Film „Alfa”, który przypomniał światu o zapomnianym hicie

Netflix od lat udowadnia, że współczesna popkultura nie kończy się w momencie premiery filmu czy płyty. Czasami wystarczy jedna scena, kilka sekund dobrze dobranej muzyki i odpowiedni impuls w mediach społecznościowych, by zapomniany utwór wrócił do globalnego obiegu i stał się tak zwanym viralem. Dokładnie to wydarzyło się w przypadku filmu „Alfa”, który stał się jednym z najgłośniejszych tytułów platformy Netflix ostatnich tygodni.
Jedna scena i viral w mediach społecznościowych
Thriller „Alfa” inaczej „Apex” z Charlize Theron i Taronem Egertonem błyskawicznie przyciągnął uwagę widzów, ale równie głośno zaczęto mówić o utworze „Go” zespołu The Chemical Brothers. Piosenka z 2015 roku, która przez lata funkcjonowała głównie w pamięci fanów elektroniki, niespodziewanie wróciła na listy popularności i do milionów internetowych rolek. Dla udowodnienia, 892 tysiące użytkowników TikToka użyło fragmentu piosenki do stworzenia rolki. Wszystko za sprawą jednej sceny, która dziś żyje własnym życiem poza samym filmem.
To nie pierwszy raz, gdy kino lub serial wyciąga z przeszłości utwór, który wydawał się już zamkniętym rozdziałem. W erze TikToka i algorytmów streamingowych stare piosenki coraz częściej wracają niczym bumerang. Jedna scena potrafi nadać im zupełnie nowe znaczenie i otworzyć je dla młodszego pokolenia.
Kiedy stara muzyka wraca do życia
W przypadku filmu „Alfa” zadziałało niemal wszystko jednocześnie, a mianowicie, intensywna scena pościgu, hipnotyczny rytm „Go” i charakterystyczna, wręcz niepokojąca choreografia bohatera granego przez Tarona Egertona. Internauci zaczęli odtwarzać fragment filmu, tworzyć własne wersje sceny i wykorzystywać utwór w tysiącach materiałów publikowanych w mediach społecznościowych. Efekt był natychmiastowy, piosenka zanotowała gwałtowny wzrost odsłuchów i ponownie trafiła do masowej świadomości.
To mechanizm, który współczesna kultura zna już bardzo dobrze. Podobną drogę przechodziły wcześniej utwory wykorzystywane w „Stranger Things”, „Donnie Darko” czy „Trainspotting”. Kino przestało być dziś wyłącznie miejscem opowiadania historii. Stało się również potężnym narzędziem reaktywowania muzycznych archiwów.
„Alfa” działa przede wszystkim atmosferą
Sam film okazuje się sprawnie zrealizowanym thrillerem survivalowym. Charlize Theron gra kobietę próbującą przetrwać w australijskiej dziczy, gdzie staje się celem psychopatycznego myśliwego granego przez Tarona Egertona. Historia nie jest szczególnie odkrywcza, ale „Alfa” nadrabia napięciem, tempem i klimatem nieustannego zagrożenia. A Charlize Theron po prostu warto zobaczyć w tej roli.
Największym atutem filmu pozostaje jednak właśnie Egerton. Aktor znany wcześniej głównie z bardziej charyzmatycznych i heroicznych ról pokazuje tutaj znacznie mroczniejsze oblicze. Jego bohater jest nieprzewidywalny, momentami groteskowy, ale właśnie dzięki temu skutecznie buduje atmosferę niepokoju. To postać balansująca między szaleństwem a chłodną kalkulacją. Jest momentami przerażający, choć na początku filmu pewnie kilka osób mogło nabrać się na jego dobre serce. Film był przez długi czas numerem 1 na platformie Netflix w 89 krajach na świecie.
„Alfa” nie redefiniuje kina akcji i nie próbuje udawać ambitniejszego niż jest w rzeczywistości. Film działa przede wszystkim emocją i dynamiką. Reżyser Baltasar Kormákur konsekwentnie buduje napięcie, a surowe plenery wzmacniają poczucie izolacji bohaterki.
Viral ważniejszy niż recenzje
Fenomen „Alfa” pokazuje też coś jeszcze, dziś o sukcesie filmu coraz częściej nie decydują klasyczne recenzje, lecz pojedyncze sceny zdolne przebić się do mediów społecznościowych. To właśnie one napędzają zainteresowanie, tworzą memy, virale i wydłużają życie produkcji długo po premierze.
W przypadku „Alfa” internet zrobił dla filmu więcej niż tradycyjna kampania reklamowa. Viralowa scena z „Go” stała się cyfrowym symbolem produkcji i sprawiła, że wiele osób sięgnęło po film właśnie z ciekawości wywołanej przez TikToka czy Instagram.
To również kolejny dowód na to, że współczesna popkultura funkcjonuje dziś inaczej niż jeszcze dekadę temu. Stare piosenki nie umierają, one czekają jedynie na odpowiedni moment, scenę lub algorytm, który ponownie wypchnie je na szczyt.
Laura Wieczorek



