Iran twierdzi, że ajatollah zakazał broni masowego rażenia

Prezydent Iranu Masud Pezeszkian przypomniał w wywiadzie telewizyjnym, dniu kolejnej rundy rozmów z USA, że najwyższy przywódca duchowy i polityczny, ajatollah Ali Chamenei, zakazał broni masowego rażenia. Wynika z tego jednoznacznie, że Teheran nie będzie rozwijał broni atomowej – oświadczył.
Prezydent Pezeszkian wypowiedział się w dniu rozpoczęcia kolejnej rundy rozmów między USA a Iranem
.Prezydent przypomniał w swojej wypowiedzi o fatwie – religijnym orzeczeniu, jakie miał przed laty wydać Chamenei w sprawie broni atomowej. Inni irańscy politycy wielokrotnie podnosili ten argument w kontekście oskarżeń wysuwanych przez państwa zachodnie w związku z programem nuklearnym Teheranu, szczególnie zaś wzbogacaniem uranu do poziomu przekraczającego możliwości jakiegokolwiek zastosowania cywilnego.
W orędziu o stanie państwa, wygłoszonym w środę przez prezydenta USA Donalda Trumpa, amerykański przywódca oskarżył Iran o wznowienie działań na rzecz wzmocnienia potencjału zbrojeniowego. Donald Trump podkreślił, że choć USA prowadzą negocjacje z Teheranem, to Iran nie zapewnił jednoznacznie, że „nigdy nie będzie miał broni jądrowej”. Dodał też, że nie pozwoli na to, by „największy sponsor terroryzmu na świecie” posiadał broń atomową.
Z wypowiedzi Donald Trumpa można wywnioskować, że wątpi on, by fatwa ajatollaha istotnie stanowiła wiarygodną i trwałą gwarancję ze strony władz Iranu. Eksperci podzielający ten pogląd argumentowali, że fatwa nie jest niezmiennym dekretem boskim, ale zaledwie interpretacją prawa islamskiego i może zostać odwołana lub zmodyfikowana, jeżeli zmienią się okoliczności. Zmiany takiej może dokonać zarówno obecny, jak i przyszły ajatollah – przypomniał w ubiegłorocznej analizie profesor nauk politycznych amerykańskiego Norwich University, Said Golkar. Specjaliści przypominają również, że broń atomową posiada także Pakistan, kraj muzułmański.
Prezydent Pezeszkian wypowiedział się w dniu rozpoczęcia kolejnej rundy rozmów między USA a Iranem, która odbywa się w Genewie. W delegacji USA znajdują się wysłannicy Waszyngtonu, Steve Witkoff i Jared Kushner, zaś delegacji irańskiej przewodzi minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi. Moderatorem tych niebezpośrednich rozmów jest szef MSZ Omanu, Badr bin Hamad Al Busaidi. Do negocjacji ma dołączyć także szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) Rafael Grossi – przypomniała agencja Reutera.
Czy ajatollah mówi prawdę?
.Władze Iranu utrzymują, że jego program nuklearny nie łamie Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni Jądrowej (NPT), który zezwala stronom na cywilną działalność nuklearną w zamian za wyrzeczenie się broni atomowej i współpracę z MAEA.
Choć kluczową kwestią genewskich negocjacji jest program nuklearny, USA wysuwały również żądania dotyczące irańskiego programu rakietowego oraz wsparcia Teheranu dla zbrojnych i terrorystycznych ugrupowań regionalnych, takich jak m.in. Hamas czy Hezbollah. Iran angażuje się w rozmowy nuklearne, lecz jednoznacznie oświadczył, że jego program rakietowy nie może być ograniczany.
Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio powiedział w środę dziennikarzom, że odmowa Iranu, dotycząca rozmów o programie rakiet balistycznych, stanowi „poważny problem”. Dodał, że ostatecznie będzie on musiał zostać rozwiązany, ponieważ irańskie rakiety są „zaprojektowane wyłącznie do ataku na Amerykę” i stanowią zagrożenie dla stabilności regionalnej. „Jeśli nie uda się poczynić postępów nawet w programie nuklearnym, trudno będzie poczynić postępy również w sprawie rakiet balistycznych” – przyznał minister.
Islam, lewica, dyktatura
.Tytuł oczywiście nawiązuje do klasycznego tekstu Adama Michnika „Kościół, lewica, dialog”. Ale po latach zmieniły się tematy i konfiguracje – pisze Jan ŚLIWA.
eheran-Warszawa, wspólna sprawa – takie hasło dało się ostatnio słyszeć. Moja krótka odpowiedź brzmi: nie. Z Izraelem mamy na pieńku, ale reżim ajatollahów nie jest moim sojusznikiem. W tym artykule chcę wyjaśnić, dlaczego z islamem mi nie po drodze (ani islamowi ze mną).
Czy wojna na Bliskim Wschodzie nas dotyczy? To przecież tak daleko. Ciekawe jednak, że ci, którzy w przypadku toczącej się tuż za polską granicą wojny na Ukrainie głoszą, że to nie nasza wojna, w tym przypadku dziwnie się rozpalają. Przyczyną tych emocji jest oczywiście bezpośrednie zaangażowanie Żydów: Izraela, diaspory i ich sojuszników – oraz ich wrogów.
Stosunki polsko-żydowskie są oględnie mówiąc złożone. Mnie najbardziej boli, że Żydzi w zamian za materialne wsparcie zamietli pod dywan winy Niemców, złych Niemców przemianowali na nazistów, a z „dobrymi Niemcami” robią korzystne interesy.
Jako że potrzebni są jacyś winni Zagłady, rola ta została przydzielona Polakom. Od lat żaden polityk izraelski nie powiedział dobrego słowa o Polsce, bojąc się ostracyzmu. Tym niemniej w czerwcu 2019 premierzy Morawiecki i Netanyahu (pod silną presją Wielkiego Protektora) wspólnie potępili zarówno antysemityzm jak i antypolonizm. Jedyne takie wydarzenie w historii. Ale tematów spornych można by znaleźć więcej. Przykre jest to, że wielu mieszkających w Polsce Żydów stara się, by nie zapanował między nami pokój, zrozumienie i współpraca. Jeszcze dziwniejsze jest to, że często to ambasador Izraela dba o to, żeby stosunki nasze były jak najgorsze. Specyficzne pojęcie roli ambasadora.
Obecnie wizerunek Izraela na świecie jest mocno zszargany, lobby izraelskie jest w defensywie. W sferze wizualnej dominują obrazy cywilnych ofiar w Gazie. Dokonana 7 października 2023 r. arabska masakra na Żydach została zapomniana, a zniszczenie Izraela, którego muzułmanie mogliby dokonać, nie robi wrażenia. Więcej – nawet, gdyby do niego doszło, wielu by wewnętrznie (albo i publicznie) przyznało, że właściwie to się należało. Pamiętajmy, że po 7 października, jeszcze przed izraelskim atakiem na Gazę, w wielu miastach na Zachodzie odbyły się manifestacje entuzjastycznie popierające te zbrodnie. Wsparcie dla sprawy palestyńskiej przeplata się z antysemityzmem. Bo tak jak twierdzę, że z Izraelem/Żydami należy dyskutować rzeczowo, nie godząc się na wyciąganie przez nich co chwilę pałki antysemityzmu, nie akceptuję generalnej stygmatyzacji opartej na podstawach rasowych. Natomiast specyficzna mentalność spowodowana określonym wychowaniem, to inna sprawa. I znów należy dodać, że co jest prawdziwe statystycznie, nie musi być prawdziwe indywidualnie, jako że wielu Żydów radykalnie się nie zgadza z agresywną polityką rządu Netanyahu.
Tyle o stronie izraelskiej. Ale co z islamską? Patrząc na chłodno, islam nie jest naszym sojusznikiem. Nie mamy wspólnej sprawy z Teheranem. Tu znowu należy dodać, że problemem nie jest rasa ani narodowość muzułmanów, jako że muzułmanami oprócz Arabów są również Persowie i Indonezyjczycy. Problemem są pewne głęboko wpojone zasady. Nie wiemy – lub nie chcemy wiedzieć, że dalekosiężnym celem islamu jest dominacja nad światem i cały niegdyś chrześcijański Zachód jest wrogiem, którego należy ujarzmić. Dlatego lepiej jest nie powodować się emocjami, lecz przyjrzeć się faktom i spokojnie ocenić, gdzie stanąć. Najlepiej stanąć obok i się uważnie przyglądać.
Co w temacie islamu robi lewica? Mają wspólnego wroga, zdroworozsądkowy konserwatyzm. Stąd ten dziwny sojusz wczesnośredniowiecznej religii objawionej i postępowych zachodnich uniwersytetów. Sojusz ten widzimy też w polityce. A dyktatura pojawia się tu stąd, ponieważ zarówno islam, jak i polityczna poprawność zawężają pole dyskusji i tępią heretyków, często tych samych.
Tytuł oczywiście nawiązuje do klasycznego tekstu Adama Michnika „Kościół, lewica, dialog”. Ale po latach zmieniły się tematy i konfiguracje.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-islam-lewica-dyktatura/
PAP/MB



