Jarosław KUŹNIAR: "Tłum nigdy nie będzie mądrzejszy od jednostki"

TSF Jazz Radio

Tłum nigdy nie będzie mądrzejszy od jednostki

Jarosław KUŹNIAR

Dziennikarz TVN.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Czy portale społecznościowe trzeba kochać? Wręcz przeciwnie! Trzeba je ordynarnie zdradzać ale nie wolno lekceważyć. Podszytą masochizmem ideologię tłumu wyznaję tylko w Luwrze i Kaplicy Sykstyńskiej. Poza tym odchorowuję każdy moment, który wymusza na mnie pogoń za pampeluńskim bykiem. Nie chcę tego albo używając języka Facebook’a – nie lubię!

Tłum nigdy nie będzie mądrzejszy od jednostki, bo indywidualność ma czas pomyśleć, zatrzymać się, rozważyć.

Jednostka popełnia mniej błędów, umie słuchać. Tłum zachowuje się, jak wysłannik zjednoczonego związku niewidomych i głuchoniemych.

Paradoksalnie Facebook czy Twitter, choć stworzone by ludzi łączyć, dzielą ich. Myślę, że jest tylko kwestią czasu, kiedy zaczną nas boleć uszy od tego zgiełku zdjęć, sond, kwestionariuszy, dyskusji. Nie każdy temat trzeba skomentować, nie na wszystkim trzeba się znać, nie wszystko trzeba opisać, nagrać i sfotografować. A FB i TT wręcz żądają tego od nas. Żeby być, być, być.

Świadome, niezagrażajace zdrowemu rozsądkowi uczestnictwo w społecznej sieci powinno przypominać życie we florenckiej dzielnicy Rzymu za czasów Michała Anioła. Im więcej ładu, tym więcej chętnych do wspólnoty. Im więcej szacunku, tym trwalsze więzi.

W zamęcie i brudzie Rzymu zamożni Florentyńczycy co dzień o świcie zamiatali i myli swe ulice, zamieniali bruk, by jeździło się po nim równo, dbali o dobry stan domów, które sprzedawali tylko krajanom. Istniały tu prawa zabraniające wyrzucania śmieci na ulicę i suszenia bielizny we frontowych oknach. Zbrojna straż patrolowała ulice nocą i była to jedyna dzielnica Rzymu, gdzie człowiek mógł być pewny, że się o brzasku nie potknie o trupa przed portykiem swego domu.

Internauta jest jak widz rzymskich pojedynków. Przypomina kata, który swoim gestem może kogoś wynieść na ołtarze albo strącić do lochów.

Podtrzymuję opinię, że Internet generalnie a Fejsbuk szczególnie stały się współcześnie ringiem tonącym w kisielu. Przeciwko każdemu, kto podpadnie choćby najmniejszej liczbie sieciowych trolli można zorganizować unlike’ową jatkę. „Witamy szanownego pana Michała Rusinka” – 624 osoby lubią to, 468 o tym mówi. Banda rozbawionych internautów sponiewierała pisarza, bo zaprotestował przeciwko słowu „witam”. Człowiek, który jest mistrzem słowa przegrał ze sporą grupą literackich analfabetów.

Sam doświadczyłem siły trolli kiedy reagując na plugawą zaczepkę widza rzuciłem w eter: jeśli tysiąc osób sponiewiera mnie tak, jak Pan, odejdę. Zalali stację wezwaniami do mojej dymisji. Nikt ani przez chwilę nie zastanowił się nad powodami mojej bezsilnej odezwy. Zadziałali jak bohetrowie Psychologie des foules (Psychologia tłumu) Gustave’a Le Bon’a. Udowodnili, że tłumowi potrzebna jest iskra, żeby eksplodował.

Pod względem psychologicznym ulica i sieć są tworem anormalnym. Pod Sejmem i przed monitorem komputera ludźmi rządzą popędy, nakręca ich irracjonalość. Sugestia ich odmóżdża, budzi demony z Koloseum. Kciuk do góry, kciuk w dół! Proszę zauważyć jaki symbol ma facebook’owy guzik “like”, “unlike”.

Internauta jest jak widz rzymskich pojedynków. Przypomina kata, który swoim gestem może kogoś wynieść na ołtarze albo strącić do lochów. Dziś nie ma znaczenia kim jesteś realnie, ale jak cię widzą kumple z Fejsbuka. Wkroczyliśmy w niebezpieczny czas kiedy o pozycji człowieka nie decyduje jego praca ale hormony internautów. Anonimowość przestała się kojarzyć z tchórzostwem, zyskała status bohaterstwa. To pomylenie pojęć. Rak, który zżera prawdziwą rozmowę.

Źródło problemu wcale nie jest płytkie. Ono jest ukryte gdzieś na półce skalnej jaskiń naszych przodków – zaimponować, wygrać, pokonać, sponiewierać, zabłysnąć, zapanować! Kiedyś krzyczeliśmy tak z maczugą w dłoni, dziś siadamy do klawiatury. Internet to miejsce gdzie ludzie mogą dopieścić swoje ego. Nie kłammy, że nie chcemy błyszczeć, być docenieni przez towarzystwo. Problem w tym, że blask odbity od krzywdy innych jest żałosny i szybko gaśnie.

Jednym z największych kłopotów współczesnej komunikacji jest brak szacunku. 

Jednym z największych kłopotów współczesnej komunikacji jest brak szacunku. W debacie publicznej cnotą jest różnica zdań, a dojrzałością umiejętność ich szanowania. W sieci nikt nic nie musi. Czytałem o sobie: Żyd, gej, piesek Tuska, zaprzaniec, gnój z kaprawymi oczami, mistrz miłości analnej, współczesny Urban. Każda osoba publiczna zna wariacje takich słów skierowanych pod jej adresem. Zignoruj, powtarzają mi na każdym kroku. Ale nie chce! Ileż można być murem, na którym ktoś sprayem non-stop bazgrze najgorsze wyzwiska. Sieć nie jest łatwo zmywalną tablicą, nie jest gazetą, która nazajutrz wyścieła kubły na śmieci. Sieć jest jak broń masowego rażenia – bez kontroli, bez przewidywalności skutków użycia i bez świadomości, że trzeba długiego czasu by odbudować sponiewieraną przez internautów tożsamość.

W Internecie każdy chce rozmawiać z pozycji Alfy i Omegi. Zatraca się naturalne rozróżnienia na mistrza i ucznia. Nie piszę tego z wyższością. Zwracam uwagę na zachwianie naturalnego porządku rzeczy. Zanikają punkty odniesienia, nastały czasy silnej względności. Każdy może być każdym, wszyscy niby potrafią wszystko. A to nie jest prawda. Mam świadomość, że to media dają ludziom takie poczucie. Pod każdą wiadomością pytanie: co sądzisz? Jaka jest twoja opinia? Jak to trzeba zrobić? Tylko nikt nie weryfikuje odpowiedzi – analfabeci krytukują pisarzy, estetyczni ślepcy narzekają na mistrzów malarstwa, kowale wymądrzają się o dziełach złotników, a cieśle stawiają do kąta Michała Anioła.

Współczesną epistolografię, której symbolem były przeinteligentne listy Mrożka i Lema zastąpiło bleblanie o nieistotnościach. Nie żądam, by mój widz siadał nad piękną papeterią i pisał starodawną polszczyzną, ale by miał odrobinę szacunku. Pod swoim felietonem, w którym sceptycznie podchodzę do Euromanii, niejaki Pablo Escobar napisał: do Kuźniara! Prawdziwi Polacy będą mieli flagi na samochodach i balkonach a jak Ci się nie podoba to wyp…laj do siebie na wieś. Powtarzam studentom, że dziś drogę od dziennikarza do śmieciarza można pokonać w jeden wieczór. W jednej chwili z Bogów robią z nas spluwaczki. To się nie zmieni dopóki rozsądniejsza większość nie wywiesi na swoich transparentach hasła: tłum jest przereklamowany.

Jarosław Kuźniar

NM_okladka_przod_RGB

Tekst ukazał się w wyd.1 kwartalnika “Nowe Media’

10

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jadwiga Nicińska pisze:

Zgadzam się z Panem J. Kuźniarem. Musimy bronić indywidualizmu jednostki w tym masowym szaleństwie. Tłum “zgromadzony” w cyberprzestrzeni jest nawet groźniejszy niż tłum w realu. Dawniej szlachetny człowiek stawał w obronie “prostego człowieka”. Dziś “prosty człowiek” (tak nazywają siebie niektórzy internauci) nurza w błocie słownym szlachetnego i nikt nie stanie w jego obronie. Na szczęście z tego tłumu łatwiej się wydostać niż z tłumu realnego. W cyberprzestrzeni to my decydujemy o tym, czy chcemy być w tłumie, czy nie. Mamy wybór, jesteśmy wolni. Nawet jeśli jesteśmy osobą publiczną. Każda epoka ma swoje “dżumy” i “wyprawy krzyżowe”. A tak przy okazji pozdrawiam Pana Kuźniara, bo bardzo lubię poranne audycje z nim w tvn24.

Ina pisze:

Tak sobie myślę, że jest jakaś niekonsekwencja w tytule i w treści. Ludzie w sieci, to nie są ludzie zgromadzeni jednocześnie na placu w wielkim tłumie. To raz, a dwa – każda jednostka ze swoimi negatywnymi dla pana Kuźniara poglądami, dodaje się tylko do innych jednostek, które mają podobnie negatywne. Z racji tego, że z tych jednostek powstał tłum indywidualnych przecież negatywności, myślę, że psychologii tłumu nie ma co w to mieszać … Trzeba wziąć na twarz tak dużą liczbę negatywnych komentarzy i pomyśleć, skąd się biorą? (co oznacza: a może mają rację?)

Andy Lange pisze:

Panie Kuźmiar, widać w tym tekście pański lęk, że to co panu dało pozycję może się skończyć dzięki sieci.

Mija się pan z prawdą pisząc: “W Internecie każdy chce rozmawiać z pozycji Alfy i Omegi.”. Wydaje mi się, że ocenia pan równość jaką daje sieć poprzez pryzmat “szklanej wieży”, w której pan sobie uwił gniazdko i do której dostęp jest tylko dla nielicznych. Prawdopodobnie chciałby Pan sobie tę pozycję zawłaszczyć na stałe.

Wiele na to wskazuje, że obawia się pan sprawiedliwości, którą to sieć dzięki swojej strukturze technologicznej nam maksymalizuje. Ten początek nowego ładu, w którym już nie będą się liczyły dobre układy i rozmówki w kuluarach musi budzić grozę…

Zaprzecza pan sobie, bo nie można być anonimowym i korzystać ze sławy i wpływów jakie daje panu zajmowana pozycja. (…)

Jest też pogarda, którą otwartym tekstem i bez żenady przejawiają bardzo ważne elity wobec zwykłych obywateli, także w pańskiej TV. Zatem albo bycie osobą publiczną i wiążące się z tym apanaże albo anonimowość. Coś za coś.

Ale szczyt bzdury znajduje się na samym wstępie: “Tłum nigdy nie będzie mądrzejszy od jednostki.” To to samo gdyby pan napisał, że Einstein jest mądrzejszy od Einsteina i Hawkinga. Co oczywiście z punktu widzenia “humanisty”, który potrafi napisać kilka okrągłych zdań podpartych fajerwerkami swobodnych odniesień historycznych i niespójnych metafor i porównań, okraszonych, od czasu do czasu, jakimś znanym nazwiskiem, jest do pominięcia.

Proszę nam pokazać i spróbować się z tłumem pisząc swoją, indywidualną i mądrzejszą Wikipedię. ;)

M.R.Nowosielski pisze:

miliony lat temu, nasi ewolucyjni przodkowie siadywali na drzewach, tym wyżej im pozycja w hierarchii wyższa. Te hominidy siedzące na niższych gałęziach podszturchiwały patykami co ważniejsze osobniki, a to dla banana, a to by być atrakcyjniejszym dla jakiejś samicy. Minęły miliony lat, ale czy program który realizujemy zmienił się jakoś ? Wpisując w google translate słowo media społecznościowe i tłumacząc je na łacinę otrzymujemy INSTRUMENTORUM. Z HOMO SAPIENS ewoluujemy w HOMO INSTRUMENTORUM. Zamiast patyków mamy media społecznościowe i pierwszy raz w historii możliwość kontaktu z tymi którzy siadują najwyżej w hierarchii. Niektórzy owo instrumentorum wykorzystują bez zahamowań, wszak w stadzie trzeba być dostrzegalnym. Nikt nie chce stanowić tła dla innych, najważniejsze jest promowanie samego siebie. Czyż nie ? Wpadliśmy cywilizacyjnie w pułapkę. Media społecznościowe nie promują kultury osobistej, inteligencji, wiedzy itp. Dostaje się follow lub like za zupełnie odwrotne postawy. Homo Instrumentorum staje się gwiazdą sieci bo robi coś na co inni nie zdobędą się nigdy lub łącząc się w stado potrafią, jak to przyjęło nazywać się w wirtualnej przestrzeni – “dla beki”, zmieść kogoś z wirtualnej przestrzeni. To daje poczucie fajnośći i bycia cool – przekłada się na LIKE i FOLLOW. Zaczyna działać atawistyczne sprzężenie zwrotne. Im bardziej Homo Instrumentorum jest wyraziste, tym wyższą zajmuje gałąź w hierarchii. Co więcej każdy Homo Instrumentorum może stworzyć sobie wirtualną kompanię sojuszników i przelogowując się stwarzać wrażenie że większość popiera zdanie nadpobudliwego osobnika. Nie liczy się już opinia, rozmowa, szacunek dla drugiej osoby. W sieci nie ma przecież Homo Sapiens. Liczy się tylko umiejętność błyśnięcia ciętą ripostą, zrzucenia z gałęzi i zrobienia z tego MEMA intrnetowego aby pzostali HOMO INSTUMENTORUM mogli wyśmiewać dzieło zniszczenia dorobku cywilizacji HOMO SAPIENS. Co więcej, działa tu potrzeba przynależności do grupy, podstawowa potrzeba człowieka realnego., Jeśli dostaję LAJKI lub FOLLOW za bycie cybernetycznym oprawcą, oznacza to że jestem akceptowany w hordzie. Stąd już tylko krok do użycia Homo Instrumentorum jako instrumentu do realizowania polityki w świecie realnym. Wszak emocje są nośnikiem propagandy. Czy internetowi hejterzy to coś złego ? Mam nadzieję, że to ślepa alejka ewolucji , a rozsądni ludzie z wciąż dumą będą mówili o sobie Homo Sapiens.

Paweł Torla pisze:

Wydaje mi się, że porównanie do małp jest trafne w sensie mechanizmu, ale w swoim wywodzie zakłada Pan błędnie, że media społecznościowe kształtują wyraźnie rzeczywistość. Ja bym postawił tezę, że możliwość kontaktu z tymi, którzy przesiadują wyżej w hierarchii wcale nie wpływa na samą hierarchię. Pomimo ogromnego przyspieszenia i intensyfikacji komunikacji właśnie poprzez media społecznościowe mam wrażenie, że cały czas ważne są – pieniądze i wpływy.

To co dzieje się w mediach społecznościowych wcale nie przekłada się w taki jasny i bezpośredni sposób na realne działania i rzeczywisty świat. Gdyby tak rzeczywiście było to np. JKM miałby szansę zostać prezydentem:-) I nie zgodzę się z tezą, że mamy jeden, mały kroczek do “realizowania polityki w świecie realnym”. Przynajmniej dla tych hominidów z dołu hierarchii.

Paradoksalnie wydaje mi się że media społecznościowe to raczej kolejne narzędzie dla tych małp w górze często służące temu, żeby więcej zarabiać i wpływać na masy. Dla mas niżej tworzy się swego rodzaju iluzja, że mają na coś wpływ, że ci na górze są bliżej i namacalni. Przywołując już tych nieszczęsnych, wyeksploatowanych “hejterów”, których Pan Kuźniar musi wspomnieć prawie w każdej swojej wypowiedzi. Oczywistym jest fakt, że w te wszystkie straszne obelgi, które Pan Kuźniar znalazł w internecie na swój temat, nie sprawiły, że ktoś zabrał mu program, spadła mu oglądalność. Jedyna jego strata to być może urażona duma. Ludzie to piszący to wycinek rzeczywistości, który nie ma wielkiego wpływu na całość. Kij jest za krótki, żeby strącić tych wyżej, można ich pacnąć, ale nawet siniaka nie będzie.

Szalenie bardziej ciekawe jakie kije dostały te małpy wyżej. To jest dopiero zabawa. Jedno kliknięcie i docieram do paru milionów chętnych na moje banany. Drugie kliknięcie i wrzucam fotę jak spotykam się z inną bardzo bogatą małpą – znaczy się akcje mi urosną. Dalej dla tych na samym szczycie – świeżutkie i dokładniutkie info o tych poniżej – co, gdzie, kiedy, z kim itd. Wszystkie efekty pięknie się skalują, docierają do całego dołu.

Oczywiście nie chcę mówić, że media społecznościowe nic nie zmieniły, bo zmieniły bardzo dużo. Jednakowoż uważam, że możliwości internetowej społeczności często są przeceniane.

A co do samego tekstu Kuźniara – proponuję Panu Jarkowi, żeby sobie założył swój własny Internet i wpuszczał tam tylko tych kulturalnych. Będzie miał swoją dzielnicę Florencką, będzie mógł sobie porządkować do woli z kim chce i jak chce.

M.R.Nowosielski pisze:

w realnym życiu siedzimy na realnych gałęziach i jesteśmy częścią realnej hierarchii. W świecie wirtualnym drzewem jest sięc wzajemnych powiązań kont społecznościowych. Kiedyś ci siedzący nisko musieli mieć długie patyki, tym dłuższe im różnica wysokości była większa. Dziś drzewo przypomina płaską strukturę, a patyk ma długość jednego kliknięcia. Nie mniej jednak wciąż istnieją dwa światy : realny i wirtualny . Jeden i drugi ma swoich, czasem różnych, bohaterów. Subiektywnie punktem wspólnym obu światów jest nasza godność, honor, poglądy, rzeczy dla nas ważne itd. Nasza realna tożsamość i wizerunek przenoszone w świat wirtualny, są niestety narażone na kontakt z ujawnianym w sieci atawizmem społecznym. Przykład idzie z góry a mechanizm powielają pozostali uczestnicy. Jeśli ktoś widzi że politycy czy publicyści obrzucają się błotem i tłuką patykami , to żaden problem powielić ten scenariusz w sieci. Sieci społecznościowe to tylko narzędzie , a nie wirtualna kopia naszej osobowości. Realne życie toczy się gdzie indziej, dlatego oddzielenie swoich emocji od wpisów na FB czy TT to klucz do normalnego życia z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi.

Magdalena Słaba pisze:

Może cały problem stąd, że wydaje nam się, że istnieje jakaś hierarchia, której w rzeczywistości już dawno nie ma…? Może nie umiemy przezwyciężyć dziwnego “feudalnego” sposobu myślenia…?
Poza tym, mówimy o mediach społecznościowych jak o czymś w rodzaju smoka pod górą, obcego tworu, żyjącego własnym życiem. A przecież to tylko i aż my sami… Jeśli będziemy w sieci promować kulturę osobistą, inteligencję i wiedzę, to odeprzemy “orków”.

Jacek Wojtysiak pisze:

“Sam doświadczyłem siły trolli…, Pod względem psychologicznym ulica i sieć są tworem anormalnym,…Zatraca się naturalne rozróżnienia na mistrza i ucznia. Nie piszę tego z wyższością…W zamęcie i brudzie Rzymu zamożni Florentyńczycy, Wkroczyliśmy w niebezpieczny czas kiedy o pozycji człowieka nie decyduje jego praca ale hormony internautów. Problem w tym, że blask odbity od krzywdy innych jest żałosny i szybko gaśnie.”- Ostatnie zdanie dla pana panie Kuźniar – hipokryzja to pana drugie imię? (…)

Magdalena Słaba pisze:

Tekst dający do myślenia.

Mam wrażenie, że w sieci, jeśli tak można to określić: “na wejściu”, jesteśmy raczej indywidualnościami, nie tłumem; przed komputerem jesteśmy sami… Wchodzimy do sieci ze wszystkim, kim i czym jesteśmy. A czasami przecież, nie wiemy, kim jesteśmy, nie mamy określonej tożsamości, definiujemy się przez innych. W sieci dostajemy tak dużo wolności, możemy tak bardzo do woli klikać “lubię”, “nie lubię”, że możemy się nią zachłysnąć. Nagle MOŻEMY mieć własne zdanie, ale też często MUSIMY je mieć. To pewna nowość…

Ale inna sprawa to, CO podawane jest nam do komentowania.

Anonimowość, tak mi się wydaje, nie jest jedynym źródłem problemu. Nawet jeśli podpiszę się imieniem i nazwiskiem i podam adres e-mail, wszystkie te dane mogą być zmyślone, wykreowane. Ale jeśli stworzyłam jakiś byt, choćby na potrzeby tego komentarza, to odpowiadam za to, co mój “awatar” zamieścił na tej stronie. Do sieci przenosimy realne życie – gdy w tym życiu nie umiemy krytykować czyichś poglądów w taki sposób, który nie niszczy i nie rani, to w internecie też nie będziemy tego potrafili.

W sieci jest sporo regulaminów dla użytkowników stron, itp. Ale nie ma (jeszcze?) etosu. Etos to budowany latami zbiór reguł przestrzeganych na zasadzie zwyczaju. Jesteśmy tak długo razem w jednym miejscu, związani wieloma różnorodnymi więzami i połączeni rozmaitymi zależnościami, że wykształcamy stanowisko: “To ma być tak, w ten sposób, ponieważ MY tak robimy OD ZAWSZE”. Powinniśmy stworzyć taki etos, tyle że to zajmuje trochę czasu. Po drodze mogą być ofiary…
Zdaje się, że w “realu” także jeszcze nie mamy etosu…dopiero budujemy Florencję.

Jacek Tomaszewski pisze:

“Nie kłammy, że nie chcemy błyszczeć, być docenieni przez towarzystwo.” Świadczy o tym chociażby Klout, którym tak bardzo jara się branżunia.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam