Dziś decydują się losy całego świata - Andrew A. MICHTA

Dziś przyszłość Zachodu wisi na włosku nie tylko dlatego, że po dwudziestu latach ustępstw wobec Rosji jesteśmy na skraju oddania Putinowi jego największego zwycięstwa. Wielokrotnie pokazaliśmy, że nie mamy siły ducha, by twardo stać przy swoich zasadach, gdy zostajemy poddani próbie. A nasi wrogowie patrzą – pisze na portalu X Andrew A. MICHTA.
Andrew A. MICHTA ostrzega Zachód
.Andrew A. MICHTA, amerykański politolog, dziekan Kolegium Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa w Europejskim Centrum Studiów nad Bezpieczeństwem im. George’a C. Marshalla w Garmisch w Niemczech, w swojej „nitce” na portalu X przedstawia ostrzegawczą analizę konsekwencji ewentualnego porzucenia Ukrainy przez Zachód w obliczu rosyjskiej agresji. Podkreśla, że taka decyzja nie tylko doprowadziłaby do załamania architektury bezpieczeństwa w Europie, ale także miałaby poważne skutki geopolityczne w innych regionach, zwłaszcza w Indo-Pacyfiku.
Bez względu na to, jak to przedstawimy, każda umowa, która sankcjonuje rosyjskie zdobycze terytorialne na Ukrainie i zamyka Kijowowi drogę do członkostwa w NATO, będzie systemowym zwycięstwem Putina—takim, w którym Rosja pokonała nie tylko Ukrainę, ale i Zachód. Nasza porażka odbije się echem w innych regionach.
Andrew A. MICHTA wskazuje, że historia dostarcza wiele analogicznych przykładów, jednak zamiast skupiać się na przeszłości, należy myśleć o przyszłych zagrożeniach. Porzucenie Ukrainy podważyłoby wiarygodność Zachodu jako sojuszu zdolnego do wspólnej obrony, co mogłoby zachęcić przeciwników do agresywnych działań.
.Kolejnym istotnym punktem jest kwestia odstraszania. Politolog zauważa, że choć Zachód dysponuje wystarczającymi zdolnościami wojskowymi, brakuje mu determinacji, by działać zdecydowanie. Przykłady reakcji na wcześniejsze rosyjskie agresje – na Gruzję w 2008 roku oraz Ukrainę w 2014 i 2022 roku – pokazują, że kraje zachodnie wielokrotnie wahały się przed podjęciem stanowczych kroków.
Odstraszanie opiera się zarówno na posiadaniu odpowiednich zdolności, jak i woli ich użycia. Od czasu rosyjskiej inwazji na Gruzję w 2008 roku, a następnie na Ukrainę w 2014 i 2022 roku, nieustannie debatowaliśmy nad „czerwonymi liniami”, pokazując, że choć mamy możliwości, brakuje nam woli, by poprzeć naszą retorykę siłą.
Andrew A. MICHTA podkreśla, że przyszłość Zachodu jest zagrożona nie tylko przez obecną sytuację na Ukrainie, ale także przez długofalowe skutki wieloletnich ustępstw wobec Rosji.
Dziś przyszłość Zachodu wisi na włosku nie tylko dlatego, że po 20 latach ustępstw wobec Rosji jesteśmy na skraju oddania Putinowi jego największego zwycięstwa. Wielokrotnie pokazaliśmy, że nie mamy siły ducha, by twardo stać przy swoich zasadach, gdy zostajemy poddani próbie. A nasi wrogowie patrzą.
Wybory prezydenckie w USA w 2024 roku – różne wyniki, te same wyzwania
.Od czasu zakończenia wojny w Wietnamie Stany Zjednoczone nie były jeszcze tak bardzo spolaryzowane i podzielone jak dziś. Mimo że granice partyjne pozostają ostro zarysowane, wewnątrzpartyjne podziały i walki dotyczące wszelkich możliwych kwestii – od polityki gospodarczej, przez migrację, po wojny kulturowe – nękają oba ugrupowania, wprowadzając na amerykańską scenę polityczną nieprzewidywalność i zawirowania rodem z późnych lat 60. i wczesnych lat 70. – pisał na łamach German Council on Foreign Relations Andrew A. MICHTA, komentując przebieg kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych w czerwcu 2024 r.
Wynik tych wyborów nie spowoduje zmiany wyzwań stojących przed Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami, wiążą się one bowiem z zasadniczym problemem: jak przywrócić NATO jego główne role w zakresie zbiorowego odstraszania i obrony przed neoimperialną Rosją, jednocześnie uwalniając zasoby Waszyngtonu do radzenia sobie ze wzbierającą burzą w innych obszarach, zwłaszcza na Indo-Pacyfiku? Innymi słowy, czy przywódcy europejscy zdobędą się na determinację, by zintensyfikować działania i odbudować siły zbrojne w takim stopniu, aby zapewnić większość konwencjonalnych zdolności NATO, a tym samym przezwyciężyć obecny kryzys i ustabilizować wschodnią flankę? Czy raczej będą kontynuować politykę zaniedbywania obronności prowadzoną przez ostatnie 30 lat? Odpowiedź Europy na to pytanie jest prawdopodobnie ważniejsza niż to, kto stanie na czele Stanów Zjednoczonych w 2025 roku.
Dwiema największymi niewiadomymi w przypadku kolejnej prezydentury Trumpa byłyby polityka Stanów Zjednoczonych wobec Ukrainy oraz siła nacisku na europejskich sojuszników NATO – zwłaszcza Niemcy – w zakresie zwiększenia wydatków na obronę, a tym samym zapewnienia większości sił konwencjonalnych sojuszu. Jeśli chodzi o tę pierwszą kwestię, niedawne deklaracje Trumpa, że „rozstrzygnie wojnę w ciągu 24 godzin”, sugerują, iż jego administracja nadałaby priorytet negocjowanemu zakończeniu wojny. Jeśli chodzi o drugą kwestię – prawdopodobnie wywarłaby znaczną presję na europejskich członków NATO, aby wydawali więcej na obronę. Doniesienia sugerują, że jeśli Donald Trump zostanie wybrany na prezydenta, zaproponuje Władimirowi Putinowi porozumienie w sprawie zakończenia wojny w zamian za terytorium – jest to perspektywa, którą prezydent Ukrainy Zełenski jak dotąd odrzuca. Niezależnie od tego, czy Trump będzie prowadził taką politykę oraz jakie byłyby szczegóły takiej oferty, istnieje prawdopodobieństwo, że będzie ona zgodna z poglądem Berlina na realne możliwości rozstrzygnięcia wojny. Może to stworzyć okazję dla niemieckiego rządu do współpracy w tej kwestii z administracją republikańską w 2025 r., nawet jeśli potencjalnie zwiększy to tarcia między Niemcami a innymi sojusznikami NATO na wschodniej flance.
Cały tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze [LINK]
Oprac. RB