Moja Warszawa

Monika KRYWOW

Prawniczka, Warszawianka.

zobacz inne teksty autora

Jestem Warszawianką z urodzenia. Tak los chciał. Pierwszą część życia spędziłam na Ochocie, nie tej starej, ale też nie na nowej. Tam najważniejsza była zieleń. Do Pól Mokotowskich mogłam iść przez skwerki zieleni i park, obecnie nazwany parkiem Zdzisława Malickiego, prowadzący  do Akademii Medycznej i szpitala na ul. Banacha. Mogłam też iść parkami przy ul. Żwirki i Wigury, przechodząc przez mauzoleum żołnierzy radzieckich. To były czasy kiedy na sanki chodziło się pod dom lub na ul. Korotyńskiego, gdzie były utworzone pagórki wystarczające dla nas, by się świetnie bawić.

iphon 427

Potem los rzucił mnie w okolice Sadyby; i znów  bezkres zieleni otaczający Jeziorko Czerniakowskie. Niezależnie od pory roku biegaliśmy po nich, korzystając z natury w środku miasta. Pierwsze spacery wieczorne, pierwsze randki zawsze miały tę zieleń w tle.

zdjecie3

Teraz mieszkam na Żoliborzu, tym najbliższym, najbardziej zielonym. Spacery odbywają się zatem okolicami Cytadeli z pięknym parkiem lub uliczkami starego oficerskiego Żoliborza, gdzie każdy z domów ma kawałek własnego ogrodu. To właśnie te doświadczenia ukształtowały we mnie czerpanie przyjemności ze spacerowania po moim mieście. Z biegiem lat, ze zmianami urbanistycznymi miasta, z coraz większą ilością mieszkańców znalazłam sposób, by doceniać piękno mojego miasta, ale bez pośpiechu, bez gonitwy codzienności.

Moje miasto najpiękniejsze jest dla mnie nocą. Uwielbiam chodzić wtedy ulicami i patrzeć jak się ono zmienia. Przeszłam już większość lewostronnej Warszawy. Od Czerniakowskich zaułków Wisły aż po most Gdański. Od Lasku Bielańskiego do Kanałku Potockiego. Od fontann pod Starym Miastem po plac Grzybowski czy okolice obecnego Muzeum Żydów Polskich.

Zawsze coraz dalej, ale nie szybciej.

1256510_10200579079626351_1113770365_n

Moi znajomi nie lubią Warszawy. Nie lubią tego pośpiechu, gonitwy, smutnych czy poważnych twarzy. Ale ilekroć pokazuje im moje miasto nocą zmieniają zdanie. Czar i urok, historia tego miasta pokazuje się wtedy w pełnej krasie. Można stanąć, usiąść, położyć się i delektować tym. Można dostrzec detale, których w ciągu dnia nie jest się w stanie. Można usiąść w parku i myśleć, że jest się w lesie, choć to centrum stolicy. Można też popatrzeć drugiej osobie w twarz. Z całą intensywnością. Moje miasto nocą.

Monika Krywow

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

  • Tomek Aleksandrowicz

    Stare Miasto, potem Gocław, Jeziorko Czerniakowskie, znowu Stare Miasto i wreszcie Ursynów. Zawsze zieleń, mniej lub bardziej dzika. Uwielbiam Londyn, zachwycać się Amsterdamem, podoba mi się Monachium, Berlin zwiedziłem niemal na piechotę. Ale Warszawa to moje miejsce na Ziemi. Pozdrowienia, Szanowna Autorko, podzielam w pełni Pani spostrzeżenia.

  • Tomek Aleksandrowicz

    Stare Miasto, potem Gocław, Jeziorko Czerniakowskie, znowu Stare Miasto i wreszcie Ursynów. Zawsze zieleń, mniej lub bardziej dzika. Uwielbiam Londyn, zachwycać się Amsterdamem, podoba mi się Monachium, Berlin zwiedziłem niemal na piechotę. Ale Warszawa to moje miejsce na Ziemi. Pozdrowienia, Szanowna Autorko, podzielam w pełni Pani spostrzeżenia.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z