
Fintechy. Jak rewolucja technologiczna konfiguruje społeczną naturę pieniądza
Być może najważniejszym wkładem fintechów nie są aplikacje czy algorytmy lecz wymuszenie ponownego pytania – czym jest pieniądz, komu służy i jaką wspólnotę społeczną współtworzy. W świecie, w którym pieniądz staje się kodem, odpowiedź na to pytanie przestaje być redukowalna do ekonomii – pisze Marcin ZARZECKI
.Pieniądz nie jest rzeczą, lecz stosunkiem społecznym – pisał Georg Simmel w „Filozofii pieniądza”. Sformułowana na przełomie XIX i XX wieku intuicja była próbą uchwycenia nowoczesności w momencie jej genezy. Dziś, w epoce algorytmów, platform i globalnych sieci danych, nabiera ona nowego, być może jeszcze bardziej radykalnego znaczenia. Finanse, przez stulecia będące domeną stabilnych instytucji – banków centralnych, banków komercyjnych i giełd – przestają być wyłącznie sferą regulowanego i reglamentowanego porządku. Stają się polem eksperymentu technologicznego, społecznego, organizacyjnego i kulturowego, w którym stawką nie jest już tylko efektywność rynku, lecz sama architektura władzy nad pieniądzem.
Globalny rynek fintechów był wart 340 miliardów dolarów w 2024 roku i według prognoz osiągnie 1,1 biliona dolarów do 2032 roku, rosnąc w tempie 16-19% rocznie. Prognozy różnią się w zależności od metodologii i zakresu definicji fintechu, jednak wszystkie wiodące raporty wskazują na trwały, dwucyfrowy wzrost i strukturalną zmianę sektora finansowego. To nie są tylko abstrakcyjne liczby. To rewolucja, która dotyka życia setek milionów ludzi. Fintechy – te enigmatyczne podmioty oscylujące między startupy technologiczne a instytucje finansowe nie są jedynie kolejną innowacją w długiej historii pieniądza. Są one raczej symptomem głębszej transformacji w samej naturze relacji między jednostką, wspólnotą, strukturą społeczną, systemem władzy a systemem ekonomicznych transakcji.
Przez większą część nowoczesnej historii zaufanie wobec pieniądza było hierarchiczne. Państwo gwarantowało wartość waluty, banki centralne zarządzały podażą, banki komercyjne pośredniczyły w obiegu kapitału. Ta architektura zaufania – nazwana przez politologów „finansowym westfalizmem” – opierała się na dwóch filarach, czyli monopolu na legalną przemoc (państwo) oraz asymetrii informacyjnej (instytucje finansowe jako strażnicy specjalistycznej wiedzy).
Fintechy destabilizują tę konstrukcję w sposób nader fundamentalny. Nie chodzi już bowiem o proste zastąpienie banków aplikacjami mobilnymi, lecz o redystrybucję funkcji, które tradycyjnie były monolitycznie zintegrowane i zmonopolizowane. Bank był jednocześnie repozytorium wartości, pośrednikiem płatności, audytorem ryzyka kredytowego, doradcą inwestycyjnym i instytucją gwarantującą bezpieczeństwo transakcji. Współczesny ekosystem fintechowy rozkłada te funkcje na wyspecjalizowane podmioty. Mamy już różne składowe, w tym platformy płatnicze (Revolut, Stripe), pożyczkodawców peer-to-peer (LendingClub), robo-doradców (Betterment), giełdy kryptowalut (Coinbase).
Segmenty tego rynku są fascynujące w swojej różnorodności i nowatorstwie. Rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, wykorzystywane w około 37% produktów i procesów fintechowych w 2024 roku, zrewolucjonizowały wszystko, od wykrywania oszustw (redukcja o 90% według World Economic Forum) po spersonalizowane doradztwo finansowe. Blockchain jako technologia decentralizacji jest heroldem hegemonii zdecentralizowanych finansów.
Aby zrozumieć istotę transformacji dokonującej się za sprawą fintechów, warto wrócić do korzeni teorii pieniądza. Karl Marx widział w nim uniwersalny ekwiwalent pracy abstrakcyjnej. John Maynard Keynes postrzegał pieniądz jako elastyczny magazyn siły nabywczej. Friedrich Hayek argumentował za spontanicznym porządkiem rynkowym jako źródłem jego wartości. Wszystkie te perspektywy, choć fundamentalnie różne, łączy jedno założenie, że pieniądz jest medium. Jest kodem, który umożliwia komunikację ekonomiczną między uczestnikami rynku.
.Fintechy radykalizują to rozumienie pieniądza jako protokołu komunikacji. Podobnie jak internet zdecentralizował komunikację, fintechy decentralizują transakcje finansowe. Ale – i tu kryje się kluczowa różnica – nie czynią tego poprzez anarchię, lecz przez proliferację konkurencyjnych protokołów. Blockchain tworzy zdecentralizowany rejestr, który nie wymaga zaufanej trzeciej strony. Protokoły open banking (PSD2 w Europie, gdzie rynek open bankingu rośnie z 25,6 miliarda dolarów w 2023 do przewidywanych 113 miliardów w 2032 roku) zmuszają banki do udostępniania danych klientów, tworząc „wspólne dobro” informacyjne. W tym sensie fintechy nie tyle „cyfryzują” pieniądz, ile ujawniają to, co było w nim obecne od dawna, prawdę, że pieniądz jest systemem komunikacji społecznej opartym na zaufaniu, a nie wyłącznie nośnikiem wartości. Różnica polega na tym, że zaufanie to coraz częściej delegowane jest nie do instytucji, lecz do kodu, algorytmu i architektury systemu. To przesunięcie – z prawa i autorytetu ku technologii – ma konsekwencje polityczne, których skala dopiero zaczyna być dostrzegana w zakresie totalnej zmiany społecznej.
Kilka egzemplifikacji. Historia M-Pesa w Kenii to być może najbardziej spektakularny przykład demokratyzacji finansowej w XXI wieku. Uruchomiona w marcu 2007 roku przez Safaricom i Vodafone, M-Pesa była odpowiedzią na prosty problem, w kraju, gdzie 80% populacji nie miało konta bankowego, ludzie potrzebowali sposobu na wysyłanie pieniędzy rodzinom w innych regionach. Tradycyjne rozwiązanie, czyli fizyczne przewożenie gotówki lub drogi transfer przez Western Union były ryzykowne i kosztowne. Sukces M-Pesa był błyskawiczny i bezprecedensowy. W ciągu pierwszych dwóch lat platforma zdobyła 9 milionów użytkowników (40% dorosłej populacji Kenii). Do 2009 roku penetracja rynku wzrosła do 65% kenijskich gospodarstw domowych. Dziś M-Pesa ma ponad 50 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie w siedmiu krajach afrykańskich. Przetwarza ponad miliard transakcji miesięcznie o łącznej wartości 63 miliardów euro kwartalnie.
Ale liczby to tylko część tej historii. Badania MIT i Georgetown University wykazały, że dostęp do M-Pesa wyprowadził z ubóstwa ekstremalnego 194 000 kenijskich gospodarstw domowych (2% populacji). Kobiety, które uzyskały dostęp do M-Pesa, zmieniły swoje kariery zawodowe. Co ciekawe, przeszły od rolnictwa do biznesu, zwiększając swoje dochody średnio o 20%. Formalna inkluzja finansowa w Kenii wzrosła z 26% w 2006 roku do 84% w 2021. Przyznajmy – transformacja bezprecedensowa w skali globalnej.
Co czyni M-Pesa tak fascynującą? To, że nie była zaawansowaną technologią. Ba, działała na najprostszych telefonach komórkowych poprzez SMS. Genialna prostota, zamień gotówkę na „e-pieniądz” u agenta (których było 23 000 w całej Kenii, tj. więcej niż bankomatów), wyślij SMS-a, zaś odbiorca wymieni „e-pieniądz” z powrotem na gotówkę. Żadnych zaawansowanych aplikacji lub systemów tokenowych. Żadnej karty kredytowej. Żadnego banku. W 2014 roku wartość transakcji M-Pesa w Kenii stanowiła niemal połowę PKB kraju. System stał się de facto walutą równoległą. Szokujące? Nawet bardzo z perspektywy zachodnioeuropejskiego systemu transakcji finansowych.
Jeśli M-Pesa pokazuje siłę prostoty, brazylijski Nubank demonstruje potęgę wściekłości konsumenckiej wobec establishmentu. Założony w 2013 roku przez Davida Veleza (kolumbijski inwestor z Sequoia Capital), Cristinę Junqueirę i Edwarda Wiblea, Nubank był odpowiedzią na jedno z najbardziej drapieżnych środowisk bankowych na świecie. Polska transformacja lat 90-tych to przy tym darwinizmie bankowym instytucjonalna ewolucja. Brazylijskie banki pobierały absurdalne opłaty za wszystko – od prowadzenia konta po każdą transakcję – traktując klientów z pogardą właściwą oligopolom. Nubank zaoferował rewolucyjnie prosty produkt, tj.kartę kredytową bez żadnych opłat rocznych. Całkowicie cyfrową, zarządzaną przez aplikację mobilną, z transparentnymi warunkami.
Sukces. W 2024 roku Nubank obsługiwał 118,6 miliona klientów (58% dorosłej populacji Brazylii, plus ekspansja w Meksyku i Kolumbii), co czyni go największym neobankingiem poza Azją. Firma generuje 13 miliardów dolarów rocznych przychodów i 2 miliardy dolarów zysku netto. Zauważmy, że więcej niż wszystkie zachodnie neobanki. Liczby są oszałamiające, ale jeszcze bardziej imponująca jest efektywność rozwiązania. Nubank osiąga 28% zwrotu z kapitału (ROE) – wskaźnik, o którym tradycyjne banki mogą tylko marzyć. Jego wskaźnik kosztów operacyjnych do przychodów wynosi 24,7%, jakąś połowę tego, co typowy bank.
Jak to możliwe? Całkowicie natywna architektura w chmurze, brak fizycznych oddziałów, automatyzacja procesów przez AI. Nubank obsługuje klienta za około 1 dolara miesięcznie, podczas gdy tradycyjny bank brazylijski wydaje w tym celu 15-20 dolarów. W 2023 roku Nubank zaoszczędził swoim klientom 11 miliardów dolarów opłat bankowych i 440 milionów godzin oczekiwania w kolejkach. To nie jest marketing, ale wymierny transfer bogactwa od oligopolu bankowego do konsumentów. Warren Buffett zainwestował przez Berkshire Hathaway 1 miliard dolarów w Nubank, uznając go za jedną z najważniejszych inwestycji dekady. Cristina Junqueira, współzałożycielka, stała się drugą kobietą w Brazylii, która osiągnęła status self-made miliarderki.
Ale ta demokratyzacja dostępu ma swoją ciemną stronę, którą socjologia pieniądza musi poważnie rozważyć. Algorytmy, które decydują o przyznaniu kredytu, nie są neutralne stratyfikacyjnie. Są one produktem danych historycznych, które często odzwierciedlają strukturalne nierówności, dyskryminację rasową, płciową, klasową. W 2024 roku badania Urban Institute wykazały, że Afroamerykanie i latynoscy kredytobiorcy w USA mieli ponad dwukrotnie większe prawdopodobieństwo odmowy kredytu hipotecznego niż biali kredytobiorcy o tym samym profilu kredytowym. To nie jest przypadek a raczej systematyczna reprodukcja historycznych uprzedzeń. Problem algorytmicznej sprawiedliwości nie polega na tym, że algorytmy są „złe”, lecz na tym, że formalizują przeszłość i projektują ją w przyszłość. Matematyka nie unieważnia historii – ona ją koduje. W tym sensie fintechy stają się niezamierzonym archiwum dawnych nierówności, które jeśli nie zostaną świadomie skorygowane mogą zostać utrwalone pod pozorem obiektywności.
.Algorytmiczna dyskryminacja ma realną cenę, czyli 765 milionów dolarów dodatkowych kosztów odsetek rocznie dla mniejszości w USA, według badań NBER. Między 2009 a 2015 rokiem dyskryminacja algorytmiczna mogła skutkować odrzuceniem nawet 1,3 miliona wniosków o kredyt hipoteczny. To nie są abstrakcje, ale miliony ludzi, którym odmówiono możliwości kupna domu, założenia firmy, finansowania edukacji, bo algorytm uznał ich za „wysokie ryzyko” na podstawie danych odzwierciedlających historyczne redlining, Chicagowskie lata 30., gdzie dosłownie rysowano czerwone linie na mapach bankowych przez czarnoskóre dzielnice, odmawiając kredytów. Jest w tym swoisty paradoks. Badania wskazują, że jednocześnie algorytmy dyskryminują o 40% mniej niż ludzie podejmujący decyzje face to face. Fintechy mogą być więc jednocześnie problemem i rozwiązaniem.
Co więcej, fintechy tworzą nową ekonomię nadzoru. Każda transakcja, każde kliknięcie w aplikacji, każda sekunda spędzona na przeglądaniu ofert, wszystko to staje się danymi, które są gromadzone, analizowane, monetyzowane. Michel Foucault mówił o „społeczeństwie dyscypliny”, Gilles Deleuze o „społeczeństwie kontroli”. Fintechy wprowadzają nas w erę „społeczeństwa predykcji”, gdzie instytucje finansowe nie tylko reagują na nasze zachowania, ale antycypują je i kształtują. W 2025 roku 80% firm fintechowych zwiększyło budżety na compliance, ale to nie wystarcza, gdy sama architektura biznesowa opiera się na ekstrakcji i analizie danych behawioralnych.
W Polsce rozwój fintechów ma swoją specyfikę, która odzwierciedla naszą historyczną pozycję. Ani centrum, ani peryferie, zawsze w złożonej relacji z Zachodem i Wschodem. Z jednej strony jesteśmy krajem o relatywnie wysokiej bankowości. Penetracja rachunków bankowych jest znacząca, infrastruktura płatnicza sprawna. Z drugiej, historyczne doświadczenie transformacji ustrojowej sprawiło, że Polacy są jednocześnie podejrzliwi wobec instytucji finansowych (a właściwie instytucji publicznych en block) i spragnieni prostych, transparentnych rozwiązań. Fenomen aplikacji takich jak Blik (system płatności mobilnych używany przez dziesiątki milionów Polaków) czy Revolut pokazuje, że polski konsument jest gotów eksperymentować z nowymi formami płatności i oszczędzania. Ale to eksperymentowanie ma swoje klarowne granice.
Głęboko zakorzenione jest przekonanie, że „prawdziwy” pieniądz to gotówka, a „prawdziwy” bank ma fizyczny oddział. Ta dwoistość technologicznego entuzjazmu i instytucjonalnego konserwatyzmu tworzy specyficzne środowisko funkcjonowania. Co więcej, polska scena fintechowa jest w dużej mierze importowana, nie wykreowana lokalnie. Dominują globalne platformy lub ich lokalne adaptacje. Brakuje nam własnej, oryginalnej myśli o tym, czym mógłby być pieniądz w polskim kontekście. Czy moglibyśmy stworzyć fintecha, który nie naśladuje Silicon Valley, ale wynika z naszych własnych doświadczeń transformacji, współczesnej migracji (miliony Polaków pracujących za granicą wysyłają rocznie miliony euro transferów), złożoności tożsamościowej Europy Środkowo-Wschodniej?
.Polski fintech mógłby być mostem między Wschodem a Zachodem, między tradycją gotówkową a rewolucją cyfrową, ale wymaga to intelektualnej odwagi do stworzenia czegoś autentycznie naszego. Sukces Blika – systemu, który stał się de facto narodowym standardem płatności P2P – pokazuje, że lokalna innowacja jest możliwa, gdy łączy zaufanie instytucjonalne z wygodą technologiczną. Jest to jednak wyjątek potwierdzający regułę. Polski fintech wciąż częściej adaptuje cudze modele, niż tworzy własne narracje pieniądza.
Najbardziej radykalna wizja przyszłości fintechów wykracza poza aplikacje i algorytmy. Chodzi o „pieniądz programowalny”, walutę, która nie jest już biernym medium wymiany, ale aktywnym agentem społecznym. Inteligentne kontrakty na blockchain, cyfrowe waluty banków centralnych (CBDC), tokeny użytkowe – to wszystko zwiastuje świat, w którym pieniądz będzie miał wbudowane reguły jego wydatkowania. Tak, wyobraźmy sobie voucher żywnościowy, który automatycznie wygasa, jeśli nie zostanie wydany w określonym czasie, co przeciwdziała spekulacji. Albo walutę lokalną, która traci wartość, jeśli nie krąży w danym ekosystemie, co wspiera lokalną gospodarkę. Albo token, który można wydać tylko na produkty o niskim śladzie węglowym. To nie jest science fiction lecz to już testowane rozwiązania w różnych częściach świata. Rynek embedded finance (finansów wbudowanych w platformy niefinansowe) ma wzrosnąć z 63 miliardów dolarów w 2023 do 291 miliardów w 2033 roku.
Ale pieniądz programowalny to też potencjalne narzędzie kontroli totalnej. Co, jeśli rząd zdecyduje, że moje i twoje środki mogą być wydane tylko w określony sposób? Co, jeśli algorytm zdecyduje, że jesteśmy „wysokim ryzykiem” i ograniczy naszą zdolność do transakcji? Pieniądz, który ma własne preferencje, to pieniądz, który niesie ze sobą wartości. A kto decyduje o tych wartościach? CBDC – cyfrowe waluty banków centralnych – mogą dać państwom bezprecedensową kontrolę nad każdą transakcją obywatela. W Chinach Digital Yuan jest już testowany na dziesiątkach milionów ludzi. W Europie debata wokół cyfrowego euro pokazuje, jak krucha jest granica między innowacją a kontrolą. Europejski Bank Centralny deklaruje, że CBDC nie będzie narzędziem inwigilacji, lecz sama konieczność takich zapewnień ujawnia skalę społecznych obaw i polityczną wagę projektowanych rozwiązań. Stawka jest monumentalna.Wolność czy bezpieczeństwo? Prywatność czy przejrzystość? Autonomia czy kontrola?
Fintechy są nie tylko technologią ani tylko biznesem. Są one zwierciadłem naszych społecznych tęsknot i lęków. Tęsknimy za dostępnością, prostotą, sprawiedliwością w systemie finansowym, który przez dekady był z perspektywy większości obywateli nader złożony i niezrozumiały. Ale obawiamy się utraty prywatności, algorytmicznej dyskryminacji, uzależnienia od infrastruktury, którą kontrolują korporacje technologiczne.
Liczby są oszałamiające. W 2024 roku 25% globalnych małych i średnich przedsiębiorstw przyjęło usługi fintechowe, 75% firm fintechowych aktywnie tworzy miejsca pracy i napędza rozwój umiejętności. Rynek InsurTech (technologie ubezpieczeniowe) rośnie z 22 miliardów dolarów w 2023 do przewidywanych 306 miliardów w 2030 roku , tj. wzrost o 45,6% rocznie. Buy Now Pay Later (kup teraz, zapłać później) osiągnie 80 miliardów dolarów do 2034 roku. RegTech (technologie regulacyjne) to 14 miliardów w 2024. Każdy segment wprost eksploduje wzrostem.
Socjologia pieniądza – ta dyscyplina, którą Simmel uczynił fundamentalną dla zrozumienia nowoczesności – musi teraz zmierzyć się z nowymi pytaniami. Czym jest pieniądz, gdy staje się kodem oprogramowania? Czym jest zaufanie, gdy jest delegowane do algorytmów? Czym jest wspólnota finansowa, gdy jej granice są definiowane przez API, a nie przez narodowe banki centralne? Czym jest sprawiedliwość, gdy wymierzają ją modele uczenia maszynowego trenowane na naszych danych historycznych i naszych zachowaniach?
.Fintechy nie zastąpią tradycyjnych instytucji finansowych – przynajmniej nie w prosty, tradycyjny sposób. Zmuszają je jednak do redefinicji własnych ról, granic i źródeł legitymizacji. Historia M-Pesa pokazuje, że technologia może być narzędziem realnej emancypacji. Historia Nubanku dowodzi, że konsumenci potrafią zakwestionować oligopol, jeśli dostaną alternatywę. Historia algorytmicznej dyskryminacji przypomina natomiast, że postęp techniczny bez refleksji normatywnej prowadzi do reprodukcji nierówności w nowej formie.
Być może najważniejszym wkładem fintechów nie są aplikacje czy algorytmy lecz wymuszenie ponownego pytania – czym jest pieniądz, komu służy i jaką wspólnotę społeczną współtworzy. W świecie, w którym pieniądz staje się kodem, odpowiedź na to pytanie przestaje być redukowalna do ekonomii.
Marcin Zarzecki


