Emmanuel Macron zapowiedział walkę z mediami społecznościowymi [Nathaniel GARSTECKA]

Emmanuel Macron

„Ochrona demokratycznej debaty” i „ustanowienie cyfrowej pełnoletności” to nowe hasła prezydenta Macrona. Po tym, jak jego własna partia postawiła go w defensywie podczas debaty na temat możliwego zawieszenia reformy emerytalnej i jak poniósł porażkę w obliczu amerykańskiego pragmatyzmu, gdy jego próba „tworzenia historii” na Bliskim Wschodzie zakończyła się fiaskiem, Macron chwyta się teraz klasycznego sztandaru progresywizmu, jakim jest walka z wolnością słowa w mediach społecznościowych.

„Rosyjska ingerencja”, „algorytmy”, „zakłócanie debaty publicznej” – wszystkie te argumenty są cyniczną grą, mającą na celu przekonanie obywateli, że muszą oddać państwu kontrolę nad swoimi słowami i myślami. Oczywiście, argumenty te nie są całkowicie bezpodstawne. Jesteśmy rzeczywiście celem kampanii dezinformacyjnych, w których media społecznościowe są jednym z głównych wektorów. Tradycyjna debata publiczna i demokratyczna jest zakłócana przez rewolucję cyfrową. Sztuczna inteligencja stawia przed nami nowe wyzwania i zaprzeczanie temu byłoby absurdem.

Wszystko to zasługuje na debatę, analizę i dyskusję. Nie chodzi tu bynajmniej o kwestionowanie tego naturalnego procesu. Jednak wyraźnie widzimy, dokąd chcą nas doprowadzić nasi przywódcy: ku większej kontroli nad naszą wolnością słowa. Pod pozornie słusznym pretekstem („ochrona osób poniżej 15. roku życia”) państwo chce jeszcze bardziej ingerować w nasze życie prywatne. Za każdym razem stosuje się tę samą metodę. Przestępcy piorą pieniądze? Należy ograniczyć używanie gotówki. Transport zanieczyszcza środowisko? Obywatele korzystający z samochodów muszą być narażeni na coraz większe niedogodności. Ulice są niebezpieczne? Kamery ze sztuczną inteligencją do rozpoznawania twarzy muszą być zainstalowane wszędzie. Totalitarne reżimy XX wieku o tym marzyły; demokratyczne reżimy XXI wieku urzeczywistniają to.

Emmanuel Macron oświadczył na Międzynarodowej Konferencji Integralności Informacji i Niezależnych Mediów: „Otwórzcie dziś X (dawniej Twitter) z darmowymi treściami, a jeśli nie natraficie od razu na treści skrajnie prawicowe, to oznacza, że jesteście słabo zorganizowani. Takie platformy postanowiły złamać neutralność, ponieważ ich właściciel postanowił zaangażować się w walkę o demokrację i reakcyjny ruch międzynarodowy”. „Narobiliśmy bałaganu. To proces degeneracji demokracji” – kontynuował prezydent, wyrażając chęć „przeforsowania silniejszego programu regulacji”.

Naszym przywódcom oczywiście wygodnie jest koncentrować się wyłącznie na mediach społecznościowych, jeśli chodzi o „walkę o demokrację”. Czy nie przychodzi im do głowy, że jeśli ludzie zwracają się do mediów społecznościowych po informacje, to dlatego, że media głównego nurtu przestały spełniać swoją rolę? Rolę dostarczania obywatelom rzetelnych informacji, pluralistycznych opinii i wysokiej jakości treści. Media publiczne są albo nadmiernie lewicowe (we Francji), albo służą jako narzędzia propagandowe władzy (w Polsce). Prywatne serwisy informacyjne często służą również dobrze zdefiniowanym interesom, a do tego są hojnie dotowane (we Francji), co podważa ich uczciwość. Ile skandali politycznych zostało zatuszowanych, ile przypadków zmowy – jak ta niedawna między dziennikarzami francuskiej telewizji publicznej a urzędnikami Partii Socjalistycznej – ile kłamstw, manipulacji i fake newsów?

Jak więc możemy się dziwić, że rozczarowani i zniesmaczeni obywatele zwracają się ku platformom cyfrowym, gdzie oczywiście obecne są inne rodzaje propagandy (islamistycznej, rosyjskiej itd.) i gdzie rozkwitają rozmaite teorie spiskowe (niektóre z nich okazują się prawdziwe, potęgując jeszcze większe zamieszanie)? Czy politycy wierzą, że odzyskają zaufanie obywateli, zabraniając im korzystania z mediów społecznościowych? A może kontrolując sferę cyfrową w taki sposób, aby dostępne były tylko autoryzowane informacje? To tylko podsyci nieufność do demokracji i przekonanie, że rządy rzeczywiście mają coś do ukrycia.

Zamiast pozwolić sferze wirtualnej rozwijać się organicznie i skupić się na poprawie jakości tradycyjnych mediów, rząd wybrał najgorszą z możliwych dróg: otwarty konflikt, posługując się retoryką godną reżimów totalitarnych: ograniczamy wasze wolności, ale to dla waszego dobra, dla waszego bezpieczeństwa, dla demokracji. Ta infantylizacja społeczeństwa obywatelskiego odzwierciedla marksistowską koncepcję naszych elit: obywatele to istoty nieodpowiedzialne, które muszą być prowadzone ku horyzontowi emancypacji przez oświecone instytucje, a politycy i media głównego nurtu odgrywają rolę duchowieństwa w tej nowej, humanistycznej i postępowej religii.

Nathaniel Garstecka

Tekst pochodzi z autorskiej kroniki prowadzonej w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [LINK]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 października 2025