"1949" Pawła Pawlikowskiego na festiwalu w Cannes

21 filmów, wśród nich „1949” Pawła Pawlikowskiego, „Parallel Tales” Asghara Farhadiego i „Fjord” Cristiana Mungiu, powalczy o Złotą Palmę podczas 79. festiwalu w Cannes. Do konkursu Un Certain Regard zakwalifikował się „The Meltdown” Manueli Martelli z Jakubem Gierszałem w obsadzie.
Polski akcent odnajdziemy również w konkursie Un Certain Regard canneńskiego festiwalu
.Oficjalną selekcję zaprezentowano podczas konferencji prasowej transmitowanej online. Jak podkreślił dyrektor artystyczny wydarzenia Thierry Frémaux, ogłoszone tytuły – wybrane spośród niemal 2,5 tys. zgłoszeń – stanowią 95 proc. programu. Ostateczną listę festiwalowych obrazów poznamy w najbliższych tygodniach.
Na razie do konkursu głównego zakwalifikowano 21 filmów. Wśród nich znalazł się „1949” („Fatherland”) Pawła Pawlikowskiego. To pierwsza fabuła twórcy od czasu „Zimnej wojny” z 2018 r., która zapewniła mu nagrodę w Cannes za najlepszą reżyserię oraz nominacje do Oscarów. Scenariusz, który reżyser współtworzył z Henkiem Handloegtenem, powstał na podstawie książki „Czarodziej” Colma Tóibína o życiu Thomasa Manna. Jak wynika z zapowiedzi, sercem fabuły są relacje niemieckiego pisarza z jego córką Eriką. Akcja rozgrywa się w trakcie podróży z leżącego w amerykańskiej strefie wpływów Frankfurtu do kontrolowanego przez Sowietów Weimaru, w którą Mann wyrusza z Eriką.
W rolach głównych zobaczymy gwiazdę „Strefy interesów” i „Anatomii upadku” Sandrę Hüller i znanego z „Monachium” Hansa Zischlera. Wśród twórców produkcji znaleźli się też stali współpracownicy Pawlikowskiego: operator Łukasz Żal, kostiumolożka Aleksandra Staszko, montażysta Piotr Wójcik, scenografowie Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński, a także kompozytor Marcin Masecki.
Obok „1949” o Złotą Palmę ubiegają się „Minotaur” Andrieja Zwiagincewa, „Fjord” Cristiana Mungiu, „Bitter Christmas” Pedro Almodovara, „Sheep in the Box” Hirokazu Koreedy, „Coward” Lukasa Dhonta, „The Unknown” Arthura Harariego i „Sudden” Ryusuke Hamaguchiego. Szansę na główną nagrodę otrzymały ponadto „The Beloved” Rodrigo Sorogoyena, „The Man I Love” Iry Sachsa, „Moulin” László Nemesa, „Stories of the Night” Léi Mysius, „Notre salut” Emmanuela Marre, „Gentle Monster” Marie Kreutzer, „Nagi Notes” Koji Fukady, „Hope” Na Hong-jina, „Garance” Jeanne Herry, „The Dreamed Adventure” Valeski Grisebach, „The Black Ball” Javiera Ambrossiego i Javiera Calvo, „A Woman’s Life” Charline Bourgeois-Tacquet, a także „Parallel Tales” Asghara Farhadiego. Producentami nowego dzieła autora „Rozstania” są Krzysztof Piesiewicz i Maciej Musiał.
Polski akcent odnajdziemy również w konkursie Un Certain Regard canneńskiego festiwalu. W tej sekcji pokazany zostanie „The Meltdown” Manueli Martelli z Jakubem Gierszałem w obsadzie. To kolejna po „1976” pełnometrażowa fabuła zrealizowana przez chilijską aktorkę. Obraz przenosi widzów do Chile początku lat 90. Przebywająca z dziadkami dziewięciolatka zaprzyjaźnia się z piętnastoletnią narciarką. Kiedy pewnego dnia ślad po koleżance ginie, rozpoczynają się poszukiwania. W filmie zobaczymy także m.in. Saskię Rosendahl, Mayę O’Rourke i Mauricio Pesutica.
Jakub Gierszał jest jednym z najzdolniejszych polskich aktorów młodego pokolenia, obecnym również w kinie zagranicznym. Wystąpił m.in. u boku Sandry Hüller w „Mrocznym świecie” Frauke Finsterwalder oraz Luke’a Evansa, Dominica Coopera i Sarah Gadon w „Draculi: Historii nieznanej” Gary’ego Shore’a. Obrazy z jego udziałem goszczą na najważniejszych festiwalach międzynarodowych, chociażby w Toronto, San Sebastian i Locarno. W 2009 r. jego aktorski debiut „Wszystko, co kocham” Jacka Borcucha wyświetlono podczas Sundance Film Festivalu. W 2013 r. na tym samym wydarzeniu pokazano „Nieulotne” Borcucha, a w 2016 r. w programie Sundance znalazły się aż dwa filmy z udziałem Gierszała – „Córki dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej oraz „Moris z Ameryki” Chada Hartigana.
Czy „1949” ma szansę na nagrodę?
.W 2012 r. podczas Berlinale Polaka wyróżniono tytułem European Shooting Star. Wówczas w sekcji Panorama Special zadebiutowała „Sala samobójców” Jana Komasy, w której zagrał główną rolę. Pięć lat później podczas berlińskiego festiwalu zaprezentowano „Pokot” Agnieszki Holland. W tym samym roku aktor znalazł się w zestawieniu „10 Europeans to Watch” magazynu „Variety”.
Gierszał jest producentem filmów „Ultima Thule” Klaudiusza Chrostowskiego, nagrodzonego główną nagrodą w konkursie filmów mikrobudżetowych Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a także realizowanego w USA dokumentu „Streetbeefs” Kamila Niewińskiego i Daniela Burskiego, który obecnie jest w fazie post-produkcji. Data premiery nie została jeszcze ustalona.
79. festiwal filmowy w Cannes odbędzie się w dniach 12-23 maja. Laureata Złotej Palmy wskaże jury pod kierownictwem południowokoreańskiego reżysera Park Chan-wooka.
Alphaville Godarda. Przyszłość, która już nadeszła
.Weź popularnego aktora filmów klasy B, ukradnij postać, którą zwykle gra, powiedz producentowi, że dostanie kolejną część przygód jego bohatera. A następnie w szalonej improwizacji nakręć artystyczne arcydzieło, które po 60 latach wygląda jak urocze, ale ponure proroctwo. To Alphaville Jean-Luc Godarda – pisze Margot ROUSSEAU
Alphaville jest szaleństwem Godarda. I już sam tryb jego powstania jest jednym wielkim szalonym rajdem. Fikcyjny treatment, żeby mecenasi się nie połapali, i po prostu aktor pod kontraktem. Eddie Constantine miał wtedy swój złoty czas. Kina, zwłaszcza niemieckie – stąd na film Godarda wyłożyli głównie Niemcy, którzy nienawykli do poczucia humoru, musieli być zdziwieni efektem końcowym. Grana przez Constantine’a zazwyczaj postać Lemmy’ego Cautiona to komercyjne kino w opakowaniu noir. W 1965, gdy Godard bierze się za swój film, Constantine jest w wieku średnim, z twarzą, która nosi na sobie ślady tego, czego Caution używa w nadmiarze: papierosów i whiskey. Głos idealnie chropawy.
Nawet w tytule swojego filmu Jean-Luc Godard zaznacza, że to kolejna przygoda Lemmy’ego Cautiona. I rzeczywiście, po swojemu ją prowadzi. Rzecz dzieje się w przyszłości. Caution reprezentuje świat zewnętrzny, jak to nazywa Godard, i przybywa do Alphaville w dwóch celach. Ma odnaleźć zaginionego agenta, Henry’ego Dicksona , i pojmać profesora von Brauna, czyli Leonarda Nosferatu, który skonstruował rządzący miastem komputer Alpha 60.
Tak, przenosimy się do dystopijnego świata, w którym stworzony przez Brauna komputer steruje miastem. I choć Braun pełni tu rolę dyktatora, to tak naprawdę jest wykonawca poleceń maszyny, która na miarę lat 60 wyobraża sztuczną inteligencję. W Alphaville wszystko musi być czyste i logiczne, pozbawione uczuć, a istotnym elementem zarządzania miastem stanowi kontrola jezyka, w którym zakazane są słowa oddające emocje, metafory oraz poezja.
Niepokorni i nieprzystosowywani dostają propozycję samobójstwa, a jeśli go nie dokonają specjalny trybunał skazuje ich na śmierć. Wyroki wykonywane są na basenie – skazaniec najpierw otrzymuje strzał z karabinu, a następnie wpada do basenu, gdzie sztyletami dobijają go piękne kobiety w kostiumach kąpielowych. To zresztą jeden z najbardziej wymownych elementów tej dystopii, w ktorej pieknych kobiet nie brakuje, z córką von Brauna, Nataszą, na czele (Anna Karina, oczywiście). To miasto przyszłości pozbawione jest przy tym elementów charakterystycznych dla SF. Godard kręci we współczesnym sobie Paryżu, głównie nocą, bawiąc się światłem i ciemnością, i cytując obficie “Podróż do kresu nocy” Celine’a. To nie jest Metropolis Langa, bo Godard mówi nam, przyszłość jest już teraz.
Odwraca przy tym utopię Wellsa, znaną z Things to come. Tam technika i oświecony naukowiec przynosi pokój i wolność, logika nie jest tyranią, a maszyny nie odhumanizują świata. U Godarda przeciwnie, profesor-inżynier, z nieprzypadkowym nazwiskiem von Braun, co jest oczywistą aluzją do nazistowskego naukowca, wynalazcy rakiet, jest despotycznym wykonawcą decyzji bezdusznej maszyny.
Jean-Luc Godard odnosi się tu zresztą do dwóch arcydzieł naraz. To, że do Things to Come, jest dla nas jasne. Ale drugim, estetycznie ważniejszym odniesieniem, jest Testament doktora Mabuse Fritza Langa.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/margot-rousseau-alphaville-film-jean-luc-godard/
PAP/MB



