefa banku centralnego w sytuacji, w której dwa orzeczenia sądu konstytucyjnego mówią, że tak nie wolno, a rząd jedno z nich uznaje za niewiążące, a drugiego nie ogłosił. Każdy bank, każdy kontrahent i każda agencja ratingowa będą musiały same odpowiedzieć sobie na pytanie, kto od tego dnia jest prezesem NBP. Ktoś powie, że to spór prawników i obywatela nie dotyczy. Dotyczy. Na czterech rachunkach, z których część już przyszła, a część jest właśnie wystawiana.
Rachunek pierwszy to kurs złotego i ceny zakupów
Dnia 26 października euro kosztowało 4,41 zł. To najwięcej od listopada 2023 roku. Agencja Bloomberg policzyła, że od początku roku złoty stracił wobec euro 4,4 proc., podczas gdy korona czeska osłabła o 0,8 proc., a forint zyskał. Trzy waluty jednego regionu, ta sama wojna za wschodnią granicą, te same ceny ropy po wstrząsie w Zatoce. Skąd różnica? Czechy i Węgry nie prowadzą w tej chwili wojny z własnym bankiem centralnym.
Bloomberg wprost wymienia spór wokół NBP wśród przyczyn słabości złotego. Drugą jest deficyt sektora finansów publicznych, który po 7,3 proc. PKB w 2025 roku wciąż krąży w okolicach siedmiu procent. Obie przyczyny mają wspólny mianownik, tzn. inwestor nie wie, kto i na jakich zasadach będzie za rok pilnował wartości pieniądza, w którym mu płacą.
Dla gospodarstwa domowego słabszy złoty to prosta arytmetyka. Droższe paliwo, droższa elektronika, droższy lek, w którym substancja czynna przyjechała z Indii. Z opóźnieniem kilku miesięcy droższe wszystko, co ma w sobie importowany komponent, czyli większość koszyka.
Rachunek drugi to koszt długu publicznego
W dniu 27 października rentowność polskich obligacji dziesięcioletnich wynosiła 6,39 proc. W lutym było to około 5 proc. Węgry, kraj o niższym ratingu, który jeszcze w 2023 roku miał średnioroczną inflację 17,6 proc., pożyczają dziś na dziesięć lat taniej, przy rentowności obligacji wynoszącej 5,64 proc. Różnica między rentownością polskich dziesięciolatek a stawką WIBOR 6M przekracza od września 2,5 punktu procentowego, czego nie notowano od lat. Ta liczba mierzy coś bardzo konkretnego, a mianowicie ile inwestorzy każą sobie dopłacać za ryzyko polskiego państwa ponad to, co wynika z bieżących stóp procentowych. Nie z inflacji, bo ta w październiku spadła do 3,5 proc. według szybkiego odczytu GUS. Z premii za ryzyko. Każdy punkt bazowy tej premii to pieniądz, który rząd musi oddać wierzycielom zamiast wydać na szpital, drogę czy podwyżkę dla nauczyciela. Albo który trzeba dołożyć z podatków. Fitch od września 2025 roku utrzymuje negatywną perspektywę polskiego ratingu, potwierdzoną 21 sierpnia, a Moody’s 18 września obniżył sam rating z A2 do A3. Oba komunikaty mówią o finansach publicznych, ale agencje czytają też gazety.
Rachunek trzeci to wysokość rat kredytów
Mechanizm jest prosty i bezlitosny. Gdy rynek przestaje wierzyć, że bank centralny może samodzielnie bronić celu inflacyjnego, zaczyna sam wyceniać wyższą inflację i wyższe stopy w przyszłości. WIBOR 3M w październiku utrzymywał się powyżej stopy referencyjnej, a banki podnosiły marże nowych kredytów hipotecznych, choć Rada Polityki Pieniężnej stóp nie ruszyła od marca.
Kredytobiorca płaci zatem za niepewność, zanim ktokolwiek podejmie jakąkolwiek decyzję. To ta część rachunku, którą najtrudniej zobaczyć, bo nie ma w niej żadnego głosowania ani żadnego podpisu. Jest tylko rata, która nie spada, choć inflacja spada. Ekonomia opisała to dawno temu. Kydland i Prescott pokazali w 1977 roku, że rząd, który może w każdej chwili zmienić reguły gry, ulegnie pokusie tuż przed wyborami, a ludzie, wiedząc o tym, z góry zażądają wyższej premii. Barro i Gordon dołożyli do tego reputację, tzn. bank działający w długim horyzoncie obniża inflację taniej niż ten, który co kwartał musi udowadniać wiarygodność. Alesina i Summers znaleźli w danych silną ujemną zależność między niezależnością banku a inflacją, bez kosztu w postaci niższego wzrostu, a Cukierman, Webb i Neyapti wprowadzili wskaźnik, którego wymowa jest dziś szczególnie aktualna: im częściej prezesi odchodzą przed końcem kadencji, tym wyższa inflacja.
Rachunek czwarty to wartość oszczędności
Depozyt, obligacje detaliczne, PPK, emerytura. Wszystko to jest zapisane w złotych i warte dokładnie tyle, ile wiarygodność instytucji, która za złotym stoi. Konstytucja w artykule 227 powierza NBP odpowiedzialność za wartość polskiego pieniądza, a w artykule 220 zakazuje finansowania deficytu przez bank centralny.
Ustrojodawca nie zapisał tego z sympatii dla bankierów. Hiperinflacja lat dwudziestych, inflacja idąca w setki procent na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, wreszcie denominacja 1995 roku, kiedy z dziesięciu tysięcy złotych robił się jeden złoty. To nasza biografia walutowa. Trzy razy w jednym stuleciu Polacy uczyli się tego samego: gdy pieniądz drukuje ten, kto go wydaje, oszczędności znikają pierwsze. Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej mówi to samo innym językiem: ani bank centralny, ani członek jego organów nie może przyjmować instrukcji od rządu, a rządy zobowiązują się nie wywierać wpływu na jego decyzje. Trudno pogodzić to zobowiązanie z organem wykonawczym banku trzymanym poniżej ustawowego minimum.
Co się dzieje, gdy politycy wygrywają? Wystarczy spojrzeć na Turcję. W lipcu 2019 roku prezydent Erdoğan odwołał prezesa banku centralnego, bo ten nie chciał ciąć stóp, a w marcu 2021 roku kolejnego, Naciego Ağbala, po czterech miesiącach, w dwa dni po podwyżce. Lira straciła w 2021 roku około 44 proc. wobec dolara, a w październiku 2022 roku turecki urząd statystyczny podał inflację 85,5 proc. Turecki emeryt nie głosował w żadnej komisji. Zapłacił jednak za każdą z tych decyzji. Po drugiej stronie są Czechy, w latach 2021–2022 tamtejszy bank centralny podniósł stopy o 675 punktów bazowych z trzynastomiesięcznym wyprzedzeniem wobec EBC, wbrew głośnej krytyce polityków, i korona przeszła przez kryzys energetyczny jako jedna z najstabilniejszych walut regionu. Dwa kraje, dwie decyzje o tym, kto rządzi pieniądzem, dwa różne rachunki dla obywateli.
Co oznacza strata księgowa banku centralnego
Dosyć często słyszę argument, że NBP zasłużył na tę wojnę, bo w 2025 roku wykazał stratę 35,7 mld zł i nie wpłacił nic do budżetu. Spójrzmy na liczby. Prawie cała ta strata, ponad 36,7 mld zł, to ujemny wynik z różnic kursowych, czyli złoty się umocnił, więc rezerwy wyceniane w złotych straciły na wartości.
Mocniejszy złoty to tańszy import i niższa inflacja dla każdego z nas. Bank zaksięgował stratę na tym, co dla gospodarstw domowych było zyskiem. Bank centralny nie jest spółką. Strata księgowa nie ogranicza jego zdolności do realizacji podstawowego celu, a w latach zysku 95 proc. wyniku trafia do budżetu, tak jak trafiało wcześniej.
Do tego dochodzi złoto, na koniec września NBP miał go blisko 673 tony, o niecałe 30 ton mniej niż ogłoszony w styczniu cel 700 ton. Niezrealizowany zysk na tym kruszcu sięgał w lipcu 127,5 mld zł.
Niezależność NBP i bezpieczeństwo systemu płatniczego
Przejdźmy od wycen do mechaniki, bo tu spór o zarząd przestaje być abstrakcją. Ustawa powierza zarządowi NBP realizację uchwał Rady, zadania z zakresu polityki kursowej, nadzór nad operacjami otwartego rynku, ocenę obiegu pieniężnego i rozliczeń oraz plan finansowy banku. Za tymi formułami stoi infrastruktura, o której obywatel nie myśli, dopóki działa niczym prawa natury. Najważniejszym elementem tej infrastruktury jest SORBNET2, system rozrachunku w pieniądzu banku centralnego, przez który w pierwszym półroczu 2025 roku przeszło 3 mln zleceń o wartości 82,6 bln zł, czyli 666,5 mld zł każdego dnia roboczego, mniej więcej szósta część rocznego PKB Polski dziennie.
To w SORBNET2 rozliczają się ostatecznie sesje Elixiru, przez który idzie każda pensja, emerytura i opłata za prąd, a także Express Elixir, czyli przelewy natychmiastowe, i transakcje giełdowe rozliczane przez KDPW. Zasady działania tego systemu, warunki kredytu w ciągu dnia, dzięki któremu banki mogą wykonywać przelewy klientów, zanim same otrzymają wpływy, awaryjne zasilenie w płynność dla banku, pod którym klienci ustawiają się w kolejce, interwencja na rynku walutowym, gdy złoty spada, zakup złota do rezerw.
Każda z tych rzeczy wymaga decyzji zarządu NBP. Od 5 listopada każdą z tych uchwał podejmie organ w składzie, którego ustawa nie przewiduje. Nie twierdzę, że będą nieważne. Twierdzę, że każda stanie się zaskarżalna, a w świecie finansów to wystarczy.
Bank komercyjny, zagraniczny kontrahent, depozytariusz złota w Londynie, kontrahent transakcji swapowej zada pytanie, czy podpis pod dokumentem jest ważny. Dział prawny dużego banku ma obowiązek je zadać. Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiadomo”, bank ogranicza ekspozycję, podnosi wymagane zabezpieczenia albo przesuwa rozliczenie o dzień. Klient tego nie zobaczy w komunikacie. Zobaczy to w opóźnionym przelewie, w gorszym kursie wymiany w kantorze banku i w marży kredytu, w którą bank wliczy koszt własnej niepewności. Jeszcze groźniejszy jest scenariusz kryzysowy. Gdyby w tym stanie któryś bank stracił płynność, decyzja o kredycie refinansowym, jedyna rzecz, która w takiej chwili zatrzymuje kolejkę przed oddziałem, musiałaby zapaść w organie, którego legalność można kwestionować przed sądem. Nikt rozsądny nie chce testować tej konstrukcji w dniu, gdy będzie potrzebna.
.Konstytucja czyni prezesa NBP przewodniczącym Rady Polityki Pieniężnej, a ustawa mówi, że Rada podejmuje uchwały przy obecności co najmniej pięciu członków, w tym przewodniczącego. Zawieszenie prezesa nie jest więc sankcją wobec jednej osoby. Jest ograniczeniem funkcjonowania organu, który ustala stopy procentowe, w momencie, gdy w listopadzie na stół trafia nowa projekcja inflacji i Rada ma rozstrzygnąć, czy skutki wstrząsu paliwowego obejmą całą gospodarkę. Pierwszego zastępcy prezesa nie ma od marca, a 4 listopada odchodzi jedyny wiceprezes. Pytanie, kto w takiej sytuacji zastępuje prezesa, nie ma dziś jasnej odpowiedzi, bo nikt tej sytuacji nie przewidział. Dla kredytobiorcy oznacza to ratę zamrożoną na poziomie wyznaczonym przez niepewność, a nie przez inflację. Dla oszczędzającego oznacza to, że rynek sam ustali cenę pieniądza, a rynek w takich chwilach bywa bezlitosny.
Rynek wycenia scenariusze, nie fakty, i wycenia je z góry. Kurs 4,41, rentowność 6,39 proc. i duża różnica między rentownością obligacji a stawką WIBOR to nie jest kara za coś, co się stało. To zaliczka na coś, co może się stać. Październikowy odczyt inflacji, 3,5 proc. wobec 4,1 proc. we wrześniu, przy inflacji bazowej schodzącej w okolice 2,8 proc., to moment, w którym spokojny bank centralny mógłby zacząć myśleć o tańszym pieniądzu dla gospodarstw domowych. Bank z zawieszonym prezesem i zarządem poniżej ustawowego minimum nie będzie myślał o niczym poza własną zdolnością do działania.
.Zadaję więc pytanie, na które nie znalazłem odpowiedzi w żadnym wystąpieniu polityków: co obywatel zyskuje na tej wojnie? Nie widzę niczego. Widzę za to cztery rachunki. Kurs, dług, ratę i oszczędności. Wszystkie cztery przychodzą pod ten sam adres, niezależnie od tego, na kogo kto głosował.
Marcin Zarzecki




