Abelardo de la ESPRIELLA zmienia kurs Kolumbii

Abelardo de la Espriella zmienia strategiczny kurs Kolumbii, odchodząc od polityki „całkowitego pokoju” Gustava Petra na rzecz militarnej walki z organizacjami zbrojnymi, bliskiego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi i liberalnych reform gospodarczych. Pierwszym sprawdzianem nowego prezydenta stała się jednak nie wojna z kartelami, lecz tragiczne trzęsienie ziemi i konieczność odbudowy najbardziej zaniedbanych regionów państwa.
.Zwycięstwo Abelarda de la Esprielli nie oznacza wyłącznie kolejnej zmiany władzy w Ameryce Łacińskiej. Nowy prezydent Kolumbii zapowiada odejście od prowadzonej przez Gustava Petra polityki „całkowitego pokoju”, militaryzację walki z organizacjami przestępczymi, odbudowę bliskiego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi oraz głębokie ograniczenie roli państwa w gospodarce. Skala tych zamierzeń jest ogromna, lecz jeszcze większe mogą okazać się przeszkody: głęboka polaryzacja społeczeństwa, brak stabilnej większości parlamentarnej, obecność kilkudziesięciu grup zbrojnych oraz koszty odbudowy kraju po tragicznym trzęsieniu ziemi.
Guillaume Asskari, dziennikarz i producent specjalizujący się w problematyce Ameryki Łacińskiej i Karaibów, w analizie opublikowanej przez „Le Figaro” uznaje zwycięstwo De la Esprielli za jeden z najważniejszych zwrotów politycznych ostatnich lat w regionie. Autor filmu dokumentalnego „Javier Milei, polityka z piłą łańcuchową” przedstawia nowego prezydenta Kolumbii jako polityka łączącego gospodarczy radykalizm Javiera Mileia z doktryną bezpieczeństwa kojarzoną z prezydentem Salwadoru Nayibem Bukele. Takie porównanie dobrze oddaje deklarowane ambicje nowej władzy, nie rozstrzyga jednak, czy rozwiązania zastosowane w Argentynie i Salwadorze można przenieść do kraju o historii, geografii i strukturze przemocy tak odmiennej jak Kolumbia.
De la Espriella objął urząd 7 sierpnia 2026 roku po najciaśniejszych wyborach prezydenckich w Kolumbii od trzech dekad. W drugiej turze otrzymał 12,959 mln głosów, czyli 49,7 proc., podczas gdy jego lewicowy rywal Iván Cepeda zdobył 12,708 mln głosów i 48,7 proc. Różnica wyniosła około 251 tys. głosów, a frekwencja sięgnęła 63,6 proc., co było jednym z najwyższych wyników od ustanowienia obecnego systemu wyborów prezydenckich. Nowy prezydent otrzymał zatem mandat wystarczający do przejęcia władzy, ale nie na tyle szeroki, aby można było mówić o jednoznacznym społecznym przyzwoleniu na radykalną przebudowę państwa.
Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” przedstawialiśmy już sylwetkę nowego przywódcy, jego drogę od kariery prawniczej do prezydentury oraz najważniejsze obietnice wyborcze. Abelardo de la Espriella, nazywany „Tygrysem”, nigdy wcześniej nie pełnił funkcji rządowej, a swoją kampanię zbudował na sprzeciwie wobec dotychczasowych elit i przekonaniu, że państwo utraciło zdolność do ochrony obywateli. Jego biografię i program kampanii szerzej omawia tekst „Kim jest Abelardo de la Espriella, prezydent Kolumbii?”.
Koniec polityki całkowitego pokoju
Najważniejszą decyzją polityczną De la Esprielli jest odrzucenie założenia, że trwałe zakończenie konfliktów wewnętrznych można osiągnąć poprzez kolejne negocjacje z organizacjami zbrojnymi. Podczas zaprzysiężenia prezydent ogłosił, że rozpoczął się czas przywracania „porządku, autorytetu i wolności”, natomiast możliwość prowadzenia rozmów pokojowych z ugrupowaniami przestępczymi została jego zdaniem całkowicie wyczerpana. Członkom gangów, partyzantom i organizacjom narkotykowym pozostawił wybór pomiędzy podporządkowaniem się prawu a konfrontacją z siłą państwa.
Jest to bezpośrednie zerwanie z polityką Gustava Petra, który próbował jednocześnie prowadzić rozmowy z partyzantami Armii Wyzwolenia Narodowego, dysydenckimi strukturami FARC oraz organizacjami przestępczymi zajmującymi się produkcją i przemytem narkotyków. Projekt „całkowitego pokoju” miał rozszerzyć logikę porozumienia zawartego w 2016 roku z Rewolucyjnymi Siłami Zbrojnymi Kolumbii na pozostałe ugrupowania. W praktyce rozmowy były wielokrotnie zawieszane, a zawierane rozejmy nie doprowadziły do odzyskania przez państwo trwałej kontroli nad obszarami, na których miejscową gospodarkę i życie społeczne organizują struktury zbrojne.
Początkiem kończącego się dziś cyklu było porozumienie pokojowe wynegocjowane przez prezydenta Juana Manuela Santosa. W referendum przeprowadzonym 2 października 2016 roku Kolumbijczycy odrzucili jego pierwotną wersję większością zaledwie kilkudziesięciu tysięcy głosów, a wynik od początku pokazywał głęboki podział społeczeństwa. Krzysztof Krakowski opisywał na łamach „Wszystko co Najważniejsze”, że mieszkańcy terenów najbardziej dotkniętych działalnością FARC znaleźli się wówczas w wyjątkowo trudnej sytuacji, ponieważ huragan sparaliżował znaczną część kraju i utrudnił milionom obywateli dotarcie do lokali wyborczych.
Porozumienie umożliwiło demobilizację tysięcy bojowników i przekształcenie głównego nurtu FARC w legalne ugrupowanie polityczne, lecz nie zlikwidowało źródeł kolumbijskiej przemocy. Część dowódców nie zaakceptowała układu, nie złożyła broni lub po pewnym czasie wróciła do działalności zbrojnej, wykorzystując infrastrukturę stworzoną przez przemysł kokainowy. W miejsce jednej scentralizowanej organizacji pojawiły się bardziej rozproszone grupy, które łączą działalność partyzancką, kontrolę nad lokalną ludnością, nielegalne wydobycie surowców oraz handel narkotykami.
„Wszystko co Najważniejsze” opisywało ten proces w analizie politycznej przemocy w Kolumbii, zwracając uwagę, że niepełne rozbrojenie dawnej rebelii pozostawiło państwo z dysydenckimi frakcjami FARC, w tym ze strukturami związanymi z Ivánem Mordisco. Nowy prezydent odpowiada na ten problem nie kolejną propozycją rozmów, ale zapowiedzią trwałej obecności wojska na terytoriach, które władza centralna kontrolowała dotąd jedynie częściowo.
Armia ma odzyskać kontrolę nad terytorium
Militarna orientacja nowej władzy nie ogranicza się do retoryki kampanii wyborczej. 20 sierpnia De la Espriella przedstawił nowe dowództwo sił zbrojnych, powierzając mu zadanie uwolnienia kraju od przestępczości i „codziennego niepokoju narkoterroryzmu”. Zapowiedział, że wojsko ma być obecne w każdym regionie kraju, a państwo nie będzie pozostawiało grupom zbrojnym przestrzeni umożliwiającej dalsze kontrolowanie społeczności, szlaków komunikacyjnych i nielegalnych upraw.
W planach znajduje się ponowne użycie oprysków lotniczych do niszczenia plantacji koki, bombardowanie obozów uznanych za bazy organizacji narkoterrorystycznych oraz zwiększenie obecności armii na terenach wiejskich. De la Espriella zapowiedział również budowę dziesięciu wielkich więzień o zaostrzonym rygorze, w których mieliby zostać odizolowani przywódcy gangów i organizacji narkotykowych. Celem jest przecięcie możliwości kierowania przestępczymi strukturami z zakładów karnych, które w wielu państwach regionu stały się centrami dowodzenia gangów.
Inspiracja salwadorskim modelem Nayiba Bukele jest wyraźna, lecz analogia ma swoje granice. Salwador jest niewielkim i gęsto zaludnionym państwem, podczas gdy Kolumbia ma rozległe obszary górskie i leśne, długie granice lądowe oraz dostęp do dwóch oceanów. Kolumbijskie grupy zbrojne nie są wyłącznie gangami miejskimi, lecz kontrolują całe łańcuchy produkcji, transportu i eksportu narkotyków, posiadają doświadczenie partyzanckie oraz zaplecze po obu stronach granic.
Model Bukele wzbudza ponadto spory dotyczące praw człowieka, niezależności sądów i skali stosowania nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa. „Wszystko co Najważniejsze” analizowało popularność salwadorskiego prezydenta, wynikającą z gwałtownego spadku przestępczości, jak i instytucjonalne konsekwencje długotrwałego stanu wyjątkowego oraz osłabienia mechanizmów ograniczających władzę wykonawczą. Dla Kolumbii najważniejszym pytaniem nie jest więc to, czy zastosować „model Bukele” w czystej postaci, ale czy można przywrócić kontrolę państwa bez powtórzenia dawnych nadużyć, które przez dziesięciolecia towarzyszyły walce z partyzantką.
Ryzyko jest tym większe, że ofensywa wojskowa może wywołać działania odwetowe i kolejną falę przesiedleń ludności. Ugrupowania zbrojne działają na terenach, na których obecność administracji, służby zdrowia, szkół i wymiaru sprawiedliwości jest ograniczona, dlatego samo wysłanie wojska nie wystarczy do trwałego przejęcia kontroli. Jeśli za oddziałami nie pojawią się instytucje publiczne, drogi, legalne miejsca pracy i możliwość zastąpienia upraw koki innymi źródłami utrzymania, odbite terytoria mogą ponownie znaleźć się pod wpływem organizacji przestępczych.
Kolumbia ponownie zbliża się do Stanów Zjednoczonych
Drugim filarem prezydentury De la Esprielli jest odbudowa strategicznego sojuszu z Waszyngtonem. Relacje obu państw, tradycyjnie bardzo bliskie w dziedzinie bezpieczeństwa i walki z handlem narkotykami, wyraźnie pogorszyły się podczas prezydentury Gustava Petra. Spory dotyczyły między innymi amerykańskich operacji przeciwko podejrzanym jednostkom przemytniczym, polityki wobec Wenezueli oraz sposobu, w jaki administracja Donalda Trumpa traktowała państwa Ameryki Łacińskiej.
Jeszcze w styczniu 2026 roku Petro mówił o realnej groźbie amerykańskiej interwencji w Kolumbii, odpowiadając na sugestię Donalda Trumpa, że po schwytaniu Nicolása Madura kolejnym celem nacisku może zostać Bogota. Ustępujący prezydent zarzucał Stanom Zjednoczonym postępowanie wobec państw regionu z pozycji imperialnego centrum i twierdził, że spory dotyczące narkotyków powinny być rozwiązywane poprzez dialog.
De la Espriella odwrócił tę politykę już w pierwszych dniach urzędowania. Kolumbia dołączyła do prowadzonej przez Stany Zjednoczone Koalicji Ameryk Przeciwko Kartelom oraz inicjatywy „Tarcza Ameryk”, obejmującej państwa gotowe zacieśniać współpracę wywiadowczą i wojskową przeciwko ponadnarodowym organizacjom przestępczym. Podczas spotkania w Panamie 12 sierpnia sekretarz obrony USA Pete Hegseth poinformował, że nowy prezydent Kolumbii zwrócił się o współpracę obejmującą możliwość prowadzenia wspólnych operacji przeciwko narkoterroryzmowi.
Amerykański resort obrony potwierdził następnie, że przedstawiciele obu państw podpisali porozumienie dotyczące dostępu, bazowania i przelotów, nie ujawniając jednak pełnego zakresu planowanej obecności wojskowej. Waszyngton zapowiedział również pakiet pomocy dla kolumbijskiego sektora bezpieczeństwa o wartości miliarda dolarów. W oficjalnym komunikacie Pentagonu wejście Kolumbii do koalicji zostało przedstawione jako element odzyskiwania kontroli nad terytorium i przekształcania regionalnej współpracy w zdolność do prowadzenia konkretnych operacji.
Nie oznacza to jednak, że amerykańskie oddziały mogą automatycznie rozpocząć działania na terytorium Kolumbii. Artykuł 173 kolumbijskiej konstytucji przyznaje Senatowi kompetencję do wyrażania zgody na przemieszczanie się obcych wojsk przez terytorium państwa, a podczas przerwy w jego obradach decyzja wymaga udziału Rady Stanu. Kolumbijska konstytucja stawia więc przed prezydentem barierę, której nie można zastąpić samym politycznym porozumieniem z administracją Donalda Trumpa.
Nowy sojusz wpisuje się w szerszy powrót Stanów Zjednoczonych do logiki zachodniej półkuli jako obszaru ich szczególnego zainteresowania strategicznego. „Wszystko co Najważniejsze” opisywało ten kierunek jako Doktrynę Donroe, czyli współczesną wersję doktryny Monroe, rozszerzoną o walkę z kartelami, kontrolę infrastruktury krytycznej, migrację oraz ograniczanie wpływów Chin i innych mocarstw zewnętrznych. Kolumbia De la Esprielli może stać się jednym z najważniejszych regionalnych filarów tej strategii, lecz ceną za amerykańskie wsparcie będzie silniejsze powiązanie jej polityki bezpieczeństwa z priorytetami Waszyngtonu.
Trzęsienie ziemi wystawia nową władzę na próbę
Pierwszym wielkim sprawdzianem prezydentury nie stała się jednak walka z kartelami, lecz katastrofa naturalna. 10 sierpnia zachodnią Kolumbię nawiedziło trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,4, którego epicentrum znajdowało się w departamencie Chocó. Według danych aktualizowanych w kolejnych dniach zginęło ponad 300 osób, tysiące zostały ranne, a dziesiątki tysięcy mieszkańców straciły domy lub zostały zmuszone do ich opuszczenia.
Katastrofa szczególnie mocno dotknęła jeden z najuboższych i najbardziej zaniedbanych regionów kraju. Chocó posiada niewielką sieć dróg, wiele miejscowości jest dostępnych głównie rzekami lub drogą lotniczą, a prowadzenie akcji ratunkowej utrudniają zarówno warunki naturalne, jak i obecność grup zbrojnych. Uszkodzone zostały szpitale, szkoły, budynki mieszkalne i infrastruktura transportowa, co sprawia, że odbudowa nie może ograniczyć się do postawienia nowych domów.
Wstępne straty gospodarcze zostały oszacowane przez prezydenta na 30 bln peso kolumbijskich, czyli około 9,6 mld dolarów. Z tej kwoty około 24,5 bln peso miały stanowić zniszczenia budynków, a 5,5 bln straty w infrastrukturze, przy czym sam De la Espriella zastrzegł, że są to dane prowizoryczne. Według Reutersa trzęsienie ziemi stało się pierwszym kryzysem o ogólnopaństwowej skali, z którym nowy przywódca musi się zmierzyć zaledwie kilka dni po zaprzysiężeniu.
Katastrofa komplikuje całą strategię rządu. Państwo potrzebuje jednocześnie dodatkowych środków na akcję ratunkową i odbudowę, zwiększenia finansowania armii, budowy więzień oraz inwestycji umożliwiających trwałe odzyskanie kontroli nad regionami zdominowanymi przez nielegalną gospodarkę. Prezydent, który zapowiadał głębokie cięcia wydatków i administracji, musi teraz wykazać, że aparat państwa potrafi skutecznie działać w chwili, gdy obywatele najbardziej potrzebują jego obecności.
Sposób odbudowy Chocó będzie ważniejszym testem doktryny De la Esprielli niż pierwsze przemówienia o „żelaznej ręce”. Jeżeli rząd potraktuje katastrofę jako okazję do stworzenia dróg, szkół, szpitali i trwałych struktur administracji, może ograniczyć przestrzeń, w której rozwijają się organizacje przestępcze. Jeśli działania ograniczą się do doraźnej pomocy i obecności wojska, dawne problemy regionu powrócą po zakończeniu najbardziej intensywnego etapu akcji ratunkowej.
Liberalna rewolucja bez większości w Kongresie
Zmiana polityczna w Kolumbii obejmuje również gospodarkę. De la Espriella zapowiada zmniejszenie aparatu państwowego nawet o 40 proc., ograniczenie biurokracji, likwidację części podatków, obniżenie obciążeń dla przedsiębiorstw oraz ponowne dopuszczenie szczelinowania hydraulicznego. Program ma pobudzić inwestycje prywatne, zwiększyć wydobycie ropy i gazu oraz odwrócić decyzje poprzedniej administracji, która kładła większy nacisk na transformację energetyczną i rozbudowę polityki społecznej.
Podobieństwo do reform Javiera Mileia jest czytelne, ale pozycja polityczna obu przywódców i stan ich państw nie są identyczne. Argentyński prezydent uczynił cięcia administracji i wydatków podstawowym narzędziem walki z inflacją oraz chronicznym deficytem, natomiast kolumbijski rząd musi równocześnie finansować odbudowę po katastrofie i znaczne zwiększenie aktywności sił bezpieczeństwa. Doświadczenia pierwszych miesięcy reform Mileia, obejmujących likwidację części ministerstw, ograniczenie subsydiów i społeczne koszty korekty fiskalnej, przedstawialiśmy na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.
Najważniejszą barierą dla kolumbijskiego programu pozostaje jednak Kongres, w którym prezydent nie dysponuje własną większością. Reformy podatkowe, zmiany prawa pracy, przebudowa systemu ochrony zdrowia, prywatyzacja części administracji więziennej oraz zgoda na szerszą obecność wojsk amerykańskich będą wymagały zawierania porozumień z ugrupowaniami centrowymi. Każda z tych partii może poprzeć część programu, ale zażądać ograniczenia jego skali lub zachowania instytucji, których likwidację zapowiadał De la Espriella.
Wąski wynik wyborów dodatkowo ogranicza polityczną swobodę prezydenta. Próba przeprowadzenia całego programu za pomocą dekretów i stanów nadzwyczajnych doprowadziłaby prawdopodobnie do sporów z Sądem Konstytucyjnym i Radą Stanu, natomiast próba negocjowania każdej reformy może pozbawić projekt deklarowanego radykalizmu. De la Espriella będzie musiał wybierać pomiędzy szybkością działania a trwałością zmian, której bez porozumienia z Kongresem nie da się zagwarantować.
Czy Kolumbia stanie się nowym filarem Ameryki
Zmiana w Bogocie wpisuje się w szerszą przebudowę polityczną Ameryki Łacińskiej, ale opisywanie jej wyłącznie jako kolejnego „zwrotu w prawo” byłoby uproszczeniem. W różnych państwach regionu wyborcy odrzucają dotychczasowe elity z powodu przestępczości, korupcji, stagnacji gospodarczej, nierówności i nieskuteczności instytucji. Ideologiczne etykiety mają znaczenie, lecz często słabsze niż oczekiwanie, że państwo wreszcie zapewni bezpieczeństwo i podstawowe usługi.
Prof. Joanna Gocłowska-Bolek zwracała na łamach „Wszystko co Najważniejsze” uwagę, że polityki Ameryki Łacińskiej nie można wyjaśniać prostym ruchem wahadła pomiędzy lewicą i prawicą. Społeczeństwa regionu łączy sprzeciw wobec niezdolności władz do ograniczenia przemocy, korupcji i ubóstwa, a wielu prezydentów próbuje rządzić, opierając się na kruchych większościach parlamentarnych.
De la Espriella dobrze odczytał zapotrzebowanie na odzyskanie przez państwo inicjatywy, ale dopiero rezultaty pokażą, czy jego diagnozie towarzyszą skuteczne instrumenty. Sama obecność armii nie zastąpi instytucji cywilnych, wielkie więzienia nie zlikwidują gospodarczych podstaw narkobiznesu, a pomoc Stanów Zjednoczonych nie rozwiąże problemu kolumbijskiej polaryzacji. Również liberalizacja gospodarki nie przyniesie szybkich efektów, jeżeli jednocześnie zabraknie stabilności prawnej, infrastruktury i społecznego poparcia dla kosztów reform.
Nowy prezydent chce uczynić z Kolumbii najważniejszego partnera Stanów Zjednoczonych w Ameryce Południowej, regionalne centrum walki z kartelami oraz państwo bardziej otwarte na prywatne inwestycje. Jest to projekt o znacznie większej skali niż zwykłe odwrócenie decyzji Gustava Petra, ponieważ oznacza próbę przebudowania relacji pomiędzy bezpieczeństwem, gospodarką i polityką zagraniczną. Jego powodzenie zależy jednak od tego, czy „żelaznej ręce” będzie towarzyszyła zdolność budowania sprawnych instytucji i politycznych porozumień.
Pierwsze dni prezydentury pokazały już oba oblicza stojącego przed Kolumbią wyzwania. Z jednej strony De la Espriella szybko przywrócił bliskie stosunki z Waszyngtonem, powołał nowe dowództwo wojskowe i zapowiedział ofensywę przeciwko narkoterroryzmowi. Z drugiej strony trzęsienie ziemi zmusiło go do zmierzenia się z problemem, którego nie można rozwiązać bombardowaniem obozów ani budową więzień: wieloletnią słabością państwa na najbardziej zaniedbanych terytoriach.
Kolumbia rzeczywiście zmieniła kurs, lecz nie wiadomo jeszcze, dokąd doprowadzi ją nowa droga. Jeśli De la Espriella połączy bezpieczeństwo z odbudową administracji, infrastruktury i legalnej gospodarki, jego prezydentura może zakończyć okres stopniowej utraty kontroli nad częścią kraju. Jeżeli natomiast polityka zostanie sprowadzona do wojskowej konfrontacji i najbardziej radykalnych cięć, nowa władza może pogłębić podziały, które wyniosły ją do prezydentury.
Sebastian Nizio





