5,4 mld ludzi pozbawionych prawa do wolności religijnej. Najnowszy raport

W ciągu dekady nastąpił drastyczny wzrost łamania prawa do wolności religijnej. Spośród 196 analizowanych państw w 2016 r. naruszanie jej odnotowano w 29 krajach, zaś w 2025 r. w 62 – wynika z „Raportu o Wolności Religijnej 2025” przygotowanego przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie.
Prawo do wolności religijnej to prawo każdego z nas
.Prawo do wolności religijnej nie jest przywilejem, ale należy do podstawowych praw człowieka. Zakłada ono, że osoba może wyznawać religię prywatnie i publicznie, ale także zrezygnować z jej wyznawania – powiedziała w czasie konferencji współautorka polskiej wersji raportu Irmina Nockiewicz z UKSW.
W Warszawie odbyła się prezentacja polskiej wersji raportu dotyczącego przestrzegania prawa do wolności religijnej przygotowanego przez PKWP. Publikacja przedstawia sytuację 169 krajów na świecie w latach 2023–2024.
Według raportu „Wolność Religijna na świecie 2025” – „ponad dwie trzecie ludzkości (5,4 mld osób) żyje w krajach, gdzie to podstawowe prawo człowieka nie jest w pełni respektowane. Spośród 196 analizowanych państw, w 62 dochodzi do poważnych naruszeń – w tym 24 dochodzi do prześladowań – dotykają ponad 4,1 miliarda ludzi w takich krajach jak Chiny, Indie, Nigeria i Korea Północna. W tym w 75 proc. tych krajów (18 z 24) sytuacja się pogorszyła”.
Według raportu główne przyczyny naruszeń wolności religijnej to „są rządy autorytarne, nacjonalizm etnoreligijny – który utożsamia naród z jedną grupą etniczno-religijną, marginalizując mniejszości a także ekstremizm religijny obejmujący działalność terrorystyczną prowadzoną przez grupy powołujące się na religię, takie jak talibowie, Boko Haram, Państwo Islamskie, Al-Kaida, Al-Szabab. Wśród przyczyn naruszania wolności autorzy raportu wskazują także „ekstremizm świecki, czyli dążenie do całkowitego usunięcia religii z przestrzeni publicznej i narzucanie norm świeckich oraz przestępczość zorganizowaną próbującą przejąć kontrolę nad społecznościami i uderzającą w liderów religijnych broniących ofiar przemocy i korupcji”.
„Władze wielu krajów – m.in. Chin, Iranu, Erytrei i Nikaragui – stosują masowy nadzór, cenzurę cyfrową i represyjne prawo, by kontrolować życie religijne obywateli” – wynika z dokumentu.
Dyskryminacja na tle religijnym
.Autorzy raportu, „38 krajów sklasyfikowali jako doświadczające dyskryminacji na tle religijnym, potencjalnie dotykającej ponad 1,1 mld ludzi – to 13,2 proc. światowej populacji”.
„W krajach takich, jak Egipt, Etiopia, Meksyk, Turcja czy Wietnam, mniejszości religijne doświadczają systemowych restrykcji w praktykowaniu i wyrażaniu wiary. Naruszana jest tam także równość wobec prawa. Mimo że ich obywatele nie są przedmiotem brutalnych represji, dyskryminacja często skutkuje marginalizacją i nierównością wobec prawa” – napisano.
– W ciągu ostatniej dekady obserwujemy drastyczny wzrost prześladowań. W 2016 r. poważne naruszenia odnotowano w 29 krajach w tym w 19 prześladowania, a w 10 – dyskryminację – zwróciła uwagę Nockiewicz. Jako przykład podała kraje azjatyckie oraz półwyspu arabskiego. – Obcokrajowiec może tam iść do kościoła, ale jeśli chce, aby modlitwa odbywała się po arabsku, to musi być przy zamkniętym drzwiach. Nie jest tam bowiem do zaakceptowania, żeby inna religia niż honorowana przez rząd była publicznie wyznawana – zwróciła uwagę Nockiewicz.
„Coraz większym czynnikiem wpływającym na ten stan rzeczy jest globalny wzrost przemocy zbrojnej, bezpośrednio wpływający na wolność religijną — m.in. w Izraelu i na terytoriach palestyńskich, w Ukrainie i Rosji, a także w Mjanmie i Sudanie” – wskazali autorzy raportu. W Ameryce Łacińskiej obserwowany jest „wzrost liczby ataków na duchownych i przywódców religijnych, zwłaszcza w Kolumbii i Meksyku — często ze strony zorganizowanej przestępczości”.
Z kolei w krajach zachodnich autorzy raportu zwrócili również uwagę, na wzrost aktów antysemickich i antymuzułmańskich po wybuchu wojny w Gazie. Poinformowali, że np. we Francji odnotowano 1000 proc. więcej ataków. Z kolei w Niemczech zarejestrowano 4 369 incydentów związanych z tym konfliktem (wobec 61 rok wcześniej). „Z kolei w Grecji zarejestrowano ponad 600 aktów wandalizmu; w Kanadzie pomiędzy 2021 a 2024 rokiem podpalono 24 kościoły. Podobny niepokojący wzrost zaobserwowano w Hiszpanii, we Włoszech, w Stanach Zjednoczonych i w Chorwacji, włączając w to przerywanie uroczystości religijnych – często motywowane wrogością ideologiczną, aktywnością bojówek oraz antyreligijnym ekstermizmem” – wskazano w raporcie.
Zwrócili uwagę, że „w takich krajach jak Armenia, Azerbejdżan, Ukraina czy Rosja, osoby odmawiające służby wojskowej z powodów religijnych lub etycznych zamyka się w więzieniach”. Tymczasem w państwach Europy Zachodniej takich, jak np. Belgia, „instytucje religijne znajdują się pod presją prawną, będąc zmuszane do dostarczania usług takich, jak aborcja czy wspomagane samobójstwo”.
Dyrektor sekcji polskiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie ks. dr hab. Jan Żelazny powiedział, że „kwestia wolności religijnej to jest także kwestia wychowania do pewnych wartości takich jak przebaczenie, miłosierdzia oraz otwarcie dla innych, które wnosi chrześcijaństwo”.
W odpowiedzi na apel papieża Leona XIV do publicznego upominania się o prawa człowieka do wolności religijnej PKWP wystosowało międzynarodową petycję ONZ o przestrzeganie artykułu 18 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.
Zawiera ona apel do instytucji międzynarodowych i rządów demokratycznych do „publicznego potępiania wszelkich form prześladowań religijnych, uczynienia wolności religijnej priorytetem w polityce zagranicznej i stosunkach dyplomatycznych oraz podjęcia odpowiednich środków przeciwko reżimom, które wielokrotnie naruszają to podstawowe prawo i konkretnych kroków, w tym inicjatyw edukacyjnych i prawnych, aby zapobiegać naruszeniom, zapewnić skuteczną ochronę tego prawa i promować rozwój społeczno-ekonomiczny mniejszości religijnych. Można ją pobrać ze strony www.pwp.org, podpisać się drogą elektroniczną bądź wydrukować i dostarczyć do PKWP”.
Jesteśmy nowym rodzajem istoty – człowiekiem postreligijnym
.Co zrobić, gdy nie ma czego zachować? Odpowiedź zależy od tego, co w ogóle próbowaliśmy chronić. W Wielkiej Brytanii, która przez stulecia przewodziła nowoczesnej rewolucji, wszystko, co było stałe, zamieniało się w dym co najmniej od czasów Oświecenia. W konsekwencji kraj stracił niemal wszystko, co Edmund Burke, który już dwa wieki temu został przyparty do muru, uznałby za warte zachowania. Podobny proces toczy się we współczesnym świecie – nazwałem to wielkim niepokojem.
W tym niespokojnym świecie coraz głośniej mówi się, że Zachód niszczeje, upada, umiera, a nawet popełnia samobójstwo. Podejmowane są liczne działania mające wzmocnić tę chyboczącą się konstrukcję. Nowoczesność, którą Zachód stworzył i wyeksportował, okazała się dzbanem, któremu w końcu urwało się ucho i z którego wylewa się na nas śmierdzący szlam.
Jeśli jednak chcecie spierać się o to, jak zachować „Zachód” lub jak go obronić, najpierw musicie wiedzieć, czym on właściwie jest. W tym celu należy przypomnieć sobie jego początki.
Opowieść zaczyna się w ogrodzie, na samym początku wszystkich rzeczy. Jest on pełen wszelkich form życia: można tu znaleźć każdą żywą istotę, każdego ptaka i zwierzę, każde drzewo i roślinę. Żyją tu także ludzie. Oraz Stwórca – źródło wszystkiego – który jest tak blisko, że można ujrzeć Go „przechadzającego się po ogrodzie”. Jest to wizja, którą zawsze kochałem. Wszystko tu pozostaje w komunii ze wszystkim innym.
W centrum tego ogrodu rosną dwa drzewa, z których jedno może przekazać ukrytą wiedzę. Pewnego dnia ludzie, ostatnie stworzenie powołane do życia przez Stwórcę, będą gotowi, by zjeść owoc z tego drzewa. Kiedy to zrobią, posiądą sekretną wiedzę i wykorzystają ją mądrze, z korzyścią dla siebie i wszystkich innych stworzeń żyjących w ogrodzie. Na razie jednak nie są jeszcze gotowi. Są wciąż młodzi i – w przeciwieństwie do reszty stworzenia – tylko częściowo ukształtowani. Gdyby już teraz zjedli owoc z drzewa poznania, konsekwencje byłyby straszne.
„Nie jedzcie tego owocu” – mówi Stwórca. „Możecie jeść wszystko inne, ale nie to”. Znamy dalszą część tej historii, ponieważ przytrafia się nam ona wciąż i wciąż na nowo, w każdej godzinie dnia. „Dlaczego nie mielibyście jeść tego owocu?” – pyta kusząco wąż, głos skryty w głębi naszych umysłów. „Dlaczego nie mielibyście posiąść mocy, której jesteście godni? Dlaczego Stwórca miałby zatrzymać to wszystko dla siebie? Czemu mielibyście go słuchać? Ponad wszystko pragnie nad wami górować. Skosztujcie tego owocu. Macie do tego prawo. Jesteście tego warci!”.
Zjadamy więc owoc i orientujemy się, że jesteśmy nadzy. Zaczynamy odczuwać wstyd. Nasz umysł wypełnia się pytaniami, a koła zębate w jego wnętrzu zaczynają się obracać. Nagle powstają pojęcia my i oni, ludzkość i natura, ludzie i Bóg. Pomiędzy nami a resztą stworzenia zatrzaskuje się brama słów i droga do domu zostaje na zawsze zamknięta. Zaczynamy niszczeć i nie ma już dla nas miejsca w ogrodzie. Opuszczamy więc go, by nigdy już nie powrócić. Znika stan beztroskiego spokoju, który był naszym przyrodzonym prawem. Wybraliśmy wiedzę zamiast komunii; władzę zamiast pokory.
Teraz naszym domem jest Ziemia. A Ziemia jest wadliwą wersją ogrodu. Na Ziemi musimy trudzić się, by uprawiać glebę i sadzić nasiona oraz walczyć z drapieżnikami. Chorujemy i umieramy. Wszystko zjada wszystko inne. Takie są konsekwencje naszej pogoni za wiedzą i władzą. Mimo to wciąż za nimi gonimy – nie widzimy bowiem innego wyjścia. Poza tym potrzebujemy czegoś, co zajęłoby nasze wielkie, poszukujące mózgi. Budujemy wieże i miasta, zapominając, skąd pochodzimy. Zapominamy o Stwórcy i zaczynamy czcić samych siebie. Wszystko to dzieje się w naszych wnętrzach każdego dnia.
W końcu Stwórca się nad nami lituje. Po wielu stuleciach nieustannego zjadania owocu przez ludzi przeprowadza On interwencję. Przybywa na Ziemię w ludzkiej postaci, aby pokazać nam drogę powrotną do domu. Lecz, będąc ludźmi, torturujemy go i zabijamy. Tymczasem okazuje się, że o to właśnie chodziło. Stwórca nie posługuje się językiem władzy, ale pokory, nie podboju, lecz poświęcenia. Jego ofiara otwiera nam drogę powrotną do domu. Jeśli nią podążymy, możemy odzyskać duchową jedność. Możemy być takimi, jakimi mieliśmy być, czyli świętymi – słowo to [mowa o angielskim „holy” – red.] wywodzi się ze staroangielskiego halig, które oznacza całość [ang. whole].
Taka jest nasza historia. Teraz wyobraźcie sobie, że wokół tej historii zbudowana jest cała kultura. Wyobraźcie sobie, że ta kultura przetrwała ponad tysiąc lat i jest fundamentem, na którym zbudowano kolejne warstwy znaczeń, tradycji, innowacji i wytworów, jakkolwiek niedoskonałych.
Następnie wyobraźcie sobie, że ta kultura umiera, pozostawiając po sobie wyłącznie ruiny.
Jeśli mieszkacie na Zachodzie, nie musicie sobie tego wyobrażać. Żyjecie wśród ruin, i to od urodzenia. Są one pozostałościami po tym, co zwano „chrześcijaństwem” – po trwającej 1500 lat cywilizacji, przenikniętej opowiedzianą wcześniej świętą historią, która ukształtowała każdy aspekt życia, naginając, zmieniając i przekształcając wszystko na swój obraz.
Nie możemy jednak żyć pośród ruin zbyt długo. Ludzie są budowniczymi, a Natura nie znosi próżni. Myślę, że Bóg również jej nie znosi i że, czy nam się to podoba, czy nie – a w dzisiejszych czasach przeważnie nie – ludzie potrzebują Boga. To dlatego każda ludzka kultura zawsze i wszędzie kierowała swój wzrok ku boskości.
To właśnie powinniśmy zrozumieć, jeśli chcemy myśleć lub mówić o „zachowaniu”, „powrocie” lub „przywróceniu” czegokolwiek. Gdy mowa jest o „obronie Zachodu”, chodzi tak naprawdę o obronę chrześcijaństwa i wartości przez nie stworzonych i/lub stworzonej przez nie kultury liberalnej, która została wzniesiona na tych wartościach.
Każda kultura zbudowana jest wokół świętego rdzenia. To właśnie zaniedbanie rdzenia powoduje gnicie wszystkich kultur. Zazwyczaj oznacza to, że ludzie oderwali wzrok od świętego centrum i skierowali go w inną stronę – ku fałszywym bogom, złotym cielcom lub własnemu upiększonemu odbiciu w lustrze. Chesterton i w tej kwestii nie zgadzał się z Marksem. „W rzeczywistości to brak religii jest opium dla ludu” – pisał. „Gdy ludzie nie wierzą w nic poza światem, będą czcić świat”. Jest to kult, który chrześcijaństwo zwykło potępiać jako „bałwochwalstwo”, a któremu dzisiejszy Zachód oddaje się na całego.
Wiele osób mówiących o „obronie Zachodu” próbuje bronić albo bezlitosnej agresji kapitalizmu – systemu, który bardziej niż cokolwiek innego przyczynił się do zniszczenia kultury i odwiecznych wartości Zachodu – albo wolności słowa, indywidualizmu i prawa do złośliwego zachowania w internecie. Powiedziałbym, że te elementy same w sobie są wynikiem ugody opracowanej w ramach procesu znanego obecnie jako „Oświecenie”, mającej na celu zastąpienie pierwotnej świętej historii Zachodu wersją nową, skoncentrowaną na człowieku.
Była to ugoda liberalna. Zakładała, że ludzie są odseparowanymi jednostkami, które mogą przemierzać świat i wypowiadać się oraz konsumować bez ograniczeń, a także narzucać światu racjonalny, naukowy porządek mający zapewnić postęp. Ugoda ta połączyła wartości moralne i uniwersalizm zachodniego chrześcijaństwa z prawnie usankcjonowanym indywidualizmem oraz wiarą w naukę i technologię. Przyniosła też nową historię pochodzenia, która zastąpiła tę o ogrodzie i wężu.
Nowa historia opowiadała o tym, jak zostaliśmy uratowani od przesądów i ignorancji przez świętą trójcę nowoczesności: Rozum, Naukę i Technologię. Przestaliśmy wierzyć w niedorzeczne opowieści o bogach i potworach wymyślonych przez naszych niedouczonych przodków. Zaczęliśmy dostrzegać trudną, ale ekscytującą rzeczywistość, w której wszechświat jest niczym więcej niż tylko pozbawionym znaczenia kłębowiskiem materii i energii, które powstało z niczego i bez żadnego powodu i w którym ludzie są tylko machiną replikujących się genów. Teraz zaś usiłujemy wymyślić, jak racjonalnie zarządzać całym tym przedstawieniem. Jesteśmy nowym rodzajem istoty – człowiekiem postreligijnym.
Dorastając, do pewnego stopnia wierzyłem w tę nową historię. Myślałem, że religia się skończyła, a my porzuciliśmy jej głupie przesądy. Dzisiaj już w to nie wierzę. Dzisiaj wierzę w coś innego, a mianowicie w to, że w istotnym sensie wszystko jest religijne.
W 2021 roku, po bardzo długich poszukiwaniach prawdy, zostałem chrześcijaninem – prawosławnym chrześcijaninem – czym zaskoczyłem samego siebie i czym na początku się przeraziłem. Późniejsze zanurzenie się w chrześcijańskiej historii pozwoliło mi lepiej zrozumieć to, co działo się wokół mnie w 2020 roku. Przede wszystkim odkryłem święte fundamenty ludzkiej kultury. Marks twierdził, że historia wszystkich społeczeństw była historią walk między klasami, ja jednak sądzę, że była to historia wierzeń religijnych. Choć „wiara” to nieodpowiednie słowo. Może lepszym byłoby „doświadczenie” lub „zanurzenie”.
Im częściej uczestniczyłem w boskiej liturgii, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że to, co kiedyś odrzuciłem jako głupi przesąd, było w rzeczywistości istotą życia. Na Zachodzie w czasach przednowoczesnych – podobnie jak jest to dziś na znacznym obszarze świata – nie istniało coś takiego jak „religia”. Chrześcijańska opowieść była podstawą rozumienia rzeczywistości. Nie było „religii”, ponieważ nie zakładano, że prawda jest opcjonalna lub częściowa – podobnie jak dzisiaj nie uważamy grawitacji bądź kulistości Ziemi za prawdy, z którymi utożsamiamy się tylko w niedzielne poranki.
Powtórzę raz jeszcze: wszystko jest religijne.Nieliczni, którzy uważają inaczej, to ludzie zamieszkujący obszar z lubością nazywany „świeckim” zakątkiem świata. Kiedyś sądziliśmy, że dzięki zniesieniu religii wyprzedziliśmy resztę ludzkości. Lecz nagle ta narracja przestała być głoszona z niezachwianą pewnością. Sytuacja się zmieniła i świecka liberalna nowoczesność nie wydaje się już najlepszym kandydatem na zwycięzcę gry w Koniec Historii.
Jeśli więc wszystko jest religijne, a nasza stara religia jest martwa i to, czym próbowaliśmy ją zastąpić – racjonalny, świecki, humanistyczny postęp – zawodzi, ponieważ nie odpowiada na prawdziwe ludzkie potrzeby, to gdzie jesteśmy? Co będzie dalej?
Warto poszukać odpowiedzi u przedstawiciela filozofii wieczystej René Guénona, ulubieńca naszego nowego króla. Guénon był Francuzem, który przyjął islam, wyemigrował do Egiptu i poświęcił swoje życie próbie ocalenia Zachodu przed jego własnym materializmem. Przewidział, że o ile nie wrócimy na ścieżkę religii, wraz z początkiem XXI wieku nadejdzie coś, co nazwał „rządami ilości”. Będzie to wiek absolutnego materializmu, w którym każdy aspekt życia zostanie zmierzony, policzony i poddany naukowej ocenie i kontroli technologicznej.
Co istotne, pod rządami ilości uczucia religijne również nabiorą charakteru ilościowego. Ludzkość nigdy nie wyzbędzie się pragnienia transcendencji, ale nie będzie w stanie zamanifestować tego pragnienia na żadnym innym poziomie niż materialny. Obiektem kultu nie będzie zatem tajemnicza, nietykalna, święta siła poza stworzeniem, lecz potęga woli w królestwie materializmu.
Myślę, że właśnie w tym punkcie znajdujemy się dzisiaj – impuls religijny manifestuje się w formie materialnej, głównie poprzez wykorzystanie technologii do promowania ludzkiej woli. Zjawisko to, które nazywam Machiną, jest materialną manifestacją ludzkiego pragnienia wyzwolenia poprzez technologię; wyzwolenia, w którym wszystkie formy są porzucane na rzecz ostatecznego i jedynego suwerena: niezależnej racjonalnej jednostki, uwolnionej od więzów historii, wspólnoty i natury.
Według prawosławnego światopoglądu wszyscy jesteśmy ikonami Boga. Ludzkość została stworzona na podobieństwo Stwórcy i nawet jeśli nie udaje nam się wywiązać z wynikającej z tego odpowiedzialności, daje nam to jasny punkt odniesienia. Wiemy, czym są ludzie i jaki jest cel istnienia świata. Jeśli odrzucimy tę historię, gdzie znajdziemy punkt stały dla obracającego się świata? Tego nie wie nikt. Jedynym punktem odniesienia na postchrześcijańskim, postliberalnym Zachodzie jest to, czego akurat chcemy lub co akurat czujemy. A ponieważ liberalizm konsumencki nauczył nas, że pożądanie nie jest czymś, ponad co należy się wznosić lub co należy kontrolować, ale czymś, czemu należy się natychmiast poddać, a następnie uznać za wartościowe, sama rzeczywistość staje się podatna na nieskończoną redefinicję. Któż może wiedzieć, co jest dobre, złe lub prawdziwe?
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/paul-kingsnorth-czlowiek-postreligijny/
PAP/ LW





