Indie kupią uzbrojenie z USA za 4 mld dolarów

Brytyjska stacja BBC informuje, że Indie zakupiły od amerykańskiego Departament Stanu drony bojowe MQ-9B SkyGuardian i inny sprzęt wojskowy za prawie 4 mld dolarów.

Sprzedaż broni z USA to strata dla Rosji

.Głównym wykonawcą zamówienia, w którego skład wejdą również rakiety AGM-114R Hellfire, bomby laserowe o małej średnicy i inny sprzęt będzie firma General Atomics Aeronautical Systems.

Indie od dłuższego czasu starały się ograniczyć import broni z Rosji – zarówno dlatego, że zmniejszają się możliwości eksportowe Moskwy, jak też dlatego, że Delhi stara się uniknąć ochłodzenia stosunków z USA.

Indie coraz większym liderem na rynku broni

.Amerykański think tank Instytut Studiów nad Wojną (ISW) zauważył, że uwikłana w wojnę z Ukrainą i objęta zachodnimi sankcjami Rosja przestaje być postrzegana przez Indie jako niezawodny dostawca, a rząd w Delhi ma również świadomość, że podpisanie większej umowy zbrojeniowej z Kremlem mogłoby grozić przekroczeniem „czerwonej linii” w relacjach z USA. ISW, powołując się na przedstawicieli indyjskich władz, podsumował, że Delhi musi działać ostrożnie – tak, by ochłodzenie relacji z Moskwą nie doprowadziło do pogłębienia relacji Rosji z Chinami.

Informujące o transakcji indyjskie media zauważają, że dodatkową przeszkodą na drodze do transakcji między USA i Indiami były informacje o planach zamachu, jaki władze indyjskie miały zamiar przeprowadzić na sikhijskiego separatystę, obywatela USA, opowiadającego się za stworzeniem na terenach oderwanych od Indii odrębnego państwa Sikhów. MSZ Indii zaprzeczało, jakoby miało z tym planem coś wspólnego i utworzyło w związku z tą sprawą komisję śledczą. 

Władze Indii dostrzegają, że Rosja podważyła istniejący dotychczas układ równowagi światowej

.Wśród wielu zmian, które na świecie wywołała wojna na Ukrainie, należy pamiętać o tych, które zachodzą w układzie politycznym Azji Południowo-Wschodniej. Zmienia się już postrzeganie Indii i Chin, zmieniają się ich relacje. Na łamach Wszystko co Najważniejsze Tomasz ŁUKASZUK, członek Służby Zagranicznej Rzeczypospolitej Polskiej w randze Ambasadora Tytularnego i ambasador m.in. w Republice Indii, Afganistanie, Bangladeszu, Bhutanie, w swoim artykule zastanawia się, czy Indie staną się wkrótce światową potęgą.

Jego zdaniem władze Indii dostrzegają, że Rosja podważyła istniejący dotychczas układ równowagi światowej, łamiąc wszystkie postanowienia Karty Narodów Zjednoczonych. Wojna na Ukrainie coraz bardziej utwierdza Indie w przekonaniu, że w dylemacie pomiędzy indywidualnym budowaniem swojej pozycji na świecie a ścisłym sojuszem z USA – wybór musi paść na opcję drugą.

„Hindusi ze względu na swoją kulturę strategiczną oraz przyjęte zwyczaje nie chcą jednak zrywać kontaktów z Rosjanami całkowicie, nie chcą w sposób gwałtowny zakończyć przyjaznych relacji, które utrzymywały się przez ostatnie kilka dekad. Nie chcą robić też tego na sposób europejski czy amerykański, więc działają stopniowo. I stopniowo też starają się ograniczać do możliwego i niezbędnego minimum swoje kontakty wojskowe z Rosją. Jest to oczywiście początek pewnego procesu, który prowadzi do tego, że Rosja będzie miała swój udział w budowaniu potencjału gospodarczego Indii, ale nie sądzę, żeby to wykraczało w przyszłości poza przemysł kosmiczny i wszelkie technologie z tym związane” – przypomina autor.

Trzeba też zauważyć, że dla Indii jest to czas konsekwentnego odchodzenia od zbliżenia z Chinami. Nie stało się to oczywiście nagle w tym roku, ale jest pewnym trwającym dłużej procesem, rozpoczętym w roku 2020 po incydencie czerwcowym w dolinie Galwan, kiedy Chińczycy zaatakowali Hindusów, zrywając umowy dotyczące porządku na granicach obu państw.

„Z punktu widzenia filozofii indyjskiej, rozwijającej się od 5 tysięcy lat, Hindusi mogą cierpliwie budować swoją przewagę konkurencyjną. Zdają sobie z tego sprawę, że są lub niebawem będą najludniejszym krajem świata. Wówczas wyprzedzą Chiny nie tylko pod względem liczby ludności, ale również pod względem młodości społeczeństwa, ze średnią wieku produkcyjnego między 25 a 30 lat. Ta dywidenda demograficzna da im więcej przewag konkurencyjnych i pozwoli na to, że będą mogły wyprzedzić Chiny już w połowie naszego wieku” – pisze Tomasz ŁUKASZUK.

Autor dodaje, że jeśli rozpatrywać tę kwestię z punktu widzenia jakościowego, to trzeba przyznać, że jako pewien model rozwoju Indie już wygrały z Chinami. Kraje nie tylko w Afryce, ale też z bezpośredniego sąsiedztwa Indii zdały sobie sprawę, że proponowane chińskie kredyty i programy, takie jak Inicjatywa Pasa i Szlaku, wpędzają je w pułapki kredytowe i nie stanowią dobrej alternatywy dla tego, o czym mówią Indie czy liberalny świat zachodni. Pozornie wydawałoby się, że oferta chińska jest atrakcyjna, ale później Sri Lanka czy Malediwy zobaczyły, że to jednak nie jest korzystne rozwiązanie. Zatem proponowany przez Indie model zrównoważonego rozwoju jest dla Azji Południowo-Wschodniej lepszą alternatywą.

„Z całą pewnością Hindusi będą chcieli przejąć przywództwo w regionie w ciągu najbliższych czterech dekad. Pociągnie to za sobą pewne zmiany, również jeśli chodzi o naszą sytuację” – dodaje ekspert.

Sądzi on zatem, że z pomocą świata zachodniego, czyli USA i Europy, ale także Korei, Japonii czy Australii, Indie w drugiej połowie naszego stulecia być może osiągną status lidera, którym chciałyby stać się Chiny. Nie tylko w tamtym regionie, ale i na całym globie. Będzie to jednak przywództwo innego rodzaju niż to, które chciałyby, jak się wydaje, objąć Chiny. Nie będzie to przywództwo agresywnej ekspansji, lecz kolektywne, znane ze świata liberalnej demokracji i wolnego rynku.

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MB
Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 lutego 2024