Niemcy chcą mieć własną bombę atomową

Niemcy nie są już pewni, czy USA przyjdą im z obroną w razie ataku Rosji, dlatego w kraju powróciła dyskusja o tym, czy powinna powstać niemiecka broń atomowa – pisze gazeta „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”.
W Niemczech i kilku innych krajach NATO przechowywane są amerykańskie bomby atomowe
.Podkreślając, że posiadanie przez Niemcy bomby atomowej rozważał już Konrad Adenauer, „FAS” ocenia, że sojusz Berlina z USA nie jest tak pewny tak kiedyś. Przypomina, że amerykański wiceprezydent J.D. Vance „zakwestionował wspólnotę wartości Europy i Ameryki”, a nowa strategia bezpieczeństwa USA „opisuje UE jako swego rodzaju przeciwnika”.
W związku z tym, że „na Ameryce nie można już polegać”, pojawiają się głosy, że partnerzy USA mogą być zmuszeni budować własne siły nuklearne. Uważa tak m.in. Philip H. Gordon, doradca ds. bezpieczeństwa byłej wiceprezydentki USA Kamali Harris – odnotowuje gazeta.
„FAS” zauważa, że w Europie są dwa mocarstwa nuklearne: Francja i Wielka Brytania. Ich arsenały są jednak niewielkie i służą wyłącznie temu, co we Francji określa się jako „żywotne interesy” własnego państwa.
„Ale w Paryżu też słyszy się, co mówi (prezydent USA Donald) Trump, i widzi, co robi (przywódca Rosji Władimir) Putin, dlatego rozważa się, w jaki sposób Francja mogłaby stać się drugim ubezpieczeniem dla Europy” – pisze gazeta.
W lipcu Wielka Brytania i Francja zadeklarowały we wspólnej deklaracji, że na każde „ekstremalne zagrożenie” dla Europy odpowiedziałyby „natychmiast”. W ocenie „FAS” jest to „mgliste zobowiązanie nuklearne”.
Przede wszystkim jednak w Niemczech i kilku innych krajach NATO przechowywane są amerykańskie bomby atomowe – przypomina „FAS”. Są one gotowe do użycia w ramach programu NATO Nuclear Sharing.
Szef komisji obrony Bundestagu Thomas Roewekamp proponuje utworzenie europejskiego modelu podobnego do amerykańskiego w ramach NATO. „Partner nuklearny dostarcza głowice, a Niemcy – samoloty i załogi” – powiedział gazecie Bundestagu.
Z kolei deputowany CDU Juergen Hardt uważa, że Niemcy mogłyby zaproponować Francji i Wielkiej Brytanii, że poniesie koszty badań i weźmie udział w budowie nowych okrętów podwodnych o napędzie atomowym. „W zamian można by uzyskać zapewnienie, że ta broń będzie chronić kraje uczestniczące w projekcie” – przekonuje.
„FAS” zauważa przy tym, że „niektórzy zaczynają mówić o niemieckiej bombie (atomowej)”. Wśród nich wymienia Eckharda Luebkemeiera, byłego zastępcę dyrektora departamentu europejskiego w Urzędzie Kanclerskim, który uznaje to za jedną z możliwości w sytuacji, „gdyby żaden z naszych partnerów nie był gotowy złożyć wiarygodnej obietnicy ochrony”.
„FAS” przywołuje też wypowiedź Rainera Moormanna, wieloletniego pracownika centrum badawczego w Juelich w Nadrenii Północnej-Westfalii. Jego zdaniem Niemcy dysponują możliwościami technicznymi, by w ciągu trzech do pięciu lat zbudować własną głowicę.
Niemiecka broń atomowa. Fredrich Merz jest ostrożny
.Dyskusja o niemieckiej bombie atomowej trwa także za granicą – podkreśla „FAS”. Badacze Moritz Graefrath i Mark Raymond z Uniwersytetu Oklahomy na łamach magazynu „Foreign Affairs” podkreślili, że „niezależne siły nuklearne” nie tylko zabezpieczyłyby Niemcy na wypadek „nagłego wycofania się Ameryki”, ale też pomogłyby stworzyć „samodzielną Europę”.
Rozważając wady i zagrożenia związane z takim pomysłem, „FAS” zauważa przede wszystkim, że Niemcy są stroną traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, a w traktacie 2+4, który umożliwił zjednoczenie Niemiec, zobowiązały się do pozostania państwem bezatomowym. Ponadto gdyby Niemcy „dążyły do posiadania bomby, inne kraje mogłyby pójść w ich ślady i rozpocząłby się nuklearny wyścig zbrojeń” – dodaje gazeta.
Kanclerz Friedrich Merz na razie wypowiada się w tej sprawie ostrożnie. W październiku przekazał, że „na razie” nie myśli o niemieckiej bombie atomowej. Według badań Instytutu Forsa w 2020 roku, przed rozpoczęciem przez Putina pełnej inwazji przeciwko Ukrainie, zaledwie 5 proc. Niemców popierało pozyskanie własnej bomby. W marcu 2025 roku było to już 30 proc.
Powrót niemieckiej siły
.Jeśli Niemcy rzeczywiście przeznaczą 5 proc. swojego PKB na zbrojenia, będzie to nie tylko największy wysiłek od czasów zimnej wojny, ale i punkt zwrotny dla układu sił w Europie – pisze Mateusz MORAWIECKI.
Ostatnio polska dyskusja o Niemczech toczy się pod wpływem dwóch zjawisk: intensywnego przerzucania przez niemiecką policję nielegalnych imigrantów na teren Polski oraz słusznie oburzającego polską opinię publiczną tzw. upamiętnienia w Berlinie polskich ofiar wojny. W obu tych sprawach obecny polski rząd całkowicie skapitulował. Żeby jednak lepiej zrozumieć to, co dzieje się w Niemczech, warto sięgnąć do książki Kaput Wolfganga Münchaua. To przenikliwa diagnoza rozpadu niemieckiego modelu gospodarczego. Autor trafnie punktuje iluzje, na których opierała się niemiecka potęga: tania energia z Rosji, eksport do Chin, tradycyjny przemysł, dogmatyczny fiskalizm. Wszystkie te refleksje są ważne. Ale czy nie przychodzą zbyt późno – w momencie, gdy Niemcy już realizują nowy plan gospodarczy?
Gdy czytałem analizę Münchaua, towarzyszyła mi pewna myśl – skądinąd także zakorzeniona w niemieckiej tradycji intelektualnej. „Sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu” – pisał Hegel. Mądrość przychodzi po fakcie, dopiero wtedy, gdy zjawisko, nad którym się zastanawiamy, dobiega końca. Mam wrażenie, że tak jest z Kaput. Książka ta trafnie opisuje świat, który właśnie odchodzi w przeszłość. Tymczasem na naszych oczach zaczyna się coś nowego: przebudzenie przemysłowe Niemiec, a wraz z nim – co jeszcze ważniejsze – przebudzenie militarne. Berlin wychodzi z dekad zbrojeniowego minimalizmu i szykuje się do roli realnej siły. Tym razem to nie są symboliczne gesty ani zagrywki wizerunkowe – lecz systemowa zmiana, którą trzeba śledzić uważnie. I rozumieć, zanim znów będzie za późno.
Wojna na Ukrainie zmusiła europejskie rządy do głębokiej refleksji nad ich zdolnościami obronnymi. Coraz mocniej się zbroimy, próbując jak najszybciej odrobić zaniedbania minionych kilku dekad. Samo postrzeganie kwestii militarnej uległo znaczącej zmianie – dziś panuje dużo większa zgoda społeczna, aby państwa zwiększały swój potencjał obronny. Łatwiej nam zrozumieć, że w obliczu ogromnego zagrożenia, jakie stanowią Rosja oraz Chiny, inwestowanie w przemysł zbrojeniowy i wojsko stanowi jedyny możliwy mechanizm odparcia agresji. Nawet społeczeństwa przez lata uważające się za pacyfistyczne prezentują otwarcie zmianę kierunku. W takiej sytuacji najmniejsze drgania mogą wywołać lawinę zmian, podważając fundamenty wzajemnego zaufania.
Pomimo swojej początkowej bierności po wybuchu wojny na Ukrainie, pomimo haniebnego oczekiwania na upadek Kijowa i powrót do „business as usual” obecnie taką właśnie strategię przyjęła niemiecka elita, podejmując kroki zmierzające do odbudowania armii, a przez to znacznego zwiększenia swojej pozycji w Europie i w strukturach sojuszu NATO. Po II wojnie światowej, starając się wyraźnie odciąć od swojej zbrodniczej przeszłości, nasi zachodni sąsiedzi przedstawiali się jako kraj o pacyfistycznym nastawieniu, co miało na celu odbudowę międzynarodowego wizerunku, który nie polega już na zbrojeniach i wzmacnianiu siły niemieckiej armii. Ten stan rzeczy ulega jednak bardzo istotnej zmianie. Ostatnie badania wskazują, że aż 76 proc. Niemcówopowiada się za zwiększeniem finansowania Bundeswehry i wzrostem wydatków na obronność. Częściowo wynika to z braku wiary w potencjalne wsparcie militarne ze strony USA, na co wskakuje aż 74 proc. badanych. Każdy powód jest dobry. Z drugiej strony obecne realia sprawiły, że Niemcy dostrzegają konieczność utrzymania swojej pozycji, wpływów oraz zwiększenia siły gospodarczej. W obliczu coraz bardziej widocznych problemów niemieckiego przemysłu samochodowego w niemieckiej klasie politycznej i w niemieckim biznesie trwa ożywiona dyskusja nad odbudową potęgi przemysłowej.
Tezy Kaput o upadku niemieckiego modelu rozwoju mocno rezonują w polskiej debacie. Ale nie dajmy się zwieść przekonaniu, że mimo swoich trudności nasi zachodni sąsiedzi to państwo słabe lub tracące zdolność do walki o swoje interesy. Niemcy nadal należą bowiem do grona najpotężniejszych graczy na scenie polityki europejskiej i światowej, nawet jeśli obecna kondycja ich armii jest skutkiem wieloletnich zaniedbań. Dziś jednak z determinacją podejmują wysiłki, by jak najszybciej odwrócić negatywne skutki przeszłości.
Początkowo, poniekąd z przymusu, Niemcy przyjęły teorię Fukuyamy o końcu historii, konsekwentnie rozbrajając swoją armię od końca zimnej wojny. Korzystały z renty pokojowej i znaczną część swojego budżetu przekierowały na wzmocnienie modelu państwa dobrobytu. Jednocześnie zmniejszane były środki finansowe przeznaczone na utrzymanie i modernizację wojska. Doprowadziło to do znacznego wieloobszarowego osłabienia Bundeswehry. Dziś szacuje się, że liczba żołnierzy w niemieckiej armii oscyluje w okolicach 180 tysięcy, podczas gdy w 1988 r. liczba żołnierzy w służbie czynnej wynosiła 490 tysięcy.
Warto przypomnieć, że jeszcze w 2014 roku Angela Merkel twierdziła, że Niemcy nie potrzebują większych wydatków na obronność i że zasoby Bundeswehry są wystarczające. Wydatki te wynosiły wówczas ok. 1,3 proc. PKB (ok. 35 mld euro, czyli mniej, niż Polska przeznaczała na zbrojenia w 2023 r.), a strategia Berlina zakładała zmniejszanie liczebności armii przy jednoczesnym jej specjalizowaniu. Nawet budżet na 2020 r. przewidywał tylko nieznaczny wzrost nakładów, a później ich spadek do 1,25 proc. PKB w 2023 r. A wszystko to pomimo ustalonego na szczycie NATO w Walii w 2014 r. celu przeznaczania przynajmniej 2 proc. PKB na obronność. Kulminacją tej bierności była reakcja na wojnę na Ukrainie – Berlin zaproponował Kijowowi symboliczne 5 tys. hełmów i oczekiwał na kapitulację Ukrainy. Mamy dziś wiele tego dowodów. Tamten gest pozostanie jedną z największych niemieckich kompromitacji XXI wieku. Sytuację Bundeswehry pogarszały też biurokracja, niesprawny system zamówień i słaba komunikacja wewnętrzna, co razem z wieloma innymi czynnikami doprowadziło armię do stanu dalekiego od gotowości bojowej.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/mateusz-morawiecki-powrot-niemieckiej-sily/
PAP/MB





