Odpowiedź Europy na rosyjski sabotaż powinna być mniej defensywna [The Atlantic Council]

Europa poprawiła ochronę infrastruktury i współpracę wywiadowczą, ale jej ogólne podejście pozostaje w dużej mierze defensywne. Jeśli sabotaż jest teraz stałym elementem konfrontacji Rosji z Zachodem, odpowiedź musi odzwierciedlać tę rzeczywistość – pisze w The Atlantic Council dr Piotr Arak.
Jaka powinna być odpowiedź Europy na sabotaż
.Analiza autorstwa Piotra ARAKA – byłego dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, a obecnie pracownika naukowego w think tanku The Atlantic Council, jest kolejnym głosem w dyskusji wokół aktów dywersji dokonywanych przez rosyjskie służby. Ukazała się kilka dni po ataku na polską linię kolejową, która mogła doprowadzić do poważnej katastrofy pociągu, ale dzięki profesjonalnej reakcji pracowników kolei i służb – została szybko zauważona i naprawiona. Wzmogła jednak trwającą od kilku miesięcy dyskusję wokół tego, jak kraje Europy, szczególnie – jak Polska – należące do NATO, powinny te kolejne dywersje traktować.
„Nie mogąc szybko pokonać Ukrainy ani zmusić politycznej kapitulacji w Kijowie, Rosja rozszerzyła pole bitwy na codzienne życie europejskich społeczeństw. Cel Moskwy jest jasny: osłabić jedność Zachodu, tworząc stałe poczucie zagrożenia, nie przekraczając jednak progu, który wywołałby formalną reakcję NATO. Ta presja staje się coraz bardziej widoczna w Polsce i w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej” – zaczyna swój tekst Piotr Arak.
Wylicza w tym miejscu szereg różnych zdarzeń, które poprzedziły bezpośredni sabotaż na polskich liniach kolejowych: niebezpieczne przesyłki, nadawane na połączenia lotnicze, co spowodowało zamknięcia kluczowych europejskich lotnisk, nieautoryzowane loty dronami nad terytoriami państw NATO, podpalenia różnych obiektów, ataki na infrastrukturę kolejową w Niemczech.
Zdaniem polskiego eksperta dowodzi to zmiany sposobu działania, jakiej dokonały rosyjskie służby, dopasowując się do zmieniających realiów w Europie.
„Jednym z głównych czynników wzrostu tempa tych operacji jest odejście Moskwy od tradycyjnych sieci wywiadowczych. Po wydaleniu setek rosyjskich dyplomatów z Europy, z których wielu pełniło funkcje oficerów wywiadu, Kreml dostosował swoje metody. Powstało podejście rozproszone i częściowo zlecane na zewnątrz, przypominające model gospodarki platformowej (gig economy). Osoby rekrutowane przez Telegram lub inne media społecznościowe, często nieświadome, dla kogo pracują, wykonują zadania destrukcyjne za niewielkie wynagrodzenie. Transfery kryptowalut zastępują torby dyplomatyczne, a zaszyfrowane wiadomości – bezpośrednią obsługę” – wylicza ekspert The Atlantic Council.
Wojna hybrydowa się Rosji opłaca
.Rosja stosuje te metody, bo się jej po prostu opłacają. Ograniczają ryzyko: gdy ktoś zostanie złapany, więc trudniej jest ustalić odpowiedzialność; Obniżają koszty operacyjne: sabotaż staje się niskobudżetowym narzędziem polityki państwowej; wykorzystuje istniejące napięcia lokalne, zwłaszcza gdy sprawcy wydają się być migrantami, aktywistami z marginesu lub oportunistami. W efekcie nie tylko uzyskuje wymierne straty, jakie ponoszą kraje „wrogiego Zachodu”, ale przede wszystkim takie działania sieją w społeczeństwach zachodnich nieufność do własnego aparatu państwowego, podgrzewa wewnętrzne napięcia i prowadzi do osłabienia wewnętrznego.
Zdaniem Piotra Araka dotychczasowe odpowiedzi państw atakowanych w ten sposób przez służby rosyjskie, były zbyt defensywne, co miało zachęcać Rosję do dalszych tego typu działań. „Noty dyplomatyczne, śledztwa i sankcje sygnalizują troskę, ale nie mają poważnych konsekwencji dla Rosji. Dla reżimu, który rutynowo bada granice, wygląda to mniej jak ostrzeżenie, a bardziej jak przyzwolenie na kontynuację” – pisze ekspert The Atlantic Council.
„Rosja chce osłabić długoterminowe poparcie dla Kijowa. Jeśli społeczeństwa Zachodu zaczną kojarzyć pomoc dla Ukrainy z rosnącą niepewnością w kraju, może wzrosnąć presja na rządy, by zmieniły swoje zobowiązania. W Polsce dynamika ta wzmacnia też narracje antyimigracyjne i antyukraińskie, co potęguje fakt, że prorosyjski kandydat w wyborach prezydenckich w 2025 roku zdobył 1,2 miliona głosów” – przekonuje.
Właśnie dlatego, jego zdaniem – państwa Europy powinny przejść do wspólnej ofensywy, stosując inne niż dotychczas metody. „Europa poprawiła ochronę infrastruktury i współpracę wywiadowczą, ale ogólne podejście pozostaje w dużej mierze defensywne. Jeśli sabotaż jest teraz stałym elementem konfrontacji Rosji z Zachodem, odpowiedź musi odzwierciedlać tę rzeczywistość” – pisze dr Piotr Arak.
Co jego zdaniem powinno nastąpić? Państwa UE powinny uzgodnić wspólne ramy odstraszania hybrydowego, przyspieszyć wspólne śledztwa w celu szybkiego ustalania sprawców i wzmocnić odporność swoich społeczeństw na dezinformację i panikę.
„W praktyce oznaczałoby to wspólne procedury alarmowe, komórki analiz zagrożeń i szybszą wymianę informacji wywiadowczych, by wywołać automatyczne, skoordynowane reakcje wszystkich państw UE. Polska ma tu większą rolę do odegrania, bo ma większy interes w grze (granice z Rosją na północy i Białorusią na wschodzie) i rosnący potencjał wojskowy i wywiadowczy, którego brakuje innym państwom UE” – konkluduje ekspert The Atlantic Council.
Anna Druś




