Margot ROUSSEAU: Zbrodnia bez powodu. Czego uczy nas „La Piscine”

Zbrodnia bez powodu. Czego uczy nas „La Piscine”

Photo of Margot ROUSSEAU

Margot ROUSSEAU

Filozof i historyk kina. Żyje między Paryżem a Aix-en-Provance. Swoje przemyślenia publikuje w Medium i na Instagramie, tworząc unikalny esej wizualny. Autorka Cinema Margot.

La Piscine Jacques’a Deraya to niezwykle cyniczny i nihilistyczny obraz, który powstaje już po tym, jak Nowa Fala przeorała świadomość widzów kina, a Maj ’68 zdążył wszystkim przewrócić w głowach polityką. Wszystkim? – pyta Margot ROUSSEAU

.Nie. Jak w Asteriksie, gdzie dzielna wioska broni się przed najazdem Rzymian, tak w La Piscine oglądamy oazę: luksusową willę z tytułowym basenem gdzieś w okolicy Saint-Tropez, w którym kąpie się zakochana, ale już nieco znudzona para — Jean-Paul (Alain Delon) i Marianne (Romy Schneider). Długo nie będą się nudzić, bo w okolicy przebywa Harry (Maurice Ronet), dawny znajomy Marianne, a jak się potem okaże — również kochanek, razem ze swoją córką Penelopą (Jane Birkin).

Co podkusiło Marianne, żeby do willi zaprosić Harry’ego? Tęsknota i nostalgia za dawnym kochankiem? A może chęć ożywienia w Jean-Paulu zazdrości i w ten sposób pobudzenia nowej energii w związku? Trudno powiedzieć. Na pewno Marianne nie jest tak niewinna i naiwna, jak mogłoby się wydawać. To kobieta, która wie, czego chce w życiu i czego oczekuje od mężczyzny.

A Jean-Paul? Dość rozlazły. Niespełniony pisarz, który postanowił zacząć pracę w agencji reklamowej. Pieniędzy, jak widać po willi, mu nie brakuje. Nie tęskni też za sensem, który mogłaby nadać praca pisarza. Właściwie trudno powiedzieć, czy widzi on jakikolwiek sens poza przyjemnością kąpania się w basenie i obecnością Marianne — obecnością trochę znudzoną, ale najwyraźniej pasującą mu do wymarzonego obrazka.

Przybycie Harry’ego na zawsze ten obrazek zepsuje. Po pierwsze, Harry bezczelnie i na oczach Jean-Paula zaczyna flirtować z Marianne, a Jean-Paul nie pozostaje dłużny. Ale w przeciwieństwie do Marianne i Harry’ego, który traktuje ludzi jak zabawki, Jean-Paul nie jest instrumentalny, bo w Penelopie zakochuje się na poważnie. Zresztą trudno nie zakochać się w Jane Birkin. To z pewnością szczere uczucie.

Ale równie szczere jest drugie uczucie, jakie zaczyna nim targać. Mimo narastającej fascynacji Penelopą, Jean-Paulem targa zazdrość o Marianne, dociekanie jej wspólnej przeszłości z Harrym i dyskretne podglądanie. Nie jest to obsesja tego rodzaju co w o wiele późniejszym Piekle Chabrola (które jest realizacją niedokończonego dzieła Clouzota, więc pomysł datuje się jeszcze przed La Piscine). Nie oglądamy założnych zazdrosnych spazmów bohatera, a jednak irytacja w nim narasta.

Dlaczego? Bo uważa, że wszystkie kobiety są jego? Bo powinny go tylko kochać? Coś takiego w pewnym momencie sugeruje Marianne. To bardzo pasuje do Alaina Delona, który w czasie przełomu kulturowego w Europie przyciągał cieniem tego staromodnego maczyzmu, który mimo zmian wciąż przyciągał — i przyciąga — nawet jeśli ma się ochotę zaprotestować, temu urokowi trudno odmówić.

Tak dochodzi do tragedii, do której dojść musiało i która była jak strzelba zawieszona na ścianie. Pewnego wieczora, podczas kolacji, Jean-Paul wpada spóźniony razem z Penelopą — kąpali się w morzu. Widzimy, jak w Harrym narasta wściekłość. Jean-Paul chyba odniósł swoje pierwsze zwycięstwo. Nie jest w stanie powstrzymać wzajemnej fascynacji Harry’ego i Marianne, ale może rywalowi uwieść córkę. To okrutne, ale i męskie.

Harry chyba w tym momencie uświadamia sobie swoją porażkę i zapowiada wyjazd rano. Wcześniej idzie się upić do miasta. Jean-Paul upija się za to w samotności. Nocą dochodzi do konfrontacji rywali. Wraca pijany Harry, a Jean-Paul na początku — jakby przypadkiem — wrzuca go do basenu, a następnie, w genialnej, mrożącej krew w żyłach scenie, nie pozwala mu wyjść i ostatecznie go topi. Tak — uwiódł rywalowi córkę, a następnie utopił go w basenie.

Nie zrobił tego jednak z zimną krwią. Chciałoby się napisać, że była to zbrodnia w afekcie, ale ta sytuacja jest chyba bardziej skomplikowana. Na pewno tego nie zamierzał. Domyślamy się, że będąc pod wpływem alkoholu, pławił się widokiem upokarzanego Harry’ego. Nareszcie mógł widzieć rywala w sytuacji bez wyjścia. On, niespełniony pisarz, górował nad człowiekiem, który chełpił się wielką karierą kompozytora i człowieka, który w każdej chwili może mu odebrać kobietę jak swoją własność. I tak, pastwiąc się nad nim i delektując uzyskaną przewagą — utopił go.

.Do gry wkracza detektyw. Jemu od początku to utopienie nie wygląda na wypadek; szuka mokrego ubrania topielca, które Jean-Paul starannie ukrył. Do gry wkracza także ponownie Marianne. To przecież ona — w przypadku aktu oskarżenia — byłaby kluczowym świadkiem. Ona także domyśla się przebiegu zdarzenia i winy mężczyzny. Wreszcie to jej Jean-Paul wyjawia prawdę, czyniąc ją powiernicą, a w przypadku zatajenia — współodpowiedzialną za zbrodnię. Marianne teraz trzyma w szachu Jean-Paula, będąc depozytariuszką jego wolności i społecznego statusu. I z tej roli korzysta.

Ostatecznie więc, mimo upokorzenia i pokonania rywala, Jean-Paul musi uznać wyższość Marianne. Na jej polecenie odprawia Penelopę i błaga ją o wspólne życie. To już nie będzie romantyczny związek, ale pełna podległość Jean-Paula wobec Marianne.

Ten film był kręcony latem 1968 roku, niedługo po maju. Premierę miał w 1969. Krytycy zachwycali się wtedy Nową Falą, która stawała się coraz bardziej polityczna. I właśnie w tym czasie sukces odnosi La Piscine, w którym polityka nie pojawia się ani razu: bohaterowie nie dyskutują o Marksie, Mao ani o wojnie w Wietnamie. Tylko kąpią się, kochają i mordują. Ciemna natura człowieka pozostaje niezmienna.

A jednak równocześnie ten obraz wpisuje się w historię wielkich demaskacji pustki klasy średniej — jej nihilizmu, odklejenia i amoralności. W tym filmie nie tylko nie pada ani jedno zdanie polityczne, ale też trudno znaleźć jakiekolwiek momenty etycznej deliberacji bohaterów. Jest wprawdzie moment, w którym Marianne mówi Jean-Paulowi, że jego związek z Penelopą jest błędem, ale to właśnie czyni tę interpretację jeszcze bardziej wymowną. Ona nie mówi mu, że coś jest złe — mówi tylko, że coś jest błędem. I to wszystko.

Poza tym zbrodnia — która ma wprawdzie jeden z klasycznych motywów, czyli zazdrość, co od razu zwraca uwagę detektywa — w swoim przebiegu pokazuje coś innego. Bohater może mieć wypowiedziany motyw, ale w istocie nie ma motywacji. Popełnia zbrodnię, której nie chciał, nie zamierzał i zapewne na trzeźwo by nie popełnił. Nawet w kategoriach męskiej rywalizacji mógł poprzestać na uwiedzeniu Penelopy. A jednak, jakby swoją drugą naturą — całkowicie nierozumnie i bez sensu — zabija.

Gdyby zrobił to z rozmysłem, wpisałby się w kanon romantycznych bohaterów. Ale mimo męskich impulsów Jean-Paul nie jest romantycznym bohaterem. Jest właściwie nikim. Świetnie zarabiającym pracownikiem agencji reklamowej, pozbawionym jakiegokolwiek poczucia sensu.

Typowym Europejczykiem.

Jacques Deray w La Piscine dokonuje czegoś, co można odczytać jako cichy, ale bezlitosny demontaż mitu, który kino lat sześćdziesiątych – a zwłaszcza późny Godard – zaczęło budować wokół przemocy. Lewicowa awangarda tej epoki fascynowała się nią jako gestem wyzwalającym: bezsensownym z punktu widzenia mieszczańskiego porządku, ale obdarzonym sensem politycznym. Przemoc miała przyspieszać historię, rozsadzać system, otwierać przestrzeń dla nowego ładu.

.Deray bierze dokładnie tę samą energię – impulsywną, destrukcyjną, irracjonalną – i odbiera jej wszelką ideologiczną aureolę. Pokazuje ją w najczystszej i najbardziej przyziemnej postaci: pijacki afekt, zazdrość o kobietę, chwilowa przewaga nad rywalem i nagle – trup w basenie. Nie ma tu ani grama mesjanizmu ani politycznego usprawiedliwienia. Przemoc, która w kinie epoki bywała stylizowana na gest historycznego zerwania, u Deraya okazuje się zwykłą, małostkową agresją klasy średniej.

W tym geście Deray obnaża nie tylko pustkę swoich bohaterów. Obnaża również iluzję tych, którzy w przemocy chcieli widzieć motor historii. Pokazuje, że ta sama siła, którą radykalna wyobraźnia lat sześćdziesiątych potrafiła romantyzować jako rewolucyjną, w codziennym życiu przybiera znacznie bardziej banalną postać: brutalnego egoizmu bez celu.

Maj 1968 dla ludzi z willą w Saint-Tropez, z alkoholem i zazdrością w żyłach, właściwie nie istnieje. Film nie musi o tym mówić wprost, bo samo morderstwo przy basenie jest wystarczająco wymowne. To, co w kinie epoki bywało wielkim estetycznym zerwaniem, u Deraya redukuje się do truposza w mokrym ubraniu i do mokrego sumienia, które można ukryć – albo wykorzystać jako walutę władzy w relacji między dwojgiem ludzi.

.W tym sensie La Piscine okazuje się nie tylko thrillerem psychologicznym. Staje się także chłodną, niemal mimowolną polemiką z epoką, która w przemocy chciała widzieć zapowiedź wyzwolenia.

Margot Rousseau

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 marca 2026