Czy USA zaatakuje Kolumbie? Prezydent Gustavo Petro chce dialogu

Prezydent Kolumbii Gustavo Petro uważa, iż istnieje „realna groźba” amerykańskiej interwencji wojskowej w jego kraju. W opublikowanej w piątek rozmowie z brytyjską stacją BBC ocenił też, że USA traktują inne kraje jako część swojego „imperium”.
Rozmowa z Donaldem Trumpem trwała niecałą godzinę
.Po przeprowadzonej 3 stycznia interwencji w Wenezueli, w wyniku której pojmany został jej prezydent Nicolas Maduro, prezydent USA Donald Trump oświadczył, że Kolumbia może być następna, a Gustavo Petro „musi uważać”. Jednak obaj politycy przeprowadzili rozmowę telefoniczną, po której Trump zaprosił kolumbijskiego przywódcę do Białego Domu.
W wywiadzie dla BBC Gustavo Petro tonował pojawiające się komentarze, że nastąpiła zmiana nastawienia amerykańskiego prezydenta. Powiedział, że jego rozmowa z Donaldem Trumpem trwała niecałą godzinę, z czego większość czasu to on mówił, i dotyczyła przemytu narkotyków z Kolumbii, kolumbijskiego spojrzenia na sytuację w Wenezueli oraz „tego, co dzieje się w Ameryce Łacińskiej w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych”.
Gustavo Petro, przypominając, że Kolumbia na początku XX w. utraciła Panamę, przyznał, że wypowiedzi Donalda Trumpa stanowią „realną groźbę”
.Gustavo Petro ostro skrytykował amerykańskie służby imigracyjne. Odnosząc się do zdarzenia w Minneapolis, gdzie funkcjonariusz ICE śmiertelnie postrzelił kobietę, Gustavo Petro powiedział, że służba ta „doszła do punktu, w którym nie tylko prześladuje Latynosów na ulicach, co jest dla nas afrontem, ale także zabija obywateli Stanów Zjednoczonych”.
Dodał, że jeśli sytuacja ta będzie się utrzymywać, „zamiast Stanów Zjednoczonych dominujących nad światem – imperialnego marzenia – będziemy mieli Stany Zjednoczone odizolowane od świata”. „Imperium nie zbudowano poprzez izolację od świata” – podkreślił. Gustavo Petro powiedział, że Stany Zjednoczone od „dziesięcioleci” traktują inne rządy, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, z pozycji „imperium”, nie zważając na prawo.
Gustavo Petro, przypominając, że Kolumbia na początku XX w. utraciła Panamę, przyznał, że wypowiedzi Donalda Trumpa stanowią „realną groźbę”. Ocenił też, że „perspektywa usunięcia (zagrożenia) zależy od trwających rozmów”.
Zapytany o to, jak Kolumbia będzie bronić się w przypadku ataku Stanów Zjednoczonych, Gustavo Petro odpowiedział, że „wolałby, aby odbyło się to w ramach dialogu”. Poinformował, że „trwają prace” nad tą kwestią.
– Historia Kolumbii pokazuje, jak kraj ten reagował na duże armie – dodał.
– Nie chodzi o konfrontację z dużą armią przy użyciu broni, której nie posiadamy. Nie mamy nawet obrony przeciwlotniczej. Zamiast tego polegamy na masach ludności, naszych górach i dżunglach, tak jak zawsze – wyjaśnił.
Zaprzeczył także zarzutom Donalda Trumpa, jakoby był zaangażowany w przemyt narkotyków. – Od 20 lat walczę z kartelami narkotykowymi, kosztem tego, że moja rodzina musiała wyjechać z kraju – podkreślił.
Osiłek
.Wenezuela to koniec amerykańskiej hegemonii. Początek nowej epoki – pisze Edward LUCAS
Wieści, które nadeszły w miniony weekend z Wenezueli, przyprawiły dawnych sojuszników USA o zawrót głowy. Akcja przeprowadzona przez Stany Zjednoczone nie powinna nikogo dziwić – strategia bezpieczeństwa narodowego USA opublikowana w zeszłym roku wyraźnie zaznaczyła stanowisko administracji, o czym mógł się przekonać każdy, kto zadał sobie trud, by dokument przeczytać. A jednak to szokujące, jak szybko i gwałtownie słowa zamieniają się w czyny. Co tam prawo międzynarodowe! Co tam konstytucja USA! Administracja Donalda Trumpa robi na swojej półkuli, co chce i jak chce. Pozostałe kraje mogą albo jej w tym pomagać, albo trzymać język za zębami.
Neoimperialne podejście Stanów Zjednoczonych ma długą historię. Od kiedy w 1823 r. ogłoszono doktrynę Monroe, USA regularnie mieszały się do polityki krajów Ameryki Łacińskiej. Przewrót w Chile w 1973 r., prawicowe szwadrony śmierci w Salwadorze i Gwatemali w latach 80. oraz inwazja na Panamę w 1989 r. już dawno pokazały, że amerykańskie władze są skłonne prowadzić twardą grę, gdy uznają to za konieczne z powodów geopolitycznych albo czysto ekonomicznych. USA wsparły również krwawe represje w Indonezji na początku lat 60. oraz haniebny pucz w Kongu w 1965 r.
Jednak tamte potknięcia, błędy i akty okrucieństwa pojawiły się w kontekście globalnej walki z sowieckim komunizmem, w której USA dźwigały ciężar przywództwa, zarówno jako hegemon bezpieczeństwa, jak i moralny punkt odniesienia. Za siłą geopolityczną szła wizja. Dla zniewolonych narodów Europy Wschodniej oraz dla państw Europy Zachodniej i innych krajów zagrożonych kremlowską dywersją amerykańskie zaangażowanie w obronę wolności – nawet prowadzone nierówno, nieporadnie, a czasem brutalnie – było lepsze niż jego brak. Po 1991 r. kolejne administracje amerykańskie, niezależnie od barw partyjnych, wprost deklarowały przywiązanie do wartości i wspólnych celów oraz próbowały (znów z mieszanym skutkiem) przewodzić walce z terroryzmem, rosyjskim rewizjonizmem i chińską presją gospodarczą.
Uprowadzenie Nicolása Maduro z Wenezueli w miniony weekend wyznacza definitywny kres tamtej epoki. W jej miejsce pojawia się polityka USA oparta wyłącznie na interesie własnym, nie zaś na globalnym przywództwie. Waszyngton bez wstydu folguje autokratycznym sojusznikom w regionie Zatoki, a jednocześnie demonstracyjnie lekceważy swoich najstarszych i najbliższych partnerów w Europie, a nawet im grozi. To nowa polityka siły: silni robią, co chcą, a słabi godzą się z losem, który im przypada. Na Wenezueli się nie skończy.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-osilek/
PAP/MB





