Dlaczego Francuzi wciąż potrzebują Belmonda?

Jean-Paul Belmondo

Jean-Paul Belmondo łączył eksperymenty Nowej Fali z rozmachem kina przygodowego, a ekranową siłę z umiejętnością śmiania się z samego siebie. Paryska wystawa i retrospektywa przypominają dziś, jak wiele odmian francuskiego kina mieściło się w jego filmografii. Jego kariera pozwala zapytać, jak powstaje więź między aktorem a publicznością, która trwa dłużej niż powodzenie kolejnych premier.

.Od 7 października 2026 do 31 stycznia 2027 roku Cinémathèque française prezentuje wystawę „Belmondo, le Magnifique”, której towarzyszy retrospektywa filmów aktora. Za przygotowanie ekspozycji odpowiada Clémentine Deroudille. Organizatorzy sięgają po archiwa osobiste, fotografie, plakaty i kostiumy, pozwalające prześledzić drogę artysty przez kolejne epoki francuskiej kinematografii. W takim zestawieniu bohater „Do utraty tchu” spotyka gwiazdę wielkich widowisk przygodowych, a postać utrwalona na ekranie odzyskuje zaplecze codziennej pracy.

Wydany przez Albin Michel we współpracy z Cinémathèque française katalog korzysta z rodzinnych archiwów udostępnionych przez Paula Belmonda, syna aktora. Znalazły się w nim między innymi fotografie, korespondencja i wspomnienia bliskich oraz współpracowników. Ta perspektywa pomaga zobaczyć, jak legenda splatała się z życiem człowieka, którego widzowie poznawali przede wszystkim poprzez role. Daje też możliwość przyjrzenia się pracy potrzebnej do osiągnięcia ekranowej swobody.

Jean-Paul Belmondo między Nową Falą a kinem popularnym

Przełom przyniosło „Do utraty tchu” Jeana-Luca Godarda z 1960 roku, w którym Belmondo zagrał u boku Jean Seberg. Jego Michel Poiccard, przestępca naśladujący amerykańskich bohaterów filmowych, był zarazem uwodzicielski, niedojrzały i niebezpieczny. Aktor nadawał tej postaci pewność ruchu i spojrzenia, dzięki którym nawet chwile pozornie pozbawione zdarzeń przyciągały uwagę. Już tutaj pojawiała się ważna cecha jego ekranowej obecności: widz mógł ulec urokowi bohatera, zachowując świadomość jego wad.

Kolejne role pokazywały, jak szerokie możliwości kryły się za tym pierwszym sukcesem. W filmie „Léon Morin, ksiądz” Jean-Pierre’a Melville’a Belmondo znalazł się w opowieści o wierze, pragnieniu i duchowym niepokoju, natomiast w „Szalonym Piotrusiu” ponownie uczestniczył w filmowym eksperymencie Godarda. Jego twarz mogła należeć do bohatera komedii, dramatu i opowieści kryminalnej, a każdy z tych gatunków uruchamiał inne środki aktorskie. Tę różnorodność przypominaliśmy również w opublikowanym we „Wszystko co Najważniejsze” portrecie Jeana-Paula Belmonda.

Równolegle rozwijała się współpraca z Philippe’em de Brocą, dzięki której Belmondo stał się bohaterem przygody dostępnej dla bardzo szerokiej publiczności. W „Człowieku z Rio” z 1964 roku gra żołnierza na przepustce, wciągniętego w szaleńczą wyprawę do Brazylii. Film opiera się na pościgach, nieprawdopodobnych zbiegach okoliczności i energii aktora, który potrafi nadać fantazji lekkość zabawy. W tej roli sprawność fizyczna i komediowe wyczucie rytmu są równie ważne, bo przygoda potrzebuje zarówno napięcia, jak i chwili rozładowującego je śmiechu.

Wymownym uznaniem tej wszechstronności był hołd złożony aktorowi przez festiwal w Cannes w 2011 roku. Belmondo otrzymał wówczas honorową Złotą Palmę, a wśród przypominanych filmów znalazły się „Stavisky” Alaina Resnais i „Le Magnifique” de Broki. Organizatorzy zwracali uwagę na rozpiętość jego ról, precyzję gry i swobodę zachowania.

Bohater, który potrafił śmiać się z samego siebie

Szczególnie ciekawy pozostaje pod tym względem „Le Magnifique” z 1973 roku. Belmondo występuje w nim jako François Merlin, niezamożny autor powieści szpiegowskich, oraz wymyślony przez niego agent Bob Saint-Clar, wyposażony we wszystkie zalety bohatera fantazji. Codzienne kłopoty pisarza przenikają do jego książkowego świata, a aktor może przechodzić od triumfalnej pewności siebie do bezradności człowieka siedzącego przy maszynie do pisania. Gwiazdor kina przygodowego odsłania w ten sposób mechanizm, który pozwala publiczności marzyć o niezwykłym życiu.

Siła tej komedii polega również na tym, że Belmondo udostępnia własny wizerunek żartowi. Potrafi zagrać bohatera sprawnego i uwodzicielskiego, a chwilę później pokazać śmieszność marzenia o doskonałości. Ta podwójność pozwala widzowi podziwiać postać, a równocześnie rozpoznać w niej własne pragnienia, zawody i próżność. Dystans do siebie staje się częścią charyzmy, która zyskuje dzięki temu bardziej ludzki wymiar.

W innych filmach podobną rolę odgrywała fizyczna odwaga aktora, znanego z osobistego wykonywania wielu wymagających scen kaskaderskich. Ruch był istotnym składnikiem jego gry, od sposobu chodzenia po rytm pościgu i reakcję na niebezpieczeństwo. Ekranowy wysiłek nadawał bohaterom namacalność, którą dobrze widać, gdy ogląda się kolejne filmy obok siebie. Właśnie retrospektywa pozwala dostrzec, jak ta sama sprawność służyła raz budowaniu napięcia, innym razem komedii, a jeszcze innym ujawnieniu brawury postaci.

Kino jako część wspólnej pamięci

Kiedy 9 września 2021 roku Francja żegnała Belmonda podczas uroczystości w paryskich Invalides, Emmanuel Macron mówił o aktorze towarzyszącym kolejnym pokoleniom widzów. W jego przemówieniu spotykały się nazwiska reżyserów, tytuły filmów i miejsca utrwalone przez kamerę. Był to obraz kariery, poprzez którą można opowiadać także o sześciu dekadach francuskiego życia. Państwowa uroczystość nadawała publiczną formę przywiązaniu do artysty obecnego w osobistej pamięci odbiorców.

Podobne znaczenie kina opisujemy w zestawieniu 25 filmów francuskich, bez których trudno zrozumieć Francję. Film staje się częścią kultury również poprzez powracające obrazy, rozpoznawalne postaci i sceny, do których można odwołać się w rozmowie. Belmondo dawał takim wspomnieniom wyrazistą twarz i głos, chociaż jego role różniły się temperamentem i stosunkiem do świata. Odnalezienie znajomego aktora w zupełnie innym filmie mogło prowadzić widza ku reżyserowi lub gatunkowi, po który wcześniej by nie sięgnął.

Obecny program Cinémathèque française daje możliwość podobnych odkryć. Na 7 listopada zaplanowano pokaz „Le Magnifique” oraz wystąpienie Stéphane’a Lerouge’a poświęcone muzyce związanej z filmami Belmonda, a dzień później pokaz „Człowieka z Rio”. Takie spotkania pozwalają wrócić do roli, przyjrzeć się jej konstrukcji i usłyszeć film w kontekście całej kariery. Starszy widz może skonfrontować wspomnienie z ponownym seansem, a młodszy poznać aktora poprzez konkretny utwór.

W tym sensie można rozumieć dzisiejszą potrzebę Belmonda: jako potrzebę kina, które buduje trwałą relację z publicznością, zachowując swobodę zmiany tonu i formy. W jego filmografii jest miejsce na bunt, przygodę, duchowe pytania i śmiech z własnych wyobrażeń. Wystawa pozwala uporządkować tę historię, a seans ponownie sprawdzić jej siłę. O trwałości aktora najwięcej powie chwila, w której widz po raz pierwszy zobaczy jego film i zechce obejrzeć następny.

Karolina Jaszowiecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 października 2026