Aleksandar Vuczić chce wrócić na fotel premiera. Studenci idą po władzę

Aleksandar Vuczić zapowiedział rezygnację z urzędu prezydenta i start w przedterminowych wyborach parlamentarnych jako kandydat na premiera. Jednocześnie studencki ruch, który od niemal dwóch lat organizuje największe protesty przeciwko serbskim władzom, przekształca się w realną siłę wyborczą. Głosowanie 25 października może więc rozstrzygnąć nie tylko o składzie parlamentu, ale o tym, czy system zbudowany wokół Vuczicia przetrwa w dotychczasowej formie.

Studenci i opozycja skupiają się natomiast na korupcji

Aleksandar Vuczić zapowiedział, że 27 września zrezygnuje z urzędu prezydenta Serbii. Nie zamierza jednak wycofywać się z polityki. Założona przez niego Serbska Partia Postępowa potwierdziła, że będzie jej kandydatem na premiera w wyborach zaplanowanych na 25 października. Vuczić zna ten urząd bardzo dobrze, kierował serbskim rządem w latach 2014-2017, zanim został głową państwa.

Decyzja kończy kilka miesięcy spekulacji na temat jego politycznej przyszłości. Już w czerwcu Vuczić zapowiadał, że jego prezydentura zbliża się do końca i nie wykluczał ponownego objęcia stanowiska premiera. Obecna kadencja prezydencka kończyłaby się w 2027 roku, a konstytucja nie pozwala mu ubiegać się o trzeci mandat. Rezygnacja i start do parlamentu pozwalają mu przenieść polityczne centrum ciężkości z pałacu prezydenckiego z powrotem do rządu.

To istotne, bo przez ostatnie 12 lat Vuczić pozostawał najważniejszą postacią serbskiej polityki niezależnie od stanowiska, które formalnie zajmował. SNS rządzi krajem samodzielnie lub w koalicji nieprzerwanie od 2012 roku. Vuczić był kolejno wicepremierem, premierem i prezydentem, a jego osobista pozycja od dawna znacznie wykracza poza konstytucyjne kompetencje jednej funkcji.

Tym razem sytuacja polityczna jest jednak dla niego znacznie trudniejsza. Najważniejszym przeciwnikiem obozu władzy nie jest jedna z tradycyjnych partii opozycyjnych, ale ruch, który wyrósł z protestów po katastrofie na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie. W listopadzie 2024 roku zawaliła się tam część zadaszenia budynku, zabijając 16 osób. Tragedia szybko została potraktowana przez część społeczeństwa jako symbol korupcji, nieprzejrzystości państwowych inwestycji i braku odpowiedzialności politycznej.

Protesty początkowo koncentrowały się na żądaniu ujawnienia dokumentów dotyczących przebudowy dworca i ukarania odpowiedzialnych osób. Z czasem zaczęły obejmować coraz szerszą krytykę sposobu funkcjonowania państwa. Dziesiątki tysięcy ludzi protestowały również przeciwko sytuacji w mediach publicznych i domagały się większej przejrzystości działań władz. Demonstracje rozlały się poza Belgrad i objęły uczelnie w całym kraju.

W maju 2025 roku studenci zaczęli otwarcie domagać się przedterminowych wyborów. Pod koniec tego samego roku informowali o zebraniu niemal 400 tys. podpisów pod takim apelem. Kolejne masowe demonstracje pokazały, że nie był to już wyłącznie ruch środowisk akademickich. W jednym z największych zgromadzeń w Belgradzie mogło uczestniczyć około 180-190 tys. osób, a protest zakończył się starciami z policją.

Teraz studenci wykonują krok, który może całkowicie zmienić charakter ruchu. Kandydaci związani z inicjatywą Studenci Zwyciężają rozpoczęli formalną procedurę rejestracji list wyborczych. W poniedziałek w Belgradzie tysiące ich zwolenników towarzyszyły składaniu zebranych i zweryfikowanych podpisów. Demonstranci nieśli serbskie flagi i skandowali nazwę ruchu.

Najważniejsze jest jednak to, że studenci zaczynają konsolidować wokół siebie również część tradycyjnej opozycji. Partia Demokratyczna oraz ruch Kreni Promeni zadeklarowały poparcie dla kandydatów studenckich i zapowiedziały, że nie wystawią własnych list. Ma to ograniczyć problem, który od lat osłabiał przeciwników SNS, czyli rozdrobnienie opozycyjnych głosów pomiędzy wiele konkurujących ze sobą ugrupowań.

Przejście od demonstracji do wyborów niesie jednak również ryzyko. Siłą protestów była dotąd ich szerokość. W jednym ruchu mogli uczestniczyć ludzie o bardzo różnych poglądach na Unię Europejską, Kosowo, Rosję czy gospodarkę. W wyborach sama krytyka władz nie wystarczy. Kandydaci będą musieli przedstawić konkretne stanowiska, stworzyć listy, zmierzyć się z kontrolą mediów i odpowiedzieć na pytanie, z kim mogliby utworzyć rząd.

Właśnie dlatego wybory w Serbii w 2026 roku są znacznie bardziej otwarte niż większość wcześniejszych głosowań w okresie dominacji SNS. Wcześniej głównym pytaniem było zwykle to, jak dużą przewagę zdobędzie partia władzy. Tym razem ważniejsze może okazać się, czy ruch studencki rzeczywiście przełoży wielomiesięczną mobilizację uliczną na mandaty parlamentarne.

Vuczić będzie próbował wykorzystać przewagę, której protestujący nie mają. Dysponuje rozbudowaną strukturą partyjną, ogromną rozpoznawalnością, doświadczeniem wyborczym i możliwością przedstawiania siebie jako gwaranta stabilności państwa. Jego obóz od lat buduje poparcie wokół inwestycji infrastrukturalnych, wzrostu wynagrodzeń, silnej pozycji Serbii na Bałkanach i polityki balansowania pomiędzy Unią Europejską, Rosją i Chinami.

Studenci i opozycja skupiają się natomiast na korupcji, jakości instytucji państwa i standardach demokratycznych. Zarzucają władzom ograniczanie pluralizmu mediów, tolerowanie przemocy politycznej, klientelizm i związki części ludzi władzy ze zorganizowaną przestępczością. Vuczić konsekwentnie odrzuca te oskarżenia i twierdzi, że protesty są wykorzystywane do destabilizacji kraju.

Władze wcześniej przedstawiały część demonstracji jako próbę „kolorowej rewolucji” wspieranej z zagranicy. Jednocześnie presja społeczna okazała się na tyle trwała, że jeden z głównych postulatów protestujących został spełniony. Wybory odbędą się ponad rok przed regularnym terminem, który przypadał na listopad 2027 roku. Dla studentów jest to polityczne osiągnięcie, dla Vuczicia natomiast szansa na przejęcie inicjatywy i uzyskanie nowego mandatu władzy w innej roli.

Nie bez znaczenia będzie również przebieg samego głosowania. Po wcześniejszych wyborach i głosowaniach lokalnych pojawiały się zarzuty dotyczące presji na wyborców, mediów, rejestru wyborczego i warunków pracy obserwatorów. Serbia pozostaje państwem kandydującym do Unii Europejskiej, dlatego uczciwość październikowych wyborów będzie obserwowana także poza krajem.

Stawką nie jest więc wyłącznie przyszłość jednego polityka. Vuczić próbuje dokonać kontrolowanego przejścia z urzędu prezydenta na urząd premiera i w ten sposób przedłużyć dominację swojego obozu poza konstytucyjny limit prezydenckich kadencji. Studenci po raz pierwszy próbują natomiast pokazać, że protest przeciwko istniejącemu systemowi może zostać zamieniony w większość parlamentarną.

Jeżeli SNS wygra i Vuczić ponownie stanie na czele rządu, jego dymisja z urzędu prezydenta okaże się przede wszystkim zmianą stanowiska. Jeśli jednak Studenci Zwyciężają uzyskają wynik odpowiadający skali społecznej mobilizacji z ostatnich dwóch lat, Serbia może znaleźć się przed najpoważniejszą zmianą polityczną od czasu dojścia SNS do władzy w 2012 roku.

MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 września 2026