Dwie trzecie obywateli UE uważa, że ich kraj jest zagrożony

dwie trzecie obywateli państw UE

Ponad dwie trzecie obywateli państw UE (68 proc.) uważa, że ich kraj jest zagrożony w obecnej sytuacji międzynarodowej – wynika z najnowszego badania Eurobarometr, opublikowanego przez Parlament Europejski przed Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa.

Francuzi czują się najmniej bezpiecznie

.Najwyższy poziom zagrożenia odnotowano we Francji (80 proc.), w Holandii i Danii (po 77 proc.) oraz na Cyprze i w Niemczech (po 75 proc.). W Polsce było to 67 proc.

Z badania wynika, że 52 proc. Europejczyków wierzy w to, że UE wzmocni bezpieczeństwo i potencjał obronny Wspólnoty. Najwyższy poziom zaufania odnotowano w Luksemburgu (76 proc.), Portugalii (74 proc.), na Cyprze (73 proc.) oraz na Litwie (71 proc.). W Polsce w ten sposób odpowiedziało 55 proc. respondentów.

Blisko trzy czwarte respondentów (74 proc.) popiera obecny poziom inwestycji UE w obronność lub opowiada się za ich zwiększeniem.

Ponad dwie trzecie obywateli państw UE dostrzega zagrożenia i wskazuje bezpieczeństwo jako priorytet

.Najwyższe poparcie dla wydatków odnotowano w Portugalii (89 proc.), Finlandii (83 proc.), Hiszpanii i na Litwie (po 80 proc.) oraz w Danii (78 proc.). W Polsce było to 74 proc.

Ponad połowa ankietowanych (53 proc.) wskazuje bezpieczeństwo i obronę jako kluczowy priorytet unijnej polityki. Na kolejnych miejscach znalazły się ochrona środowiska i klimat (36 proc.) oraz konkurencyjność i rozwój europejskiego przemysłu (31 proc.).

Badanie zostało przeprowadzone na początku stycznia 2026 r. i objęło 27 292 wywiady w 27 państwach UE. Jego celem była ocena poczucia bezpieczeństwa obywateli, zaufania do UE w dziedzinie obronności oraz poparcia dla zwiększonych inwestycji we wspólną obronę.

Zachód myśli z lękiem o swojej śmierci!

We Francji w ostatnim dwudziestoleciu odbyły się dwa bardzo różne referenda – jedno krajowe, drugie europejskie. I w obu przypadkach odpowiedź ludu została odrzucona przez rządzących, którzy wybierali opcję przeciwną. Zamiast więc pomstować na antydemokratów amerykańskich zajmijmy się postawieniem ponownie na nogi naszej własnej demokracji – pisze prof. Chantal DELSOL

Wpływ Zachodu, do niedawna jeszcze rozciągający się na cały świat, słabnie. Wszędzie podważa się nasze prawo międzynarodowe, poprzez które wyrażała się ambicja zastąpienia wojny przez porządek (nasz porządek). Zachód myśli z lękiem o swojej śmierci! Ta obawa przed dekadencją datuje się na XIX wiek. Druga połowa XX wieku, po upadku komunizmu, była wyjątkowo optymistycznym nawiasem, w którym uwierzyliśmy, że nasza demokracja zaprogramowana była na wieczne trwanie.

Dziś Zachód myśli już bardziej o tym, jak uratować swoje imperium i ile przyjdzie za to zapłacić. Debata toczy się wokół środków, jakie należy przedsięwziąć, choć może warto od razu postawić zasadnicze pytanie: czy zakładamy użycie wszelkich możliwych środków? A formułując to innymi słowy: czy cel jest aż tak ważny, żeby rozważać użycie wszelkich możliwych środków? A może są inne uświęcone zasady, ważniejsze niż samo uratowanie się? A z tego wynika kolejne pytanie, równie istotne: czy uratowanie Zachodu warte jest – gdyby była taka konieczność – podważenia demokracji?

Podobne pytanie postawiono sobie dokładnie sto lat temu. Odpowiedzi były straszne: uratujemy się, obalając ustroje wolnościowe. Taki dyskurs dominował w Niemczech w latach 30., a także w różnych faszyzmach-korporacjonizmach tamtego czasu. Pisarz Miguel de Unamuno w słynnym wystąpieniu z 1936 roku zwrócił się do frankistów słowami: „Wygracie, ale nie przekonacie” (na co tamci odpowiedzieli: „Precz z intelektualistami i niech żyje śmierć!”).

Rzeczywiście frankizm odniósł zwycięstwo, ale nie przekonał, i nie sądzę, żeby stara Europa była gotowa poświęcić naszą demokrację, aby nas uratować (czy raczej: aby wszystko uratować prócz honoru). Odczuliśmy na własnym ciele, ile kosztuje użycie wszelkich możliwych środków do osiągnięcia celu, który się nadmiernie sakralizuje. Trudno byłoby sprawić, żebyśmy sami z siebie przyznali, że istnieje coś takiego jak „dobra dyktatura”. Mamy doświadczenia aż zanadto.

W bardzo odległych czasach Rzym zmienił ustrój, aby móc trwać: zniósł tak uświęconą, tak legendarną republikę i zastąpił ją cesarstwem. Grecja, o odmiennej niż Rzym mentalności, ze swoją demokracją poszła na dno niczym kapitan Titanica.

Wydaje się, że stara Europa jest jak tamta Grecja. W jakiś niejasny sposób, ale dobrze wie, że demokracja jest zmęczona, umniejszona do technokracji, niezdolna opierać się państwu socjalnemu czy też upadkowi woli, który produkuje rządzących zarazem gadatliwych i bezczynnych. Europejscy rządzący boją się jedynie ludu – co w demokracji jest nader dziwne.

We Francji w ostatnim dwudziestoleciu odbyły się dwa bardzo różne referenda – jedno krajowe, drugie europejskie. I w obu przypadkach odpowiedź ludu została odrzucona przez rządzących, którzy wybierali opcję przeciwną. Zamiast więc pomstować na antydemokratów amerykańskich zajmijmy się postawieniem ponownie na nogi naszej własnej demokracji. Owszem, wolność jest świętszą wartością niż życie i zasługuje na to, by dla niej umierać – ale aby móc się do niej odwoływać, trzeba jeszcze potrafić szanować ją poprzez działania.

Spójrzmy na intelektualne i emocjonalne poruszenie na obu krańcach – wschodnim i zachodnim – Zachodu. W obu przypadkach Zachód żarliwie broni się, aby zachować swoją potęgę.

Światowy Rosyjski Sobór Ludowy w 2023 roku określił „operację specjalną” jako „świętą wojnę”, mającą na celu uratowanie Zachodu przed dekadencją płynącą ze starej Europy i Ameryki. Władze religijne i polityczne jednoczą się, aby nadać Rosji miano bastionu przeciwko siłom szatańskim, miano katechonu – siły, „która powstrzymuje” (za Świętym Pawłem).

Tą samą drogą podążają Stany Zjednoczone Donalda Trumpa. Na obecną administrację amerykańską mają wpływ nurty intelektualne, które również odwołują się do idei przedmurza, katechonu – rządzących, którzy powstrzymają Antychrysta. Inaczej mówiąc, po obu stronach Zachodu słychać narrację eschatologiczną, odwołującą się do demonów i innych sił zła i posługującą się mitami religijnymi. Narracja ta często przybiera formę mistycznego delirium, do którego dochodzą – w zależności od sytuacji – także jego pododmiany: delirium posthumanistyczne, ultrareligijne, apokaliptyczne etc.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/chantal-delsol-europejskie-demokracje-wobec-apokaliptycznej-narracji-amerykanskiej/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 lutego 2026