
Policzek dla katolika
Ta scena, rozgrywająca się we wtorek, 25 sierpnia 2026 r., w siedzibie rosyjskiego MSZ przy Placu Smoleńskim, przejdzie zapewne do historii dyplomacji watykańskiej. Oto po spotkaniu delegacji papieskiej i rosyjskiej szef putinowskiej dyplomacji Siergiej Ławrow zapewnia publicznie, iż w rozmowach z abp. Paulem Gallagherem – ministrem spraw zagranicznych Leona XIV „potwierdziliśmy podobieństwo naszych stanowisk w zakresie ochrony tradycyjnych wartości” – pisze Jan ROKITA
.Gallagher słucha tego, stojąc sztywny i nieporuszony, a w swojej odpowiedzi jednym słowem nawet nie nawiązuje do owych „tradycyjnych wartości”, które teraz miałyby łączyć papiestwo z agresywną moskiewską despotią. Ale jeśliby kto miał wątpliwości, o jakie wspólne wartości chodzić może, to Ławrow precyzuje przynajmniej niektóre z nich. Jego zdaniem Moskwa głęboko wierzy w „fundamentalne zasady prawa międzynarodowego i założenia Karty Narodów Zjednoczonych”, a jak każdy wie – respekt dla takich właśnie wartości jest od dawna „konikiem” watykańskiej dyplomacji. Także watykańsko-moskiewska walka z zaprzęgnięciem sztucznej inteligencji do celów militarnych ma być oparta na takich wspólnych wartościach, więc eksperci Putina i Leona XIV rozpoczną teraz nad tą kwestią wspólną pracę.
Brzmi jak kpina? Albo wręcz prowokacja ze strony Ławrowa, na którą Gallagher godzi się bez najmniejszego sprzeciwu? Pewnie tak, choć to dopiero początek politycznego teatru tej wspólnej konferencji. Ławrow rozpędza się i przechodzi do wylewnych podziękowań dla Gallaghera za hołd, jaki pod murami Kremla arcybiskup oddał sowieckim bohaterom „wojny ojczyźnianej”. Ławrow tłumaczy obszernie, dlaczego właśnie teraz taki gest ze strony Kościoła jest dla Moskwy tak doniosły. Pełna cytata jest tu koniecznością. Ławrow mówi: „Mamy wielką wdzięczność dla Stolicy Apostolskiej za szacunek (…) dla kolosalnego poświęcenia, jakie nasz wieloetniczny naród poniósł w walce z nazizmem; ma to szczególne znaczenie, gdy neonazizm podnosi głowę w krajach europejskich przez podżeganie i zbrojenie reżimu kijowskiego do kontynuowania wojny przeciw Federacji Rosyjskiej, naszej wspólnej historii i historii własnego narodu”.
Retorykę Moskwy, gdy idzie o „wieloetniczny naród rosyjski”, którego Ukraińcy są częścią, oraz o nazistowski reżim w Kijowie – to my już dobrze i od dawna znamy. Ale teraz okazuje się, iż złożenie kwiatów przez Gallaghera pod murami Kremla ma oznaczać wspólny sprzeciw Kościoła Katolickiego i Moskwy wobec neonazizmu szerzącego się w Europie, którego przejawem jest pomoc dla Ukrainy. Wybitnymi neonazistami byliby tu więc Johnson i Burnham, Morawiecki i Tusk, Merz i Macron. Także i do tego wątku Gallagher, sztywny i nieporuszony, nie nawiązuje w swej odpowiedzi ani jednym słowem.
.„Zaufanie, przyjaźń i pragmatyzm” – to trzy słowa, jakie mają charakteryzować stosunki Kremla z Watykanem, wedle Ławrowa. W tym punkcie Gallagher w odpowiedzi zdobywa się w końcu na heroiczną kontrę; wspomina bowiem o „znacznych rozbieżnościach w naszych ocenach różnych kwestii”, choć strachliwie nie wymienia żadnej z owych kwestii.
Tak naprawdę trudno się nawet temu dziwić. Gallagher przybywa bowiem do Moskwy po to, by szlachetnie, cytując bon moty dwóch papieży, nawoływać do pokoju i dyplomacji. A swoje apele kieruje – bo tak wymagają reguły dyplomacji – do swego moskiewskiego odpowiednika, czyli Ławrowa. Tego samego Ławrowa, który na tydzień przed przylotem do Moskwy Gallaghera wykluczył kategorycznie w imieniu Putina zatrzymanie wojny, gdyż jego zdaniem „jakiekolwiek wstrzymanie walk przekreśliłoby wyczyn naszych dziadków i pradziadków, którzy pokonali nazizm”. A na dodatek obiecał bez owijania w bawełnę, iż teraz armia rosyjska użyje na Ukrainie „bardziej zdecydowanych metod, aby zniszczyć wszystko, co napędza kijowską machinę wojenną na Zachodzie” (to cytaty z wywiadu dla tv Rossija). Nawet w humanitarnej kwestii powrotu na Ukrainę porwanych do Rosji dzieci Gallagher dostaje kubeł zimnej wody, gdy Ławrow w reakcji na ten postulat opowiada z oburzeniem o mordach, jakich dopuszczają się Ukraińcy na moskalskich dzieciach.
Nie są więc zaskoczeniem komentarze ukraińskich hierarchów katolickich na temat odwiedzin Gallaghera u Ławrowa. Typowy jest tu głos biskupa charkowskiego Pawła Honczaruka, który z ceremonialnym szacunkiem wypowiada się na temat papieskich inicjatyw pokojowych (bo „Kościół żyje i oddycha pokojem”), po czym realistycznie dodaje: „Pozwolenie watykańskiemu wysłannikowi na przyjazd do Rosji jest dla Moskwy pożyteczne, gdyż będzie mogła teraz wykazywać, że jest gotowa, opowiada się za pokojem, a jednocześnie twierdzić, że to Kijów nie chce pokoju”. Honczaruk bez złudzeń mówi o iluzoryczności watykańskich rachub na zaprowadzenie pokoju, a jego oceny – co ciekawe – zbiegają się z niemal jednoczesnymi prognozami gen. Kellogga – byłego amerykańskiego mediatora z ramienia Trumpa. „Pokoju nie będzie, bo Putin go nie chce” – mówi Kellogg. A Gallagher bierze tylko udział, niczym marionetka, w propagandowym spektaklu Ławrowa.
Przypomniała mi się przy tej okazji poprzednia wyprawa Gallaghera do Ławrowa, pięć lat temu – w listopadzie 2021 roku – i ich ówczesna konferencja prasowa w tym samym moskiewskim gmachu przy Placu Smoleńskim.
Wtedy przedmiotem wspólnej troski obu ministrów była nie Ukraina, ale Polska, w której rząd Morawieckiego próbował przeciwstawić się rosyjsko-białoruskiej akcji masowego przerzucania za polską granicę sprowadzanych tam specjalnie migrantów z Azji i Afryki. Atmosfera tamtej konferencji nie była tak sztywna jak obecnie. Ławrow z nieskrywanym entuzjazmem spijał z ust Gallagherowi wypowiadane w imieniu papieża Franciszka słowa potępienia wobec polityki granicznej polskiego rządu. Dla Polaka było to widowisko obrzydliwe, a Gallagher stał się wtedy czarnym bohaterem polskich mediów. Na katolickim portalu „Polonia Christiana” pisano nawet, że: „Stolica Apostolska znowu poniża narody katolickie Europy Środkowej”.
.Nic się od tamtego czasu – niestety – nie zmieniło. Gallagher w Moskwie – to był, jest i będzie zawsze upokarzający policzek dla katolika. Tyle tylko że tym razem bardziej dla katolika ukraińskiego niźli polskiego.






