Astronomowie poznali pochodzenie marsjańskich próbek pozyskanych przez łazik Perseverence

Naukowcy ustalili, jakie było położenie skał wydobytych przez marsjański łazik Perseverence. Kiedyś próbki te powrócą na Ziemię. Nowo zdobyta informacja pozwoli na odczytanie informacji związanych z przeszłością planety.

Sukces w badaniu powierzchni czerwonej planety

.Wędrując po dnie marsjańskiego krateru Jezero, łazik Perseverence tworzy kolekcję próbek skał, które wydobywa spod powierzchni i umieszcza w tytanowych pojemnikach. Naukowcy zakładają, że któregoś dnia uda im się te próbki przywieźć na Ziemię. Do tej pory robot wypełnił skałami już 20 z 43 pojemników.

Teraz specjalistom z Massachusetts Institute of Technology (MIT) w USA udało się zdalnie określić kluczową właściwość większości zebranych już próbek – ich przestrzenną orientację.

Pierwotnie misja nie była zaplanowana z myślą o uwzględnieniu tego parametru.

To pierwszy przypadek w historii, kiedy udało się ustalić orientację skał pobranych z powierzchni innej planety.

„Odpowiedzi na tak wiele pytań zależą od znajomości orientacji próbek, które przywieziemy z Marsa” – zauważa Elias Mansbach, pierwszy autor badania opisanego w magazynie „Earth and Space Science” (https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1029/2023EA003322).

„Orientacja skał może udzielić nam informacji o polu magnetycznym, które mogło istnieć na planecie. Można także badać, jak płynęły woda i lawa, sprawdzić kierunek dawnego wiatru, procesy tektoniczne – co znajdowało się na górze, a co na dole. Możliwość określenia orientacji skał to nasze marzenie, ponieważ otworzy drzwi do wielu naukowych odkryć” – dodaje inny uczestnik badania, prof. Benjamin Weiss.

Na dnie badanego przez łazik krateru mogą się znajdować prawdziwe geologiczne skarby – zarówno skały wulkaniczne, jak i osadowe – utworzone przez dawne, wpływające do miejscowego jeziora rzeki. „Mars był kiedyś ciepły i mokry. Kiedyś mogło na nim istnieć życie. Teraz jest zimny i suchy, więc coś ważnego musiało się stać z tą planetą” – zwraca uwagę prof. Weiss.

Łazik Perseverence zbadał pole magnetyczne Marsa

.W przeszłości Mars mógł też mieć pole magnetyczne, chroniące go przed wiatrem słonecznym, który z czasem mógł zniszczyć marsjańską atmosferę. „Chcemy dowiedzieć, co się stało i kiedy” – podkreśla prof. Weiss.

Ustalenie tego było jednak bardzo trudne. Naukowcy wyszli od faktu, iż Perseverence – pobierając próbkę – prostopadle wkręca w ziemię wiertło przypominające rurę, którym później wyciąga próbkę. Badacze zauważyli, że wiele informacji uzyskają, robiąc trzy pomiary – azymut, kąt odchylenia od pionu oraz rotację wiertła. Okazało się, że łazik zapisuje te informacje w czasie swoich działań.

Z danych o ustawieniu wiertła mogli odczytać azymut i odchylenie pionowe, natomiast obrót zdołali obliczyć z nagrań z pokładowej kamery. „Znamy orientację tych próbek z dokładnością do 2,7 stopnia. To lepszy wynik od uzyskiwanego w przypadku ziemskich skał” – mówi Elias Mansbach.

Skały pobierane w przyszłości będą już analizowane w ten sposób już automatycznie.

„Kolejna faza będzie najbardziej ekscytująca. Łazik wyjedzie poza krater, aby pobrać najstarsze znane skały Marsa. Mamy teraz niezwykłą możliwość, aby ocenić orientację tych skał. Mamy nadzieję, że uda nam się odczytać dawne procesy, które w nich zachodziły” – podkreśla prof. Weiss, cytowany na stronie MIT (https://news.mit.edu/2024/study-determines-original-orientations-rocks-drilled-mars-0304). 

Przyszłość eksploracji kosmosu

.Badania powierzchni Marsa to jedno z najważniejszych zadań współczesnej nauki o kosmosie. Warto jednak zadać pytanie, dlaczego ludzkość nie zrobiła jeszcze dalszych kroków w odkrywaniu gwiazd. Na łamach Wszystko co Najważniejsze pisze o tym Mateusz MALENTA, absolwent University of Manchaster, pracownik School of Physics and Astronomy.

„Ludzkość od lat zagląda w najdalsze zakątki kosmosu. Regularnie badamy Układ Słoneczny i najbliższą Ziemi planetę – Marsa, na którym w dalekiej przeszłości mogły istnieć warunki pozwalające na rozwinięcie się prymitywnych mikroorganizmów; Wenus, której atmosfera składająca się głównie z dwutlenku węgla może służyć jako ostrzeżenie przed kryzysem, który już teraz zaczyna się na Ziemi; badamy najdalsze planety i planety karłowate, asteroidy i komety. Każde z tych osiągnięć jednak zostało dokonane z zastosowaniem bezzałogowych sond kosmicznych, satelitów i łazików. A nie to mieli na myśli wizjonerzy i ojcowie amerykańskiego, a także radzieckiego programu kosmicznego. Ich celem było posłanie ludzi w gwiazdy” – opisuje ekspert.

W swoim artykule przypomina on, że zaparkowaliśmy na niskiej orbicie okołoziemskiej w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) i od kilku dekad nie mamy pojęcia, jak wydostać się z objęć grawitacji ziemskiej i nie tyle poszybować w stronę gwiazd, ile chociażby wrócić na Księżyc. Dlaczego więc po odniesieniu pierwszych wielkich sukcesów spoczęliśmy na laurach i nie ruszamy dalej?

Co istotne, program Apollo nie powiódłby się, gdyby nie zaangażowanie rządu Stanów Zjednoczonych i NASA na wielu szczeblach. Obecny budżet NASA to mniej niż połowa tego, co agencja miała do dyspozycji w połowie lat 60. Wiele osób wskazuje, że jest to główna przyczyna obecnej sytuacji i że należy zwiększyć finansowanie podboju kosmosu. Jednak nawet gdyby zapewnić NASA dwa razy większy budżet, to agencja po prostu wydałaby dwa razy więcej i wciąż znajdowalibyśmy się w miejscu, w którym jesteśmy obecnie. To rezultat rozgrywek politycznych i monopolu kosmicznego w Stanach Zjednoczonych.

„Przez ostatnie 30 lat każdy nowy prezydent Stanów Zjednoczonych miał swój plan, odmienny od planu poprzednika. W ciągu ostatnich 10 lat stanowisko NASA wobec podróży na Marsa zmieniało się wielokrotnie” – pisze Mateusz MALENTA.

 I chociaż statystyczny Amerykanin ma inne priorytety niż loty kosmiczne, to jednak amerykańscy politycy skłonni są wspierać plany, które zapewnią im chociaż kilkaset lub kilka tysięcy dodatkowych głosów w najbliższych wyborach. A lot w Kosmos – kolejna realizacja American Dream – służy temu doskonale.

Niestety, często są to plany, które niekoniecznie mają sens z finansowego, technicznego czy logistycznego punktu widzenia. Doskonałym przykładem może być republikański senator Richard Shelby, reprezentujący stan Alabama. Senator Shelby jest obecnie przewodniczącym senackiego komitetu odpowiedzialnego za finansowanie dużych projektów i amerykańskich agencji. Senator wielokrotnie dawał do zrozumienia, że nowy flagowy projekt NASA, rakieta nośna Space Launch System (SLS), dostanie tyle funduszy, ile będzie potrzebował. To nie przypadek: w Alabamie znajduje się Marshall Space Flight Center, gdzie są budowane i testowane główne komponenty tej rakiety.

Przez ostatnie 50 lat być może nie osiągnęliśmy w stu procentach tego, co zaplanowali dla nas ojcowie współczesnej astronautyki. Być może za długo siedzimy wygodnie na niskiej orbicie okołoziemskiej, bez żadnego spójnego pomysłu na to, jak powrócić na Księżyc i lecieć dalej. Ostatnie 15 lat napawa jednak optymizmem i jeżeli zapewnienia kosmicznych przedsiębiorców się spełnią, to uda nam się wylądować na Marsie jeszcze w pierwszej połowie tego stulecia. I jak pokazują ostatnie lata, może się to dokonać nie pod sztandarem dużych agencji rządowych, ale za sprawą przedsiębiorstw, które w kosmosie widzą przyszłość i naszą, i swoich biznesów. Być może już niedługo głównym problemem będzie nie to, jak dolecieć na Księżyc, ale jak dostarczyć tam paczkę z Amazona w 24 godziny.

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MB
Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 marca 2024