Edward LUCAS: Przygotujcie się na rozliczenie, jeśli wojna na Ukrainie dobiegnie końca

Przygotujcie się na rozliczenie, jeśli wojna na Ukrainie dobiegnie końca

Photo of Edward LUCAS

Edward LUCAS

Brytyjski dziennikarz, europejski korespondent tygodnika „The Economist”. Autor “The New Cold War: Putin’s Russia and the Threat to the West”

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Czy Władimir Putin zdoła pobić rekord cesarza Wilhelma? Oto pytanie, gdy zbliża się 12 czerwca. Tego dnia rosyjska rzekomo trzydniowa „specjalna operacja wojskowa” przeciwko Ukrainie będzie trwała już 1569 dni, czyli dłużej niż pierwsza wojna światowa – pisze Edward LUCAS

.Mało kto postawiłby na szybki pokój, ale perspektywy zakończenia walk nagle się poprawiły. Podczas skromnych obchodów sowieckiego zwycięstwa w drugiej wojnie światowej w miniony weekend Putin powiedział o swoim własnym katastrofalnym konflikcie: „Myślę, że sprawa zmierza ku końcowi”. W połączeniu z w dużej mierze skutecznym zawieszeniem broni wokół święta oznacza to odmienne podejście rosyjskiego przywództwa. Kreml jest dziś w odwrocie: militarnie, gospodarczo, politycznie, dyplomatycznie i – być może najważniejsze – psychologicznie. Zręcznie wykorzystał to także przywódca Ukrainy Wołodymyr Zełenski, udzielając Rosji „pozwolenia” na zorganizowanie uroczystości na Placu Czerwonym podczas krótkiego zawieszenia broni. Ludzie tacy jak Putin nienawidzą drwiny, zwłaszcza gdy opiera się ona na prawdzie.

Także militarna fala odwraca się na korzyść Kijowa. Jak zauważa Dmytro Kułeba, były minister spraw zagranicznych Ukrainy: „Putin się przeliczył”. Rosja z brutalną regularnością ostrzeliwuje miasta położone blisko linii frontu, ale jeśli w ogóle posuwa się naprzód, czyni to powoli i za cenę, której nie da się utrzymać. Ukraina zrekompensowała niedobory ludzkie innowacją: robotami na ziemi i dronami na niebie, które dziś zabijają pięciu rosyjskich żołnierzy na każdego Ukraińca. Ukraina ma przewagę także w walce głębokiej, dzięki uderzeniom dalekiego zasięgu, które wyrządzają poważne szkody rosyjskiej gospodarce i morale.

Po czterech latach Ukraińcy są już ponuro przyzwyczajeni do ludzkich i materialnych skutków rosyjskich nocnych ataków. Dla Rosjan śmierć z nieba jest czymś strasznym i nowym. „Moskwa jeszcze nie przegrywa wojny” – pisał w zeszłym tygodniu Kułeba. „Ale przegrywa swój model wojny, a ta porażka staje się widoczna”.

.Ogromny jest także kontrast między oboma przywódcami. Putin, z pustym wzrokiem i przerażony zamachem ukrywa się w bunkrach, wychodząc z nich tylko po to, by świętować najważniejsze święto swojego kraju – w towarzystwie północnokoreańskich żołnierzy i prezydenta Laosu. Zełenski swobodnie podróżuje po własnym kraju i jest gwiazdą światowych szczytów.

Coraz wyraźniej widać, że to nie zakończy się na warunkach Rosji. Klęski militarne, problemy gospodarcze, napięcia społeczne i publiczne upokorzenia oznaczają, że w pewnym momencie – być może całkiem niedługo – Putin będzie musiał rozpocząć poważne negocjacje i raczej poczynić ustępstwa, niż je uzyskać. Albo wojna może utknąć w nienegocjowanym impasie: strasznym dla Ukraińców pozostawionych pod rosyjską okupacją, ale wciąż bardzo odległym od pierwotnych celów wojennych Kremla.

Jeśli Putin sądził, że schlebianie Donaldowi Trumpowi sprawi, iż Stany Zjednoczone wydadzą Ukrainę, jego zakład się nie powiódł. Ale nic z tego nie jest powodem do pocieszenia. Nic nie przywróci zmarłych, nie ukoi osieroconych ani nie uleczy okaleczonych – po żadnej ze stron. Rany wojny, fizyczne, psychiczne i społeczne, trwają długo po tym, jak milknie broń. Nastąpi wyrównywanie rachunków między tymi, którzy walczyli, a tymi, którzy nie walczyli; między tymi, którzy się wzbogacili, a tymi, którzy nie zyskali nic; między tymi, którzy uciekli, a tymi, którzy zostali; między tymi, których ofiara zostanie uznana, a tymi, którzy zostaną pominięci.

Przepaść między europejskimi oczekiwaniami wobec Ukrainy a ukraińskimi oczekiwaniami wobec Europy jest ogromna. Ukraina udaje, że poważnie traktuje reformy. Europejczycy udają, że poważnie traktują akcesję do Unii Europejskiej. Postęp jest boleśnie powolny. Brakuje woli politycznej. Skoro nie potrafiliśmy zapewnić Ukrainie wsparcia, którego potrzebowała w czasie wojennego zagrożenia, to jakie są szanse, że nasze rządy dostarczą jej pomocy gospodarczej, gwarancji bezpieczeństwa i integracji politycznej potrzebnych po ustaniu walk? Przynajmniej Ukraina będzie mogła pocieszać się tym, że stawiła opór rosyjskiej agresji.

.Po drugiej stronie zabraknie nawet tego. Powojenna Rosja będzie nękana przez niemal dwa miliony weteranów: gniewnych, poranionych, niezdolnych do pracy, uzależnionych, wyobcowanych, nieprzystosowanych do jakiegokolwiek normalnego życia. Szczególnie niebezpiecznych będzie 180 tysięcy skazańców, którzy zamienili więzienie na wojsko. Opublikowany w ubiegłym roku raport Global Initiative Against Transnational and Organized Crime, organizacji prowadzącej kampanie społeczne, opisywał skutki powrotu ludzi z pola bitwy: falę przemocy domowej, bandytyzmu i gangsterstwa wraz ze wzrostem przemocy z użyciem broni w rosyjskich regionach przygranicznych.

To zaledwie przedsmak tego, co czeka Rosję – i kraje, do których Rosjanie mogą podróżować – gdy główna armia wróci do domów. Weterani wojenni w całej historii oznaczali niestabilność. Uderzającą analogią są Niemcy po 1918 roku. Tamta wojna zakończyła się wyczerpanym agresorem, rozejmem i wielkimi nadziejami. Ale jej następstwa były chaotyczne: paramilitarne oddziały Freikorps destabilizowały zarówno Republikę Weimarską, jak i jej wschodnich sąsiadów; narodził się trujący mit „ciosu w plecy”, a potem przyszły dyktatura i ludobójstwo. Tę epokę opisuje w porywającej nowej książce o międzywojennych Niemczech ekspert od Europy Wschodniej Victor Sebestyen. Przegranie wojny, a następnie zaprzeczanie, że się ją przegrało – mówi mi – „może mieć jeszcze bardziej niszczące i tragiczne konsekwencje niż samo rozpoczęcie wojny”.

.Cokolwiek wydarzy się na Ukrainie, Rosja nadal potrzebuje wrogów, przede wszystkim europejskich krajów, które obwinia o wspieranie Kijowa. Im bardziej Putin czuje się osaczony, tym większe prawdopodobieństwo, że zaatakuje – w kraju albo za granicą. Zapytany w tym tygodniu w wywiadzie, kiedy Rosja może być gotowa sprawdzić determinację NATO za pomocą podstępnego ataku, szwedzki szef obrony Michael Claesson odpowiedział po prostu: „Teraz”.

Edward Lucas

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 maja 2026
Fot. Valentyn OGIRENKO / Reuters / Forum