Leon XIV w Monako. Podróż ważniejsza, niż się wydaje [Michał KŁOSOWSKI]

Leon XIV w Monako

Ta podróż ma w sobie coś z paradoksu, bo papież Leon XIV wybiera się w swoją pierwszą europejską wizytę zagraniczną nie do Paryża, nie Berlina ani też do Brukseli, lecz do Monako, które jest w końcu jednym z najmniejszych państw świata. I przybywa tam nie samolotem, lecz śmigłowcem, omijając całkowicie możliwość przelotu nad terytorium Francji. To szczegół logistyczny, ale znaczący. Monako nie ma lotniska, więc papież ląduje bezpośrednio w sercu księstwa, choć mógł dolecieć do Nicei i stamtąd przejechać do Monako. Byłaby to jednak wówczas także pielgrzymka do Francji. W wypadku najnowszej papieskiej podróży, całość potrwa zaledwie trzynaście godzin. A jednak Watykan i świat mówią o wydarzeniu historycznym i trudno się z tym nie zgodzić. Nie tylko z powodu logistyki.

Precedens, który długo czekał

.To pierwsza papieska wizyta w Monako w epoce współczesnej. Zaproszenia kierowane do Benedykta XVI i Franciszka pozostawały bowiem bez odpowiedzi. Dopiero Leon XIV odpowiedział w zasadzie natychmiast. Zaproszenie, które wystosował w styczniu książę Albert II, zostało bowie przyjęte z zaskakującą szybkością.

To tempo także nie jest przypadkowe. Pokazuje styl tego pontyfikatu: decyzje szybkie, ale nieprzypadkowe.

Program wizyty także jest prosty i gęsty zarazem. Papież przylatuje rano, witany przez Alberta II i księżną Charlène. Następnie udaje się do Pałacu Książęcego, gdzie z balkonu pozdrowi mieszkańców. O jedenastej spotka się z wiernymi w katedrze Niepokalanego Poczęcia, gdzie wygłosi homilię. W południe modlić się będzie przy kościele św. Dewoty, patronki księstwa, i spotyka z młodzieżą oraz katechumenami. Centralnym punktem dnia będzie zaś msza na stadionie Ludwika II.

Mottem samej wizyty są słowa z Ewangelii św. Jana: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. Wśród tematów wskazanych przez Watykan pojawiają się rola Europy we współczesnym świecie, odpowiedzialne korzystanie z bogactwa, ochrona klimatu i obrona życia. To zestaw, który dobrze opisuje napięcia współczesnego Zachodu a jednocześnie faktycznie, spotyka się w jednym miejscu właśnie w Monako.

Skała jako znak

.Monako jest bowiem miejscem symbolicznym. Z jednej strony to synonim bogactwa i miejsce, gdzie w jednej ławie kościelnej siedzieć mogą razem bogacz i jego służąca. Z drugiej to państwo o wyraźnej tożsamości katolickiej, gdzie większość mieszkańców deklaruje przynależność do Kościoła.

W ostatnich miesiącach zaś to napięcie stało się szczególnie widoczne. Książę Albert II odrzucił ustawę liberalizującą aborcję, powołując się na ochronę życia i zasady religii państwowej. W Europie to gest rzadki i zauważony w Watykanie. Pomimo braku tego w oficjalnej agendzie trudno nie widzieć w tym jednego z najważniejszych kontekstów tej wizyty.

Arcybiskup Monako Dominique-Marie David zwraca także uwagę, że papież, odwiedzając tak małe państwo, przemawia w rzeczywistości do całego świata. To intuicja trafna, zakorzeniania także w pontyfikacie Franciszka, który w końcu czynił podobnie.

Leon XIV konsekwentnie bowiem unika oczywistych wyborów. Po Monako planuje podróże do Afryki i na Lampedusę. Ten ciąg miejsc — od jednego z najbogatszych punktów świata po jego najbardziej dramatyczne peryferia — nie jest przypadkowy, tworząc pewną całość.

W mojej książce „Droga Leona” opisuję właśnie tę logikę: papież nie wybiera miejsc ważnych politycznie, lecz te, znaczące symbolicznie szukając takich, które pozwalają powiedzieć coś więcej niż oficjalne deklaracje.

Krótka podróż, długie echo

.Ta wizyta potrwa zaledwie jeden dzień. Papież wróci wieczorem do Watykanu, aby wziąć udział w nabożeństwie niedzieli planowej, podczas gdy jego współpracownicy i dziennikarze będą podróżować przez Niceę.

A jednak jej znaczenie wykracza daleko poza te trzynaście godzin. Bo Monako — mimo swojej skali — staje się na chwilę miejscem, z którego można mówić o Europie, o odpowiedzialności, o granicach bogactwa i o wartości życia. A to w XXI wieku nie byle co. Leon XIV zdaje się rozumieć coś, co często umyka polityce: że czasem, aby zostać usłyszanym globalnie, trzeba wybrać miejsce najmniej oczywiste i potencjalnie milczące. I być może właśnie dlatego zaczyna swoją europejską drogę od Monako, dzięki czemu przez moment w tym właśnie miejscu będzie biło serce katolickiego świata.

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 marca 2026