Abp Paul GALLAGHER w Moskwie. Watykan wciąż ma znaczenie w podzielonym świecie [Michał KŁOSOWSKI]

zaadoptuj kardynała Watykan

Kiedy szef watykańskiej dyplomacji udaje się do Moskwy, warto pamiętać, że najmniejsze państwo świata utrzymuje zarazem jedną z najbardziej rozbudowanych sieci dyplomatycznych. Oczywiście, nie kontroluje żadnych strategicznych zasobów i nie może nakładać sankcji gospodarczych, a jednak, gdy wybuchają wojny, stosunki między państwami ulegają zerwaniu albo język polityki przestaje być zdolny do wyrażania czegokolwiek poza oskarżeniem, przedstawiciele przeciwnych stron wciąż, w jakiś przedziwny sposób, często trafiają do Rzymu. Ten pozorny paradoks tłumaczy, dlaczego Watykan nadal ma znaczenie. Nie wynika ono bowiem z konwencjonalnej siły, lecz z czegoś, czego w stosunkach międzynarodowych jest coraz mniej: ze zdolności do podtrzymywania relacji ponad wszelkiego rodzaju podziałami.

.Na wstępie jedną rzecz trzeba powiedzieć jasno: rozróżnienie między Państwem Watykańskim a Stolicą Apostolską ma znaczenie. Państwo Watykańskie jest terytorialnym państwem ustanowionym w 1929 roku, podczas gdy Stolica Apostolska jest instytucją reprezentującą papieża i władze Kościoła katolickiego. To Stolica Apostolska, a nie jedynie Państwo Watykańskie, prowadzi działalność dyplomatyczną. W 2026 roku utrzymuje stosunki dyplomatyczne ze 184 państwami, a także z Unią Europejską i Suwerennym Zakonem Maltańskim. Zasięg ten jest niezwykły nie tylko ze względu na swoją skalę, lecz także dlatego, że podlega logice odmiennej od tej, którą kieruje się większość ministerstw spraw zagranicznych. Stolica Apostolska ma, oczywiście, własne interesy instytucjonalne, w tym ochronę wspólnot katolickich i wolności religijnej, nie zabiega jednak o bezpieczeństwo narodowe czy ekspansję gospodarczą. Jak wyjaśnił papież Leon XIV krótko po swoim wyborze, celem watykańskiej dyplomacji nie jest zapewnianie sobie przywilejów, lecz oddanie się „na służbę ludzkości” poza a może nawet ponad granicami. Twierdzenia tego nie należy rzecz jasna przyjmować bezkrytycznie, ponieważ Stolica Apostolska popełniała oczywiście błędy dyplomatyczne. Jej język bywał niekiedy oderwany od doświadczenia ofiar, a determinację w podtrzymywaniu kanałów komunikacji interpretowano jako moralną niejednoznaczność. Podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę niektóre wypowiedzi papieża Franciszka wywołały zrozumiały gniew w Europie Środkowej i Wschodniej, zwłaszcza w Polsce i na Ukrainie, gdzie pamięć o rosyjskim imperializmie nie jest ani abstrakcyjna, ani odległa; jest codziennością. Dialog może bowiem stać się alibi pozwalającym unikać osądu, podobnie jak neutralność może sprzyjać agresorowi. Czasem trzeba po prostu nazwać sprawy po imieniu a unikanie tego powoduje szkodę największą.

Błędem byłoby jednak ocenianie watykańskiej dyplomacji wyłącznie przez pytanie, czy papież jest w stanie zakończyć wojnę, nawet jeśli papież Leon XIV powiedział, że z największą gotowością zaoferowałby Watykan jako miejsce, w którym Rosja i Ukraina mogłyby prowadzić rozmowy pokojowe. Żadne ze współczesnych mocarstw nie zdołało tego osiągnąć ani na Ukrainie, ani w Sudanie, ani na Bliskim Wschodzie. Wkład Watykanu jest więc zazwyczaj mniej spektakularny: ułatwianie wymiany jeńców, zabieganie o powrót uprowadzonych dzieci, przekazywanie wiadomości oraz podtrzymywanie relacji, które później mogą okazać się niezbędne. Słowem: walka o to, żeby świat nie pogrążył się bezpowrotnie w logice i język wojny. Zarówno więc przedstawiciele rosyjscy, jak i ukraińscy przyznawali, że Stolica Apostolska angażowała się w inicjatywy humanitarne, w tym działania związane z wymianą jeńców. To dyplomacja obecności, a nie dominacji, która działa powoli, często poniżej poziomu publicznych deklaracji. Jej miarą nie zawsze jest porozumienie pokojowe podpisane przed kamerami, lecz człowiek uwolniony z niewoli albo rozmowa, która nie stała się niemożliwa, ani nawet niewyobrażalna. Drugim atutem Watykanu jest jego niezwykła obecność wewnątrz różnych państw i społeczeństw. Nuncjusz apostolski jest watykańskim ambasadorem, lecz stoi za nim sieć diecezji i instytucji katolickich, takich jak szkoły i szpitale, a także instytucje humanitarne. Daje to Stolicy Apostolskiej dostęp nie tylko do rządów, lecz również do rzeczywistości społecznych, które konwencjonalna dyplomacja może przeoczyć, Watykan opiera bowiem swoją politykę na relacjach, nie na interesach. Kościół katolicki jest bowiem jednocześnie globalny i lokalny: skupiony wokół Rzymu, a zarazem zakorzeniony we wspólnotach od Manili i Dżakarty po Kinszasę, Kijów i Caracas. Sieć ta nabiera szczególnego znaczenia w chwili, gdy demograficzne i polityczne centrum chrześcijaństwa przesuwa się poza Europę Zachodnią, w konsekwencji czego watykańskiej dyplomacji nie można już rozumieć wyłącznie jako przedłużenia europejskiej historii — staje się ona jednym z miejsc spotkania Zachodu z Globalnym Południem.

.I oczywiście pozostaje Rosja. Relacje Stolicy Apostolskiej z Moskwą stały się w ostatnich latach jednym z najtrudniejszych sprawdzianów watykańskiej dyplomacji, także wewnątrz samego świata katolickiego. Od początku pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę podejmowane przez Watykan próby zachowania kanałów rozmowy z Kremlem, a z zwłaszcza z Rosyjską Cerkwią Prawosławną spotykały się z krytyką, wśród której najwiecej mówiono o niezrozumieniu współczesnej Rosji i charakteru tamtejszej władzy. Niektóre wypowiedzi papieża Franciszka odbierano jako zbyt daleko idące próby symetrycznego opisywania konfliktu, inne jako niedostateczne rozpoznanie różnicy między agresorem a ofiarą; zarzutów tych nie można po prostu odrzucić, podobnie jak nie można przecież uznać, że samo podtrzymywanie dialogu jest już moralnym sukcesem. A jednak właśnie stosunek do Moskwy odsłania charakterystyczny zakład watykańskiej dyplomacji: przekonanie, że nawet niedoskonały, trudny i obciążony ryzykiem kanał komunikacji może okazać się lepszy niż całkowite milczenie, zwłaszcza jeśli dzięki niemu można zabiegać o wymianę jeńców, powrót uprowadzonych dzieci, pomoc ludności cywilnej czy stworzenie warunków dla rozmowy, która choć wydaje się niemożliwa, może zaistnieć w przyszłości. W tym właśnie kontekście należy odczytywać wizytę arcybiskupa Paula Richarda Gallaghera w Moskwie. Sekretarz Stolicy Apostolskiej ds. Relacji z Państwami i Organizacjami Międzynarodowymi nie przywozi do rosyjskiej stolicy ani sankcji, ani gwarancji bezpieczeństwa, ani instrumentów nacisku, którymi dysponują wielkie mocarstwa lecz coś zdecydowanie mniej spektakularnego, a zarazem charakterystycznego dla sposobu działania Stolicy Apostolskiej: gotowość do pozostawania przy stole również wtedy, gdy rozmowa staje się politycznie niewygodna i na pierwszy rzut oka bezowocna. Dlatego też watykańskiej obecności w Moskwie będzie można oceniać właśnie według tego, czy zachowanie kanałów komunikacji przełoży się na konkretne dobro ludzi dotkniętych wojną i czy dyplomatyczna ostrożność nie stanie się ceną za rozmywanie odpowiedzialności? Nowy papież prezentuje wszak zupełnie inne podejście do rozmów z Kremlem niż jego poprzednik.

Prowadzi nas to do źródła zarówno siły, jak i kruchości międzynarodowej pozycji Watykanu w XXI wieku, którym pozostaje wiarygodność moralna. Stolica Apostolska nie może zmusić państw do przyjęcia jej propozycji, nie dysponuje armią, gospodarczym przymusem ani systemem politycznych nagród i kar, dlatego jej wpływ zależy przede wszystkim od tego, czy jej słowa postrzegane są jako zgodne z jej działaniami. Nadużycia seksualne, skandale finansowe, instytucjonalna nieprzejrzystość i przypadki unikania odpowiedzialności wyrządziły szkody nie tylko Kościołowi jako wspólnocie religijnej, lecz także Stolicy Apostolskiej jako podmiotowi dyplomatycznemu. Autorytet moralny, który nie potrafi osądzać samego siebie, nie może bowiem wiarygodnie odwoływać się do sumień narodów. Kiedy jednak wiarygodność ta istnieje, Watykan potrafi wprowadzić do międzynarodowej debaty pytania, które polityka siły zbyt łatwo usuwa na margines: kto ponosi ludzki koszt strategicznego zwycięstwa? Co dzieje się z cywilami, kiedy znikają z pierwszych stron gazet? Gdzie przebiega granica między kompromisem prowadzącym do pokoju a kompromisem sankcjonującym niesprawiedliwość? Wreszcie zaś — czy pokój zbudowany na upokorzeniu jednej ze stron może rzeczywiście przetrwać?

.Nie są to pytania zastępujące poważną analizę polityczną; przeciwnie, dotyczą warunków, bez których nawet najlepiej skonstruowane porozumienia polityczne wcześniej czy później zaczynają się rozpadać. Papież Leon XIV wzywa dlatego do powrotu do dyplomacji, która promuje dialog i poszukuje konsensusu na poziomie dwustronnym, regionalnym i wielostronnym, ale właśnie wojna rosyjsko-ukraińska pokazuje zarazem, jak trudne jest przełożenie tej zasady na rzeczywistość, w której po prostu istnieją agresor i ofiara oraz cierpienie konkretnych ludzi. Watykan nie oferuje bowiem kolejnego geopolitycznego bieguna, nie jest również arbitrem zdolnym narzucić zwaśnionym stronom rozwiązanie. W swojej najlepszej postaci oferuje jednak przestrzeń, w której rozmowa może przetrwać dłużej niż polityczne sojusze i w której możliwość przyszłego porozumienia nie zostaje definitywnie przekreślona przez dzisiejszą wrogość tak, jak miało to miejsce podczas inicjowanych przez św. Jana Pawła II spotkań w Asyżu prawie dokładnie 40 lat temu.

Być może więc właśnie dlatego Watykan wciąż ma znaczenie. Nie dlatego, że zawsze ma rację, nie dlatego też, że znajduje się ponad historią i wcale nie dlatego, że potrafi zakończyć wojnę jednym gestem, lecz z tego prostego powodu, że może pozostać obecny wtedy, gdy inni się wycofują, próbując ocalić język rozmowy, ludzkie życia i relacje, które któregoś dnia mogą okazać się konieczne do zbudowania pokoju. Wizyta arcybiskupa Paula Gallaghera w Moskwie jest jednym z najczytelniejszych sprawdzianów tej filozofii: pytaniem o to, czy w świecie coraz głębiej podzielonym sama zdolność do utrzymania otwartych drzwi może jeszcze stać się początkiem czegoś więcej?

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 sierpnia 2026