
Jürgen Habermas i jego kawiarnie
Sfera publiczna Habermasa nie została wynaleziona w kawiarniach. Ale to tam znalazła swój dom – tak jak dziś znajduje go w internecie, ze wszystkimi napięciami i radościami, których należy się spodziewać – pisze prof. Jeff JARVIS
.Pisanie i rozmowa połączyły się w nowej instytucji stworzonej właśnie w tym celu: kawiarni. Tam, w XVII i XVIII wieku, szczególnie w Anglii, różnorodne grupy i klasy społeczne gromadziły się, by pić ekscytujący, importowany napój i dyskutować o tym, co czytały w gazetach, biuletynach i książkach. Jürgen Habermas uznał, że angielskie kawiarnie i francuskie salony były miejscem narodzin mieszczańskiej sfery publicznej – definiowanej przez niego jako inkluzywne społeczeństwo, które zbiera się, by publicznie dzielić się prywatnymi opiniami i prowadzić racjonalną oraz krytyczną debatę nad sprawami wspólnego znaczenia, opartą na nowo dostępnej „towarowej” formie wiadomości. W ten sposób – twierdził – owe grupy ustanowiły się jako publiczność odrębna od państwa.
Teza Habermasa została zakwestionowana m.in. przez pięcioletnią współpracę akademicką pod nazwą Making Publics Project, zorganizowaną przez badacza Szekspira z Uniwersytetu McGilla, Paula Yachnina. Uczeni zaangażowani w projekt nie koncentrowali się na jednej sferze publicznej. Zamiast tego badali powstawanie wielu „publiczności”, czyli „form zrzeszania się opartych na wspólnych zainteresowaniach, gustach i pragnieniach jednostek, z których większość stanowiły zwykłe, »prywatne« osoby. Projekt dowodził, że tworzenie publiczności było umożliwione przez nowe media i nowe formy kultury oraz osadzone w rodzącym się rynku dóbr kulturowych”. Doszli oni do wniosku, że publiczności nie powstawały jedynie w kawiarniach i wokół wiadomości. Tworzyły się także wokół książek i pamfletów – jak wtedy, gdy Luter zdecydował się publikować w języku niemieckim potocznym, zwracając się do publiczności i jednocześnie ją tworząc swoimi ideami. Publiczności powstawały w teatrze Globe, gdy widownia oglądała Hamleta, a Szekspir „zdawał się potrafić zjednoczyć ją jako grupę zaproszoną do przemyślenia problemu i wyrobienia sobie sądu wraz z bohaterem”, jak powiedział Yachnin.
Publiczności tworzyły się wokół portretów i map, gdy ludzie danego miejsca i kultury mogli zrozumieć swoje miejsce w świecie. Tworzyły się wokół drukowanych ballad i kazań. Powstawały wokół języków, wokół praw, wokół idei – tworząc, jak ujął to Benedict Anderson, „wyobrażone wspólnoty”. Richard Helgerson, jedna z kluczowych postaci projektu Making Publics, zainspirował się do napisania swojej książki Forms of Nationhood jednym zdaniem z listu Edmunda Spensera z 1580 roku: „Dlaczegoż byśmy my, na Boga, nie mogli – jak Grecy – mieć własnego królestwa naszego języka?”. A może królestwa naszej własnej kultury, religii, płci czy światopoglądu – wspólnoty lub królestwa według naszej definicji i naszego tworzenia?
.„Żyć razem w świecie – pisała Hannah Arendt – oznacza zasadniczo, że świat rzeczy znajduje się pomiędzy tymi, którzy mają go wspólnego, tak jak stół znajduje się między tymi, którzy przy nim siedzą”. Publiczności i wspólnoty często wyobrażamy sobie w kategoriach przestrzeni: granicy wokół miasta, państwa, narodu. Metafora stołu Arendt przemawia, bo przywołuje obraz dyskusji tych, którzy wokół niego siedzą i każe nam zapytać, kto ma tam miejsce, a kto go nie ma. „Sfera publiczna obejmuje nieokreśloną liczbę mniej lub bardziej nakładających się publiczności” – powiedział Craig Calhoun – „niektóre są efemeryczne, inne trwałe, a jeszcze inne ukształtowane w wyniku walki z dominującą organizacją innych”. Michael Warner rozwinął swoją teorię kontrpubliczności wokół przekonania, że niektóre publiczności „definiują się poprzez napięcie wobec większej publiczności”. Nancy Fraser uczyniła to pojęcie bardziej konkretnym: obok mieszczańskiej sfery publicznej „powstało wiele konkurencyjnych kontrpubliczności, w tym publiczności narodowe, ludowe chłopskie, elitarne kobiece oraz robotnicze. A zatem od początku istniały konkurujące ze sobą publiczności, nie dopiero w XIX i XX wieku, jak sugeruje Habermas”.
Habermas nazywał wczesnonowożytną publiczność kawiarni inkluzywną, ponieważ umożliwiała ona ludziom, którzy w innym przypadku nigdy by się nie spotkali, siedzenie przy jednym stole – w istocie byli do tego zobowiązani, jak relacjonował historyk tych miejsc, Markman Ellis: „Przybywając do kawiarni, klienci mieli zająć następne wolne miejsce, siadając obok tych, którzy przyszli przed nimi. Żadnego miejsca nie można było zarezerwować, żaden człowiek nie mógł odmówić twojego towarzystwa. Ta polityka zajmowania miejsc uświadamiała wszystkim, że w kawiarni wszyscy są równi. Choć kwestia miejsc może wydawać się nieistotna, zasada równości, jaką wprowadzała, miała niezwykłe konsekwencje w kolejnych dekadach. Dzięki takiemu ustawieniu krzeseł kawiarnia umożliwiała mężczyznom, którzy się nie znali, siedzenie razem w przyjaznej atmosferze i oczekiwała od nich rozmowy”.
W coraz bardziej zurbanizowanej Anglii potrzebne były nowe normy. „W anonimowym kontekście miasta, w którym większość ludzi się nie zna, ten zwyczaj towarzyski był zdumiewający. Co więcej, zasada równości ustanowiona przez układ miejsc zalecała równość i otwartość jako zasadę rozmowy”. Nawet w czasie niepokojów społecznych rojaliści siedzieli z purytanami (którzy woleli umiarkowanie kawy, herbaty i czekolady od piwa w tawernach). Początkowo kawiarnie były zamieszkane przez „kulturę wirtuozów”, podkreślającą „ogładę, ciekawość, kosmopolityzm i uczoną dyskusję” – pisał Brian Cowan w The Social Life of Coffee.
Gdy kawiarnie zaczęły się rozprzestrzeniać w Londynie po otwarciu pierwszej w 1652 roku, pojawiły się w nich i między nimi subkultury. Niektóre miały jeden stół dla wszystkich, inne wiele stołów lub loże dla ludzi o podobnych zainteresowaniach. W Chapter Coffeehouse jedną z loży zajmował Wet Paper Club – tak nazwany, ponieważ jego członkowie czekali na świeżą gazetę jeszcze wilgotną od druku. Macaulay wymieniał jedną kawiarnię dla lekarzy; inną dla purytanów, „gdzie nie słyszano przekleństw”; kolejną, gdzie Żydzi – „ciemnoocy handlarze pieniędzmi z Wenecji i Amsterdamu – witali się nawzajem”; jeszcze inną dla papistów, gdzie – „jak wierzyli dobrzy protestanci – jezuici planowali przy filiżankach kolejny wielki pożar i odlewali srebrne kule, by zastrzelić króla”. Kawiarnie zaczęto nazywać „uniwersytetami za pensa”, ponieważ za cenę napoju można było słuchać uczonych – Drydena, Christophera Wrena, Roberta Hooke’a, Edmunda Halleya, Roberta Boyle’a, Daniela Defoe, Davida Hume’a, Voltaire’a, Jonathana Swifta (który narzekał: „Najgorszą rozmową, jaką pamiętam w życiu, była ta w kawiarni Will’s”). Bywalcy zapisywali się na lekcje języków, tańca lub szermierki albo słuchali wykładów z poezji, matematyki czy astronomii. Zmiana norm społecznych, jaką przyniosła kawiarnia, była znacząca: interakcje społeczne odeszły od formalnych wizyt w domach ku możliwości po prostu wstąpienia do miejsca, gdzie wszyscy znają twoje imię.
.Brzmi to idyllicznie – kawiarnia tamtych czasów, pełna różnorodnych dusz, zdolnych się mieszać, rozmawiać, rozeznawać i uczyć. Ten obraz i ten standard dyskusji wystarczą, by zawstydzić nas za jakość rozmowy w naszej internetowej „kawiarni”, gdzie rządzi złośliwość. Ach, ale to właśnie przy Will’s Pope został napadnięty na zewnątrz „przez bandę opryszków, którym nie spodobały się jego najnowsze satyry poetyckie”. Kawiarnie obwiniano o upadek angielskiego życia intelektualnego: „»zanik studiów, a w konsekwencji wiedzy« wynikał z »kawiarni, do których większość uczonych się udaje i w których spędza znaczną część dnia, słuchając i mówiąc o nowinach [oraz] mówiąc podle o swoich przełożonych«” – skarżył się Anthony Wood z Oksfordu. Oksford i Cambridge wydały zasady zakazujące studentom uczęszczania do kawiarni bez opieki tutorów. „Niejednokrotnie kawiarnia była porównywana do arki Noego, przyjmującej »zwierzęta wszelkiego rodzaju« – zarówno »czyste, jak i nieczyste«” – pisał Lawrence Klein, cytując The Character of a Coffee House z 1673 roku.
W dość „kumbajowym” ujęciu Habermasa kawiarnia „daleka od zakładania równości statusu całkowicie ją ignorowała”, tworząc tym samym „bardziej inkluzywną publiczność wszystkich osób prywatnych – osób, które o tyle, o ile były właścicielami majątku i były wykształcone, jako czytelnicy, słuchacze i widzowie mogły korzystać poprzez rynek z przedmiotów będących przedmiotem dyskusji”. To jego „o tyle, o ile” jest niezwykle ograniczające – obejmuje posiadających i wykształconych, ale wyklucza kobiety, „ludzi o skromnym majątku” i niezliczone inne niepożądane osoby. Kobiety tamtego czasu protestowały, przedstawiając The Women’s Petition Against Coffee, wskazując publicznie na wielką niedogodność dla ich płci, wynikającą z nadmiernego spożycia wysuszającego i osłabiającego napoju. Nancy Fraser przedstawiła przekonujący feministyczny argument przeciw założeniu Habermasa o istnieniu takiej sfery publicznej: „Nie możemy już zakładać, że mieszczańska koncepcja sfery publicznej była jedynie niezrealizowanym utopijnym ideałem; była także maskulinistyczną ideą ideologiczną, która służyła legitymizacji rodzącej się formy panowania klasowego… Krótko mówiąc, czy idea sfery publicznej jest narzędziem dominacji, czy utopijnym ideałem?”.
Habermas idealizował nie tylko skład klientów kawiarni, lecz także ich dyskusję, budując swoją tezę na przekonaniu, że była ona racjonalna i krytyczna. Cowan twierdził, że Habermas popadł w pewnego rodzaju tautologię, przyjmując opisy kultury brytyjskich kawiarni z publikacji Josepha Addisona i Richarda Steele’a, które same próbowały tę kulturę kształtować. Ich czasopisma czytano w kawiarniach, ich treści tam dyskutowano, a rozmowy te z kolei relacjonowano i krytykowano na ich łamach. „W »Tatlerze«, »Spectatorze« i »Guardianie« publiczność trzymała przed sobą lustro” – pisał Habermas.
To lustro Habermasa było pozłacane – mówił Cowan – ponieważ „trudno było znaleźć tę idealną sferę publiczną w rzeczywistych londyńskich kawiarniach”. W tym właśnie tkwiło znaczenie i pilność twierdzenia Addisona, że jego pan Spectator chciał być znany jako ten, który „wyprowadził filozofię z gabinetów i bibliotek, szkół i kolegiów, by zamieszkała w klubach i zgromadzeniach, przy stołach herbacianych i w kawiarniach”. Innymi słowy, chciał uczynić kawiarnie bezpiecznymi dla filozofii, co wymagało oczyszczenia ich z wad, nieładu i głupoty, które pan Spectator tak często w nich dostrzegał. Cowan twierdził, że idealna sfera publiczna przedstawiona przez »Spectatora« „była starannie kontrolowanym forum dla miejskiej, lecz nie frywolnej rozmowy, dla refleksji moralnej zamiast obsesji na punkcie wiadomości dnia czy najnowszych mód oraz dla umiarkowanej dyskusji o sprawach państwowych zamiast gorącej debaty politycznej. Innymi słowy, nie była pomyślana jako otwarte forum konkurencyjnej debaty między ideologiami i interesami, lecz raczej jako medium, dzięki któremu stabilny konsensus społeczno-polityczny mógł być egzekwowany poprzez czynienie partyjnej debaty politycznej społecznie akceptowalną w przestrzeniach publicznych, takich jak kawiarnie, lub w mediach, jak gazety periodyczne”. Sfera publiczna kawiarni była bardziej aspiracją niż udokumentowaną rzeczywistością.
Mój spór z wyidealizowaną sferą publiczną Habermasa polega na tym, że ustanowił on standard niemożliwy do osiągnięcia dla współczesnej rozmowy. Narracja o upadku jakości dyskursu jest wygodnym narzędziem, by obarczać winą media masowe, kapitalizm i państwo opiekuńcze za niedoskonałości społeczeństwa demokratycznego. Ale co, jeśli rozmowa publiczna nigdy nie była tak wzniosła? Co, jeśli wcale nie upadła? Cowan twierdził, że „pozory uprzejmości kawiarni mogły łatwo przerodzić się w przemoc tłumu. Obawy przed społeczeństwem obywatelskim, które wymyka się spod kontroli, towarzyszyły rozumieniu roli kawiarni w społeczeństwie angielskim od samego początku aż po XVIII wiek. Były to obawy uzasadnione.
Kawiarnie były rzeczywiście głównym miejscem rozpowszechniania fałszywych plotek, wywrotowych paszkwili i organizowania działalności politycznej”. Mark Pendergrast pisał, że angielskie kawiarnie były często „chaotyczne, śmierdzące, niezwykle żywiołowe i kapitalistyczne”. I właśnie to najbardziej przemawia do mnie w realnej kawiarni (w przeciwieństwie do tej Habermasa) jako metaforze dzisiejszej rozmowy online: jest inkluzywna, ale niedoskonale; aspiruje do bycia inteligentną i dobrze poinformowaną, lecz często zawodzi, stając się złośliwą, a czasem brutalną. Internet jest tym wszystkim: jest chaotyczny, śmierdzący, niezwykle żywiołowy i kapitalistyczny, a czasem także inteligentny, serdeczny i ciepły. Internet, podobnie jak kawiarnia, jest po prostu ludzki. W 2022 roku sam Habermas skomentował wreszcie nadejście internetu, nazywając je „cezurą w rozwoju mediów w historii ludzkości porównywalną z wprowadzeniem druku”. Przyznał, że „na początku nowe media zdawały się zapowiadać wreszcie spełnienie egalitarno-uniwersalistycznego roszczenia mieszczańskiej sfery publicznej, by w równy sposób obejmować wszystkich obywateli”. Przynajmniej na początku.
.W obu tych epokach – wczesnonowożytnej kawiarni i współczesnego internetu – nowa instytucja zestawiła ze sobą ludzi, którzy nie byli przyzwyczajeni do wzajemnych interakcji i nie mieli jeszcze wspólnego zrozumienia norm i zasad regulujących ich kontakty. Lawrence Klein wyjaśniał, że w swoim czasie arystokracja wyznaczała reguły kultury uprzejmości. Jednak otwarcie pierwszej kawiarni w Oksfordzie w 1650 roku (przez żydowskiego przedsiębiorcę o imieniu Jacob, gdy Żydom pozwolono ponownie osiedlić się w Anglii) nastąpiło w okresie rewolucji – król Karol I został ścięty zaledwie rok wcześniej. Purytanie byli teraz u władzy, ale musieli mierzyć się z rojalistami, katolikami, prezbiterianami, kwakrami i anglikanami. Bez monarchii ustanawiającej standardy i przy narastającym chaosie inne instytucje – wydawnictwa, uniwersytety, sztuka, a nawet kawiarnie – zaczęły wypełniać normatywną pustkę.
My również opuszczamy epokę, w której czcigodne instytucje – media, sztuka, szkoły, rząd, religia, rodzina – ustalały zasady interakcji, lecz obecnie nie nadążają za nowymi warunkami komunikacji. Nie chodzi tylko o to, że stare reguły mogą nie pasować do nowych środowisk. Chodzi także o to, że stare reguły były narzucane przez uprzywilejowanych – białych, mężczyzn, osoby z elit – innym grupom społecznym, m.in. w Ameryce czarnoskórym, Latynosom, osobom LGBTQ+, osobom z niepełnosprawnościami, imigrantom, ubogim – którzy nie mieli miejsc przy stole, gdzie ustalano standardy dla wszystkich. Teraz wcześniej wykluczeni mają szansę współtworzyć nowe reguły – a ci, którzy ustalali stare, sprzeciwiają się ich obecności; gdy ich dawne praktyki są krytykowane, twierdzą, że zostali „anulowani”.
W kawiarni widzimy początki przemysłu medialnego i jego relacji z odbiorcami oraz władzą. Widzimy też narodziny pewnego rodzaju mediów społecznościowych i ich związek z wiadomościami. Druk istniał już od dwóch stuleci, gdy pojawiły się kawiarnie, ale gazety były nowością i były zbyt drogie dla zwykłych ludzi. Kawiarnie to zmieniły: „Kawiarnia była miejscem czytania ulotek, pamfletów i periodyków” – mówił Klein. „Jako instytucję dyskursywną należy ją rozpatrywać w kontekście historii komunikacji i praktyk komunikacyjnych w społeczeństwie”. Sieć kawiarni była mechanizmem dystrybucji nie tylko napojów, lecz także informacji i wiadomości oraz publicznej rozmowy wokół nich. „Korespondent »Spectatora« zauważył w 1712 roku, jak nieprawdziwa uwaga wypowiedziana rano rozprzestrzeniała się przez kawiarnie miasta w ciągu dnia” – pisał Cowan. „Liczne kawiarnie metropolii były czymś więcej niż sumą swoich części; tworzyły interaktywny system, w którym informacje były uspołeczniane i interpretowane przez różne grupy mieszkańców”.
Kawiarnie były też przedsiębiorstwami. Współpracowały z księgarzami, sprzedawały medykamenty szarlatanów, a nawet uczestniczyły w handlu niewolnikami jako miejsca ogłoszeń. Lloyd’s Coffeehouse stała się centrum handlu i ubezpieczeń morskich, przekształcając się później w Lloyd’s of London. Wydawcy i kawiarnie tworzyli relację współzależności – napiętą, jak dziś między mediami a platformami.
.Sfera publiczna Habermasa nie została wynaleziona w kawiarniach. I rozmowa tam nie była tak uprzejma, jak ją przedstawiał. Ale to tam znalazła swój dom – tak jak dziś znajduje go w internecie, ze wszystkimi napięciami i radościami, których należy się spodziewać.
„Republiki wymagają rozmowy, często kakofonicznej rozmowy, bo powinny być miejscami hałaśliwymi” – powiedział James Carey, badacz komunikacji jako kultury. Rozumiał on lepiej niż ktokolwiek, jaką rolę odgrywa rozmowa w naszym pojmowaniu sfery publicznej i roli prasy. To jego myśl kształtuje moje spojrzenie na to, do jakiej rozmowy powinniśmy dążyć w epoce uniwersalnej prasy…
Jeff Jarvis
Tekst ukazał się w nr 75 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].





