Ghana wznawia rozmowy o reparacjach za handel niewolnikami

Debata o reparacjach za transatlantycki handel niewolnikami wyraźnie przyspieszyła. Afrykańskie państwa coraz częściej domagają się nie tylko oficjalnych przeprosin, ale również umorzenia części zadłużenia, finansowania edukacji i rekompensat od państw oraz instytucji, które przez stulecia czerpały korzyści z niewolnictwa. Najbardziej aktywnym uczestnikiem tej kampanii stała się Ghana, która próbuje przenieść temat z symbolicznych deklaracji do międzynarodowej polityki.
Ghańskie władze starają się poszerzyć znaczenie samego słowa „reparacje”
.W marcu Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła rezolucję określającą niewolnictwo mianem „największej zbrodni przeciwko ludzkości”. Dokument został przedstawiony z inicjatywy Ghany. Stany Zjednoczone zagłosowały przeciw, a państwa europejskie wstrzymały się od głosu.
Kilka miesięcy później w Akrze odbył się międzynarodowy szczyt poświęcony reparacjom. Przyjechali na niego przedstawiciele około 80 państw. Uczestnicy uznali, że skutki niewolnictwa i kolonializmu nadal są odczuwalne, a państwa i instytucje, które na nich korzystały, powinny uczestniczyć w naprawianiu ich następstw. Ghana otrzymała od Unii Afrykańskiej szczególną rolę w promowaniu tak zwanej sprawiedliwości reparacyjnej. Dla Akry jest to również sposób na odwołanie się do własnej tradycji politycznej. Ghana była pierwszym państwem Afryki Subsaharyjskiej, które uzyskało niepodległość od europejskiej potęgi kolonialnej, a przez dziesięciolecia próbowała przedstawiać się jako jeden z głównych ośrodków panafrykanizmu.
Ghańskie władze starają się poszerzyć znaczenie samego słowa „reparacje”. Nie chodzi wyłącznie o wypłatę pieniędzy poszczególnym państwom albo potomkom osób wywiezionych do obu Ameryk. Wśród proponowanych rozwiązań pojawiają się stypendia dla afrykańskich studentów, fundusze inwestycyjne dla młodych przedsiębiorców, finansowanie badań oraz projekty dotyczące problemów zdrowotnych i społecznych, których źródeł zwolennicy reparacji szukają w wielopokoleniowych skutkach niewolnictwa.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych postulatów pozostaje redukcja lub anulowanie części afrykańskiego zadłużenia. Na szczycie w Akrze zostało ono wymienione wprost jako jedna z możliwych form rekompensaty. Ghana wskazuje również na odpowiedzialność konkretnych instytucji, które w przeszłości inwestowały w handel niewolnikami albo posiadały zniewolonych ludzi. Jedną z nich jest Kościół Anglii. Jego struktury misyjne w XVIII wieku były związane z plantacjami wykorzystującymi pracę niewolników, a część duchownych posiadała niewolników prywatnie. Badania prowadzone przez sam Kościół wykazały też inwestycje jego funduszy w przedsięwzięcia związane z handlem niewolnikami.
Kościół Anglii przeprosił za swoją rolę i utworzył fundusz społeczny o wartości 100 mln funtów, który ma wspierać społeczności dotknięte długotrwałymi konsekwencjami niewolnictwa. Sam pomysł wywołał jednak spory także wewnątrz instytucji. Znacznie trudniejsza pozostaje kwestia odpowiedzialności państw. Wielka Brytania konsekwentnie odrzuca możliwość wypłacania reparacji. Szacunki dotyczące potencjalnych roszczeń wobec Londynu sięgają bilionów funtów, co sprawia, że brytyjskie rządy unikają otwierania dyskusji, która mogłaby prowadzić do formalnych zobowiązań finansowych.
Jednym z najtrudniejszych elementów całej debaty jest udział części afrykańskich władców, kupców i pośredników w handlu ludźmi. Ghański rząd sprzeciwia się próbom stawiania tej odpowiedzialności na równi z działaniami europejskich imperiów. Jego argumentacja opiera się na tym, że system prawny, finansowy, ubezpieczeniowy i transportowy transatlantyckiego niewolnictwa został stworzony przede wszystkim przez europejskie mocarstwa i gospodarki kolonialne.
Jednocześnie sama Ghana nie prowadzi w tej sprawie całkowicie jednolitej narracji. Część tradycyjnych przywódców otwarcie mówi o współodpowiedzialności swoich przodków. Ga, lud zamieszkujący okolice dzisiejszej Akry, uczestniczył w handlu z Europejczykami. Początkowo sprzedawano przede wszystkim złoto i kość słoniową, później również ludzi pojmanych podczas lokalnych konfliktów. W zamian otrzymywano między innymi tkaniny, alkohol i broń.
Przywódca Ga, król Tackie Teiko Tsuru II, publicznie przeprosił za udział swoich przodków w tym systemie. Jego stanowisko różni się więc od bardziej jednoznacznej argumentacji części ghańskich polityków. Uznanie afrykańskiej współodpowiedzialności traktuje jako sposób na zwiększenie wiarygodności w rozmowach o odpowiedzialności europejskiej. Ta różnica dobrze pokazuje, dlaczego temat reparacji jest trudniejszy niż prosty podział na sprawców i ofiary. Europejskie imperia stworzyły ogromny rynek i system transportu ludzi przez Atlantyk, ale korzystały przy tym z istniejących konfliktów i lokalnych sieci w Afryce.
Dzisiejsza Ghana zajmuje wyjątkowe miejsce w historii transatlantyckiego handlu niewolnikami. Szacuje się, że od 10 do 15 proc. z około 12 mln Afrykanów wywiezionych przez Atlantyk pochodziło z obszarów znajdujących się obecnie w granicach tego państwa. Jeszcze więcej ludzi zostało przewiezionych przez porty i forty położone na jego wybrzeżu. Cape Coast Castle jest jednym z najbardziej znanych symboli tego systemu. Zbudowane przez Europejczyków nadmorskie forty służyły jako magazyny, punkty handlowe i więzienia, w których przetrzymywano ludzi przed wysłaniem ich do Ameryki.
Tak zwane Drzwi Bez Powrotu, przez które więźniowie opuszczali Cape Coast Castle przed załadunkiem na statki, stały się dziś jednym z najważniejszych miejsc pamięci związanych z handlem niewolnikami. Ghana wykorzystuje tę historię także w relacjach z afrykańską diasporą. W ostatnich latach państwo prowadziło szeroko promowane kampanie zachęcające Afroamerykanów i innych potomków Afrykanów żyjących poza kontynentem do odwiedzin, osiedlania się i ponownego nawiązywania więzi z Afryką.
Pomysł miał początkowo charakter symboliczny. Powrót na kontynent przedstawiano jako część procesu odbudowy więzi zerwanych przez niewolnictwo. Rosnąca liczba zagranicznych gości podniosła ceny w niektórych miejscach, a powrót diaspory zaczął być przedstawiany także jako źródło zagranicznego kapitału. Krytycy wskazują, że w ten sposób projekt mający służyć pojednaniu może zostać sprowadzony do kolejnej gałęzi turystyki. Problem dobrze widać przy historycznych fortach. Potomkowie ludzi wywiezionych z Afryki przyjeżdżają odwiedzać miejsca związane z historią własnych rodzin, ale robią to w ramach normalnej infrastruktury turystycznej, z biletami, wycieczkami i komercyjną obsługą.
Partyjni przywódcy nie lubią mówić o handlu niewolników wewnątrz Afryki
.Dotychczas europejskie państwa najczęściej były gotowe do przeprosin, budowy miejsc pamięci i finansowania wybranych programów społecznych. Znacznie większy opór pojawia się, gdy rozmowa przechodzi do formalnej odpowiedzialności finansowej. Ghana i inne państwa afrykańskie próbują zmienić właśnie ten etap dyskusji. Rządy chcą, aby reparacje przestały być wyłącznie tematem historyków, aktywistów i organizacji społecznych, a stały się elementem negocjacji między państwami.
Nie ma jednak jednej uzgodnionej odpowiedzi na pytanie, jak taki system miałby wyglądać. Nie wiadomo, kto dokładnie powinien płacić, kto powinien otrzymywać środki ani jak wyceniać szkody powstałe kilka stuleci temu. Dodatkowym problemem jest rozdzielenie odpowiedzialności między państwa, przedsiębiorstwa, banki, Kościoły i prywatnych właścicieli, którzy uczestniczyli w handlu albo czerpali z niego korzyści.
Na razie największe zachodnie państwa nie wykazują gotowości do zaakceptowania takiego modelu. Debata zmieniła jednak charakter. Jeszcze niedawno pytanie brzmiało przede wszystkim, czy reparacje za niewolnictwo w ogóle mają sens. Dziś coraz częściej spór dotyczy tego, jak miałyby wyglądać i kto powinien za nie odpowiadać. Ghana chce być państwem, które ten proces będzie prowadzić w imieniu Afryki. Czy uda się przełożyć polityczne deklaracje na konkretne zobowiązania finansowe, pozostaje jednak znacznie mniej pewne.
Maciej Bzura



