Prof. Wojciech ROSZKOWSKI: Wojna światów o Europę

Wojna światów o Europę

Photo of Prof. Wojciech ROSZKOWSKI

Prof. Wojciech ROSZKOWSKI

Profesor zwyczajny nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, profesor Instytutu Studiów Politycznych PAN. Autor publikacji na temat historii Polski XX wieku. Kawaler Orderu Orła Białego.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Sowietami kierowała nienawiść klasowa, nowy porządek chcieli budować na gruzach starego – nie drogą porozumienia dyplomatycznego, ale niszczenia fundamentów cywilizacji opartej na rzymskim prawie, greckiej filozofii i chrześcijańskiej moralności. Wygrana Polski w tym starciu cywilizacyjnym miała znaczenie dla kultury, wiedzy, religii i politycznego rozwoju ludzkości w Europie i na całym świecie, który bolszewicy chcieli urządzić po swojemu. Warto, by świat to docenił – twierdzi prof. Wojciech ROSZKOWSKI w rozmowie z Moniką ODROBIŃSKĄ

Monika ODROBIŃSKA: Dlaczego wygrana Polski w Bitwie Warszawskiej była kluczowa dla jej przetrwania aż do dziś?

Prof. Wojciech ROSZKOWSKI: Wnioskując z wydarzeń po 1945 r., wejście Armii Czerwonej w 1920 r. także mogłoby doprowadzić do końca demokracji w Polsce i zaprowadzenia w niej totalitaryzmu komunistycznego. Niepodległa Polska była sprzeczna z racją stanu bolszewickiej Rosji. Rewolucja miała bowiem kształtować nowego człowieka, a społeczeństwa, wyzute z tożsamości narodowej, zjednoczyć pod sztandarem proletariatu. Na drodze w realizacji tych planów stanęła Rosji Polska ze swoimi państwowymi aspiracjami. Wygrana w Bitwie Warszawskiej pozwoliła Polsce stworzyć instytucje państwowe i obywatelskie, dzięki którym przetrwała ona zarówno II wojnę światową, jak i późniejszy komunizm.

– Sądząc po tym, że w Niemczech roiło się od komunistycznych agentów, a zmęczone wojną społeczeństwa były podatne na wywrotowe doktryny, w Europie propaganda moskiewska mogła trafić na podatny grunt…

– O „nowym porządku”, który zaprowadzić mieli bolszewicy, społeczeństwa zachodnie nie wiedziały nic poza mrzonkami. Inaczej Polacy, którym bolszewizm kojarzył się z Rosją, dotychczasowym zaborcą, i którzy w związku z tym traktowali go z nieufnością. Podczas gdy u nas partia komunistyczna była słaba, jej odpowiedniki w zachodniej Europie miały duże wpływy. Także elity intelektualne były mocno lewicujące.

– Przekonując o „polskiej agresji przeciw Rosji”, nawoływały: „Ręce precz od Kraju Rad!”. Sojusz polsko-ukraiński przedstawiały jako imperializm, a bolszewików – jako internacjonalistyczną braterską pomoc.

– Używając bolszewickiej nomenklatury, „postępowców” tych można nazwać „pożytecznymi idiotami”. Dla Polaków, którzy ledwo odzyskali wówczas niepodległość, priorytetem była nie rewolucja z jej reformą rolną i nacjonalizacją przemysłu, ale utrzymanie suwerenności. 

Gdyby Polacy dali się pokonać bolszewikom, wspomnianym przez panią niemieckim siłom rewolucyjnym dałoby to impuls do obalenia demokratycznych władz i utworzenia czegoś na kształt niemieckiej republiki rad. Podobny scenariusz mógłby spotkać resztę Europy kontynentalnej. Tak więc słusznie uznana przez dyplomatę Edgara Vincenta D’Aberona za osiemnastą decydującą bitwę w dziejach świata, Bitwa Warszawska uratowała Europę przed sowietyzacją.

– Zdaje się, że wiele państw europejskich wcale sobie tego nie życzyło. To dlatego Polska w 1920 r. spotkała się z ich małym wsparciem lub wręcz wrogością?

– Rzeczywiście, postawy innych państw względem Polski były mieszane, z przewagą niechęci. Chodziło nie tylko o nostalgię mocarstw wobec przedwojennego układu sił, bez plączących się pod nogami nowych państewek. Dla przeważającej na Zachodzie lewicy Polska stanowiła zaporę dla jej wpływów; poza tym, tak jak i reszta Europy Wschodniej, jawiła się jako dzikie pola, których bezprawie ujarzmić może tylko dyktatura, w tym przypadku – sowiecka.

– Proponowane przez bolszewików kolejne warunki rozejmu, de facto odbierające Polsce suwerenność, były tylko grą pozorów – zarówno z ich strony, jak i ze strony Zachodu?

– Tak. Wiosną 1920 r. bolszewicy upierali się, by rozmowy odbywały się w Moskwie lub Warszawie, aby w razie nieosiągnięcia celów mogli ruszyć z ofensywą. W lipcu rząd Władysława Grabskiego zgodził się na wsparcie mocarstw w rozmowach pokojowych z Rosją kosztem ustępstw terytorialnych. Ostatecznie ustalenia te, które Józef Piłsudski uznał za akt kapitulacji, nie weszły w życie. Moskwa zaproponowała bowiem upokarzające warunki pokojowe: faktyczne rozbrojenie i sowietyzację naszego kraju, znaczne ograniczenia terytorialne, w tym obowiązek oddania ziemi rodzinom poległych czerwonoarmistów oraz bezpłatny tranzyt naszymi drogami do Rosji. Wcześniejsza wygrana polskich podziałów pod Ossowem i Radzyminem uchroniła nas przed tym losem.

Zainstalowany w Białymstoku Tymczasowy Rewolucyjny Komitet Polski pod kierownictwem Juliana Marchlewskiego zwiastował to samo, co stało się z Mińskiem i Wilnem. Zajęcie ich przez Armię Czerwoną i utworzenie Litewsko-Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Rad rozwiało nadzieje na utrzymanie przez te państwa dopiero co proklamowanej niepodległości. To był wstęp do postępującej sowietyzacji Europy. Polska była następnym przystankiem na tej trasie.

– Niemcy w bolszewickiej agresji na Polskę upatrywały szansy na zrobienie porządku z tym „sezonowym państwem” oraz na odzyskanie Górnego Śląska, Pomorza i Poznańskiego. A pozostałe kraje?

– Pod naciskiem Partii Pracy i związków zawodowych, stojących po stronie Sowietów, Wielka Brytania naciskała na podpisanie przez Polskę niekorzystnych dla niej warunków pokojowych oraz odcinanie pomocy dla walczących Polaków. Wręcz wrogo nastawieni byli wobec Polski Litwini oraz duża część Białorusinów i Ukraińców, obawiających się odrodzenia Polski na zajmowanych przez nie terenach I Rzeczypospolitej. Rumunia, Łotwa i Finlandia zachowywały życzliwą neutralność. I tylko Węgrzy, którzy rok wcześniej sami doświadczyli bolszewizmu, przekazali nam cały zapas swojej amunicji, a transporty broni wpisywali w dokumentach jako żywność, by skomunizowane związki zawodowe kolejarzy Austrii, Włoch, Bułgarii, Jugosławii i Czechosłowacji ich nie zablokowały.

– Przy tak w większości niesprzyjających postawach państw europejskich polskie zwycięstwo zdumiewa. Co o nim zdecydowało?

– Na początku nic go nie zapowiadało. Rosja miała przewagę liczebną, sprzętową, szpiegów, propagatorów i tajnych emisariuszy oraz wsparcie opinii publicznej. Do obrony przeciw Armii Czerwonej Polska wystawiła wojsko utworzone zaledwie 20 miesięcy wcześniej z żołnierzy walczących dotąd pod trzema zaborcami i wyposażone w to, co przysłał Zachód. Przez sześć tygodni cofało się w popłochu. Na początku sierpnia 1920 r. zasiliły je oddziały Armii Ochotniczej gen. Józefa Hallera; bataliony ochotnicze powołane przez Radę Obrony Stolicy budowały fortyfikacje, nadzorowały aprowizację i stan sanitarny miasta.

Tego samego dnia, w którym dowódca Frontu Zachodniego gen. Michaił Tuchaczewski wydał rozkaz ruszenia na Warszawę pod sztandarami „Polskiej Republiki Rad Socjalistycznych”, Marszałek Piłsudski z gen. Tadeuszem Rozwadowskim opracowali plan jej obrony. To ich zuchwała strategia przegrupowania wojsk i uderzenia na czerwonoarmistów z boku, znad Wieprza, przesądziła o zwycięstwie. Ogromne znaczenie miało także złamanie przez polskich kryptologów kodów Armii Czerwonej i pozyskanie informacji taktycznych oraz wielki wysiłek społeczny.

– Jeszcze w 1930 r. D’Aberon utyskiwał, że nie ma bitwy mniej docenianej od Bitwy Warszawskiej. W Polsce zmieniło się to za czasów III RP, ale na Zachodzie wciąż brak świadomości co do roli tego zwycięstwa. Dlaczego?

– Nie mniej niż ignorancja Zachodu w tym zakresie dziwi np. postawa Bronisława Komorowskiego, który jako prezydent RP krzyżami chciał upamiętniać poległych krasnoarmiejców – tych, którzy z krzyżem walczyli. Jeszcze w II RP propagandowy wpływ Bitwy Warszawskiej był osłabiany przez spór między obozem Piłsudskiego i narodowców, którzy nie chcieli uznać jego sukcesu. Zachód z kolei od zawsze zajęty jest sobą i niechętnie dzieli się tytułem „obrońcy cywilizacji”. A starcie z 1920 r. często nazywa się „wojną światów”, ponieważ naprzeciw polskich wojsk reprezentujących cywilizację łacińską stanęli przedstawiciele cywilizacji barbarzyńsko-pogańskiej: prymitywnej i nierespektującej żadnych zasad.

Sowietami kierowała nienawiść klasowa, nowy porządek chcieli budować na gruzach starego – nie drogą porozumienia dyplomatycznego, ale niszczenia fundamentów cywilizacji opartej na rzymskim prawie, greckiej filozofii i chrześcijańskiej moralności. Wygrana Polski w tym starciu cywilizacyjnym miała znaczenie dla kultury, wiedzy, religii i politycznego rozwoju ludzkości w Europie i na całym świecie, który bolszewicy chcieli urządzić po swojemu. Warto, by świat to docenił.

Rozmawiała Monika Odrobińska

Tekst pierwotnie ukazał się w 1079 numerze tygodnika ”Idziemy” [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 14 sierpnia 2026